czwartek, 8 maja 2008
Produkcja samochodów w Polsce 2008 maj.
Produkcja pojazdów osobowych i dostawczych w kwietniu 2008 r. wzrosła o 11,2 proc. mdm i 53,1 proc. rdr i wyniosła 102.244 sztuk - podał instytut Samar.W kwietniu ustanowiono miesięczny rekord produkcji samochodów w Polsce. Po raz pierwszy przekroczono poziom 100 tys. pojazdów - podał w czwartek instytut Samar.W ubiegłym miesiącu w fabrykach w Polsce powstały 102 tys. 244 auta osobowe i dostawcze, o 11,2 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu i o 53,1 proc. więcej niż rok wcześniej.Jak informuje Samar, od początku tego roku w Polsce wyprodukowano łącznie 370 tys. 191 samochodów osobowych i dostawczych, o prawie 32 proc. więcej niż przed rokiem.W kwietniu produkcja samochodów osobowych w krajowych fabrykach wyniosła 88 tys. 706 i było to o 52,8 proc. więcej niż przed rokiem.Od początku roku do końca kwietnia wszystkie firmy wytwarzające w Polsce auta osiągnęły większy poziom produkcji niż przed rokiem. Liderem pozostaje Fiat Auto Poland, który wyprodukował w tym okresie 153 tys. 624 auta osobowe, o 32,8 proc. więcej niż rok wcześniej i obejmuje obecnie 47,9 proc. polskiego rynku.Drugim producentem jest Opel Polska. W gliwickiej fabryce zmontowano dotychczas 77 tys. 492 samochody osobowe, o 25,3 proc. więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Opel opanował 24,2 proc. polskiego rynku.Prawie 18,4 proc. rynku należy do FSO SA. W żerańskich zakładach tegoroczna produkcja wyniosła 58 tys. 956 aut i jest o 40,6 proc. większa niż przed rokiem.Niespełna 10 proc. udziału w rynku zachował Volkswagen Poznań, który wyprodukował 30 tys. 814 samochodów osobowych, co oznacza 28,8 proc. wzrostu w ciągu roku.W Polsce pozostało zaledwie 2,5 proc. wyprodukowanych aut osobowych. Reszta trafiła za granicę.Ponadto w kwietniu wyprodukowano w Polsce 13 tys. 538 pojazdów użytkowych, o 16,5 proc. więcej niż przed miesiącem i o 55,7 proc. więcej niż przed rokiem.W ciągu czterech pierwszych miesięcy roku powstało w Polsce 49 tys. 305 pojazdów dostawczych. Volkswagen wyprodukował ich w Poznaniu 38 tys. 183, o 22,4 proc. więcej niż rok wcześniej, natomiast Fiat w Tychach 11 tys. 122, o 88,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2007 r. I w tym przypadku zaledwie 4,2 proc. produkcji pozostało na polskim rynku, reszta trafiła na eksport.Ten wynik jest warty odnotowania, a zjawisko godne ekonomicznej analizy. Fakt, że jest mała sprzedaż na rynku krajowym jest spowodowana przestawieniem sie klijentów na samochody lekko używane, które są "prywatnie importowane" z rynków na które trafia polska produkcja. Jest pewnego rodzaju zjawisko komplementarności. Za tym idzie w parze wzrost popytu na pracę i wzrost popytu w innych branżach. Jeszcze gdyby spadek kursu walut względem złotego nie niweczył tego wysiłku to wszystko byłoby ok! Jednak system walutowy w znacznej mierze ogranicza właściwy efekt powyższego zjawiska.
niedziela, 4 maja 2008
Czy nas nie czekają takie obrazki?
Największy i najbardziej urzekający zespół świątyń na Jawie – Prambanan - stoi 17 km na wschód od Yogyakarty.Centralny kompleks obejmuje osiem dużych i osiem małych świątyń, pokryte płaskorzeźbami ze scenami z hinduskich eposów Ramajana i Mahabharata. Najokazalsza jest świątynia Śiwy, wznosząca się na wysokość 47 m. Główny kompleks otaczają pozostałości 244 pomniejszych świątyń.Świątynie w Prambanan powstawał od VIII do X w., za czasów, gdy Jawa była podzielona między dwie dynastie: buddyjską Sailendrów oraz hinduistyczną Sanjayów. W drugiej połowie IX w. obie dynastie połączyły więzy małżeńskie, stąd w płaskorzeźbach na hinduistycznych świątyniach można znaleźć i elementy buddyjskie.Gdy centrum jawajskiego hinduizmu zaczęło przesuwać się na wschód, w stronę Bali, Prambanan został opuszczony. W połowie XVI w. potężne trzęsienie ziemi zniszczyło wiele świątyń, część z nich spotkał podobny los, jak piramidy egipskie (czyli zostały rozszabrowane przez okolicznych mieszkańców...), a pierwsze próby ich rekonstrukcji podjęto dopiero w 1937 r.Ostatnim ciosem dla Prambanan było trzęsienie ziemi w maju 2006 roku. Najbardziej ucierpiała świątynia Garudy, dziś obstawiona rusztowaniami i remontowana dzięki pomocy UNESCO (Prambanan jest wpisany na listę dziedzictwa światowego) i rządu Japonii.Przez kilka lat z obawy przed spadającymi fragmentami w ogóle nie wpuszczano zwiedzających na teren kompleksu centralnego. Obecnie można już spacerować wokół niego, ale nadal nie wolno wchodzić na dziedziniec pomiędzy świątyniami, a tym bardziej do kaplic w ich wnętrzu.
Oszczędności w Państwie.
Kazda działalność musi mieć racjonalną logike i właściwy cel. W dążeniach obecnego Premiera Donalda Tuska wciąż słyszę, że będą oszczędności. Nareszcie! Pierwszą dziedziną wymagającą uporządkowania jest sfera tzw "Bezpieczeństwa". Na powyższy temat już pisałem. Uważam i jestem przekonany, że w Policji z zupełnym spokojem można zredukować 20% bezproduktywnych etatów, część środków przeznaczyć na fundusz premiowy dla tych, którzy rzeczywiście chcą się zaangażować w pełnione obowiązki. To pozwoliłoby radykalnie poprawić funkcjonowanie tej służby i podniesienie efektywne wynagrodzenia. Można z zupełnym spokojem zlikwidować wiele tzw stanowisk kierowniczych i ich obudowę (sekretarki, kierowców itp). Redukcja zatrudnienia radykalnie obniżyłaby koszty administracyjne, lokalowe, samochody, wyposażenie, umundurowanie itd.Występują rezerwy w zawodowej strazy pożarnej, które można by wykorzystać do wspomagania doraźnego Policji w ramach asysty. Kolejny problem to efektywność pracy. W administracji powinien być wprowadzony system efektywnego rozliczania i wynagrodzenie uzależnić od efektów pracy urzędników. Ci, którzy byliby w stanie wykazać, że ich działania są potrzebne powinni dostawać dodatkowe wynagrodzenie. Nie stosować tego rozwiązania do służb kontrolnych, gdyż byśmy sobie założyli stryczek na szyję.!!! T o tylko wzmianka do bardzo bogatego tematu, na który możnaby napisać dość grubą książkę. Jestem bardzo z tego zadowolony, że wreszcie na szczeblu Premiera o tym się mówi. Ale równie jestem głęboko zaniepokojony by tylko na gadaniu to sie nie zakończyło.
Okręty podwodne
Gdy płyniemy statkiem wycieczkowym przez Morze Śródziemne, Atlantyk czy Pacyfik, nie zdajemy sobie sprawy, że pod wodą czai się śmierć - są tam gigantyczne okręty podwodne mające na swoich pokładach nuklearny arsenał, który może obrócić cały nasz świat w perzynę i morze gruzów. Największy rekin świata Akuła to po rosyjsku rekin. Ten Rekin jest największą podwodną maszyną, jaką skonstruował człowiek. W swoich trzewiach kryje dwa reaktory atomowe napędzające turbiny o mocy 100 tysięcy KM, zapewniające kolosowi uzyskanie prędkości 27 węzłów pod wodą i możliwość pływania do końca świata, a może jeszcze dłużej (tak naprawdę specjaliści oceniają, że okręt może być pod wodą do 180 dni). Może też zanurzyć się na głębokość 500 metrów. Wypiera 20 tysięcy ton wody - tyle, ile duże nowoczesne tankowce pływające na powierzchni. Rekin ma nad dziobem sześć wyrzutni śmiercionośnych torped, a tam, gdzie prawdziwe rekiny mają serce, przewozi 20 balistycznych pocisków rakietowych - w każdym po dziesięć głowic jądrowych zdolnych zniszczyć połowę cywilizowanego świata. Rosjanie z dumą nazywają Rekina (w kodzie NATO - Tajfun) podwodnym krążownikiem. Mają takich krążowników podobno sześć, a może siedem. Choć olbrzym jest bardzo hałaśliwy (szum wytwarzany przez śruby, turbiny i urządzenia okrętu jest wykrywany przez nasłuch przeciwnika - to pięta achillesowa Rekina), Rosjanie się tym nie przejmują. Taktyka Tajfunów nie polega bowiem na patrolowaniu mórz i oceanów, tylko na dotarciu w wyznaczony rejon (najczęściej pod lodową pokrywą Arktyki). Tam Rekin czeka na polecenia z dowództwa i na rozkaz odpalenia rakiet, który na szczęście jeszcze nigdy nie padł.Zejdźmy do wnętrza kolosa. Podwodny katamaran z tytanu Rekin ma w rzeczywistości dwa tytanowe kadłuby skryte pod grubą stalową powłoką. Według informacji zachodnich specjalistów - popartych doniesieniami wywiadu - powłoka pozwala mu na pływanie pod lodem i wynurzenie się ponad twardy lód w Arktyce, tak by mógł odpalić rakiety. Ile jest w tym rosyjskich przechwałek, a ile prawdy? Miejmy nadzieję, że nigdy się nie przekonamy. Plątanina wewnętrznych korytarzy, rur i przewodów, wodoszczelne luki, jarzące się setkami światełek i wskaźników panele sterowania (oparte na radzieckiej technice z lat 80.) to nie wszystko. Jest jeszcze basen i wiele innych luksusów, którymi raczy się załoga. Warunki życia na okręcie są podobno dużo lepsze niż na innych podwodnych rosyjskich kolosach. Załoganci mają osobne kabiny, wolny dostęp do toalety i prysznica. Jak jest naprawdę? Tego nie wie nikt. Luksus pod wodą Jak czytamy w jednym z opracowań poświęconych rosyjskiej flocie podwodnej, pod pokładem stworzono naprawdę komfortowe warunki życia i pracy dla 160-osobowej załogi. Przedziały załogi są bardzo wygodne i dobrze wyposażone. Rozmiary okrętu pozwoliły na umieszczenie w jego wnętrzu sauny, kina, basenu, sali gimnastycznej, solarium, a nawet ptaszarni! Taka dbałość o komfort załogi wynikała z pewnością z chęci złagodzenia niezwykle stresujących warunków, w jakich znajdowali się członkowie załogi, gdy okręt znajdował się wiele dni głęboko pod lodami Arktyki. Załogi Tajfunów mogły pochwalić się komfortem wyższym nawet niż panujący na amerykańskiej jednostce balistycznej klasy Ohio!. Skąd ta dbałość o wygodę podwodniaków? Z prostego pragmatyzmu. Okręt miał przez wiele miesięcy przebywać w głębinach pod czapą lodową Arktyki, czekając na sygnał do odpalenia swoich śmiercionośnych ładunków. Z tej zatopionej w mroźnych głębinach rury - właściwie dwóch rur - nie było wyjścia. Każda nieprzewidziana sytuacja, bunt załogi czy choćby nieodpowiedzialne zachowanie załamanego z powodu zamknięcia w surowych warunkach marynarza mogło skutkować katastrofą. Na to dowództwo Floty Północnej nie mogło sobie pozwolić. Jest jeszcze jeden aspekt wyjątkowego traktowania rosyjskich marynarzy na pokładach okrętów podwodnych. Nieliczni zachodni dziennikarze, którzy dotarli do garnizonowych miasteczek przy bazach okrętów podwodnych takich jak Widajewo (stamtąd pochodziła m.in. załoga "Kurska"), byli przerażeni spartańskimi warunkami, w jakich żyją członkowie załogi i ich rodziny. Odrapane betonowe bloki, obskurny sklep, szkoła z "dietskim sadem" (przedszkolem) i klub garnizonowy. W porcie rdzewiejący wrak starego okrętu. Dookoła tundra, która zimą staje się lodową pustynią. Gdy ma się taką alternatywę, chętnie wraca się na pokład najbardziej luksusowego okrętu podwodnego świata. Wbrew pozorom zarobki ludzi, którzy tam pracują, nie są wysokie. Po katastrofie okrętu "Kursk" żona jednego ze służących na nim oficerów wyjawiła brytyjskim dziennikarzom, że mąż zarabiał około 300 dolarów miesięcznie. Mimo spartańskich warunków bytowania i zarobków nieadekwatnych do ryzyka, kwalifikacji i wysiłku służba na podwodnym kolosie jest marzeniem niemal każdego rosyjskiego marynarza, a załogi tych okrętów uważane są za elitę floty, nie tylko wśród wojskowych. Nic dziwnego, skoro atomowe okręty podwodne są oczkiem w głowie samego Władimira Putina. Niejednokrotnie prezydent odwiedzał bazy rozrzucone wokół Murmańska i wizytował okręty, bratając się z ich załogami. Rekiny ruszają na łowy Do niedawna większość Tajfunów bezczynnie kołysała się przy kejach. Powodem był brak pieniędzy i organizacyjny bezwład Floty Północnej. Po katastrofie "Kurska" i szoku, jaki spowodowała, to się zmieniło. Decydujące były postanowienia prezydenta o zwiększeniu wydatków na zbrojenia, poparte rosyjskim boomem gospodarczym i wzrostem przychodów państwa. Dzisiaj podwodne nuklearne giganty niemal regularnie wychodzą w morze, śledzone czujnym okiem sił rozpoznawczych NATO. Obserwują je nie tylko satelity i samoloty szpiegowskie krążące nad kręgiem polarnym, ale i natowskie okręty podwodne. Nie jest już tajemnicą, że wody Morza Barentsa i Oceanu Arktycznego w pobliżu rosyjskich wybrzeży systematycznie patrolują okręty marynarki amerykańskiej i Royal Navy. Zdarza się, że podczas ćwiczeń Floty Północnej "wrogie" jednostki podwodne przemykają pomiędzy okrętami rosyjskimi, pilnie je śledząc, namierzając i notując wszystkie parametry. Dochodzi nawet do kolizji, które zazwyczaj obie strony utrzymują w tajemnicy. Rosjanie odwdzięczają się pięknym za nadobne i gorliwie patrolują wody wokół amerykańskich wybrzeży. - Byłem przez trzy miesiące w pobliżu Florydy i ani razu nie wynurzyliśmy się na powierzchnię - powiedział mi przed laty jeden z byłych rosyjskich podwodniaków. - Dopiero gdy pobieraliśmy zaopatrzenie w bazie na Kubie, zobaczyłem słońce. Podwodna Ameryka Amerykanie dużo chętniej niż Rosjanie pokazują wnętrza swoich atomowych podwodnych kolosów. Na antenie Discovery czy National Geographic można zobaczyć, jak żyją i pracują, co jedzą i jak tęsknią za rodzinami podwodniacy US Navy. Możemy przyjrzeć się pracy kucharza serwującego załodze dobrze wysmażone steki, dbającego o to, by indyk w Święto Dziękczynienia nie był przesmażony, a goście okrętowej mesy jedli tak, żeby im się uszy trzęsły. Nie można tylko zobaczyć, jaką broń przenoszą okręty i do czego zostały stworzone. Podobno (to słowo jest niestety najwłaściwsze) amerykańscy podwodni nosiciele rakiet typu Ohio mają na swoich pokładach po 24 rakiety Trident. Każda może przenosić 10 do 12 głowic nuklearnych o sile dużo większej od bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę. Rakiety mają zasięg do 12 tysięcy kilometrów. To oznacza, że pocisk wystrzelony z głębin Pacyfiku lub Oceanu Indyjskiego może zniszczyć Moskwę, Pekin, Teheran lub inne dowolnie wybrane miasto. Pytanie, po co Amerykanom kilkanaście (oficjalnie mówi się o osiemnastu) tak groźnych okrętów jest, delikatnie mówiąc, naiwne. Zobaczmy lepiej, jak wygląda Ohio. Skryty zabójca To wielka rura z tytanu i stali, licząca sobie 170 metrów długości. Mieści w swoim wnętrzu reaktor atomowy, który napędza turbiny o mocy o połowę mniejszej niż turbiny Tajfuna i zapewnia okrętowi podobną prędkość jak rosyjskiemu gigantowi - 25 węzłów pod wodą. Pływa na głębokości do 300 metrów, ale znając wiarygodność danych podawanych przez wojskowych, można tę liczbę pomnożyć przez dwa. Ohio jest niezwykle groźny - nie tylko dlatego, że w swoim kadłubie skrywa nuklearny arsenał zdolny do zniszczenia dużego kraju, ale przede wszystkim dlatego, że jest niezwykle cichy. Podczas gdy rosyjskie kolosy wytwarzają pod wodą potworny hałas, który można wykryć w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, amerykański nuklearny łowca jest w stanie niepostrzeżenie, a właściwie niesłyszalnie, podkraść się do wybrzeży wroga. Amerykański kolos ma jeszcze inny atut. Jego wyrzutnie torpedowe przystosowano do wystrzeliwania spod wody rakiet manewrujących Tomahawk. O ich skuteczności świat przekonał się, gdy podczas pierwszej wojny irackiej znikąd zaczęły spadać na Irak inteligentne pociski o porażającej sile niszczenia. W praktyce wyglądało to tak, że amerykańskie okręty czaiły się pod wodami Zatoki Perskiej z dala od Iraku. Na sygnał wysłany z dowództwa operacji "Pustynna Burza" pociski z sykiem wysuwały się z torpedowych rur, by podążyć ku powierzchni wody. Tam uruchamiały się ich silniki odrzutowe. Tomahawki rozsuwały schowane w kadłubie skrzydła i lecąc nisko nad ziemią, zmierzały do wyznaczonych celów, kierując się elektroniczną mapą, porównywaną z tym, co widziały ich czujniki. Efektem były zniszczone irackie lotniska, bunkry, miasta i zgrupowania wojsk. Mało kto z irackich sztabowców spodziewał się, że śmierć i zniszczenie na lądzie nadejdą spod wody. Podwodne kolosy wciąż istnieją Gdy płyniemy statkiem wycieczkowym przez Atlantyk, Pacyfik czy Ocean Indyjski, nie zdajemy sobie sprawy, że pod kadłubem naszego białego Sea Criusera może czaić się czarny kadłub prawdziwego podwodnego krążownika. Mimo że zimna wojna dwóch mocarstw przeszła do historii, podwodne kolosy wyposażone w setki głowic jądrowych, torped i rakiet o niszczącej sile nadal przemierzają światowe oceany. Połowa arsenału nuklearnego Stanów Zjednoczonych znajduje się pod wodą - na pokładach okrętów podwodnych. Dane o rosyjskiej podwodnej sile atomowej pozostają utajnione, ale i tak można przypuszczać, że jest to siła zdolna do zniszczenia dużej części cywilizowanego świata. Skryte pod wodą okręty nuklearne patrolują 70 procent obszaru Ziemi (tyle stanowią morza i oceany). Co więcej, w stoczniach USA, Rosji, Chin i wielu innych państw powstają następcy Tajfunów, Ohio i innych śmiercionośnych kolosów - jeszcze potężniejsze, doskonalsze, bardziej niebezpieczne. Najwyższy czas, by zacząć się bać...
piątek, 2 maja 2008
Demokratyczna Republika Konga -Zair - nieustający konflikt.
Demokratyczna Republika Konga (od 19 maja 1997), wcześniej Zaïre, Republika Zairu, République du Zaïre państwo w Afryce środk., w dorzeczu rz. Kongo; Graniczy na południu z Angolą 2511 km, na południowym wschodzie z Zambią 1930 km, na wschodzie z Tanzanią 473 km, Burundi 237 km, Ruandą 217 km i Ugandą 765 km , na północnym wschodzie z Sudanem 628 km, na północy z Republiką Środkowoafrykańską 1577 km, na zachodzie z Kongiem 2410 km i Kabindą (enklawa Angoli)., nadto wąski skrawek dostępu do O. Atlantyckiego u ujścia rz. Kongo – 37 km; Długość granic lądowych 10 744km ., pow. 2 344 885 km2 (trzeci co do wielkości kraj Afryki); 60 mln mieszka. (2005); stol. Kinszasa, dawn. Léopoldville (drugie po Kairze, pod względem liczby ludności, miasto w Afryce) 6,8 mln mieszk., gł. miasta: Lubumbashi, Mbuji-Mayi, Kananga, Kisangani, Likasi, Kolwezi, Bukavu;[1] Nowa konstytucja z 2006 wprowadziła podział kraju na 25 prowincji oraz rejon stołeczny:
1-Kinszasa (rejon stołeczny) ,2- Kongo central ,3- Kwango , 4-Kwilu,5-Mai-Ndombe , 6-Kasaï ,7-Lulua ,8-Kasaï Oriental 9-Lomami 10-Sankuru ,11-Maniema ,12-Sud-Kivu, 13-Nord-Kivu ,14-Ituri ,15-Haut-Uele ,16-Tshopo ,17-Bas-Uele, 18-Nord-Ubangi, 19-Mongala, 20-Sud-Ubangi, 21-Équateur , 22-Tshuapa ,23-Tanganyika, 24-Haut-Lomami, 25-Lualaba, 26-Haut-Katanga.
j. urzędowy franc., w użyciu suahili, chiluba, kikongo, lingola, luvena, chokwe, gbaya, kituba, i in.; waluta: 1 frank kongijski = 100 centymów; PKB w przeliczeniu na 1 mieszk. 120 dol (2006).
LUDNOŚĆ. Skład etniczny: ok. 80% ludy Bantu (18% Luba, 17% Mongo, 12% Kongo, 10% Ruanda), 15% ludy Sudanu (gł. Azande), 5% ludy nilockie, Pigmeje, Ubangi i in., łącznie ok. 200 plemion; 700 tys. uchodźców wewn., nadto wg UNCHR – 1,7 mln uciekinierów z Rwandy, 210 tys. z Angoli, 110 tys. z Sudanu, 91 tys. z Burundi i Ugandy; w miastach 44% ludności; gęstość zaludnienia 25 osób/km2; b.wysoki przyrost naturalny – 32‰ rocznie; 28% analfabetów; przeciętna dł. życia: mężczyźni – 50 lat, kobiety – 54 lata; wyznania: 48,4% katolicy, 29% protestanci, 3,4% animiści, 1,4% muzułmanie, 17,8% inni (w tym kimbanguiści, tzn. wyznawcy religii afrochrześc.). Struktura zatrudnienia: rolnictwo – 65%, usługi - 19%, przemysł – 16%. Inflacja w 2004 wyniosła 14%. Zadłużenie zagraniczne: 11,6 mld USD. Handel zagraniczny: eksportuje się głównie miedź, diamenty, ropę naftową głównie do Belgii (42,5%), Finlandii (17,8%) i Zimbabwe (12,2%). Importuje się natomiast maszyny, żywność, produkty naftowe z RPA (18,5%), Belgii (15,6%), Francji (10,9%). Obroty z zagranicą w 2002 wynosiły – eksport: 1,417 mld USD, import: 933 mln USD.
USTRÓJ. Republika prezydencka; zgodnie z konstytucją z 2006 głową państwa prezydent, wybierany w głosowaniu powszechnym na 5-letnią kadencję (z możliwością reelekcji na 2. kadencję); prezydent stoi na czele nominowanej przez siebie Narodowej Rady Wykonawczej (rządu); dwuizbowy parlament złożony ze Zgromadzenia Narodowego (500 miejsc – 60 obsadzanych w wyborach większościowych, 440 z list otwartych metodą proporcjonalną; kadencja 5-letnia) i Senatu (120 członków wybieranych na 5-letnią kadencję w głosowaniu pośrednim); administracyjnie kraj podzielony jest na 10 prowincji i stolicę; w nowej konstytucji K. wyraziło zgodę na obowiązkowe sądownictwo Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.
WARUNKI NATURALNE. Środek K. zajmuje rozległa Kotlina Konga, okolona wyżynami i górami: od płd.-zachodu Wyż. Dolnogwinejska, od południa wyż. Lunda i Katangi, od wschodu Wyż. Wschodnioafrykańska, a po jej zach. stronie równolegle pasmo g. Mitumba; wzdłuż granicy z Ugandą, Rwandą, Burundi, Tanzanią i Zambią – Wielki Rów Zach. (część Wielkich Rowów Afrykańskich) z jeziorami: Tanganika, Mueru, Kiwu, Edwarda, Alberta i masywami wulkanicznymi Ruwenzori (Margherita) 5109 m (najw. szczyt Konga) i Wirunga (Karisimbi) 4507 m; od północy Kotlinę Konga okala wyż. Azande, od płn.-zachodu wyż. Kamerunu. Klimat równikowy wilgotny, na wyżynach podrównikowy wilgotny, na krańcach płd. suchy; średni roczny opad 1500-2000 mm, na płd. 1000 mm (skłonność do burz); średnia temp. 24-27°C; w górach chłodniej (20-21°C), częste mgły poranne. Gęsta sieć rzek należących do dorzecza Konga (m.in. Luapula, Aruwimi, Ubangi, Lomami, Lulonga, Tshuapa, Ruki, Kasai), o licznych wodospadach i progach oraz sporym potencjale energetycznym (ok.13% światowych zasobów energii wodnej); lasy (wiecznie zielone, równikowe) zajmują ok. 75% pow. kraju i stanowią największy w Afryce obszar tego rodzaju; na północy i południu sawanny, w górach – powyżej lasów równikowych, lasy górskie, nad nimi roślinność subalpejska; kilka parków nar., m.in. Wirunga i Salonga (wpisane na Listę UNESCO) oraz Alberta obejmujący masyw Ruwenzori i szczyt Karisimbi; świat zwierzęcy reprezentują m.in. rzadko spotykane nosorożce (czarny i biały), lwy, antylopy, żyrafy, okapi.
GOSPODARKA. Jeden z najbiedniejszych krajów świata mimo rozległych bogactw mineralnych i niezłych warunków dla rolnictwa; przyczyną zróżnicowanie etniczne kraju i brak więzi go jednoczących, autorytarne rządy, wysokie bezrobocie; gł. dziedziną gospodarki górnictwo, wydobycie rud kobaltu (16 tys. t, 1. miejsce w świecie), diamentów (12 mln karatów, 2. miejsce w świecie), rud miedzi (144 tys. t czystego metalu, 6. miejsce w świecie), ropy naft. (1,4 mln t, złoża na granicy z Tanganiką niewykorzystywane), na mniejszą skalę wydobywa się siarkę, mangan, cynk, cynę, kadm, beryl, kolumbit, ołów, tantal, wofram, żelazo, węgiel kam., złoto i srebro; hutnictwo miedzi, rafineria ropy naft., niewielki przem. włókienniczy, chem., cementowy, drzewny, skórzano-obuwniczy, spoż. (gł. olejarski i cukrowniczy), metalowy, gumowy; spora produkcja energii w hydroelektrowniach; gł. centra przem. to: Shaba (dawn. Katanga), prowincja Kasai, rejon Kinszasy, Lubumbashi oraz obrzeża jez. Kiwu. Rolnictwo zatrudnia ok. 65% mieszk.; Użytki rolne stanowią 10% powierzchni. Uprawia się: kakaowiec, kawę, kauczukowiec, bawełnę, banany, maniok, kukurydzę, ryż, proso, orzeszki ziemne, palmę oleistą. na eksport kawy, herbaty, palmy oleistej, orzeszków ziemnych, trzciny cukrowej, kauczukowca, bawełny; spore rybołówstwo śródlądowe; znaczna eksploatacja lasów; hodowla mniejszego znaczenia (z powodu plagi muchy tse-tse) bydła, owiec, kóz, trzody chlewnej, drobiu. Sieć komunikacyjna rzadka; mimo naturalnych utrudnień spore znaczenie żeglugi śródlądowej na Kongu i dopływach, uzupełnianej na odcinkach nieżeglownych liniami kolejowymi (dł. 5118 km); ok. 150 tys. km dróg kołowych; gł. porty morskie: Matadi, Boma, Banana; lotniska w Kinszasie i Lubumbashi; 3 uniw., 12 wyższych szkół zawodowych, 4 rządowe centra badawcze (medycyny tropikalnej i ochrony środowiska, rolnictwa, leśnictwa, górnictwa i geologii).
HISTORIA. Kotlina Konga i wyż. Katangi były zaludnione już w paleolicie przez ludy Bantu i Pigmejów; między V a X w. powstały tutaj pierwsze państwa plemienne (m.in. Bakuba, Baluba); w XIV w. do sporego znaczenia doszło Kongo, a pod koniec stulecia Loango, Kakongo, Ngoja, Teke (wszystkie położone w dolinie rz. Kongo) oraz Luba na wyż. Katangi;W 1474 roku Diego Cao dotarł i zbadał częściowo wnętrze kontynentu płynąc rzeką Kongo (Zair) w górę jej biegu. Cao odkrył tam potężne państwo, z którego władcą nawiązano stosunki handlowe i nakłoniono go do przyjęcia chrztu.[2] 1482 początek penetracji portugalskiej (1491 formalna chrystianizacja Konga), a także nawiązano kontakty dyplomatyczne z Portugalią i Watykanem oraz nastąpił rozwój handlu niewolnikami; 1587 Portugalczyków wypędzono, ale najazdy ludów Jaga sprawiły, że w XVII w. znaczenie Konga podupadło; Na południe od Królestwa Konga w XVI. Wieku powstało , założone przez szczepy Songya, państwo Luba, które osiągnęło apogeum rozwoju w 2. połowie XVII w. Jego kontynuacją było państwo Lunda, rozbite w XIX w. przez ludy Czokwe. W widłach rzek Kasai i Sankuru powstała w XVII w. federacja niezależnych państewek szczepowych - Kuba, która rozpadła się w XIX w. sprawiły, że w XVII w. znaczenie Konga podupadło; w XVIII w. pojawili się Holendrzy i Belgowie; w 2. połowie XIX w. teren rywalizacji państw eur.; 1876–79 król Belgów Leopold II (pod hasłem "zbadania i ucywilizowania Afryki centralnej") rozpoczął regularny podbój terytoriów K., zainicjował także wyprawę podróżniczą H.M. Stanleya; 1884–85 konferencja berlińska zaakceptowała podboje, utworzono Wolne Państwo Kongo połączone z Belgią unią personalną, 1908 przekształcone w kolonię pn. Kongo Belg., ze stol. w Léopoldville; od końca XIX w. intensywna eksploatacja bogactw mineralnych, napływ kapitałów, rozwój przem. wydobywczego, urbanizacja; opór miejscowej ludności znalazł oparcie w ruchu rel. zw. kimbangizmem – od przywódcy S. Kimbangu (1899–1951) – skierowanym przeciwko kulturze eur., misjom chrześc. i wyzyskowi kolonialnemu; 1902-08 dla złamania oporu Belgowie wymordowali ok. 2 mln miejscowej ludności; Podstawowy akt ustawodawczy - Charte Coloniale (1908) - ustanawiał centralistyczną administrację z generalnym gubernatorem w Leopoldville (obecna Kinszasa) i sankcjonował reżim kolonialny. W XIX-XX w. odkryto złoża bogactw naturalnych i rozpoczęto ich eksploatację, od 1909 głównie przez koncern Union Minière du Haut-Katanga (kapitał belgijski i brytyjski). Po I wojnie światowej nastąpił wzmożony napływ obcego kapitału i rozwój gospodarczy (głównie przemysł wydobywczy). W latach 20. miały miejsce sporadyczne wystąpienia antykolonialne, najczęściej o charakterze ruchów religijnych - największe znaczenie osiągnął tzw. kimbangizm (od nazwiska przywódcy S. Kimbangu (1899-1951)) skierowany przeciwko kulturze europejskiej i misjom chrześcijańskim. W latach 30. opór przeciwko rządom kolonialnym przejawiał się w strajkach w dużych ośrodkach przemysłowych. Podczas II wojny światowej Zair stanowił bazę surowców dla Wielkiej Brytanii i USA. Znaczenie Zairu wzrosło po II wojnie światowej w związku z zapotrzebowaniem na uran wykorzystywany do produkcji broni jądrowych. W latach 50. zaczęły powstawać pierwsze organizacje polityczne o charakterze niepodległościowym, m.in. 1950 utworzono dążące do federalizmu Stowarzyszenie Plemienia Bakongo (ABAKO) na czele z J. Kasavubu, 1957 - centralistyczny Kongijski Ruch Narodowy (MNC) kierowany przez P. Lumumbę. Wzmagające się (1958-1960) wystąpienia antykolonialne wpłynęły na zmianę polityki kolonialnej Belgii. W wyniku ustaleń brukselskiej konferencji "okrągłego stołu" (styczeń-luty 1960) 30 czerwca tegoż roku przyznano Kongu niepodległość.; - powstaje republika federacyjna pn. Kongo-Léopoldville (wkrótce zmienioną na Kongo-Kinszasa). Po wyborach prezydentem został Joseph Kasavubu a premierem Patrice Lumumba. Oficerowie belgijscy i urzędnicy opuścili ogarnięty chaosem kraj i pozostawili go na pastwę nadchodzących mordów i bratobójczych walk. Prezydent mianował byłego dziennikarza, Josepha Desire Mobutu głównym oficerem dowodzącym armią obszaru Konga-Kinszasy. W lipcu od Kongo-Kinszasy oderwała się prowincja Katanga, dowództwo nad nią objął Moïse Tschombé, który do 1963 roku stał na czele rebeliantów i prowadzonej wojny domowej na tle konfliktów etnicznych, secesja najbogatszych prowincji: Katangi (na czele M. Czombe) i Kasai (z A. Kalondżim); wezwane przez Lumumbę wojska ONZ nie opanowały sytuacji; XII 1960 wojskowy zamach stanu gen. Mobutu, Pierwsza wojna domowa w Kongo trwała do 1963. Dzieliła się na kilka faz rywalizacji, pomiędzy plemionami, rządem, organizacjami paramilitarnymi, w końcu ingerującymi z zewnątrz siłami ONZ i państwami ościennymi. Kosztowała życie milion ludzi. ONZ w końcu opanowało sytuację w regionie zbuntowanej Katangi przy pomocy utworzonej w Etiopii Organizacji dla Jedności Afryki (OAU) - prototypu późniejszej Unii Afrykańskiej, w skład której weszło 30 państw. Moïse Tschombé opuścił kraj.. Prezydent zdystansował się od Patrice'a Lumumby, który został aresztowany i po dwóch miesiącach zamordowany , premierem zostaje C. Adoula; 1961 podczas misji pokojowej ginie nad Kongiem w katastrofie lotniczej (w niejasnych okolicznościach) sekretarz generalny ONZ D. Hammarskjøld; W 1963 z pomocą wojsk ONZ secesja obu prowincji zostaje zlikwidowana (mimo silnego oporu białych najemników rekrutowanych przez Czombego); Krwawe walki rozgorzały na nowo w 1964 roku, gdy wojska ONZ wycofały się z kraju w wyniku kryzysu finansowego. Rebelianci pod dowództwem 23 letniego Laurenta Kabili przejęli kontrolę nad wschodnią częścią kraju, Stanleyville (Kisangani). Prezydent Kasavubu powołał wówczas Moïse Tschombé, który wciąż cieszył się uznaniem w rządzonej przez siebie do 1963 roku prowincji Katangi, na stanowisko premiera Z pomocą USA i żołnierzy europejskich nowy premier zwalczył brutalnie powstanie, w trakcie którego dziesiątki tysięcy ludzi zginęło podczas krwawych walk..
W 1964 parlament uchwala nową konstytucję (m.in. zmianę nazwy państwa na Demokratyczną Republikę Konga), a w 1965 prezydent Kasavubu zostaje obalony przez kolejny zamach stanu gen. Mobutu, który objął stanowisko prezydenta i premiera, zawiesił konstytucję, w 1967 założył partię pn. Ludowy Ruch Rewolucji (MPR), z czasem jedyną legalną partię w Kongo. Mobutu przeprowadził za odszkodowaniem częściową nacjonalizację przemysłu (m.in. usunął Union Minière, działający od 1907 potężny koncern belg., inspiratora secesji Katangi), afrykanizację nazewnictwa, w tym imion i nazwisk (1971 wprowadzono nazwę Zair), nową walutę; rozwój gospodarczy lat 70., wspomagany napływem kapitałów zagr., zakłóciła 1977–78 ponowna próba secesji prowincji Shaba (dawn. Katanga) stłumiona przy pomocy wojsk franc.; od początku lat 80.nastąpiło pogorszenie sytuacji gosp., represje wobec przeciwników polit., gwałty na tle różnic etnicznych; 1990 pod naciskiem międzynar. i USA powolna rezygnacja z monopartyjnego systemu władzy, 1993 wobec proklamowania przez Shabę autonomii, ostrych napięć etnicznych (w Kivu 400 tys. wypędzonych), napływ uchodźców z Rwandy, nałożenia przez ONZ embarga na broń dla Konga. Powyższy stan rzeczy spowodował porozumienie z opozycją, powołanie tymczasowego parlamentu, przygotowanie konstytucji ograniczającej władzę prezydenta; Na początku października sytuacja w rejonie wschodniej granicy była już tak napięta, że nic nie mogło powstrzymać Banyamulenge przed chwyceniem za broń. 6 paździenika 1996 r. ich bojówka napadła i wymordowała wszystkich pacjentów w szpitalu w miasteczku Lemera - 40 km na północ od Uwiry. Tydzień później ostrzelali z broni ciężkiej obóz uchodźców Hutu w Runingo - 20 km północ od Uwiry. Otwarte już powstanie rozpoczęło się w pierwszej połowie tego miesiąca w rejonie Rutshuru niedaleko Gomy. Lokolna rebelia Banyamulenge przekształciła sie w konflikt na dużą skalę 18 października, kiedy przyłączyli się do niego antyrządowo nastawieni członkowie plemion Kasai, a później i inne plemiona w rejonie gór Mulenge nad jeziorem Tanganika. W tym też rejonie doszło do pierwszych uderzeń na garnizony wojsk rządowych. Początkowo do walki przystąpiło niecałe 2 tys. zaprawionych w bojach partyzantów, w tym oddziały milicji Bangalima. Dopiero później, wraz z przyłączeniem się do rebeli coraz to nowych plemion siły partyzantów bardzo szybko wzrosły do prawie 20 tys. ludzi.[3]W maju 1997 Mobutu został obalony przez Laurenta Kabilę, który przywrócił starą nazwę państwa. Sytuacja w kraju pozostała jednak nadal niestabilna i już w sierpniu 1998 wybuchła rebelia wspierana przez Rwandę i Ugandę. Pomoc Kabili zaoferowały: Angola, Namibia i Zimbabwe. 10 lipca 1999 6 krajów afrykańskich biorących udział w konflikcie podpisało w Lusace porozumienie pokojowe kończące konflikt. W styczniu 2001 został zastrzelony Laurent Kabila, a urząd prezydenta objął jego syn Joseph Kabila. Wojna domowa doprowadziła do bardzo złej sytuacji politycznej i gospodarczej kraju. Partyzanci bogacą się na nielagalnym wydobyciu koltanu. Sytuacja ludności cywilnej jest bardzo dramatyczna. Jako podaje raport (grudzień 2000) organizacji Oxfam, która zajmuje się ochroną praw człowieka: "Są ponad dwa miliony uchodźców, z czego 50% ze wschodu - około 37% ludności; około 18,5 mln ludzi nie ma dostępu do jakiejkolwiek pomocy lekarskiej. W 60-milinowym kraju jest 2056 lekarzy, z tego 930 w Kinszasie. (...) 2,5 mln ludzi żyje za mniej niż jednego dolara dziennie. W niektórych rejonach na wschodzie ludzie muszą żyć za 18 centów dziennie. 80% rodzin obu prowincji Kivu było w ciągu ostatnich pięciu lat wysiedlanych. Jest powyżej 117 tysięcy żołnierzy-dzieci, z ostatnio rekrutowanych żołnierzy ponad 15% to młodzież poniżej 18 lat, duża część nie ukończyła 12 lat. Oficjalnie 800-900 tys. dzieci jest zakażonych AIDS".Jeden z największych konfliktów końca XX wieku. Tlący się od dziesiątek lat konflikt plemienny jest zjawiskiem społecznym trudnym do opanowania.. Na tle wydarzeń militarnych znalazły się miliony bezimiennych ofiar. Centralna Afryka stała się areną masowych mordów i przemocy. Ludobójstwo z 1994 roku z sąsiednich wojen przeniosło się na grunt Zairu. Plemiona spokrewnione z Hutu i Tutsi żyły także na wschodzie Zairu.
W połowie października 1996 roku Jan Paweł II zaapelował do organizacji międzynarodowych o zainteresowanie się losem uchodźców zdanych na łaskę losu w obozach.Pomimo działań dyplomatycznych i rozmów przy okrągłym stole Zairu, Ruandy, Belgii i Francji, 30 października 1996 roku wybuchła wojna pomiędzy dwoma sąsiednimi krajami. Po zaciętych walkach na granicy, wojska ruandyjskie wzmacniane przez rebeliantów z plemienia Tutsi zdobyły miasto Bukavu. Mieszkańcy miasta, a także uchodźcy z obozów dla ludności Hutu, żołnierze i cywile z Zairu uciekli masowo do Ruandy i Burundi. Oprócz ofiar mordów na tle etnicznym, krwawe żniwo zbierała w tamtych dniach tragedia humanitarna w obozach dla uchodźców, brak pożywienia, zanieczyszczona woda, choroby zabiły wówczas tysiące ludzi.
Premier Zairu, Leon Kengo Wa Dondo i jego odpowiednik polityczny z Ruandy zgodzili się na spotkanie w sprawie zażegnania konfliktu. Do uczestnictwa w spotkaniu zaproszeni zostali także politycy Kenii, Ugandy, Tanzanii, Erytrei, Etiopii i Kamerunu. Cieniem na te wydarzenie położył się powrót samozwańczego prezydenta Mobutu.
Równolegle w 1996 wybuchło powstanie, na czele z Laurent-Desire Kabila wspieranego przez wojska państw sąsiednich; W odpowiedzi, w lutym 1997 roku Laurent Kabila utworzył milicję AFDL (Alians Sił Demokratycznych dla Wyzwolenia Kongo), która niechlubnie wspierana przez takie państwa jak Uganda, Burundi, Ruanda, Angola czy RPA zaczęła opanowywać coraz to większe obszary kraju. Rząd użył do walk z rebeliantami ciężkiego lotnictwa, bombowce poczyniły szkody głównie wśród ludności z wiosek.
Kolejny rząd premiera Etienne Tshisekedi, głównego przeciwnika politycznego Mobutu Sese Seko, starał się opanować trudną sytuację, ponieważ rebelianci zajęli już około 1/3 terenów kraju. W obozach dla uchodźców umierało dziennie 150 osób.
W 1997 roku Mobutu wprowadził ponownie stan wyjątkowy w Zairze. Premier i politycy opozycji zostali osadzeni w więzieniu, a prezydent powołał na stanowisko premiera generała Likulia Bolongo. Zarówno USA, Belgia, Francja, jak i 30 krajów Afryki naciskały na Mobutu Sese Seko, aby zrezygnował z urzędu, ten jednak odrzucił wszelkie propozycje rozwiązania konfliktu. W maju 1997 zmuszenie Mobutu do ucieczki z kraju ( we wrześniu zmarł w Maroku), prezydentem został Kabila, powrót do nazwy: Demokratyczna Republika Konga; po okresie krótkotrwałych reform, przejście do dyktatury; 1998 ponowny wybuch wojny domowej z udziałem wojsk Rwandy i Ugandy (po stronie przeciwników Kabili) oraz Zimbabwe, Angoli i Namibii wezwanych na pomoc przez Kabilę; Według relacji Reutersa (8 sierpnia 2002) stan przedstawia jeszcze bardziej dramatyczną sytuację (za GW): "Kanibalizm, gwałty, tortury i porwania były stosowane jako broń w niedawnych walkach w Kongu - twierdzi ONZ. Organizacja przeprowadziła dochodzenie w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w dżungli północno-wschodniego Konga. Jak ustalono, sprawcami tortur i gwałtów byli bojownicy popieranego między innymi przez Ugandę Ruchu Wyzwolenia Konga. Wycinali serca i inne organy swoich ofiar i kazali rodzinom je zjeść. Jedną małą dziewczynkę zabito, pocięto na małe kawałki i zjedzono - mówiła rzeczniczka ONZ Patricia Tome. W wojnie, która wybuchła w 1996 r., gdy sąsiedzi Konga postanowili obalić dyktatora Mobutu Sese Seko, w ciągu ostatnich czterech lat zginęło około 2 mln osób." Po obaleniu jego rządów przy ingerencji USA, Francji i Belgii, w 1996 roku opuścił Zair, udając się do Szwajcarii, by leczyć raka.
W tym czasie kraj był niszczony przez infekcję HIV, AIDS, choroby zakaźne, przede wszystkim tyfus, cholerę, malarię, a organizacje charytatywne i pozarządowe alarmowały o katastrofie głodu. Brakowało lekarstw, a uchodźcy z obozów byli dziesiątkowani przez epidemie. Sytuacja skomplikowała się dodatkowo w wyniku przybycia do Konga setek tysięcy uchodźców z Ruandy. W 1999 podpisanie w Lusace porozumienia pokojowego przez państwa zaangażowane w konflikt oraz powołanie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ specjalnej misji (MONUC) dla nadzoru porozumienia; mimo to postępująca dezintegracja państwa, którego bogactwami naturalnymi zainteresowani są wszyscy sąsiedzi; Wkrótce po przejęciu władzy nastąpił rozłam wśród partyzantów (przeciwko nowemu prezydentowi zbuntowała się część dowódców partyzanckich) co doprowadziło do wybuchu kolejnej wojny domowej. Na początku 1999 strony konfliktu ustaliły warunki rozejmu: zaprzestanie działań wojennych, stopniowe wycofywanie obcych wojsk, rokowania w sprawie przyszłości Konga, utworzenie koalicyjnej armii. Postanowiono też, że do chwili zawarcia prawdziwego pokoju powstańcy zarządzaliby kontrolowaną przez siebie częścią kraju. Nadzór nad pokojem sprawowałyby siły ONZ lub żołnierze Organizacji Jedności Afrykańskiej. Datę podpisania rozejmu ustalono na 10 VII 1999. Nie udało się go jednak podpisać ponieważ w ostatniej chwili powstańcy wycofali się z porozumienia. W 2000 roku podpisano porozumienie pokojowe, jednak jego warunki nie zostały dotrzymane. 16 stycznia 2001 prezydent L.-D. Kabila został zastrzelony przez swojego ochroniarza podczas próby zamachu stanu. Świadkami zdarzenia byli generałowie zdymisjonowani wcześniej przez prezydenta. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy. 24 stycznia 2001 tymczasowy parlament Demokratycznej Republiki Kongo wybrał na nowego prezydenta generała 31 letniego Josepha Kabilę, syna Laurenta Kabili, został on zaprzysiężony 26 stycznia 2001.; jego energiczne starania o ustabilizowanie wewn. sytuacji politycznej, zapowiedź przeprowadzenia wolnych wyborów, liberalizacja gospodarki, rozmowy z opozycją, a także z przywódcami państw zaangażowanych w konflikt doprowadziły w końcu do pewnego postępu w procesie pokojowym. W VII 2002 podpisano w Pretorii porozumienia między Demokratyczną Republiką Konga a Rwandą kończące trwającą od 1994 wojnę w rejonie Wielkich Afr. Jezior, w której zginęło ponad 2 mln ludzi; pod nadzorem MONUC rozpoczął się proces wycofywania obcych wojsk; W Pretorii (RPA) traktat pokojowy zakładał między innymi całkowite wycofanie się wojsk ruandyjskich z Konga i rozbrojenie milicji Hutu (Interhamwe), odpowiedzialnej za ludobójstwo w Ruandzie w 1994 roku,. Według szacunków ONZ około 15.000 zbrodniarzy wojennych Hutu stacjonowało na wschodzie Konga. jeszcze przed końcem 2002 Angola, Namibia, Rwanda, Uganda i Zimbabwe wycofały swoje wojska, zaś w Pretorii podpisano z przedstawicielami opozycji porozumienia stanowiące zarys przyszłego ładu politycznego państwa; niestety, w dwa lata później we wsch. części kraju walki między wojskami rządowymi a oddziałami powstańczymi reprezentującymi opozycję wybuchły ponownie. W 2003 doszło do kolejnej czystki na tle etnicznym, bojówki z plemienia Hema napadły na lud Lendu zarządzający miastem Bunia w północno-wschodniej części kraju, gdzie koncentrują się walki plemienne. Na skutek nacisków organizacji międzynarodowych prezydent J. Kabila zawarł układ z przedstawicielami rebeliantów. Do Konga wysłano również dodatkowe kontyngenty sił pokojowych ONZ.W czasie trwania konfliktu w Kongo śmierć poniosło prawie 4 mln ludzi. dokonana w VI 2004 próba przewrotu wojsk. została stłumiona przez J. Kabilę; organizacje humanitarne alarmują, że w zacofanym cywilizacyjnie i zniszczonym wojną Kongu dochodzi do masowego torturowania dzieci, uzasadnianego wypędzaniem z nich czarów. W 2005 przyjęto w referendum narodowym nową konstytucję - weszła w życie w II 2006, wprowadziła ona nową flagę państwową; W VI 2006 przeprowadzone zostały pierwsze od czterech dekad wolne wybory parlamentarne i prezydenckie, mimo obecności wojsk pokojowych ONZ i UE (łącznie ponad 18 tys. żołnierzy) po wyborach doszło do zbrojnych starć zwolenników urzędującego prezydenta Kabili i jego głównego konkurenta, wiceprezydenta Bemby, walki zaostrzyły sie jeszcze po przeprowadzonej w X 2006 drugiej turze wyborów, którą wygrał Kabila (zdobył 58% głosów). Dziś DRK jest rozdarta potrójnie. Po pierwsze istnieje opozycja między synem Kabili - Josephem - i lokalną policją. Po drugie konflikt etniczny Tutsi, najwidoczniejszy na wschodzie kraju. Trzecią frakcją jest frakcja międzynarodowa, po stronie rebeliantów stoi Rwanda i Uganda a po stronie Kabila - Zimbabwe, Angola i Namibia. Zaangażowanie państw sąsiednich tłumaczy się rozwojem napięć etnicznych, rozprzestrzenionych poza granice kraju i zainteresowaniem zasobami naturalnymi Konga.Od czasu podpisania paktu w Sun City w 2002 roku, Joseph Kabila stoi na czele wątłej koalicji rządzącej, składającej się z czterech vice prezydentów wywodzących się z odłamów rebeliantów. Tymczasowa administracja liczy sobie 50 ministrów ale Kabila kieruje grupą 200 osób, która jest nazywana przez opozycję rządem równoległymWojna domowa w Demokratycznej Republice Kongo (d. Zair) nie jest zbyt dobrze znana światowej opinii publicznej. Tymczasem specjaliści oceniają, że świat nie widział bardziej krwawego konfliktu zbrojnego od 1945 r. Wojna, w której w szczytowym momencie uczestniczyło sześć sąsiednich państw pochłonęła już ponad 4 miliony ofiar – zabitych w walce, zamordowanych, najczęściej jednak zmarłych z głodu i chorób – a podczas jej trwania popełniano chyba wszystkie możliwe zbrodnie. Trwający z przerwami od 1994 r. konflikt zdestabilizował ponadto region afrykańskich Wielkich Jezior i doprowadził Demokratyczną Republikę Kongo do faktycznego upadku jako państwa, z którego podnosi się ona bardzo powoli. Mimo formalnego zakończenia wojny w grudniu 2002 r., wciąż ginie tam 38 tys. ludzi. Każdy z aktorów tego konfliktu miał rzecz jasna ideologiczną podbudowę dla swych zbrodni. Wszystkie strony szermowały podczas jego trwania szczytnymi hasłami, spośród których „demokracja”, „sprawiedliwość” i „samoobrona” były chyba najczęściej przytaczane. Obserwatorzy z zewnątrz często byli z kolei skłonni szukać przyczyn wojny w plemiennych i kulturowych różnicach, w secesjonizmie poszczególnych prowincji, w międzynarodowych ambicjach przywódców sąsiednich państw. Wszystko to bez wątpienia prawda, lecz nie można zrozumieć specyfiki kongijskiego konfliktu bez uwzględnienia jeszcze jednego- bogactw. Ten wyjątkowo bogaty w naturalne surowce kraj stał się łakomym kąskiem dla sępów wszelkiego autoramentu, które wykorzystywały trwający w nim chaos do nabijania swojej kieszeni. Walka państw o zyski ze złóż kongijskich surowców, chciwość lokalnych watażków, interesy międzynarodowych kompanii górniczych – to wszystko stanowiło powód, dla którego 4 miliony ludzi musiało zginać.
Kongo jest krainą wyjątkowo obficie obdarowaną przez naturę. Cenne i rzadkie surowce naturalne występują w niej tak licznie, że określa się ją jako „Geologiczny skandal”. Kongijska ziemia skrywa złoża miedzi, cynku, kobaltu, srebra, złota, diamentów, manganu i uranu. Występują tu również obficie german, srebro, ołów, żelazo. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na dwa surowce: Pierwszym z nich jest miedź, której złoża ciągną się tzw. „Pasem Miedzianym” („Copperbelt”) aż do Zambii. W roku 1979 ówczesny Zair zajmował pierwsze miejsce w świecie pod względem wydobycia miedzi, które wynosiło wówczas 500 tys. ton rocznie. Drugim jest rzadko występujący kobalt. Kongo przez wiele lat zajmowało pierwsze miejsce w jego produkcji. Nawet obecnie, mimo opłakanej sytuacji, zajmuje drugie miejsce w świecie. Trzecim są z kolei diamenty, których DRK jest według niektórych źródeł czwartym w świecie nawiększym producentem. Kongo oprócz surowców posiada jeszcze znaczny potencjał hydroelektryczny, którego właściwa eksploatacja mogłaby uczynić z kraju „elektrownię” całej środkowej Afryki. Demokratyczna Republika Kongo posiada ponadto doskonałe warunki do rozwoju rolnictwa.
Historia uczy jednak, że obfitość darów natury nie musi jednak pociągnąć za sobą ekonomicznej i politycznej pomyślności, często nawet wprost przeciwnie..Wspólnota międzynarodowa chce nadrobić zastój wynikły z tego najbardziej krwawego od II wojny światowej konfliktu. ONZ zaangażowała się w DRK w swojej najważniejszej misji pokojowej, MONUC, razem z 18 600 żołnierzami i policjantami. Unia Europejska przyznała im wojskową misję, pod kierownictwem niemieckim. Na początku roku czterdzieści krajów i setka organizacji pozarządowych spotkały się w Brukseli by wprowadzić plan akcji humanitarnej na korzyść Demokratycznej Republiki Kongo. Składka finansowa powinna zebrać 680 milionów dolarów by sfinansować 330 projektów organizacji pozarządowych zatwierdzonych przez ONZ. Zebrano jedynie 156 milionów. Jan Egeland, koordynator akcji humanitarnych ONZ, zawiedziony, mówił o "pracy nad międzynarodową świadomością". Bez oczekiwania na pomoc z zewnątrz, społeczeństwo Konga zmobilizowało się w obliczu wyborów. Wpisy na listy wyborcze były dobrą okazją dla wielu Kongijczyków by uzyskać dowód osobisty. Na wsiach, kobiety spotykają się w grupach by nauczyć się podstaw czytania i pisania by lepiej się przygotować do wypełnienia obowiązku wyborczego. W kraju tym, gdzie państwo jest osłabione od ponad 40 lat, populacja nie oczekuje nic ze strony władz publicznych i nauczyła się samorządności. Czuwają skrupulatnie by założenia tożsamości kongijskiej były uszanowane. Według pozarządowej organizacji Oxfam, aż "1200 osób umieraja każdego dnia z powodu konfliktów" w DRK. ONZ mówi o "największej światowej katastrofie humanitarnej". Mimo podpisania traktatu pokojowego w 2002 roku, żar konfliktów w Kongo nie jest ugaszony. Nie wymazuje się tak szybko z pamięci wojny, która oficjalnie trwała 7 lat. Lokalna policja, Mad' Mad', działa na północy i wschodzie kraju. Wysoki Komisarz Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców wylicza, że liczba Kongijczyków, którzy wyjechali, dochodzi aż do 1,6 miliona. W Katandze, od listopada 2005 roku, dziesiątki wsi zostały spalone a zbiory zniszczone, powodując wyjazd 170 tysięcy mieszkańców. Niektórzy zostali skazani jedynie za to, że zatrzymali karty wyborcze, synonim zdrady. W czasie trwania zimnej wojny, Kongo stało się terenem spornym między Sowietami, wspierającymi lidera niepodległościowego Lumubę, i Zachodem, wspierającym jego rywala Mobutu. Gdy Lumuba został zamordowany drugi z kandydatów objął władzę na następne 31 lat, Dziś DRK jest rozdarta potrójnie. Po pierwsze istnieje opozycja między synem Kabili - Josephem - i lokalną policją. Po drugie konflikt etniczny Tutsi, najwidoczniejszy na wschodzie kraju. Trzecią frakcją jest frakcja międzynarodowa, po stronie rebeliantów stoi Rwanda i Uganda a po stronie Kabila - Zimbabwe, Angola i Namibia. Zaangażowanie państw sąsiednich tłumaczy się rozwojem napięć etnicznych, rozprzestrzenionych poza granice kraju i zainteresowaniem zasobami naturalnymi Konga.Poza politycznymi i etnicznymi przyczynami, wojna ta kryła też za sobą całkiem prozaiczne przyczyny natury ekonomicznej. Surowce Konga stanowiły bowiem zbyt łakomy kąsek by przejść obok niego obojętnie.. Eksploatacja zasobów Konga rozpoczęła się już w 1994 r. gdy wschodnią część kraju zalały masy rwandyjskich uchodźców z plemienia Hutu. Ok. 3 mln. uciekinierów stworzyło w tym rejonie swoje własne quasi państwo i by przeżyć rabunkowo eksploatowało miejscową florę i faunę. Pojawienie się w tym regionie milionów ludzi i postępujące ich śladami wycinanie lasów, masowe wybijanie zwierzyny leśnej, prymitywne i wyjaławiające ziemię metody upraw – wszystko to wpłynęło katastrofalnie na miejscowy ekosystem, który do dziś nie może się otrząsnąć po dokonanych wtedy szkodach.
Prawdziwy rabunek rozpoczął się jednak w momencie gdy wojna domowa wybuchła na całego. Rebeliancka armia Laurenta-Désiré Kabili – „Sojusz Sił Demokratycznych na rzecz Wyzwolenia Konga” (AFDL) miała za sobą militarne wsparcie sąsiednich Rwandy i Ugandy. Wojska tych państw wspierane przez miejscowy odłam plemienia Tutsich opanowały wschodnie prowincje Konga i zainstalowały swych popleczników w kluczowych urzędach i przedsiębiorstwach w tym rejonie. Rozpoczął się masowy rabunek surowców mineralnych, bydła, produktów rolnych, drewna dokonywany przez wojsko. Za nim z kolei pojawiła się pierwsza, nieznana tu dotychczas fala „nowych biznesmenów” mówiących po angielsku lub językiem Kinyarwanda. Kabila podpisał z nimi serię umów dających ogromne przywileje. W ich wykonaniu eksploatacja przybrała już bardziej zorganizowany charakter. Faktyczna władza Kabili jest jednak dość iluzoryczna, stał się bowiem więźniem rwandyjskich, ugandyjskich i burundyjskich Tutsi, których sam wybrał na kluczowe stanowiska. Był też zakładnikiem rwandyjskich wojsk, mocno osadzonych w Kinszasie. Kabila zaczął jednak łamać umowy podpisane z dawnymi sprzymierzeńcami: Musevenim, Kagame i Buyoya, przywódcami Ugandy, Rwandy i Burundi. Umowy te dotyczyły rachunku, który Kongo miało zapłacić za pomoc otrzymaną w wojnie wyzwoleńczej, a także problemu granic. Czego przykładem jest fakt, gdy w 27 lipca 1998 r. zdecydował się też odesłać do domów cały rwandyjski kontyngen aby zaprowadzić porządek to . doprowadziło to do wznowienia konfliktu. O ile jednak motywacje przywódców państw dotyczyły zazwyczaj kwestii politycznych i strategicznych, o tyle wyżsi rangą oficerowie armii rwandyjskiej i ugandyjskiej parli do wojny, gdyż umożliwiała im ona krociowe zyski. Wg raportu przedstawionego Radzie Bezpieczeństwa ONZ, na kilka miesięcy przed wznowieniem wojny ugandyjski generał Salim Saleh wraz ze starszym synem prezydenta Museveniego pojawili się na okupowanych terytoriach by zorganizować system kontroli nad wszelkimi występującymi w tym rejonie bogactwami naturalnymi, która służyła ich prywatnym interesom.
Wznowienie konfliktu doprowadziło do rozpoczęcia polityki rabunku i eksploatacji na ogromną skalę. Prowadzono ją na dwa, następujące po sobie i uzupełniające się sposoby:
· Pierwszą fazą był masowy rabunek. Wojska okupacyjne z Rwandy, Burundi i Ugandy oraz wspierający ich rebelianci z „Kongijskiego Ruchu na rzecz Demokracji” (RDC) na okupowanych przez siebie obszarach wschodniego Kongo masowo rabowali surowce mineralne, bydło, produkty rolne, drewno czy pieniądze. Zdobyte dobra częściowo transferowano do rodzinnych krajów, a częściowo lądowały one w kieszeniach lokalnych dowódców i żołnierzy.
· Następna faza to systematyczna i zorganizowana eksploatacja. Na okupowanych obszarach dokonywano rabunkowego wydobycia cennych surowców mineralnych. Rabunek ten odbywał się z pogwałceniem zarówno prawa Demokratycznej Republiki Kongo jak i prawa międzynarodowego.
Obie fazy tego rabunku można zobrazować na kilku przykładach. Między listopadem 1998 r. a kwietniem 1999 r. w prowincji Kiwu Ruandyjczycy i ich sojusznicy z RDC skonfiskowali siedmioletni urobek miejscowego zagłębia górniczego SOMINKI. Około 2 do 3 tys, ton cynku i 1,5 tys, ton kobaltu zostało zrabowanych i przetransportowanych do Rwandy. W styczniu 1999 r. Ruandyjczycy dokonali w innej prowincji masowej konfiskaty nasion kawy, rabując ok. ich 200 tysięcy ton i doprowadzając do bankructwa miejscowych producentów. Ugandyjczycy nie byli lepsi. Na okupowanych przez siebie obszarach, mimo ostrzeżeń geologów dokonywali rabunkowego wydobycia złota z użyciem dynamitu. W wyniku jednej tylko takiej akcji śmierć poniosło (wg danych Human Rights Watch) ok. 100 górników. Rebelianci często z kolei rabowali miejscowe banki, jednorazowo konfiskując sumy przekraczające 500 tys. dolarów.
Na okupowanych obszarach rychło zainstalowały się firmy z Rwandy, Burundii i Ugandy, zazwyczaj silnie powiązane z tamtejszymi reżimami. Wraz z wojskami okupacyjnymi utworzyły monopolistyczną siatkę, kontrolującą każdą dziedzinę życia gospodarczego we wschodnim Kongo, bezlitośnie eksploatując miejscową ludność. Z błogosławieństwem władz dokonywano rabunkowego wydobycia surowców i wycinania lasów. Często korzystano przy tym z darmowej siły roboczej „organizowanej” przez wojsko, w tym również dzieci. Eksploatacji dokonywano bez najmniejszego choćby uwzględnienia jej wpływu na środowisko naturalne. Dla przykładu na obszarze bogatego w Kobalt parku narodowego Kahuzi-Biega okupację przeżyły zaledwie 2 z 350 żyjących tam wcześniej rodzin słoni…
Dla państw „Koalicji Wielkich Jezior” wojna w Kongu oznaczała krociowe zyski. Uganda jeszcze w 1995 r. eksportowała złoto o wartości 23 mln. dolarów. Dzięki dokonywanemu w Kongo rabunkowi wartość tego eksportu wzrosła w 1999 r. do 105 mln. dolarów. Przed wojną ten kraj prawie nie był znany jako eksporter diamentów (w 1997 r. jego wartość nie przekraczała 200 tys. dolarów). Po wybuchu wojny sprzedano za granicę diamenty o wartości ponad 1,2 mln. dolarów. Przykłady można by zresztą mnożyć. Nie inaczej było w przypadku pozostałych okupantów. Przemysł wydobywczy Burundi i Rwandy w gospodarce tych krajów zajmuje ostatnie miejsce ale prywatne eldorado jakie stworzyły sobie w Kongu zmieniło tą sytuację. W Rwandzie eksport diamentów wzrósł podczas trwania wojny dwukrotnie, eksport złota ponad dziesięciokrotnie. Rwanda obok organizowania i zarządzania swą produkcją, przyciągała do swej strefy całą kontrabandę. To właśnie fakt, że z powodu nałożonego na Burundii (po zamachu stanu) embarga przemyt skoncentrował się w Kigali sprawił, że mimo wspólnej koncepcji politycznej Tutsi, Rwanda i Burundi rozluźniły w trakcie trwania wojny swój sojusz. Nie należy się więc dziwić, że małe i biedne państewka w rodzaju Rwandy, Ugandy czy Burundi mogły sobie pozwolić na wieloletnią, kosztowną wojnę. Prezydent Rwandy Paul Kagame wprost określił konflikt w DRK jako „samofinansującą się wojnę”.
Choć największy udział w rozkradaniu bogactw Konga mieli okupanci z „Koalicji Wielkich Jezior”, to nie było ono tylko ich domeną. Rząd prezydenta Kabili, a po jego śmierci jego syna Josepha również wykorzystywał zyski z nielegalnego handlu surowcami do finansowania swych działań. Przede wszystkim zyski z wydobycia złota, diamentów i innych bogactw naturalnych służyły Kabili do opłacania pomocy swych zagranicznych sojuszników. O ile bowiem Angola i Namibia wsparły rząd w Kinszasie głównie z powodów politycznych, o tyle reżim prezydenta Mugabe z Zimbabwe kierował się motywami czysto ekonomicznymi i za militarną pomoc kazał sobie słono płacić.
Nielegalna eksploatacja i handel surowcami stał się też podstawą funkcjonowania rozmaitych pozapaństwowych organizacji zbrojnych, które w wyniku wojennego chaosu opanowały znaczne połacie Konga. Zyski z tego procederu stanowią podstawę ich egzystencji i główne źródło z którego zakupywana jest broń. Podobnie jak w przypadku wojen w Liberii i Sierra Leone popularne stało się tzw. „finansowanie równoległe” – tzn. zakup broni bezpośrednio za złoto i diamenty.
Aby nie było wątpliwości – nielegalne wydobycie i handel surowcami to nie tylko rozkradanie bogactw Konga. To również brutalna walka o miejsca występowania złóż, niewolnicza praca dorosłych i dzieci i permanentne przedłużanie konfliktu, który przynosił walczącym tak wielkie zyski, że długo nikomu nie opłacało się zawarcie pokoju. Fundusze uzyskane tą drogą pozwalały także na przedłużanie konfliktu, gdyż bez nich żadna ze stron nie byłaby w stanie prowadzić go tak długo. W praktyce oznaczało to śmierć 4 milionów ludzi, często mordowanych lub wypędzanych ze swych domów tylko dlatego, że zamieszkiwali obszary występowania bogactw naturalnych. Dotyczy to zwłaszcza Pigmejów.
Wielkie interesy i jeszcze większe zaniedbania
Aby strony konfliktu mogły zyskiwać na rozkradaniu bogactw Konga nie wystarczyło jedynie je eksploatować. Surowce trzeba przecież wywieźć z Afryki i sprzedać na światowych rynkach. I tu otworzyło się wielkie pole do popisu dla międzynarodowej przestępczości, która ochoczo nawiązała kontakty z elitami państw „Koalicji Wielkich Jezior” i pośredniczyła w kontrabandzie nielegalnie wydobywanych surowców. Centrum tego procederu stanowiły Kigali i Kampala. Nie była to zresztą jedynie domena mafii. Rozmaite prywatne i państwowe firmy w rozmaity sposób współpracowały ze stronami konfliktu czerpiąc z tego krociowe zyski. Nielegalnie wydobyte surowce bez większego problemu sprzedawano na rynkach światowych. Dla przykładu żadne ze światowych centrów obrotu diamentami – wliczając to najważniejsze giełdy w Antwerpii i Londynie nie wymagało certyfikatu pochodzenia sprzedawanych towarów… Dopiero w lipcu 2000 r. Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Diamentów (IDMA) podjęło pewne nieśmiałe kroki by ukrócić ten proceder. Nie trzeba było jednak koniecznie osobiście brudzić sobie rąk by zarobić na kongijskim konflikcie. Raport ONZ donosi bowiem, że w pierwszej fazie wojny nowojorski „Citibank” pośredniczył w finansowaniu Laurenta Kabili i jego rebeliantów przez władze Rwandy.
O wiele ważniejsza i bardziej kontrowersyjna jest jednak kwestia roli międzynarodowych konsorcjów górniczych w wywołaniu i przedłużaniu wojny w Demokratycznej Republice Kongo. Już w r. 1996, gdy rebelianci AFDL triumfalnie zbliżali się do Kinszasy media przedstawiały gospodarcze znaczenie ich sukcesów. Ujawniły też głównych aktorów, którzy dotąd byli w ukryciu - wielkie grupy finansowe i przemysłowe zainteresowane eksploatacją zasobów kopalnianych Konga: Consolidated Eurocan Venture (członek wielkiego konsorcjum górniczego Lundin Group), Barrick Gold Corporation (BGC), zajmująca drugie miejsce w świecie pod względem wydobycia złota, i Anglo American Corporation (AAC) z RPA, najważniejsza firma wydobywcza na świecie poza sektorem naftowym. Pojawiły się też przedsiębiorstwa „drugoligowe” American Mineral Fields Inc. (AMFI) i sprzymierzoną z nią American Diamond Buyers, oraz inne spółki amerykańskie, kanadyjskie, południowoafrykańskie, ugandyjskie, belgijskie i izraelskie.
Po upadku reżimu Mobutu niektóre z porozumień jego rządu z pewnymi kartelami zostały przez nowych panów potwierdzone, inne zaś anulowane i zawarte z innymi spółkami. Transnarodowe firmy wydobywcze były zainteresowane tylko zdobyciem jak najlepszych koncesji na wydobycie złota, diamentów, manganu, uranu, miedzi i itp. więc chętnie finansowały ruch rebeliancki. Już 1 grudnia 1996 r. podpisano porozumienia między Consolidated Eurocan Venture a rządem kongijskim pod przywództwem Leona Kengo wa Dondo, dotyczące wydobycia miedzi i kobaltu w Katandze.
Szczególną rolę w konflikcie odegrał jednak mało znany American Mineral Fields Inc. (AMFI). Ta powstała w 1995 r. korporacja, skupiała liczne firmy z USA zainteresowane budową platformy orbitalnej, która miała zastąpić rosyjską stację MIR. Realizacja tego projektu, którego wymagała ogromnej ilości rzadkich i cennych metali, jak kobalt, wolfram i złoto, a wszystkie one znajdują się w Kongo. Już w marcu 1997 r., po zdobyciu Kisangani przez sił Kabili kierownicy AMFI otworzyli w Gomie biura, by nawiązać kontakt przywódcami rebeliantów. 16 kwietnia 1997 r. miesiąc po wkroczeniu Kabili do Kinszasy, nowe władze podpisały trzy porozumienia z AMFI. Projekt opiewał na sumę 1,5 mld dolarów. Porozumienia obejmowały m.in.:
· Kontrakt na wydobywanie miedzi i kobaltu w rejonie Kolwezi (Katanga) wart 200 mln. dolarów.
· Kontrakt na stworzenie infrastruktury do wydobywania kobaltu w rejonie Kipushi, wart 30 mln. dolarów
· Pozwolenie na inwestycje w eksploatacje złóż cynku w rejonie Kipushi wartą 550 mln. dolarów
· Zgodę na sprzedaż AMFI spółki „Gecamines” – jednej z głównych państwowych firm wydobywczych.
Jedno z głównych źródeł biznesowych sukcesów AMFI to dobre stosunki między jego kierownictwem, a przywódcami „Koalicji Wielkich Jezior” - Musevenim, Kagame, Buyoya i Kabilą. Kontakty te sięgają okresu sprzed 1995, czyli roku powstania AMFI. Współpraca między jednym z kierowników tego konsorcjum (Jean-Raymond Boulle) z tandemem Museveni - Kagame poprzedzała jeszcze śmierć prezydentów Habyarimana z Rwandy i Ntaryamira z Burundi w samolocie strąconym w nocy 6 kwietnia 1994 nad Kigali. Niektórzy sugerują, że aby dokonać takiego „wyczynu”, potrzebne było poparcie polityczne, umożliwiające dostęp do wyszukanych środków technicznych - zwłaszcza telekomunikacyjnych - i do rakiet. Te środki i gwarancje mogła załatwić jedynie AMFI. Można więc zakładać, że w roku 1995, gdy oficjalnie zostało utworzone to konsorcjum, wszystkie plany dotyczące Konga i innych krajów w Regionie Wielkich Jezior były już przygotowane, strategia ustalona, a środki finansowe, logistyczne i wojskowe zorganizowane.
Kabila okazał się jednak nielojalny wobec swych sponsorów i zrewidował zawarte z AMFI kontrakty na rzecz Anglo American Corporation (AAC) z RPA. Nic więc dziwnego, że AMFI znalazło się później w gronie sponsorów walczących z Kabilą kongijskich Tutsich i ich zagranicznych mocodawców. Za wojskami ugandyjskimi we wschodnim Kongu pojawiły się też ponownie kanadyjskie firmy - Barrick Gold Corporation i Heritage Oil & Gas. Siły rządowe też mogły liczyć na swych sponsorów. W zamian Ridgepointe Overseas Developments of British Virgin Islands - firma powiązana z reżimem Zimbabwe uzyskała bardzo korzystne kontrakty z kongijskim „Gecamines”. Tak to już kręci się ten świat…
Zamiast zakończenia
Mógłbym pokusić się teraz o małe podsumowanie, myślę jednak że fakty przemawiają same za siebie. Zacytuje wiec powiedzenie mieszkańców Konga – „Gdybyśmy nie byli tak bogaci, bylibyśmy znacznie szczęśliwsi…”.
Od czasu podpisania paktu w Sun City w 2002 roku, Joseph Kabila stoi na czele wątłej koalicji rządzącej, składającej się z czterech vice prezydentów wywodzących się z odłamów rebeliantów. Tymczasowa administracja liczy sobie 50 ministrów ale Kabila kieruje grupą 200 osób, która jest nazywana przez opozycję rządem równowagi.Wspólnota międzynarodowa chce nadrobić zastój wynikły z tego najbardziej krwawego od II wojny światowej konfliktu. ONZ zaangażowała się w DRK w swojej najważniejszej misji pokojowej, MONUC, razem z 18 600 żołnierzami i policjantami. Unia Europejska przyznała im wojskową misję, pod kierownictwem niemieckim. Na początku roku czterdzieści krajów i setka organizacji pozarządowych spotkały się w Brukseli by wprowadzić plan akcji humanitarnej na korzyść Demokratycznej Republiki Kongo. Składka finansowa powinna zebrać 680 milionów dolarów by sfinansować 330 projektów organizacji pozarządowych zatwierdzonych przez ONZ. Zebrano jedynie 156 milionów. Jan Egeland, koordynator akcji humanitarnych ONZ, zawiedziony, mówił o "pracy nad międzynarodową świadomością". Bez oczekiwania na pomoc z zewnątrz, społeczeństwo Konga zmobilizowało się w obliczu wyborów. Wpisy na listy wyborcze były dobrą okazją dla wielu Kongijczyków by uzyskać dowód osobisty. Na wsiach, kobiety spotykają się w grupach by nauczyć się podstaw czytania i pisania by lepiej się przygotować do wypełnienia obowiązku wyborczego. W kraju tym, gdzie państwo jest osłabione od ponad 40 lat, populacja nie oczekuje nic ze strony władz publicznych i nauczyła się samorządności. Czuwają skrupulatnie by założenia tożsamości kongijskiej były uszanowane. W ostatnich wyborach 3 miliony Kongijczyków nie mogło głosować., skupiając si
Źródła:
Wielka Historia Świata, Pinnex Kraków 2004.Tom 7.
ABC Świat, Afryka II Kurpisz Poznań 2004.
„Report of the Panel of Experts on the Illegal Exploitation of Natural Resources and Other Forms of Wealth of the Democratic Republic of the Congo (S/2001/357)”
Pascal Boniface – „Atlas wojen XX wieku”
„Wojna w Kongo – czyj interes?” („My a trzeci świat”, Nr 10 (64), listopad-grudzień 2002)
Colette Braekman – “The Looting of the Congo” (“New Internationalist magazine”, Maj 2004)
„Democratic Republic of Congo. Diamond Mining and Conflict” (www.american.edu)
Pierre Baracyetse -„The Geopolitical stakes of the international mining companies in the Democratic Republic of Congo (ex-Zaire)”
www.hrw.org (oficjalna strona Human Rights Watch)
BBC
www.wikipedia.org
[1] ABC Świat Afryka II Kurpisz Poznań 2004 s.91 – 99.
[2] Patrycja Jakóbczyk- Adamczyk, Portugalczyków odkrywanie świata, w Wielka historia świata 1492-1650, t. 7 Pinnex Kraków 2004 s. 12.
[3] Piotr Kucharski, Bitwy – Kampanie – Wojny. Zair 1996 – 1997. Bellona 2002. s.43.
1-Kinszasa (rejon stołeczny) ,2- Kongo central ,3- Kwango , 4-Kwilu,5-Mai-Ndombe , 6-Kasaï ,7-Lulua ,8-Kasaï Oriental 9-Lomami 10-Sankuru ,11-Maniema ,12-Sud-Kivu, 13-Nord-Kivu ,14-Ituri ,15-Haut-Uele ,16-Tshopo ,17-Bas-Uele, 18-Nord-Ubangi, 19-Mongala, 20-Sud-Ubangi, 21-Équateur , 22-Tshuapa ,23-Tanganyika, 24-Haut-Lomami, 25-Lualaba, 26-Haut-Katanga.
j. urzędowy franc., w użyciu suahili, chiluba, kikongo, lingola, luvena, chokwe, gbaya, kituba, i in.; waluta: 1 frank kongijski = 100 centymów; PKB w przeliczeniu na 1 mieszk. 120 dol (2006).
LUDNOŚĆ. Skład etniczny: ok. 80% ludy Bantu (18% Luba, 17% Mongo, 12% Kongo, 10% Ruanda), 15% ludy Sudanu (gł. Azande), 5% ludy nilockie, Pigmeje, Ubangi i in., łącznie ok. 200 plemion; 700 tys. uchodźców wewn., nadto wg UNCHR – 1,7 mln uciekinierów z Rwandy, 210 tys. z Angoli, 110 tys. z Sudanu, 91 tys. z Burundi i Ugandy; w miastach 44% ludności; gęstość zaludnienia 25 osób/km2; b.wysoki przyrost naturalny – 32‰ rocznie; 28% analfabetów; przeciętna dł. życia: mężczyźni – 50 lat, kobiety – 54 lata; wyznania: 48,4% katolicy, 29% protestanci, 3,4% animiści, 1,4% muzułmanie, 17,8% inni (w tym kimbanguiści, tzn. wyznawcy religii afrochrześc.). Struktura zatrudnienia: rolnictwo – 65%, usługi - 19%, przemysł – 16%. Inflacja w 2004 wyniosła 14%. Zadłużenie zagraniczne: 11,6 mld USD. Handel zagraniczny: eksportuje się głównie miedź, diamenty, ropę naftową głównie do Belgii (42,5%), Finlandii (17,8%) i Zimbabwe (12,2%). Importuje się natomiast maszyny, żywność, produkty naftowe z RPA (18,5%), Belgii (15,6%), Francji (10,9%). Obroty z zagranicą w 2002 wynosiły – eksport: 1,417 mld USD, import: 933 mln USD.
USTRÓJ. Republika prezydencka; zgodnie z konstytucją z 2006 głową państwa prezydent, wybierany w głosowaniu powszechnym na 5-letnią kadencję (z możliwością reelekcji na 2. kadencję); prezydent stoi na czele nominowanej przez siebie Narodowej Rady Wykonawczej (rządu); dwuizbowy parlament złożony ze Zgromadzenia Narodowego (500 miejsc – 60 obsadzanych w wyborach większościowych, 440 z list otwartych metodą proporcjonalną; kadencja 5-letnia) i Senatu (120 członków wybieranych na 5-letnią kadencję w głosowaniu pośrednim); administracyjnie kraj podzielony jest na 10 prowincji i stolicę; w nowej konstytucji K. wyraziło zgodę na obowiązkowe sądownictwo Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.
WARUNKI NATURALNE. Środek K. zajmuje rozległa Kotlina Konga, okolona wyżynami i górami: od płd.-zachodu Wyż. Dolnogwinejska, od południa wyż. Lunda i Katangi, od wschodu Wyż. Wschodnioafrykańska, a po jej zach. stronie równolegle pasmo g. Mitumba; wzdłuż granicy z Ugandą, Rwandą, Burundi, Tanzanią i Zambią – Wielki Rów Zach. (część Wielkich Rowów Afrykańskich) z jeziorami: Tanganika, Mueru, Kiwu, Edwarda, Alberta i masywami wulkanicznymi Ruwenzori (Margherita) 5109 m (najw. szczyt Konga) i Wirunga (Karisimbi) 4507 m; od północy Kotlinę Konga okala wyż. Azande, od płn.-zachodu wyż. Kamerunu. Klimat równikowy wilgotny, na wyżynach podrównikowy wilgotny, na krańcach płd. suchy; średni roczny opad 1500-2000 mm, na płd. 1000 mm (skłonność do burz); średnia temp. 24-27°C; w górach chłodniej (20-21°C), częste mgły poranne. Gęsta sieć rzek należących do dorzecza Konga (m.in. Luapula, Aruwimi, Ubangi, Lomami, Lulonga, Tshuapa, Ruki, Kasai), o licznych wodospadach i progach oraz sporym potencjale energetycznym (ok.13% światowych zasobów energii wodnej); lasy (wiecznie zielone, równikowe) zajmują ok. 75% pow. kraju i stanowią największy w Afryce obszar tego rodzaju; na północy i południu sawanny, w górach – powyżej lasów równikowych, lasy górskie, nad nimi roślinność subalpejska; kilka parków nar., m.in. Wirunga i Salonga (wpisane na Listę UNESCO) oraz Alberta obejmujący masyw Ruwenzori i szczyt Karisimbi; świat zwierzęcy reprezentują m.in. rzadko spotykane nosorożce (czarny i biały), lwy, antylopy, żyrafy, okapi.
GOSPODARKA. Jeden z najbiedniejszych krajów świata mimo rozległych bogactw mineralnych i niezłych warunków dla rolnictwa; przyczyną zróżnicowanie etniczne kraju i brak więzi go jednoczących, autorytarne rządy, wysokie bezrobocie; gł. dziedziną gospodarki górnictwo, wydobycie rud kobaltu (16 tys. t, 1. miejsce w świecie), diamentów (12 mln karatów, 2. miejsce w świecie), rud miedzi (144 tys. t czystego metalu, 6. miejsce w świecie), ropy naft. (1,4 mln t, złoża na granicy z Tanganiką niewykorzystywane), na mniejszą skalę wydobywa się siarkę, mangan, cynk, cynę, kadm, beryl, kolumbit, ołów, tantal, wofram, żelazo, węgiel kam., złoto i srebro; hutnictwo miedzi, rafineria ropy naft., niewielki przem. włókienniczy, chem., cementowy, drzewny, skórzano-obuwniczy, spoż. (gł. olejarski i cukrowniczy), metalowy, gumowy; spora produkcja energii w hydroelektrowniach; gł. centra przem. to: Shaba (dawn. Katanga), prowincja Kasai, rejon Kinszasy, Lubumbashi oraz obrzeża jez. Kiwu. Rolnictwo zatrudnia ok. 65% mieszk.; Użytki rolne stanowią 10% powierzchni. Uprawia się: kakaowiec, kawę, kauczukowiec, bawełnę, banany, maniok, kukurydzę, ryż, proso, orzeszki ziemne, palmę oleistą. na eksport kawy, herbaty, palmy oleistej, orzeszków ziemnych, trzciny cukrowej, kauczukowca, bawełny; spore rybołówstwo śródlądowe; znaczna eksploatacja lasów; hodowla mniejszego znaczenia (z powodu plagi muchy tse-tse) bydła, owiec, kóz, trzody chlewnej, drobiu. Sieć komunikacyjna rzadka; mimo naturalnych utrudnień spore znaczenie żeglugi śródlądowej na Kongu i dopływach, uzupełnianej na odcinkach nieżeglownych liniami kolejowymi (dł. 5118 km); ok. 150 tys. km dróg kołowych; gł. porty morskie: Matadi, Boma, Banana; lotniska w Kinszasie i Lubumbashi; 3 uniw., 12 wyższych szkół zawodowych, 4 rządowe centra badawcze (medycyny tropikalnej i ochrony środowiska, rolnictwa, leśnictwa, górnictwa i geologii).
HISTORIA. Kotlina Konga i wyż. Katangi były zaludnione już w paleolicie przez ludy Bantu i Pigmejów; między V a X w. powstały tutaj pierwsze państwa plemienne (m.in. Bakuba, Baluba); w XIV w. do sporego znaczenia doszło Kongo, a pod koniec stulecia Loango, Kakongo, Ngoja, Teke (wszystkie położone w dolinie rz. Kongo) oraz Luba na wyż. Katangi;W 1474 roku Diego Cao dotarł i zbadał częściowo wnętrze kontynentu płynąc rzeką Kongo (Zair) w górę jej biegu. Cao odkrył tam potężne państwo, z którego władcą nawiązano stosunki handlowe i nakłoniono go do przyjęcia chrztu.[2] 1482 początek penetracji portugalskiej (1491 formalna chrystianizacja Konga), a także nawiązano kontakty dyplomatyczne z Portugalią i Watykanem oraz nastąpił rozwój handlu niewolnikami; 1587 Portugalczyków wypędzono, ale najazdy ludów Jaga sprawiły, że w XVII w. znaczenie Konga podupadło; Na południe od Królestwa Konga w XVI. Wieku powstało , założone przez szczepy Songya, państwo Luba, które osiągnęło apogeum rozwoju w 2. połowie XVII w. Jego kontynuacją było państwo Lunda, rozbite w XIX w. przez ludy Czokwe. W widłach rzek Kasai i Sankuru powstała w XVII w. federacja niezależnych państewek szczepowych - Kuba, która rozpadła się w XIX w. sprawiły, że w XVII w. znaczenie Konga podupadło; w XVIII w. pojawili się Holendrzy i Belgowie; w 2. połowie XIX w. teren rywalizacji państw eur.; 1876–79 król Belgów Leopold II (pod hasłem "zbadania i ucywilizowania Afryki centralnej") rozpoczął regularny podbój terytoriów K., zainicjował także wyprawę podróżniczą H.M. Stanleya; 1884–85 konferencja berlińska zaakceptowała podboje, utworzono Wolne Państwo Kongo połączone z Belgią unią personalną, 1908 przekształcone w kolonię pn. Kongo Belg., ze stol. w Léopoldville; od końca XIX w. intensywna eksploatacja bogactw mineralnych, napływ kapitałów, rozwój przem. wydobywczego, urbanizacja; opór miejscowej ludności znalazł oparcie w ruchu rel. zw. kimbangizmem – od przywódcy S. Kimbangu (1899–1951) – skierowanym przeciwko kulturze eur., misjom chrześc. i wyzyskowi kolonialnemu; 1902-08 dla złamania oporu Belgowie wymordowali ok. 2 mln miejscowej ludności; Podstawowy akt ustawodawczy - Charte Coloniale (1908) - ustanawiał centralistyczną administrację z generalnym gubernatorem w Leopoldville (obecna Kinszasa) i sankcjonował reżim kolonialny. W XIX-XX w. odkryto złoża bogactw naturalnych i rozpoczęto ich eksploatację, od 1909 głównie przez koncern Union Minière du Haut-Katanga (kapitał belgijski i brytyjski). Po I wojnie światowej nastąpił wzmożony napływ obcego kapitału i rozwój gospodarczy (głównie przemysł wydobywczy). W latach 20. miały miejsce sporadyczne wystąpienia antykolonialne, najczęściej o charakterze ruchów religijnych - największe znaczenie osiągnął tzw. kimbangizm (od nazwiska przywódcy S. Kimbangu (1899-1951)) skierowany przeciwko kulturze europejskiej i misjom chrześcijańskim. W latach 30. opór przeciwko rządom kolonialnym przejawiał się w strajkach w dużych ośrodkach przemysłowych. Podczas II wojny światowej Zair stanowił bazę surowców dla Wielkiej Brytanii i USA. Znaczenie Zairu wzrosło po II wojnie światowej w związku z zapotrzebowaniem na uran wykorzystywany do produkcji broni jądrowych. W latach 50. zaczęły powstawać pierwsze organizacje polityczne o charakterze niepodległościowym, m.in. 1950 utworzono dążące do federalizmu Stowarzyszenie Plemienia Bakongo (ABAKO) na czele z J. Kasavubu, 1957 - centralistyczny Kongijski Ruch Narodowy (MNC) kierowany przez P. Lumumbę. Wzmagające się (1958-1960) wystąpienia antykolonialne wpłynęły na zmianę polityki kolonialnej Belgii. W wyniku ustaleń brukselskiej konferencji "okrągłego stołu" (styczeń-luty 1960) 30 czerwca tegoż roku przyznano Kongu niepodległość.; - powstaje republika federacyjna pn. Kongo-Léopoldville (wkrótce zmienioną na Kongo-Kinszasa). Po wyborach prezydentem został Joseph Kasavubu a premierem Patrice Lumumba. Oficerowie belgijscy i urzędnicy opuścili ogarnięty chaosem kraj i pozostawili go na pastwę nadchodzących mordów i bratobójczych walk. Prezydent mianował byłego dziennikarza, Josepha Desire Mobutu głównym oficerem dowodzącym armią obszaru Konga-Kinszasy. W lipcu od Kongo-Kinszasy oderwała się prowincja Katanga, dowództwo nad nią objął Moïse Tschombé, który do 1963 roku stał na czele rebeliantów i prowadzonej wojny domowej na tle konfliktów etnicznych, secesja najbogatszych prowincji: Katangi (na czele M. Czombe) i Kasai (z A. Kalondżim); wezwane przez Lumumbę wojska ONZ nie opanowały sytuacji; XII 1960 wojskowy zamach stanu gen. Mobutu, Pierwsza wojna domowa w Kongo trwała do 1963. Dzieliła się na kilka faz rywalizacji, pomiędzy plemionami, rządem, organizacjami paramilitarnymi, w końcu ingerującymi z zewnątrz siłami ONZ i państwami ościennymi. Kosztowała życie milion ludzi. ONZ w końcu opanowało sytuację w regionie zbuntowanej Katangi przy pomocy utworzonej w Etiopii Organizacji dla Jedności Afryki (OAU) - prototypu późniejszej Unii Afrykańskiej, w skład której weszło 30 państw. Moïse Tschombé opuścił kraj.. Prezydent zdystansował się od Patrice'a Lumumby, który został aresztowany i po dwóch miesiącach zamordowany , premierem zostaje C. Adoula; 1961 podczas misji pokojowej ginie nad Kongiem w katastrofie lotniczej (w niejasnych okolicznościach) sekretarz generalny ONZ D. Hammarskjøld; W 1963 z pomocą wojsk ONZ secesja obu prowincji zostaje zlikwidowana (mimo silnego oporu białych najemników rekrutowanych przez Czombego); Krwawe walki rozgorzały na nowo w 1964 roku, gdy wojska ONZ wycofały się z kraju w wyniku kryzysu finansowego. Rebelianci pod dowództwem 23 letniego Laurenta Kabili przejęli kontrolę nad wschodnią częścią kraju, Stanleyville (Kisangani). Prezydent Kasavubu powołał wówczas Moïse Tschombé, który wciąż cieszył się uznaniem w rządzonej przez siebie do 1963 roku prowincji Katangi, na stanowisko premiera Z pomocą USA i żołnierzy europejskich nowy premier zwalczył brutalnie powstanie, w trakcie którego dziesiątki tysięcy ludzi zginęło podczas krwawych walk..
W 1964 parlament uchwala nową konstytucję (m.in. zmianę nazwy państwa na Demokratyczną Republikę Konga), a w 1965 prezydent Kasavubu zostaje obalony przez kolejny zamach stanu gen. Mobutu, który objął stanowisko prezydenta i premiera, zawiesił konstytucję, w 1967 założył partię pn. Ludowy Ruch Rewolucji (MPR), z czasem jedyną legalną partię w Kongo. Mobutu przeprowadził za odszkodowaniem częściową nacjonalizację przemysłu (m.in. usunął Union Minière, działający od 1907 potężny koncern belg., inspiratora secesji Katangi), afrykanizację nazewnictwa, w tym imion i nazwisk (1971 wprowadzono nazwę Zair), nową walutę; rozwój gospodarczy lat 70., wspomagany napływem kapitałów zagr., zakłóciła 1977–78 ponowna próba secesji prowincji Shaba (dawn. Katanga) stłumiona przy pomocy wojsk franc.; od początku lat 80.nastąpiło pogorszenie sytuacji gosp., represje wobec przeciwników polit., gwałty na tle różnic etnicznych; 1990 pod naciskiem międzynar. i USA powolna rezygnacja z monopartyjnego systemu władzy, 1993 wobec proklamowania przez Shabę autonomii, ostrych napięć etnicznych (w Kivu 400 tys. wypędzonych), napływ uchodźców z Rwandy, nałożenia przez ONZ embarga na broń dla Konga. Powyższy stan rzeczy spowodował porozumienie z opozycją, powołanie tymczasowego parlamentu, przygotowanie konstytucji ograniczającej władzę prezydenta; Na początku października sytuacja w rejonie wschodniej granicy była już tak napięta, że nic nie mogło powstrzymać Banyamulenge przed chwyceniem za broń. 6 paździenika 1996 r. ich bojówka napadła i wymordowała wszystkich pacjentów w szpitalu w miasteczku Lemera - 40 km na północ od Uwiry. Tydzień później ostrzelali z broni ciężkiej obóz uchodźców Hutu w Runingo - 20 km północ od Uwiry. Otwarte już powstanie rozpoczęło się w pierwszej połowie tego miesiąca w rejonie Rutshuru niedaleko Gomy. Lokolna rebelia Banyamulenge przekształciła sie w konflikt na dużą skalę 18 października, kiedy przyłączyli się do niego antyrządowo nastawieni członkowie plemion Kasai, a później i inne plemiona w rejonie gór Mulenge nad jeziorem Tanganika. W tym też rejonie doszło do pierwszych uderzeń na garnizony wojsk rządowych. Początkowo do walki przystąpiło niecałe 2 tys. zaprawionych w bojach partyzantów, w tym oddziały milicji Bangalima. Dopiero później, wraz z przyłączeniem się do rebeli coraz to nowych plemion siły partyzantów bardzo szybko wzrosły do prawie 20 tys. ludzi.[3]W maju 1997 Mobutu został obalony przez Laurenta Kabilę, który przywrócił starą nazwę państwa. Sytuacja w kraju pozostała jednak nadal niestabilna i już w sierpniu 1998 wybuchła rebelia wspierana przez Rwandę i Ugandę. Pomoc Kabili zaoferowały: Angola, Namibia i Zimbabwe. 10 lipca 1999 6 krajów afrykańskich biorących udział w konflikcie podpisało w Lusace porozumienie pokojowe kończące konflikt. W styczniu 2001 został zastrzelony Laurent Kabila, a urząd prezydenta objął jego syn Joseph Kabila. Wojna domowa doprowadziła do bardzo złej sytuacji politycznej i gospodarczej kraju. Partyzanci bogacą się na nielagalnym wydobyciu koltanu. Sytuacja ludności cywilnej jest bardzo dramatyczna. Jako podaje raport (grudzień 2000) organizacji Oxfam, która zajmuje się ochroną praw człowieka: "Są ponad dwa miliony uchodźców, z czego 50% ze wschodu - około 37% ludności; około 18,5 mln ludzi nie ma dostępu do jakiejkolwiek pomocy lekarskiej. W 60-milinowym kraju jest 2056 lekarzy, z tego 930 w Kinszasie. (...) 2,5 mln ludzi żyje za mniej niż jednego dolara dziennie. W niektórych rejonach na wschodzie ludzie muszą żyć za 18 centów dziennie. 80% rodzin obu prowincji Kivu było w ciągu ostatnich pięciu lat wysiedlanych. Jest powyżej 117 tysięcy żołnierzy-dzieci, z ostatnio rekrutowanych żołnierzy ponad 15% to młodzież poniżej 18 lat, duża część nie ukończyła 12 lat. Oficjalnie 800-900 tys. dzieci jest zakażonych AIDS".Jeden z największych konfliktów końca XX wieku. Tlący się od dziesiątek lat konflikt plemienny jest zjawiskiem społecznym trudnym do opanowania.. Na tle wydarzeń militarnych znalazły się miliony bezimiennych ofiar. Centralna Afryka stała się areną masowych mordów i przemocy. Ludobójstwo z 1994 roku z sąsiednich wojen przeniosło się na grunt Zairu. Plemiona spokrewnione z Hutu i Tutsi żyły także na wschodzie Zairu.
W połowie października 1996 roku Jan Paweł II zaapelował do organizacji międzynarodowych o zainteresowanie się losem uchodźców zdanych na łaskę losu w obozach.Pomimo działań dyplomatycznych i rozmów przy okrągłym stole Zairu, Ruandy, Belgii i Francji, 30 października 1996 roku wybuchła wojna pomiędzy dwoma sąsiednimi krajami. Po zaciętych walkach na granicy, wojska ruandyjskie wzmacniane przez rebeliantów z plemienia Tutsi zdobyły miasto Bukavu. Mieszkańcy miasta, a także uchodźcy z obozów dla ludności Hutu, żołnierze i cywile z Zairu uciekli masowo do Ruandy i Burundi. Oprócz ofiar mordów na tle etnicznym, krwawe żniwo zbierała w tamtych dniach tragedia humanitarna w obozach dla uchodźców, brak pożywienia, zanieczyszczona woda, choroby zabiły wówczas tysiące ludzi.
Premier Zairu, Leon Kengo Wa Dondo i jego odpowiednik polityczny z Ruandy zgodzili się na spotkanie w sprawie zażegnania konfliktu. Do uczestnictwa w spotkaniu zaproszeni zostali także politycy Kenii, Ugandy, Tanzanii, Erytrei, Etiopii i Kamerunu. Cieniem na te wydarzenie położył się powrót samozwańczego prezydenta Mobutu.
Równolegle w 1996 wybuchło powstanie, na czele z Laurent-Desire Kabila wspieranego przez wojska państw sąsiednich; W odpowiedzi, w lutym 1997 roku Laurent Kabila utworzył milicję AFDL (Alians Sił Demokratycznych dla Wyzwolenia Kongo), która niechlubnie wspierana przez takie państwa jak Uganda, Burundi, Ruanda, Angola czy RPA zaczęła opanowywać coraz to większe obszary kraju. Rząd użył do walk z rebeliantami ciężkiego lotnictwa, bombowce poczyniły szkody głównie wśród ludności z wiosek.
Kolejny rząd premiera Etienne Tshisekedi, głównego przeciwnika politycznego Mobutu Sese Seko, starał się opanować trudną sytuację, ponieważ rebelianci zajęli już około 1/3 terenów kraju. W obozach dla uchodźców umierało dziennie 150 osób.
W 1997 roku Mobutu wprowadził ponownie stan wyjątkowy w Zairze. Premier i politycy opozycji zostali osadzeni w więzieniu, a prezydent powołał na stanowisko premiera generała Likulia Bolongo. Zarówno USA, Belgia, Francja, jak i 30 krajów Afryki naciskały na Mobutu Sese Seko, aby zrezygnował z urzędu, ten jednak odrzucił wszelkie propozycje rozwiązania konfliktu. W maju 1997 zmuszenie Mobutu do ucieczki z kraju ( we wrześniu zmarł w Maroku), prezydentem został Kabila, powrót do nazwy: Demokratyczna Republika Konga; po okresie krótkotrwałych reform, przejście do dyktatury; 1998 ponowny wybuch wojny domowej z udziałem wojsk Rwandy i Ugandy (po stronie przeciwników Kabili) oraz Zimbabwe, Angoli i Namibii wezwanych na pomoc przez Kabilę; Według relacji Reutersa (8 sierpnia 2002) stan przedstawia jeszcze bardziej dramatyczną sytuację (za GW): "Kanibalizm, gwałty, tortury i porwania były stosowane jako broń w niedawnych walkach w Kongu - twierdzi ONZ. Organizacja przeprowadziła dochodzenie w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w dżungli północno-wschodniego Konga. Jak ustalono, sprawcami tortur i gwałtów byli bojownicy popieranego między innymi przez Ugandę Ruchu Wyzwolenia Konga. Wycinali serca i inne organy swoich ofiar i kazali rodzinom je zjeść. Jedną małą dziewczynkę zabito, pocięto na małe kawałki i zjedzono - mówiła rzeczniczka ONZ Patricia Tome. W wojnie, która wybuchła w 1996 r., gdy sąsiedzi Konga postanowili obalić dyktatora Mobutu Sese Seko, w ciągu ostatnich czterech lat zginęło około 2 mln osób." Po obaleniu jego rządów przy ingerencji USA, Francji i Belgii, w 1996 roku opuścił Zair, udając się do Szwajcarii, by leczyć raka.
W tym czasie kraj był niszczony przez infekcję HIV, AIDS, choroby zakaźne, przede wszystkim tyfus, cholerę, malarię, a organizacje charytatywne i pozarządowe alarmowały o katastrofie głodu. Brakowało lekarstw, a uchodźcy z obozów byli dziesiątkowani przez epidemie. Sytuacja skomplikowała się dodatkowo w wyniku przybycia do Konga setek tysięcy uchodźców z Ruandy. W 1999 podpisanie w Lusace porozumienia pokojowego przez państwa zaangażowane w konflikt oraz powołanie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ specjalnej misji (MONUC) dla nadzoru porozumienia; mimo to postępująca dezintegracja państwa, którego bogactwami naturalnymi zainteresowani są wszyscy sąsiedzi; Wkrótce po przejęciu władzy nastąpił rozłam wśród partyzantów (przeciwko nowemu prezydentowi zbuntowała się część dowódców partyzanckich) co doprowadziło do wybuchu kolejnej wojny domowej. Na początku 1999 strony konfliktu ustaliły warunki rozejmu: zaprzestanie działań wojennych, stopniowe wycofywanie obcych wojsk, rokowania w sprawie przyszłości Konga, utworzenie koalicyjnej armii. Postanowiono też, że do chwili zawarcia prawdziwego pokoju powstańcy zarządzaliby kontrolowaną przez siebie częścią kraju. Nadzór nad pokojem sprawowałyby siły ONZ lub żołnierze Organizacji Jedności Afrykańskiej. Datę podpisania rozejmu ustalono na 10 VII 1999. Nie udało się go jednak podpisać ponieważ w ostatniej chwili powstańcy wycofali się z porozumienia. W 2000 roku podpisano porozumienie pokojowe, jednak jego warunki nie zostały dotrzymane. 16 stycznia 2001 prezydent L.-D. Kabila został zastrzelony przez swojego ochroniarza podczas próby zamachu stanu. Świadkami zdarzenia byli generałowie zdymisjonowani wcześniej przez prezydenta. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy. 24 stycznia 2001 tymczasowy parlament Demokratycznej Republiki Kongo wybrał na nowego prezydenta generała 31 letniego Josepha Kabilę, syna Laurenta Kabili, został on zaprzysiężony 26 stycznia 2001.; jego energiczne starania o ustabilizowanie wewn. sytuacji politycznej, zapowiedź przeprowadzenia wolnych wyborów, liberalizacja gospodarki, rozmowy z opozycją, a także z przywódcami państw zaangażowanych w konflikt doprowadziły w końcu do pewnego postępu w procesie pokojowym. W VII 2002 podpisano w Pretorii porozumienia między Demokratyczną Republiką Konga a Rwandą kończące trwającą od 1994 wojnę w rejonie Wielkich Afr. Jezior, w której zginęło ponad 2 mln ludzi; pod nadzorem MONUC rozpoczął się proces wycofywania obcych wojsk; W Pretorii (RPA) traktat pokojowy zakładał między innymi całkowite wycofanie się wojsk ruandyjskich z Konga i rozbrojenie milicji Hutu (Interhamwe), odpowiedzialnej za ludobójstwo w Ruandzie w 1994 roku,. Według szacunków ONZ około 15.000 zbrodniarzy wojennych Hutu stacjonowało na wschodzie Konga. jeszcze przed końcem 2002 Angola, Namibia, Rwanda, Uganda i Zimbabwe wycofały swoje wojska, zaś w Pretorii podpisano z przedstawicielami opozycji porozumienia stanowiące zarys przyszłego ładu politycznego państwa; niestety, w dwa lata później we wsch. części kraju walki między wojskami rządowymi a oddziałami powstańczymi reprezentującymi opozycję wybuchły ponownie. W 2003 doszło do kolejnej czystki na tle etnicznym, bojówki z plemienia Hema napadły na lud Lendu zarządzający miastem Bunia w północno-wschodniej części kraju, gdzie koncentrują się walki plemienne. Na skutek nacisków organizacji międzynarodowych prezydent J. Kabila zawarł układ z przedstawicielami rebeliantów. Do Konga wysłano również dodatkowe kontyngenty sił pokojowych ONZ.W czasie trwania konfliktu w Kongo śmierć poniosło prawie 4 mln ludzi. dokonana w VI 2004 próba przewrotu wojsk. została stłumiona przez J. Kabilę; organizacje humanitarne alarmują, że w zacofanym cywilizacyjnie i zniszczonym wojną Kongu dochodzi do masowego torturowania dzieci, uzasadnianego wypędzaniem z nich czarów. W 2005 przyjęto w referendum narodowym nową konstytucję - weszła w życie w II 2006, wprowadziła ona nową flagę państwową; W VI 2006 przeprowadzone zostały pierwsze od czterech dekad wolne wybory parlamentarne i prezydenckie, mimo obecności wojsk pokojowych ONZ i UE (łącznie ponad 18 tys. żołnierzy) po wyborach doszło do zbrojnych starć zwolenników urzędującego prezydenta Kabili i jego głównego konkurenta, wiceprezydenta Bemby, walki zaostrzyły sie jeszcze po przeprowadzonej w X 2006 drugiej turze wyborów, którą wygrał Kabila (zdobył 58% głosów). Dziś DRK jest rozdarta potrójnie. Po pierwsze istnieje opozycja między synem Kabili - Josephem - i lokalną policją. Po drugie konflikt etniczny Tutsi, najwidoczniejszy na wschodzie kraju. Trzecią frakcją jest frakcja międzynarodowa, po stronie rebeliantów stoi Rwanda i Uganda a po stronie Kabila - Zimbabwe, Angola i Namibia. Zaangażowanie państw sąsiednich tłumaczy się rozwojem napięć etnicznych, rozprzestrzenionych poza granice kraju i zainteresowaniem zasobami naturalnymi Konga.Od czasu podpisania paktu w Sun City w 2002 roku, Joseph Kabila stoi na czele wątłej koalicji rządzącej, składającej się z czterech vice prezydentów wywodzących się z odłamów rebeliantów. Tymczasowa administracja liczy sobie 50 ministrów ale Kabila kieruje grupą 200 osób, która jest nazywana przez opozycję rządem równoległymWojna domowa w Demokratycznej Republice Kongo (d. Zair) nie jest zbyt dobrze znana światowej opinii publicznej. Tymczasem specjaliści oceniają, że świat nie widział bardziej krwawego konfliktu zbrojnego od 1945 r. Wojna, w której w szczytowym momencie uczestniczyło sześć sąsiednich państw pochłonęła już ponad 4 miliony ofiar – zabitych w walce, zamordowanych, najczęściej jednak zmarłych z głodu i chorób – a podczas jej trwania popełniano chyba wszystkie możliwe zbrodnie. Trwający z przerwami od 1994 r. konflikt zdestabilizował ponadto region afrykańskich Wielkich Jezior i doprowadził Demokratyczną Republikę Kongo do faktycznego upadku jako państwa, z którego podnosi się ona bardzo powoli. Mimo formalnego zakończenia wojny w grudniu 2002 r., wciąż ginie tam 38 tys. ludzi. Każdy z aktorów tego konfliktu miał rzecz jasna ideologiczną podbudowę dla swych zbrodni. Wszystkie strony szermowały podczas jego trwania szczytnymi hasłami, spośród których „demokracja”, „sprawiedliwość” i „samoobrona” były chyba najczęściej przytaczane. Obserwatorzy z zewnątrz często byli z kolei skłonni szukać przyczyn wojny w plemiennych i kulturowych różnicach, w secesjonizmie poszczególnych prowincji, w międzynarodowych ambicjach przywódców sąsiednich państw. Wszystko to bez wątpienia prawda, lecz nie można zrozumieć specyfiki kongijskiego konfliktu bez uwzględnienia jeszcze jednego- bogactw. Ten wyjątkowo bogaty w naturalne surowce kraj stał się łakomym kąskiem dla sępów wszelkiego autoramentu, które wykorzystywały trwający w nim chaos do nabijania swojej kieszeni. Walka państw o zyski ze złóż kongijskich surowców, chciwość lokalnych watażków, interesy międzynarodowych kompanii górniczych – to wszystko stanowiło powód, dla którego 4 miliony ludzi musiało zginać.
Kongo jest krainą wyjątkowo obficie obdarowaną przez naturę. Cenne i rzadkie surowce naturalne występują w niej tak licznie, że określa się ją jako „Geologiczny skandal”. Kongijska ziemia skrywa złoża miedzi, cynku, kobaltu, srebra, złota, diamentów, manganu i uranu. Występują tu również obficie german, srebro, ołów, żelazo. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na dwa surowce: Pierwszym z nich jest miedź, której złoża ciągną się tzw. „Pasem Miedzianym” („Copperbelt”) aż do Zambii. W roku 1979 ówczesny Zair zajmował pierwsze miejsce w świecie pod względem wydobycia miedzi, które wynosiło wówczas 500 tys. ton rocznie. Drugim jest rzadko występujący kobalt. Kongo przez wiele lat zajmowało pierwsze miejsce w jego produkcji. Nawet obecnie, mimo opłakanej sytuacji, zajmuje drugie miejsce w świecie. Trzecim są z kolei diamenty, których DRK jest według niektórych źródeł czwartym w świecie nawiększym producentem. Kongo oprócz surowców posiada jeszcze znaczny potencjał hydroelektryczny, którego właściwa eksploatacja mogłaby uczynić z kraju „elektrownię” całej środkowej Afryki. Demokratyczna Republika Kongo posiada ponadto doskonałe warunki do rozwoju rolnictwa.
Historia uczy jednak, że obfitość darów natury nie musi jednak pociągnąć za sobą ekonomicznej i politycznej pomyślności, często nawet wprost przeciwnie..Wspólnota międzynarodowa chce nadrobić zastój wynikły z tego najbardziej krwawego od II wojny światowej konfliktu. ONZ zaangażowała się w DRK w swojej najważniejszej misji pokojowej, MONUC, razem z 18 600 żołnierzami i policjantami. Unia Europejska przyznała im wojskową misję, pod kierownictwem niemieckim. Na początku roku czterdzieści krajów i setka organizacji pozarządowych spotkały się w Brukseli by wprowadzić plan akcji humanitarnej na korzyść Demokratycznej Republiki Kongo. Składka finansowa powinna zebrać 680 milionów dolarów by sfinansować 330 projektów organizacji pozarządowych zatwierdzonych przez ONZ. Zebrano jedynie 156 milionów. Jan Egeland, koordynator akcji humanitarnych ONZ, zawiedziony, mówił o "pracy nad międzynarodową świadomością". Bez oczekiwania na pomoc z zewnątrz, społeczeństwo Konga zmobilizowało się w obliczu wyborów. Wpisy na listy wyborcze były dobrą okazją dla wielu Kongijczyków by uzyskać dowód osobisty. Na wsiach, kobiety spotykają się w grupach by nauczyć się podstaw czytania i pisania by lepiej się przygotować do wypełnienia obowiązku wyborczego. W kraju tym, gdzie państwo jest osłabione od ponad 40 lat, populacja nie oczekuje nic ze strony władz publicznych i nauczyła się samorządności. Czuwają skrupulatnie by założenia tożsamości kongijskiej były uszanowane. Według pozarządowej organizacji Oxfam, aż "1200 osób umieraja każdego dnia z powodu konfliktów" w DRK. ONZ mówi o "największej światowej katastrofie humanitarnej". Mimo podpisania traktatu pokojowego w 2002 roku, żar konfliktów w Kongo nie jest ugaszony. Nie wymazuje się tak szybko z pamięci wojny, która oficjalnie trwała 7 lat. Lokalna policja, Mad' Mad', działa na północy i wschodzie kraju. Wysoki Komisarz Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców wylicza, że liczba Kongijczyków, którzy wyjechali, dochodzi aż do 1,6 miliona. W Katandze, od listopada 2005 roku, dziesiątki wsi zostały spalone a zbiory zniszczone, powodując wyjazd 170 tysięcy mieszkańców. Niektórzy zostali skazani jedynie za to, że zatrzymali karty wyborcze, synonim zdrady. W czasie trwania zimnej wojny, Kongo stało się terenem spornym między Sowietami, wspierającymi lidera niepodległościowego Lumubę, i Zachodem, wspierającym jego rywala Mobutu. Gdy Lumuba został zamordowany drugi z kandydatów objął władzę na następne 31 lat, Dziś DRK jest rozdarta potrójnie. Po pierwsze istnieje opozycja między synem Kabili - Josephem - i lokalną policją. Po drugie konflikt etniczny Tutsi, najwidoczniejszy na wschodzie kraju. Trzecią frakcją jest frakcja międzynarodowa, po stronie rebeliantów stoi Rwanda i Uganda a po stronie Kabila - Zimbabwe, Angola i Namibia. Zaangażowanie państw sąsiednich tłumaczy się rozwojem napięć etnicznych, rozprzestrzenionych poza granice kraju i zainteresowaniem zasobami naturalnymi Konga.Poza politycznymi i etnicznymi przyczynami, wojna ta kryła też za sobą całkiem prozaiczne przyczyny natury ekonomicznej. Surowce Konga stanowiły bowiem zbyt łakomy kąsek by przejść obok niego obojętnie.. Eksploatacja zasobów Konga rozpoczęła się już w 1994 r. gdy wschodnią część kraju zalały masy rwandyjskich uchodźców z plemienia Hutu. Ok. 3 mln. uciekinierów stworzyło w tym rejonie swoje własne quasi państwo i by przeżyć rabunkowo eksploatowało miejscową florę i faunę. Pojawienie się w tym regionie milionów ludzi i postępujące ich śladami wycinanie lasów, masowe wybijanie zwierzyny leśnej, prymitywne i wyjaławiające ziemię metody upraw – wszystko to wpłynęło katastrofalnie na miejscowy ekosystem, który do dziś nie może się otrząsnąć po dokonanych wtedy szkodach.
Prawdziwy rabunek rozpoczął się jednak w momencie gdy wojna domowa wybuchła na całego. Rebeliancka armia Laurenta-Désiré Kabili – „Sojusz Sił Demokratycznych na rzecz Wyzwolenia Konga” (AFDL) miała za sobą militarne wsparcie sąsiednich Rwandy i Ugandy. Wojska tych państw wspierane przez miejscowy odłam plemienia Tutsich opanowały wschodnie prowincje Konga i zainstalowały swych popleczników w kluczowych urzędach i przedsiębiorstwach w tym rejonie. Rozpoczął się masowy rabunek surowców mineralnych, bydła, produktów rolnych, drewna dokonywany przez wojsko. Za nim z kolei pojawiła się pierwsza, nieznana tu dotychczas fala „nowych biznesmenów” mówiących po angielsku lub językiem Kinyarwanda. Kabila podpisał z nimi serię umów dających ogromne przywileje. W ich wykonaniu eksploatacja przybrała już bardziej zorganizowany charakter. Faktyczna władza Kabili jest jednak dość iluzoryczna, stał się bowiem więźniem rwandyjskich, ugandyjskich i burundyjskich Tutsi, których sam wybrał na kluczowe stanowiska. Był też zakładnikiem rwandyjskich wojsk, mocno osadzonych w Kinszasie. Kabila zaczął jednak łamać umowy podpisane z dawnymi sprzymierzeńcami: Musevenim, Kagame i Buyoya, przywódcami Ugandy, Rwandy i Burundi. Umowy te dotyczyły rachunku, który Kongo miało zapłacić za pomoc otrzymaną w wojnie wyzwoleńczej, a także problemu granic. Czego przykładem jest fakt, gdy w 27 lipca 1998 r. zdecydował się też odesłać do domów cały rwandyjski kontyngen aby zaprowadzić porządek to . doprowadziło to do wznowienia konfliktu. O ile jednak motywacje przywódców państw dotyczyły zazwyczaj kwestii politycznych i strategicznych, o tyle wyżsi rangą oficerowie armii rwandyjskiej i ugandyjskiej parli do wojny, gdyż umożliwiała im ona krociowe zyski. Wg raportu przedstawionego Radzie Bezpieczeństwa ONZ, na kilka miesięcy przed wznowieniem wojny ugandyjski generał Salim Saleh wraz ze starszym synem prezydenta Museveniego pojawili się na okupowanych terytoriach by zorganizować system kontroli nad wszelkimi występującymi w tym rejonie bogactwami naturalnymi, która służyła ich prywatnym interesom.
Wznowienie konfliktu doprowadziło do rozpoczęcia polityki rabunku i eksploatacji na ogromną skalę. Prowadzono ją na dwa, następujące po sobie i uzupełniające się sposoby:
· Pierwszą fazą był masowy rabunek. Wojska okupacyjne z Rwandy, Burundi i Ugandy oraz wspierający ich rebelianci z „Kongijskiego Ruchu na rzecz Demokracji” (RDC) na okupowanych przez siebie obszarach wschodniego Kongo masowo rabowali surowce mineralne, bydło, produkty rolne, drewno czy pieniądze. Zdobyte dobra częściowo transferowano do rodzinnych krajów, a częściowo lądowały one w kieszeniach lokalnych dowódców i żołnierzy.
· Następna faza to systematyczna i zorganizowana eksploatacja. Na okupowanych obszarach dokonywano rabunkowego wydobycia cennych surowców mineralnych. Rabunek ten odbywał się z pogwałceniem zarówno prawa Demokratycznej Republiki Kongo jak i prawa międzynarodowego.
Obie fazy tego rabunku można zobrazować na kilku przykładach. Między listopadem 1998 r. a kwietniem 1999 r. w prowincji Kiwu Ruandyjczycy i ich sojusznicy z RDC skonfiskowali siedmioletni urobek miejscowego zagłębia górniczego SOMINKI. Około 2 do 3 tys, ton cynku i 1,5 tys, ton kobaltu zostało zrabowanych i przetransportowanych do Rwandy. W styczniu 1999 r. Ruandyjczycy dokonali w innej prowincji masowej konfiskaty nasion kawy, rabując ok. ich 200 tysięcy ton i doprowadzając do bankructwa miejscowych producentów. Ugandyjczycy nie byli lepsi. Na okupowanych przez siebie obszarach, mimo ostrzeżeń geologów dokonywali rabunkowego wydobycia złota z użyciem dynamitu. W wyniku jednej tylko takiej akcji śmierć poniosło (wg danych Human Rights Watch) ok. 100 górników. Rebelianci często z kolei rabowali miejscowe banki, jednorazowo konfiskując sumy przekraczające 500 tys. dolarów.
Na okupowanych obszarach rychło zainstalowały się firmy z Rwandy, Burundii i Ugandy, zazwyczaj silnie powiązane z tamtejszymi reżimami. Wraz z wojskami okupacyjnymi utworzyły monopolistyczną siatkę, kontrolującą każdą dziedzinę życia gospodarczego we wschodnim Kongo, bezlitośnie eksploatując miejscową ludność. Z błogosławieństwem władz dokonywano rabunkowego wydobycia surowców i wycinania lasów. Często korzystano przy tym z darmowej siły roboczej „organizowanej” przez wojsko, w tym również dzieci. Eksploatacji dokonywano bez najmniejszego choćby uwzględnienia jej wpływu na środowisko naturalne. Dla przykładu na obszarze bogatego w Kobalt parku narodowego Kahuzi-Biega okupację przeżyły zaledwie 2 z 350 żyjących tam wcześniej rodzin słoni…
Dla państw „Koalicji Wielkich Jezior” wojna w Kongu oznaczała krociowe zyski. Uganda jeszcze w 1995 r. eksportowała złoto o wartości 23 mln. dolarów. Dzięki dokonywanemu w Kongo rabunkowi wartość tego eksportu wzrosła w 1999 r. do 105 mln. dolarów. Przed wojną ten kraj prawie nie był znany jako eksporter diamentów (w 1997 r. jego wartość nie przekraczała 200 tys. dolarów). Po wybuchu wojny sprzedano za granicę diamenty o wartości ponad 1,2 mln. dolarów. Przykłady można by zresztą mnożyć. Nie inaczej było w przypadku pozostałych okupantów. Przemysł wydobywczy Burundi i Rwandy w gospodarce tych krajów zajmuje ostatnie miejsce ale prywatne eldorado jakie stworzyły sobie w Kongu zmieniło tą sytuację. W Rwandzie eksport diamentów wzrósł podczas trwania wojny dwukrotnie, eksport złota ponad dziesięciokrotnie. Rwanda obok organizowania i zarządzania swą produkcją, przyciągała do swej strefy całą kontrabandę. To właśnie fakt, że z powodu nałożonego na Burundii (po zamachu stanu) embarga przemyt skoncentrował się w Kigali sprawił, że mimo wspólnej koncepcji politycznej Tutsi, Rwanda i Burundi rozluźniły w trakcie trwania wojny swój sojusz. Nie należy się więc dziwić, że małe i biedne państewka w rodzaju Rwandy, Ugandy czy Burundi mogły sobie pozwolić na wieloletnią, kosztowną wojnę. Prezydent Rwandy Paul Kagame wprost określił konflikt w DRK jako „samofinansującą się wojnę”.
Choć największy udział w rozkradaniu bogactw Konga mieli okupanci z „Koalicji Wielkich Jezior”, to nie było ono tylko ich domeną. Rząd prezydenta Kabili, a po jego śmierci jego syna Josepha również wykorzystywał zyski z nielegalnego handlu surowcami do finansowania swych działań. Przede wszystkim zyski z wydobycia złota, diamentów i innych bogactw naturalnych służyły Kabili do opłacania pomocy swych zagranicznych sojuszników. O ile bowiem Angola i Namibia wsparły rząd w Kinszasie głównie z powodów politycznych, o tyle reżim prezydenta Mugabe z Zimbabwe kierował się motywami czysto ekonomicznymi i za militarną pomoc kazał sobie słono płacić.
Nielegalna eksploatacja i handel surowcami stał się też podstawą funkcjonowania rozmaitych pozapaństwowych organizacji zbrojnych, które w wyniku wojennego chaosu opanowały znaczne połacie Konga. Zyski z tego procederu stanowią podstawę ich egzystencji i główne źródło z którego zakupywana jest broń. Podobnie jak w przypadku wojen w Liberii i Sierra Leone popularne stało się tzw. „finansowanie równoległe” – tzn. zakup broni bezpośrednio za złoto i diamenty.
Aby nie było wątpliwości – nielegalne wydobycie i handel surowcami to nie tylko rozkradanie bogactw Konga. To również brutalna walka o miejsca występowania złóż, niewolnicza praca dorosłych i dzieci i permanentne przedłużanie konfliktu, który przynosił walczącym tak wielkie zyski, że długo nikomu nie opłacało się zawarcie pokoju. Fundusze uzyskane tą drogą pozwalały także na przedłużanie konfliktu, gdyż bez nich żadna ze stron nie byłaby w stanie prowadzić go tak długo. W praktyce oznaczało to śmierć 4 milionów ludzi, często mordowanych lub wypędzanych ze swych domów tylko dlatego, że zamieszkiwali obszary występowania bogactw naturalnych. Dotyczy to zwłaszcza Pigmejów.
Wielkie interesy i jeszcze większe zaniedbania
Aby strony konfliktu mogły zyskiwać na rozkradaniu bogactw Konga nie wystarczyło jedynie je eksploatować. Surowce trzeba przecież wywieźć z Afryki i sprzedać na światowych rynkach. I tu otworzyło się wielkie pole do popisu dla międzynarodowej przestępczości, która ochoczo nawiązała kontakty z elitami państw „Koalicji Wielkich Jezior” i pośredniczyła w kontrabandzie nielegalnie wydobywanych surowców. Centrum tego procederu stanowiły Kigali i Kampala. Nie była to zresztą jedynie domena mafii. Rozmaite prywatne i państwowe firmy w rozmaity sposób współpracowały ze stronami konfliktu czerpiąc z tego krociowe zyski. Nielegalnie wydobyte surowce bez większego problemu sprzedawano na rynkach światowych. Dla przykładu żadne ze światowych centrów obrotu diamentami – wliczając to najważniejsze giełdy w Antwerpii i Londynie nie wymagało certyfikatu pochodzenia sprzedawanych towarów… Dopiero w lipcu 2000 r. Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Diamentów (IDMA) podjęło pewne nieśmiałe kroki by ukrócić ten proceder. Nie trzeba było jednak koniecznie osobiście brudzić sobie rąk by zarobić na kongijskim konflikcie. Raport ONZ donosi bowiem, że w pierwszej fazie wojny nowojorski „Citibank” pośredniczył w finansowaniu Laurenta Kabili i jego rebeliantów przez władze Rwandy.
O wiele ważniejsza i bardziej kontrowersyjna jest jednak kwestia roli międzynarodowych konsorcjów górniczych w wywołaniu i przedłużaniu wojny w Demokratycznej Republice Kongo. Już w r. 1996, gdy rebelianci AFDL triumfalnie zbliżali się do Kinszasy media przedstawiały gospodarcze znaczenie ich sukcesów. Ujawniły też głównych aktorów, którzy dotąd byli w ukryciu - wielkie grupy finansowe i przemysłowe zainteresowane eksploatacją zasobów kopalnianych Konga: Consolidated Eurocan Venture (członek wielkiego konsorcjum górniczego Lundin Group), Barrick Gold Corporation (BGC), zajmująca drugie miejsce w świecie pod względem wydobycia złota, i Anglo American Corporation (AAC) z RPA, najważniejsza firma wydobywcza na świecie poza sektorem naftowym. Pojawiły się też przedsiębiorstwa „drugoligowe” American Mineral Fields Inc. (AMFI) i sprzymierzoną z nią American Diamond Buyers, oraz inne spółki amerykańskie, kanadyjskie, południowoafrykańskie, ugandyjskie, belgijskie i izraelskie.
Po upadku reżimu Mobutu niektóre z porozumień jego rządu z pewnymi kartelami zostały przez nowych panów potwierdzone, inne zaś anulowane i zawarte z innymi spółkami. Transnarodowe firmy wydobywcze były zainteresowane tylko zdobyciem jak najlepszych koncesji na wydobycie złota, diamentów, manganu, uranu, miedzi i itp. więc chętnie finansowały ruch rebeliancki. Już 1 grudnia 1996 r. podpisano porozumienia między Consolidated Eurocan Venture a rządem kongijskim pod przywództwem Leona Kengo wa Dondo, dotyczące wydobycia miedzi i kobaltu w Katandze.
Szczególną rolę w konflikcie odegrał jednak mało znany American Mineral Fields Inc. (AMFI). Ta powstała w 1995 r. korporacja, skupiała liczne firmy z USA zainteresowane budową platformy orbitalnej, która miała zastąpić rosyjską stację MIR. Realizacja tego projektu, którego wymagała ogromnej ilości rzadkich i cennych metali, jak kobalt, wolfram i złoto, a wszystkie one znajdują się w Kongo. Już w marcu 1997 r., po zdobyciu Kisangani przez sił Kabili kierownicy AMFI otworzyli w Gomie biura, by nawiązać kontakt przywódcami rebeliantów. 16 kwietnia 1997 r. miesiąc po wkroczeniu Kabili do Kinszasy, nowe władze podpisały trzy porozumienia z AMFI. Projekt opiewał na sumę 1,5 mld dolarów. Porozumienia obejmowały m.in.:
· Kontrakt na wydobywanie miedzi i kobaltu w rejonie Kolwezi (Katanga) wart 200 mln. dolarów.
· Kontrakt na stworzenie infrastruktury do wydobywania kobaltu w rejonie Kipushi, wart 30 mln. dolarów
· Pozwolenie na inwestycje w eksploatacje złóż cynku w rejonie Kipushi wartą 550 mln. dolarów
· Zgodę na sprzedaż AMFI spółki „Gecamines” – jednej z głównych państwowych firm wydobywczych.
Jedno z głównych źródeł biznesowych sukcesów AMFI to dobre stosunki między jego kierownictwem, a przywódcami „Koalicji Wielkich Jezior” - Musevenim, Kagame, Buyoya i Kabilą. Kontakty te sięgają okresu sprzed 1995, czyli roku powstania AMFI. Współpraca między jednym z kierowników tego konsorcjum (Jean-Raymond Boulle) z tandemem Museveni - Kagame poprzedzała jeszcze śmierć prezydentów Habyarimana z Rwandy i Ntaryamira z Burundi w samolocie strąconym w nocy 6 kwietnia 1994 nad Kigali. Niektórzy sugerują, że aby dokonać takiego „wyczynu”, potrzebne było poparcie polityczne, umożliwiające dostęp do wyszukanych środków technicznych - zwłaszcza telekomunikacyjnych - i do rakiet. Te środki i gwarancje mogła załatwić jedynie AMFI. Można więc zakładać, że w roku 1995, gdy oficjalnie zostało utworzone to konsorcjum, wszystkie plany dotyczące Konga i innych krajów w Regionie Wielkich Jezior były już przygotowane, strategia ustalona, a środki finansowe, logistyczne i wojskowe zorganizowane.
Kabila okazał się jednak nielojalny wobec swych sponsorów i zrewidował zawarte z AMFI kontrakty na rzecz Anglo American Corporation (AAC) z RPA. Nic więc dziwnego, że AMFI znalazło się później w gronie sponsorów walczących z Kabilą kongijskich Tutsich i ich zagranicznych mocodawców. Za wojskami ugandyjskimi we wschodnim Kongu pojawiły się też ponownie kanadyjskie firmy - Barrick Gold Corporation i Heritage Oil & Gas. Siły rządowe też mogły liczyć na swych sponsorów. W zamian Ridgepointe Overseas Developments of British Virgin Islands - firma powiązana z reżimem Zimbabwe uzyskała bardzo korzystne kontrakty z kongijskim „Gecamines”. Tak to już kręci się ten świat…
Zamiast zakończenia
Mógłbym pokusić się teraz o małe podsumowanie, myślę jednak że fakty przemawiają same za siebie. Zacytuje wiec powiedzenie mieszkańców Konga – „Gdybyśmy nie byli tak bogaci, bylibyśmy znacznie szczęśliwsi…”.
Od czasu podpisania paktu w Sun City w 2002 roku, Joseph Kabila stoi na czele wątłej koalicji rządzącej, składającej się z czterech vice prezydentów wywodzących się z odłamów rebeliantów. Tymczasowa administracja liczy sobie 50 ministrów ale Kabila kieruje grupą 200 osób, która jest nazywana przez opozycję rządem równowagi.Wspólnota międzynarodowa chce nadrobić zastój wynikły z tego najbardziej krwawego od II wojny światowej konfliktu. ONZ zaangażowała się w DRK w swojej najważniejszej misji pokojowej, MONUC, razem z 18 600 żołnierzami i policjantami. Unia Europejska przyznała im wojskową misję, pod kierownictwem niemieckim. Na początku roku czterdzieści krajów i setka organizacji pozarządowych spotkały się w Brukseli by wprowadzić plan akcji humanitarnej na korzyść Demokratycznej Republiki Kongo. Składka finansowa powinna zebrać 680 milionów dolarów by sfinansować 330 projektów organizacji pozarządowych zatwierdzonych przez ONZ. Zebrano jedynie 156 milionów. Jan Egeland, koordynator akcji humanitarnych ONZ, zawiedziony, mówił o "pracy nad międzynarodową świadomością". Bez oczekiwania na pomoc z zewnątrz, społeczeństwo Konga zmobilizowało się w obliczu wyborów. Wpisy na listy wyborcze były dobrą okazją dla wielu Kongijczyków by uzyskać dowód osobisty. Na wsiach, kobiety spotykają się w grupach by nauczyć się podstaw czytania i pisania by lepiej się przygotować do wypełnienia obowiązku wyborczego. W kraju tym, gdzie państwo jest osłabione od ponad 40 lat, populacja nie oczekuje nic ze strony władz publicznych i nauczyła się samorządności. Czuwają skrupulatnie by założenia tożsamości kongijskiej były uszanowane. W ostatnich wyborach 3 miliony Kongijczyków nie mogło głosować., skupiając si
Źródła:
Wielka Historia Świata, Pinnex Kraków 2004.Tom 7.
ABC Świat, Afryka II Kurpisz Poznań 2004.
„Report of the Panel of Experts on the Illegal Exploitation of Natural Resources and Other Forms of Wealth of the Democratic Republic of the Congo (S/2001/357)”
Pascal Boniface – „Atlas wojen XX wieku”
„Wojna w Kongo – czyj interes?” („My a trzeci świat”, Nr 10 (64), listopad-grudzień 2002)
Colette Braekman – “The Looting of the Congo” (“New Internationalist magazine”, Maj 2004)
„Democratic Republic of Congo. Diamond Mining and Conflict” (www.american.edu)
Pierre Baracyetse -„The Geopolitical stakes of the international mining companies in the Democratic Republic of Congo (ex-Zaire)”
www.hrw.org (oficjalna strona Human Rights Watch)
BBC
www.wikipedia.org
[1] ABC Świat Afryka II Kurpisz Poznań 2004 s.91 – 99.
[2] Patrycja Jakóbczyk- Adamczyk, Portugalczyków odkrywanie świata, w Wielka historia świata 1492-1650, t. 7 Pinnex Kraków 2004 s. 12.
[3] Piotr Kucharski, Bitwy – Kampanie – Wojny. Zair 1996 – 1997. Bellona 2002. s.43.
czwartek, 1 maja 2008
Ekologia
Lasy pokrywają ok. 28%(inni podają że więcej, ale ciągle następuje wycinka, zniszczenia itp zjawiska to w takim stanie i te 28% jest wątpliwe) powierzchni Polski. Są nie tylko ostoją tysięcy gatunków roślin i zwierząt, ale również skutecznie przeciwdziałają zmianom klimatycznym. Las pochłania dwutlenek węgla oraz pyły, produkuje tlen, stabilizuje wilgotność powietrza, chroni przed szkodliwym wpływem przemysłu, osłania gleby i wody, magazynuje wodę opadową i zmniejsza siłę wiatru.Przez miliony lat przyroda rządziła się własnymi prawami. Środowisko naturalne samo dbało o równowagę i porządek, zarówno zwierzęta jak i różne gatunki roślin przez wzajemne oddziaływanie regulowały swoją liczebność. Człowiek także korzystał z zasobów przyrody w sposób rozsądny i w miarę ograniczony. Wykorzystywane były głównie bogactwa nieodnawialne takie jak: węgiel, ropa naftowa, gaz ziemny oaz surowce mineralne, które tworzyły się miliony lat a ich ilość była nieograniczona. Wzrost liczby ludności oraz tzw. rewolucja przemysłowa, która wybuchła na przełomie XVIII i XIX wieku spowodowała, że zaczęliśmy coraz częściej i w coraz to większych ilościach wydobywać te surowce. Były one stosunkowo tanie, jak i łatwe do pozyskania. Sytuacja jednak diametralnie się zmieniła i w chwili obecnej nieodnawialne zasoby przyrody na Ziemi zmniejszyły się do tak niskiego poziomu, że według niektórych prognoz za około 30 do 50 lat może zabraknąć na świecie ropy jak i innych podstawowych surowców energetycznych.Od połowy XX wieku trwają na całym świecie badania nad możliwościami pozyskiwania energii z tzw. odnawialnych zasobów ziemi. Do najpopularniejszych i najchętniej wykorzystywanych należą w chwili obecnej min: woda, energia słoneczna, wiatr oraz gleba(biomasa). Są to zasoby powszechnie dostępne i niemal niewyczerpalne, jednak wartość niektórych z nich może ulegać obniżeniu. Dzieje się tak min z glebą, która poprzez zbyt intensywne użytkowanie i nieodpowiednie nawożenie może stawać się jałowa, a więc bezużyteczna pod względem upraw.Zasoby odnawialne ,są podobnie jak te nieodnawialne powszechnie dostępne, jednak aby móc je wykorzystać trzeba stworzyć pewne technologie, które pozwolą zamieniać np. sile wiatru na energie z odpowiednia sprawnością czyli będzie to opłacalne dla człowieka pod względem ekonomicznym.W wielu rejonach świata buduje się ogromne farmy złożone z Siłowni wiatrowych, których wysokość sięga do ponad 100 metrów a rozpiętość łopat do ponad 30 metrów.Jednymi z pierwszych państw, które zainwestowało w tego typu rozwiązania była Holandia, Niemcy oraz kraje Skandynawskie. Polska nie pozostaje w tyle za krajami zachodnimi.W naszym państwie powstaje coraz więcej wiatrowych farm. Najwięcej tego typu obiektów znajduje się na wybrzeżu, gdzie są najkorzystniejsze warunki wietrzne. Wiatraki zaczęto stawiać także na Kujawach oraz Pomorzu. Kilka średniej wielkości wiatraków jest w stanie zaopatrzyć w prąd małe miasteczko ( do 15000 tys. mieszkańców). Dlatego też stał to się ostatnio bardzo popularnym i opłacalnym pomysłem na biznes, ponieważ można uzyskać wysokie dofinansowania z Unii Europejskiej na budowę elektrowni wiatrowych. Główny dostawca energii elektrycznej ma obowiązek odkupić od nas, wytworzona za pomocą wiatraków energie Według najnowszych badań udowodniono, że skupiska elektrowni wiatrowych mają jednak wpływ na klimat, zmniejszając prędkość wiatru w rejonie ,gdzie są ustawione. Istnieje wiele kontrowersji wokół budowy i funkcjonowania wiatraków. Przeciwnicy twierdzą, że elektrownie stanowią zagrożenie dla wędrujących ptaków, które giną zderzając się z łopatami wiatraków. Poważnym problemem jest także hałas, który wywołują pracujące turbiny elektrowni, częściowo ten kłopot został wyeliminowany, dzięki nowoczesnym technologiom obniżającym poziom hałasu. Jednak bezsprzecznym faktem jest to, że dzięki elektrowniom wiatrowym znacznie obniża się poziom emitowanego dwutlenku węgla do atmosfery, co jest największą zaleta tego typu konstrukcji. Przewiduje się, że do 2020 roku energia pozyskiwana z wiatraków będzie wynosiła około 12 % całkowitej energii elektrycznej.Kolejnym przykładem jest energia pozyskiwana z wody, która może być ekologicznie czysta, lecz dostępna jedynie na obszarach o odpowiednim spadku terenu oraz o odpowiedniej ilości opadów w ciągu roku. Polska należy do krajów, gdzie produkcja energii z wody ma długie tradycje. Większość zasobów wodnych naszego kraju jest skupiona w dorzeczu Wisły i tam tez są najlepsze warunki do budowy elektrowni wodnych. Obecnie nie buduje się w Polsce dużych obiektów tego typu, ponieważ mają one znaczny wpływ na środowisko naturalne. Aby móc utworzyć taką elektrownie konieczne jest spiętrzenie wody na dużym obszarze, co zazwyczaj sprowadza się do zalania dużej doliny i wysiedlenia mieszkańców. Zaburza to w znacznym stopniu równowagę ekologiczna na danym terenie, przeciwko czemu protestują ekolodzy. Bardzo popularne są małe elektrownie wodne o mocy do 2 MW, które można wybudować na rzekach o niezbyt szybkim nurcie oraz niewielkim spadku terenu. Zasilały one zazwyczaj urządzenia takie jak młyny, jednak obecnie coraz częściej podnosi się ich sprawność poprzez montowanie nowoczesnych turbin i ich moc jest także wykorzystywana do oświetlania budynków.Najbardziej rozpowszechnionym sposobem korzystania z odnawialnych zasobów ziemi są kolektory słoneczne. W chwili obecnej jest to najtańsza metoda pozyskiwania „czystej” energii. Dzięki wprowadzeniu do produkcji nowych materiałów, które są równie wytrzymałe jak stosowane jeszcze 10 lat temu ,na taka instalacje coraz częściej stać przeciętnego Kowalskiego. Coraz więcej osób montuje takie panele na dachach swoich domów, co z powodzeniem pozwala na ogrzanie wody używanej do mycia. Koszt takiej instalacji nie przekracza 10 tys. złotych przy 4 osobowej rodzinie. Rachunki za ogrzewanie są znacznie mniejsze a kolektory mogą nam posłużyć wiele lat, ponieważ są praktycznie bezobsługowe i bardzo wytrzymałe. Ilość promieni słonecznych docierających do ziemi nie jest jednakowa przez cały rok, dlatego też ilość energii wytwarzanej przez takie instalacje nie jest jednakowa w każdym miesiącu. W lecie wystarczy, aby ogrzać zarówno wodę używana do mycia naczyń jak i do kąpieli oraz może wspomagać centralne ogrzewanie. Zimą natomiast z powodzeniem może ogrzewać nam wodę w kranie.Kolejnym zasobem odnawialnym ziemi jest gleba, którą można wykorzystywać na bardzo dużą skale przy niewielkich kosztach. Przy czym bardzo ważne jest odpowiednie nawożenie gleby, aby nie doprowadzić do jej wyjałowienia. W Polsce najczęściej uprawia się rośliny energetyczne takie jak wierzba energetyczna, która posiada bardzo duży potencjał wykorzystywany do produkcji energii. Coraz więcej podmiejskich elektrociepłowni jest przystosowanych do spalania biomasy. Roślina ta nie ma dużych wymagań, co do gleby i rośnie stosunkowo szybko, co pozwala na efektywne jej wykorzystanie. Rolnicy uprawiający wierzbę, jak i przeznaczający słomę na cele energetyczne ,mogą liczyć na dofinansowania i wsparcie ze strony Unii Europejskiej. Biomasa roślin jest zasobem, który nie wymaga opracowania skomplikowanych technologii i może być wykorzystywana w każdym zakątku ziemi w przeciwieństwie np. do energii słoneczne lub wiatrowej, która jest uzależniona od warunków klimatycznych.Odnawialne zasoby Ziemi mają w chwili obecnej jedynie kilku procentowy udział w produkcji całkowitej energii elektrycznej na świecie, jak i w przemyśle paliwowym, jednak w ciągu najbliższych lat będzie to się zmieniać.Dyrektywy Unii Europejskiej obligują państwa członkowskie ,w tym i Polskę do zwiększenia udziału energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych do poziomu 20% do roku 2020. Cel ten będzie ciężki do osiągnięcia, jednak dzięki odpowiednim działaniom organizacji rządowych jak i zwykłych obywateli jest on do zrealizowania. Źródła odnawialne posiadają ogromny potencjał, który tylko czeka na to abyśmy zaczęli go wykorzystywać w sposób oczywiście racjonalny. Warto inwestować w tego typu technologie dzięki którym przyszłe pokolenia będą mogły cieszyć się czystym i nie zniszczonym środowiskiem.
Człowiek od zawsze korzystał za zasobów natury. W dawnych czasach z przyrody braliśmy dosłownie wszystkie surowce, jakie były nam niezbędne do życia. Nie stanowiło to większego problemu, ponieważ liczba ludności była tak niewielka, że przyroda bez problemu radziła sobie z takim obciążeniem. Jednak w ostatnich dwóch stuleciach rozwój techniki i wzrost ludności poszedł tak znacznie do przodu, że podstawowe surowce wykorzystywane w życiu codziennym i na chwile obecna nam niezbędne są na wyczerpaniu.
Dzieje się tak chociażby, dlatego że w krajach głównie wysoko uprzemysłowionych kupując coraz więcej towarów nie zwracając uwagę na to czy w rzeczywistości są one im potrzebne. Większości z nich wydaje się, że nie maja wpływu na to czy naturalnych zasobów wystarczy, aby wykarmić ich dzieci i wnuki. Tak nie jest. Każdy konsument ma wpływ na to ile i jakich surowców zużywa się do produkcji rzeczy, które kupują. Wszystko uzależnione jest od tego gdzie i w jakich ilościach kupują. Wraz ze zmianą naszych upodobań producenci zmieniają swoje produkty dostosowując je do naszych oczekiwań.Obecnie robiąc zakupy np. w supermarketach wydaję nam się, że im więcej kupimy tym lepiej. Jednak warto się zastanowić nad tym, co tak naprawdę dostajemy za niska cenę i jaki wpływ dany produkt i oraz jego opakowanie wywiera na środowisko. Zazwyczaj jest tak, że lepiej zainteresować się tym, z czego dany produkt jest złożony, jaki wpływ wywiera na środowisko, w jakim stopniu je zanieczyszcza. Gdy przeanalizujemy te kilka prostych rzeczy dojdziemy do wniosku, że lepiej jednak zapłacić trochę więcej, że np. produkty żywnościowe, ale mieć świadomość, że jego opakowanie łatwo ulegnie rozłożeniu lub będzie mogło być poddane recyklingowi.Przy dokonywaniu zakupów dobrze jest zastanowić się czy dany produkt jest nam naprawdę potrzebny, czy nie możemy go zastąpić jakimś innym mniej uciążliwym dla środowiska. Możemy także kupić dany sprzęt do wspólnego użytku np. ze znajomym, po co kupować dwa takie same produkty(np. kosiarkę), których używamy kilka razy do roku, użyczając go znajomemu/sąsiadowi mniej zanieczyścimy środowisko. Kupując jakiekolwiek materiały zwracajmy uwagę na to, z czego zostały wykonane, czy materiał użyty do produkcji jest surowcem wtórnym. Warto zwrócić uwagę na to czy po zużyciu nie zanieczyszci środowiska lub czy nie zawiera toksycznych substancji. Zwróćmy uwagę czy dany produkt nie można zastąpić innym mniej uciążliwym dla środowiska, który posiada np. atest ekologiczny.Powinniśmy zadbać o swoje zdrowie, kupując artykuły mięsne powinniśmy zwrócić uwagę, w jaki sposób zostały wytworzone. Mięso pochodzące z ferm przemysłowych zazwyczaj zawiera różnego rodzaju hormony, antybiotyki i „polepszacze” smaku, które w rzeczywistości zmieniają tylko wygląd produktu, ale wpływają ujemnie na jego wartości odżywcze.Wielu ludzi jest uczulonych na specyfiki, jakimi takie mięso jest faszerowane.Poza tym na takich fermach zwierzęta są traktowane w sposób niehumanitarny, stłoczone w małych pomieszczeniach często bite i źle traktowane. Tak samo wygląda sprawa z płodami rolnymi do uprawy, których stosuje się sztuczne nawozy, pestycydy itp. Wpływają one ujemnie na stan naszego zdrowia, chociaż zazwyczaj są tańsze od ekologicznie wyhodowanych owoców i warzyw. Duża ilość warzyw jest obecnie modyfikowana genetycznie nie jest, dokońca znany wpływ spożywania takich warzyw i owoców na ludzki organizm. Spożywanie mniejszej ilości mięsa a większej warzyw i owoców wyhodowanych w sposób ekologiczny na pewno wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie.Kupując kosmetyki powinniśmy zwrócić uwagę czy nie były one testowane na zwierzętach. Obecnie większość produktów, które są ekologiczne i nie testowane na bezbronnych zwierzętach SA opatrzone specjalnym znakiem.Robiąc codzienne zakupy dobrze jest zrobić sobie listę produktów, które naprawdę są nam potrzebne, nie ma najmniejszego sensu kupować na zapas produktów, które akurat maja obniżona cenę. Zazwyczaj są one po prostu nam niepotrzebne. Powinniśmy kupować produkty sezonowe, krajowe, które akurat są dostępne, wyeliminuje to konieczność transportu ich z zagranicy a zarazem zmniejszy zanieczyszczenie środowiska, które powstaję podczas ich sprowadzania.Powinniśmy starać się kupować produkty świeże i ekologiczne, które nie wymagają mrożenia i chłodzenia. Zmniejszy to zużycie energii, która jest potrzebna do działania lodówki. Produkty takie są ponadto znacznie zdrowsze i prawie nikt nie jest na nieuczulony w przeciwieństwie do zwykłych przetworów. Coraz więcej ludzi głownie dzieci jest uczulonych na różne konserwanty zawarte w zwykłych produktach spożywczych.Kupując odzież koniecznie powinnyśmy unikać tej wyprodukowanej z drewna tropikalnego i innych surowców pozyskiwanych z lasów amazońskich. Eksploatacja tych lasów wpływa negatywnie na klimat na całej planecie i zaburzą znacznie równowagę ekologiczną. Powinnyśmy wybierać ubrania wytwarzane z włókien naturalnych takich jak bawełna, wełna len, jedwab. Bardzo szkodliwe dla środowiska są ubrania z chemicznymi dodatkami, które rozkładając się są bardzo niebezpieczne a wręcz toksyczne dla przyrody.Robiąc codzienne zakupy nie zapominajmy o tych kilku prostych wskazówkach. Ekologiczne zakupy i zmniejszenie konsumpcji ma wiele zalet, ale jednak wiąże się także z pewnymi wadami. Na pewno, gdy zaczniemy zwracać większą uwagę na to, co kupujemy w naszym otoczeniu będzie więcej bogactw naturalnych. Możemy stworzyć w ten sposób lepszą przyszłość zarówno dla siebie jak i dla swoich dzieci. Gdy zmniejszy się emisja szkodliwych substancji podczas produkcji różnych dóbr spowodowana tym, że będziemy kupować tylko te ekologiczne na pewno poprawi się stan zdrowia naszego społeczeństwa. Także możemy wpłynąć na lesze warunki życia dla zwierząt hodowlanych.Wadami takiego stylu życia i świadomego kupowania jest na pewno mniejszy komfort, lecz wydaję mi się, że warto się poświęcić biorąc pod uwagę, jakie korzyści możemy z tego osiągnąć. Trzeba także liczyć się z wyższymi kosztami zakupu ekologicznych urządzeń jednak szybko one się zwracają, ponieważ są tańsze w eksploatacji niż tradycyjne paliwo i prądożerne.Czy warto żyć ekologicznie? Pewnie wielu z was zadaje sobie takie pytanie. Zdania na ten temat są podzielone. Na pewno taki styl życia nie jest łatwy choćby z tego względu, że nie w każdym sklepie możemy kupić ekologiczne. W społeczeństwie panuje ogólne przekonanie, że ekologiczne życie jest dużo droższe od tradycyjnego i że ich po prostu na to nie stać.
Ekologiczne życie nie musi być wcale droższe od tradycyjnego modelu konsumpcji. Okazje się, że można dużo zaoszczędzić. Np. chcąc zaoszczędzić na energii wystarczy zamiast standardowej żarówki kupić energooszczędna, która świeci tak samo mocno jak tradycyjna natomiast zużywa 4 razy mniej energii!! Do sprzedaży weszły już nawet żarówki diodowe, które mając wydajność zwykłej 100 Watowej żarówki same pobierają tylko 4 Waty prądy!!! Są one oczywiście droższe w zakupie, ale mogą świecić przez kilka lat, więc jej zakup zwróci się kilkunastokrotne. Warto, więc zainwestować w takie rozwiązanie tym bardziej, że ceny energii elektrycznej z roku na rok są coraz wyższe.Wielu ludzi kupując nowy sprzęt AGD np. pralkę, lodówkę zazwyczaj wybiera tą, która jest tańsza. Tymczasem Unia Europejska narzuciła na producentów, aby na swoich urządzeniach umieszczali informację o zużyciu energii. Sprzęty zużywające najmniej prądu posiadają tzw. klasę energetyczna AA lub A++. Pralki takie są nieco droższe w zakupie, ale rachunki za prąd są znacznie mniejsze. Efekty pracy takich urządzeń można zauważyć już po kilku praniach obserwując chociażby licznik prądy, który na pewno będzie się obracał o wiele wolniej niż podczas prania starej Frani.Jedna z najprostszych a zarazem wykonywanych codziennie czynności, jaką można wykonywać, aby zaoszczędzić a zarazem postępować ekologicznie jest wyłączanie urządzeń np. telewizora z funkcji czuwania na noc. Wbrew pozorom, gdy pozostawimy telewizor na takim czuwaniu zużywa on około połowy prądy, jaki pobiera przy normalnej pracy. Tak samo jest z ładowarkami do telefonów komórkowych, czasami z lenistwa, gdy naładujemy swoja komórkę pozostawiamy ładowarkę w kontakcie. Pobiera ona wtedy prąd, który w praktyce do niczego nie jest wykorzystywany. Postępując ekologicznie można naprawdę sporo oszczędzićWykonując najprostsze codzienne czynności jak chociażby mycie zębów możemy oszczędzać wystarczy zakręcić wodę, zamiast brać długie kąpiele w wannie lepiej zażywać krótkich prysznicy.Dobrym przykładem na to jak można oszczędzać a zarazem dbać o środowisko jest pewien 51-letni Amerykanin Mike Stritzki z Hopewell w stanie New Jersey. Wybudował on dom, który jest całkowicie uniezależniony od dostaw prądu z zewnątrz. Nie płaci on żadnych rachunków zarówno z elektrowni jak i gazowni. Swój dom wyposażył w ponad 50 paneli słonecznych, które wytwarzają aż nadto prądu. Nadwyżkę energii zamieniają w wodór, który stanowi rezerwę energetyczna na dni pochmurne. Stworzenie takiego ekologicznego domu nie było wcale tanie ani takie proste jednak z pomocna ręką przyszły władze stanu, które dofinansowały projekt Stritzkza, zresztą jak wiele innych inwestycji tego typu.W Polsce także władze zaczęły interesować się ekologią jednak do tej pory ograniczyły się jedynie do wydawania zakazów min budowy domów ogrzewanych węglem.Jednak życie ekologiczne nie jest do końca takie proste w Polsce jak by się mogło wydawać. Coraz więcej ludzi ustawia w swoich domach 4 kontenery na śmieci tak, aby w łatwy sposób móc segregować odpady. Jednak nie na wszystkich osiedlach w naszym kraju tak łatwo można znaleźć kontenery na odpowiednie odpady. Często wygląda to tak, że musimy śmieci zapakować do samochodu a następnie jeździć i szukać pojemników do segregacji, co wcale nie jest takie przyjemne i wielu ludzi z tego powodu zniechęca się do segregacji. Jest to szczególnie uciążliwe na osiedlach domków jednorodzinnych, których powstaje coraz więcej.Coraz więcej osób przekonuje się także do spożywania ekologicznych produktów żywnościowych. Zazwyczaj są one droższe od zwykłego jedzenia jednak, jeżeli przeanalizujemy skład takich produktów łatwo można dojść do wniosku, że np. w kiełbasie jest tylko 20-30 % prawdziwego mięsa!!! Natomiast reszta to chemiczne stabilizatory, przeciwutleniacze, wzmacniacze smaku i różne inne dodatki, których nazwy nie są nawet umieszczone na etykiecie. Nic dziwnego, że takie konserwy mogą przeleżeć na półce ponad pół roku i nadal będą dopuszczone do sprzedaży. Zaczęło się pojawiać coraz więcej sklepów ze zdrowa ekologiczna żywnością. Zakupu takiej żywności można dokonać nawet w Internecie gdzie mamy szeroki wybór poczynając od pieczywa aż po kawę wyhodowaną metodami przyjaznymi środowisku. Jeżeli rzeczywiście chcemy spożywać ekologiczne produkty ważne jest także to abyśmy zwracali uwagę na to, za jakiego kraju pochodzi dany produkt. Bardzo dużo rzeczy produkowanych jest w krajach azjatyckich lub południowo amerykańskich gdzie nie dba się o środowisko podczas procesu produkcji. Często zdarza się, że przy ich wyrobie pracują małe dzieci.Tematykę ekologicznego życia poruszał ostatnio szeroko były kandydat na prezydenta USA Al. Gore. Został on nawet uhonorowany nagrodą Nobla za swoje działania w kierunku ochrony klimatu i działaniom przeciw globalnemu ociepleniu.Według najnowszych badań większość Polaków słyszało o globalnym ociepleniu i wyraziło zaniepokojenie stanem naszego klimatu. Jednak tylko niewielki odsetek zmieniło swój styl życia, aby go chronić. Gdybyśmy zapytali przeciętnego Polaka czy postępuje, na co dzień ekologicznie powiedział by pewnie, że tak natomiast po chwili, gdy musiałby pójść do sklepu po chleb to wsiadłby do samochodu i pojechał do niego. Równie dobrze mógłby pojechać tam na rowerze lub iść piechota jednak zazwyczaj wybiera auto dalej twierdząc, że ochrona klimatu nie jest mu obca.Ekologiczne życie stało się ostatnio trendy. Gwiazdy ekranu i show biznesu często pokazują się w sklepach ze zdrowa żywnością promując ją zarazem i otwarcie przyznają się do ekologicznego tryby życia. Nawet wśród polityków można spotkać wielu, którzy przyznają się do bycia tzn. ekoświrami. Jeszcze kilka lat temu po takim wyznaniu na pewno zostali by wykluczeni z towarzystwa lub wyśmiani natomiast obecnie jest to po prostu modne. Po części zmusza wielu z nas do tego polityka Unii Europejskiej i największych państw świata.Przykładowo, aby wjechać samochodem do centrum Berlina za darmo wystarczy poruszać się samochodem na ekologiczne paliwo. Podobnie jest w Londynie gdzie kierowcy takich pojazdów są zwolnieni z opłat. Brytyjczycy jednak bardziej świadomi pod względem ekologii częściej wybierają transport publiczny, bo wiedzą jak ważne dla poprawy jakości powietrza jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla.W czasach, kiedy wszystkie produkty i usługi drożeją warto zastanowić się nad tym, na czym można zaoszczędzić dbając przy tym o środowisko. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile prądu jest marnowanych przy najprostszych codziennych czynnościach.
Jak dowodzą najnowsze badania aż 20% energii zużywanej w Europie pochodzi z urządzeń używających trybu "Stand-by"! Według nieoficjalnych danych rocznie ilość energii pochłaniana przez urządzenia w trybie uśpienia wynosi około 36 miliardów kWh i co roku rośnie. Prawie każde urządzenie posiada taka funkcję.Sygnalizowana ona jest zazwyczaj poprzez świecenie diody np. na telewizorze. Jest to funkcja potrzebna do włączenia urządzenia ze stanu uśpienia. W dzisiejszych czasach coraz popularniejsze stało się posiadanie w domu kilku telewizorów, odtwarzaczy DVD i wielu innych urządzeń posiadających funkcję STAND BY. Przeciętny człowiek nie zwraca na to uwagi sądząc, że urządzenie nie zużywa wtedy prądu. Jednak jak się okazuje jest to ogromne marnotrawienie energii, która głównie jest wytwarzana w wielkich elektrowniach węglowych, które wydzielają ogromne ilości szkodliwych gazów i pyłów. Gdyby tylko ograniczyć korzystanie z niej emisja dwutlenku węgla w naszym kraju zmalałaby o ponad 1 mln ton.Oszczędzanie energii nie powinno się ograniczać jedynie do wyłączania telewizorów i odtwarzaczy. Zmniejszyć swoje rachunki możemy także poprzez np. zmianę żarówek na energooszczędne, które zużywają nawet do 4 razy mniej energii niż tradycyjne. Jednak takie rozwiązanie opłaca się stosować w pomieszczeniach gdzie światło jest włączone przez dłuższy okres. Tam gdzie potrzebujemy włączyć je tylko na chwilę lepiej używać tradycyjnych żarówek.Przy wyborze nowego sprzętu AGD warto zainwestować i kupić ten troszkę droższy, ale zarazem o mniejszym poborze energii. Wszystkie nowe urządzenia maja przyznana klasę energetyczna od A do G. Sprzęt z klasą A pobiera najmniej prądu a więc jest najbardziej ekologiczny i ekonomiczny. Dla przykładu pralka z klasa energetyczna B zużywa aż 25 % mniej energii niż pralka z klasą C.W prawie każdym gospodarstwie domowym w Polsce znajduje się komputer i jest to zazwyczaj komputer stacjonarny. Wbrew pozorom zużywa ona bardzo dużo energii nawet do 450 W. Najnowsze osiągnięcia techniki w dziedzinie komputerów, czyli tzw. dwu rdzeniowe procesory zużywają aż 130 W ( sam procesor).Dlatego warto się zastanowić czy nie lepiej kupić komputer przenośny. Laptopy są tak skonstruowane, że zużywają tylko ok. 25 – 30 W przy zwykłej pracy biurowej. Jest to ogromna różnica w porównaniu do „prądożernych” komputerów stacjonarnych.Często zapominamy wyłączyć komputer, gdy wychodzimy z domu lub, gdy nie korzystamy z niego przez np przez kilka godzin. Komputery posiadają funkcje oszczędzania energii tzw. hibernacji. Wtedy urządzenie zużywa jedynie tyle prądu ile jest mu potrzebne do ponownego uruchomienia wszystkich podzespołów.W naszych domach także duże ilości wody są marnowane podczas codziennych czynności. Podczas ręcznego zmywania naczyń lepiej jest używać wody chłodnej, która jest tańsza od ciepłej. Natomiast, gdy używamy zmywarki do naczyń należy pamiętać o tym, aby resztki jedzenia usunąć z brudnych naczyń oraz aby myc naczynia tylko wtedy, gdy zmywarka jest pełna.Woda jest bardzo cennym surowcem, którego brakuje w wielu rejonach świata, dlatego też warto oszczędzać ja nawet podczas codziennego mycia rąk. W tym celu należy założyć na kran, perlator który zmniejsza zużycie wody od 15 do 60 %. Bardziej oszczędne jest także korzystanie z umywalki zaopatrzonej w jeden kran z mieszalnikiem nawet do 25 % w porównaniu do tradycyjnych dwu kurkowych. Najbardziej można zaoszczędzić na kąpieli i to wcale nie będzie wpływało negatywnie na nasza higienę. Podczas kąpieli w wannie średnio człowiek zużywa nawet 100 litrów wody !!. Podczas gdy biorąc prysznic zużywa się tylko około 15 litrów wody co jest znaczna oszczędnością.Papier jest surowcem wytwarzanym z drzewa. Co roku miliony hektarów są wycinane, aby zakłady mogły wytwarzać książki, zeszyty i inne przybory do pisania. Odzysk papieru obecnie jest niewielki, ponieważ nie opłaca się go zbierać jak bardzo jak np. aluminiowych puszek lub szklanych butelek. Jednak coraz więcej osób zaczyna segregować śmieci nie tylko ze względu na zysk ekonomiczny, dlatego odzyskuje się coraz więcej papieru i możliwe jest jego coraz większe wykorzystanie.Przy odzysku bardzo ważni są pojedynczy konsumenci, którzy będą odkładać makulaturę a potem wrzucać do odpowiednich pojemników. Papier z odzysku jest przetwarzany głównie na różnego rodzaje materiały biurowe, kalendarze, gazety, książki, papier toaletowy itp. Jest on nieco niższej jakości jednak nie odbiega zbytnio od zwykłego papieru. Świadomy konsument kupując w sklepie np. zeszyty powinien brać pod uwagę, z jakiego papieru jest zrobiony dany artykuł.Coraz więcej firm prowadzi politykę ekologiczna i zaopatruje się tylko w materiały biurowe niezbędne do prowadzenia swojej działalności wykonane z papieru pochodzącego z odzysku.Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważnym problemem jest w obecnych czasach segregacja śmieci. W domu przeciętnego Polaka zazwyczaj nie prowadzi się selektywnej zbiórki śmieci. Większość z nas wychodzi z założenia, że wystarczy wrzucić wszystkie odpadki do jednego worka a na wysypisku się wszystkim zajmą. W rezultacie jednak tak nie jest, i wbrew pozorom segregacja ma ogromne znaczenie.
Na prawie każdym osiedlu pojawiły się specjalne kontenery do zbierania surowców nadających się do powtórnego przetworzenia, jednak niewiele osób z nich korzysta a Ci, którzy korzystają, do końca nie wiedzą np., jakie szkło można do nich wrzucać. Podstawowy zestaw takich pojemników to: Niebieski – przeznaczony do zbiórki papieru, Zielony – przeznaczony do zbiórki szkła oraz Żółty – przeznaczony do zbierania plastiku oraz metali.
Najpopularniejsze są zielone pojemniki, do których powinno się wrzucać:
• butelki i słoiki szklane po napojach i żywności
• butelki po napojach alkoholowych
• szklane opakowania po kosmetykach
NIE WOLNO DO NICH WRZUCAĆ:
szkła stołowego
fajansu
porcelany i ceramiki
luster
szkła okiennego
żarówek
witraży
reflektorów
izolatorów
szkła żaroodpornego
doniczek
szkła okularowego
ekranów i lamp telewizyjnych
szyb samochodowych
Do białych pojemników także wrzucamy szkło jednak tylko bezbarwne:
butelki i szklane po napojach i żywności
butelki po napojach alkoholowych
szklane opakowania po kosmetykach
NIE WOLNO DO NICH WRZUCAĆ:
szkła stołowego
fajansu
porcelany i ceramiki
luster
szkła okiennego
żarówek
witraży
reflektorów
izolatorów
szkła żaroodpornego
doniczek
szkła okularowego
ekranów i lamp telewizyjnych
szyb samochodowych
Ma to ogromne znaczenie, ponieważ na wysypisku konieczne jest kolejna segregacja takich odpadów, lecz jest ona o wiele łatwiejsza, jeżeli wstępnie szkło jest oddzielone od innych odpadków. Należy także pamiętać o tym, aby nie tłuc szkła przed wrzuceniem do pojemnika, ponieważ utrudnia to bardzo dalszy proces segregacji i recyklingu.
Znacznym ułatwieniem dla zakładu, który będzie przetwarzał taka\ą stłuczkę jest także to, aby umyć butelki przed umieszczeniem w takim pojemniku.
W rzeczywistości selektywna zbiórka nie jest tak trudna i skomplikowana, jak się wydaje. Za prosty przykład może tu posłużyć - makulatura, wystarczy odkładać ja np. do pudełka i raz na kilka dni wyrzucić zawartość do niebieskiego kontenera ,przeznaczonego na papier. Nie wymaga to wielkich nakładów pracy a przynosi wielka korzyści dla środowiska. Z takich niepotrzebnych gazet może być wytworzone wiele przydatnych przedmiotów jak choćby przybory biurowe, zeszyty, papier toaletowy lub nowe gazety. Puszki po napojach lub butelki, można zbierać także do osobnego kartonu, który będziemy opróżniać, co pewien czas. Jest to o wiele wygodniejsze rozwiązanie, niż bieganie z każdą pojedynczą puszką do kontenera. Zbiórka nie jest wcale uciążliwą, trzeba tylko ją dobrze zaplanować i zorganizować a segregacja stanie się naszym codziennym odruchowym nawykiem. Jeśli chodzi o sprzęty AGD, z którymi nie wiemy co mamy zrobić, także można je oddać odpowiednim instytucjom zajmującym się ich zbiórka. Kupując np. nową pralkę sprzedawca ma obowiązek odebrania od nas starego sprzętu i poddanie go recyklingowi.
Co pewien czas organizowane są akcje wywozu starego sprzętu RTV i AGD, warto z nich skorzystać. Stare niepotrzebne sprzęty odbierają od nas specjalne firmy wyznaczone przez miasto. Zbierają one także odpady niebezpieczne, których nie powinno się wyrzucać do zwykłych kontenerów a jest to nawet zabronione, np. stosowane jeszcze przez niektórych termometry rtęciowe lub odczynniki chemiczne. W aptekach ustawiane są pojemniki na przeterminowane lekarstwa, których nie wolno tak po prostu wyrzucic np. do toalety, ponieważ dostając się do ścieków i zanieczyszczają wodę.
Z pomocną ręką przychodzą organizacje pozarządowe, które pomagają zrobić zbiórki w dużych miastach . Dostarczają one bezpłatnie torby na surowce wraz z krótką instrukcja, w której opisują, jakiego typu odpady nadają się do powtórnego wykorzystania. Dwa razy w tygodniu zbierają torby wymieniając je na nowe. Takie akcje zyskują coraz większą popularność i podnoszą w społeczeństwie świadomość, z jakim istotnym problemem mamy do czynienia. Bardzo ważna jest edukacja dzieci na temat segregacji śmieci. Im wcześniej nauczymy nasze pociechy oddzielać szkło, gazety, plastikowe butelki od innych odpadów tym lepiej, ponieważ w przyszłości będą to traktowały jako zwykłą codzienną czynność.
Taka zbiórka może znacznie ułatwić nam życie a nawet możemy na tym zaoszczędzić. Największe miasta, w których problem składowania śmieci stał się ostatnio bardzo palący, wprowadziły specjalne opłaty i kary dla właścicieli domków jednorodzinnych, którzy nie prowadzą takiej zbiórki. Miasto dostarcza bezpłatnie worki do selektywnej zbiórki, natomiast właściciele posesji, którzy zostaną przyłapania na tym, że nie maja podpisanej umowy na wywóz śmieci i nie segregują ich, będą musieli płacić nawet 2 razy więcej za wywóz w przyszłości.
Segregacja śmieci staje się ostatnio coraz bardziej popularna a nawet można by powiedzieć, że stała się po prostu modna. Szczególnie młodzi, świadomi tego jakie zyski wynikają z sortowania odpadów, zaczęli traktować to jako jeden z ważnych elementów życia codziennego. Warto promować hasło: I ty zostań ziemi bohaterem.
Człowiek od zawsze korzystał za zasobów natury. W dawnych czasach z przyrody braliśmy dosłownie wszystkie surowce, jakie były nam niezbędne do życia. Nie stanowiło to większego problemu, ponieważ liczba ludności była tak niewielka, że przyroda bez problemu radziła sobie z takim obciążeniem. Jednak w ostatnich dwóch stuleciach rozwój techniki i wzrost ludności poszedł tak znacznie do przodu, że podstawowe surowce wykorzystywane w życiu codziennym i na chwile obecna nam niezbędne są na wyczerpaniu.
Dzieje się tak chociażby, dlatego że w krajach głównie wysoko uprzemysłowionych kupując coraz więcej towarów nie zwracając uwagę na to czy w rzeczywistości są one im potrzebne. Większości z nich wydaje się, że nie maja wpływu na to czy naturalnych zasobów wystarczy, aby wykarmić ich dzieci i wnuki. Tak nie jest. Każdy konsument ma wpływ na to ile i jakich surowców zużywa się do produkcji rzeczy, które kupują. Wszystko uzależnione jest od tego gdzie i w jakich ilościach kupują. Wraz ze zmianą naszych upodobań producenci zmieniają swoje produkty dostosowując je do naszych oczekiwań.Obecnie robiąc zakupy np. w supermarketach wydaję nam się, że im więcej kupimy tym lepiej. Jednak warto się zastanowić nad tym, co tak naprawdę dostajemy za niska cenę i jaki wpływ dany produkt i oraz jego opakowanie wywiera na środowisko. Zazwyczaj jest tak, że lepiej zainteresować się tym, z czego dany produkt jest złożony, jaki wpływ wywiera na środowisko, w jakim stopniu je zanieczyszcza. Gdy przeanalizujemy te kilka prostych rzeczy dojdziemy do wniosku, że lepiej jednak zapłacić trochę więcej, że np. produkty żywnościowe, ale mieć świadomość, że jego opakowanie łatwo ulegnie rozłożeniu lub będzie mogło być poddane recyklingowi.Przy dokonywaniu zakupów dobrze jest zastanowić się czy dany produkt jest nam naprawdę potrzebny, czy nie możemy go zastąpić jakimś innym mniej uciążliwym dla środowiska. Możemy także kupić dany sprzęt do wspólnego użytku np. ze znajomym, po co kupować dwa takie same produkty(np. kosiarkę), których używamy kilka razy do roku, użyczając go znajomemu/sąsiadowi mniej zanieczyścimy środowisko. Kupując jakiekolwiek materiały zwracajmy uwagę na to, z czego zostały wykonane, czy materiał użyty do produkcji jest surowcem wtórnym. Warto zwrócić uwagę na to czy po zużyciu nie zanieczyszci środowiska lub czy nie zawiera toksycznych substancji. Zwróćmy uwagę czy dany produkt nie można zastąpić innym mniej uciążliwym dla środowiska, który posiada np. atest ekologiczny.Powinniśmy zadbać o swoje zdrowie, kupując artykuły mięsne powinniśmy zwrócić uwagę, w jaki sposób zostały wytworzone. Mięso pochodzące z ferm przemysłowych zazwyczaj zawiera różnego rodzaju hormony, antybiotyki i „polepszacze” smaku, które w rzeczywistości zmieniają tylko wygląd produktu, ale wpływają ujemnie na jego wartości odżywcze.Wielu ludzi jest uczulonych na specyfiki, jakimi takie mięso jest faszerowane.Poza tym na takich fermach zwierzęta są traktowane w sposób niehumanitarny, stłoczone w małych pomieszczeniach często bite i źle traktowane. Tak samo wygląda sprawa z płodami rolnymi do uprawy, których stosuje się sztuczne nawozy, pestycydy itp. Wpływają one ujemnie na stan naszego zdrowia, chociaż zazwyczaj są tańsze od ekologicznie wyhodowanych owoców i warzyw. Duża ilość warzyw jest obecnie modyfikowana genetycznie nie jest, dokońca znany wpływ spożywania takich warzyw i owoców na ludzki organizm. Spożywanie mniejszej ilości mięsa a większej warzyw i owoców wyhodowanych w sposób ekologiczny na pewno wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie.Kupując kosmetyki powinniśmy zwrócić uwagę czy nie były one testowane na zwierzętach. Obecnie większość produktów, które są ekologiczne i nie testowane na bezbronnych zwierzętach SA opatrzone specjalnym znakiem.Robiąc codzienne zakupy dobrze jest zrobić sobie listę produktów, które naprawdę są nam potrzebne, nie ma najmniejszego sensu kupować na zapas produktów, które akurat maja obniżona cenę. Zazwyczaj są one po prostu nam niepotrzebne. Powinniśmy kupować produkty sezonowe, krajowe, które akurat są dostępne, wyeliminuje to konieczność transportu ich z zagranicy a zarazem zmniejszy zanieczyszczenie środowiska, które powstaję podczas ich sprowadzania.Powinniśmy starać się kupować produkty świeże i ekologiczne, które nie wymagają mrożenia i chłodzenia. Zmniejszy to zużycie energii, która jest potrzebna do działania lodówki. Produkty takie są ponadto znacznie zdrowsze i prawie nikt nie jest na nieuczulony w przeciwieństwie do zwykłych przetworów. Coraz więcej ludzi głownie dzieci jest uczulonych na różne konserwanty zawarte w zwykłych produktach spożywczych.Kupując odzież koniecznie powinnyśmy unikać tej wyprodukowanej z drewna tropikalnego i innych surowców pozyskiwanych z lasów amazońskich. Eksploatacja tych lasów wpływa negatywnie na klimat na całej planecie i zaburzą znacznie równowagę ekologiczną. Powinnyśmy wybierać ubrania wytwarzane z włókien naturalnych takich jak bawełna, wełna len, jedwab. Bardzo szkodliwe dla środowiska są ubrania z chemicznymi dodatkami, które rozkładając się są bardzo niebezpieczne a wręcz toksyczne dla przyrody.Robiąc codzienne zakupy nie zapominajmy o tych kilku prostych wskazówkach. Ekologiczne zakupy i zmniejszenie konsumpcji ma wiele zalet, ale jednak wiąże się także z pewnymi wadami. Na pewno, gdy zaczniemy zwracać większą uwagę na to, co kupujemy w naszym otoczeniu będzie więcej bogactw naturalnych. Możemy stworzyć w ten sposób lepszą przyszłość zarówno dla siebie jak i dla swoich dzieci. Gdy zmniejszy się emisja szkodliwych substancji podczas produkcji różnych dóbr spowodowana tym, że będziemy kupować tylko te ekologiczne na pewno poprawi się stan zdrowia naszego społeczeństwa. Także możemy wpłynąć na lesze warunki życia dla zwierząt hodowlanych.Wadami takiego stylu życia i świadomego kupowania jest na pewno mniejszy komfort, lecz wydaję mi się, że warto się poświęcić biorąc pod uwagę, jakie korzyści możemy z tego osiągnąć. Trzeba także liczyć się z wyższymi kosztami zakupu ekologicznych urządzeń jednak szybko one się zwracają, ponieważ są tańsze w eksploatacji niż tradycyjne paliwo i prądożerne.Czy warto żyć ekologicznie? Pewnie wielu z was zadaje sobie takie pytanie. Zdania na ten temat są podzielone. Na pewno taki styl życia nie jest łatwy choćby z tego względu, że nie w każdym sklepie możemy kupić ekologiczne. W społeczeństwie panuje ogólne przekonanie, że ekologiczne życie jest dużo droższe od tradycyjnego i że ich po prostu na to nie stać.
Ekologiczne życie nie musi być wcale droższe od tradycyjnego modelu konsumpcji. Okazje się, że można dużo zaoszczędzić. Np. chcąc zaoszczędzić na energii wystarczy zamiast standardowej żarówki kupić energooszczędna, która świeci tak samo mocno jak tradycyjna natomiast zużywa 4 razy mniej energii!! Do sprzedaży weszły już nawet żarówki diodowe, które mając wydajność zwykłej 100 Watowej żarówki same pobierają tylko 4 Waty prądy!!! Są one oczywiście droższe w zakupie, ale mogą świecić przez kilka lat, więc jej zakup zwróci się kilkunastokrotne. Warto, więc zainwestować w takie rozwiązanie tym bardziej, że ceny energii elektrycznej z roku na rok są coraz wyższe.Wielu ludzi kupując nowy sprzęt AGD np. pralkę, lodówkę zazwyczaj wybiera tą, która jest tańsza. Tymczasem Unia Europejska narzuciła na producentów, aby na swoich urządzeniach umieszczali informację o zużyciu energii. Sprzęty zużywające najmniej prądu posiadają tzw. klasę energetyczna AA lub A++. Pralki takie są nieco droższe w zakupie, ale rachunki za prąd są znacznie mniejsze. Efekty pracy takich urządzeń można zauważyć już po kilku praniach obserwując chociażby licznik prądy, który na pewno będzie się obracał o wiele wolniej niż podczas prania starej Frani.Jedna z najprostszych a zarazem wykonywanych codziennie czynności, jaką można wykonywać, aby zaoszczędzić a zarazem postępować ekologicznie jest wyłączanie urządzeń np. telewizora z funkcji czuwania na noc. Wbrew pozorom, gdy pozostawimy telewizor na takim czuwaniu zużywa on około połowy prądy, jaki pobiera przy normalnej pracy. Tak samo jest z ładowarkami do telefonów komórkowych, czasami z lenistwa, gdy naładujemy swoja komórkę pozostawiamy ładowarkę w kontakcie. Pobiera ona wtedy prąd, który w praktyce do niczego nie jest wykorzystywany. Postępując ekologicznie można naprawdę sporo oszczędzićWykonując najprostsze codzienne czynności jak chociażby mycie zębów możemy oszczędzać wystarczy zakręcić wodę, zamiast brać długie kąpiele w wannie lepiej zażywać krótkich prysznicy.Dobrym przykładem na to jak można oszczędzać a zarazem dbać o środowisko jest pewien 51-letni Amerykanin Mike Stritzki z Hopewell w stanie New Jersey. Wybudował on dom, który jest całkowicie uniezależniony od dostaw prądu z zewnątrz. Nie płaci on żadnych rachunków zarówno z elektrowni jak i gazowni. Swój dom wyposażył w ponad 50 paneli słonecznych, które wytwarzają aż nadto prądu. Nadwyżkę energii zamieniają w wodór, który stanowi rezerwę energetyczna na dni pochmurne. Stworzenie takiego ekologicznego domu nie było wcale tanie ani takie proste jednak z pomocna ręką przyszły władze stanu, które dofinansowały projekt Stritzkza, zresztą jak wiele innych inwestycji tego typu.W Polsce także władze zaczęły interesować się ekologią jednak do tej pory ograniczyły się jedynie do wydawania zakazów min budowy domów ogrzewanych węglem.Jednak życie ekologiczne nie jest do końca takie proste w Polsce jak by się mogło wydawać. Coraz więcej ludzi ustawia w swoich domach 4 kontenery na śmieci tak, aby w łatwy sposób móc segregować odpady. Jednak nie na wszystkich osiedlach w naszym kraju tak łatwo można znaleźć kontenery na odpowiednie odpady. Często wygląda to tak, że musimy śmieci zapakować do samochodu a następnie jeździć i szukać pojemników do segregacji, co wcale nie jest takie przyjemne i wielu ludzi z tego powodu zniechęca się do segregacji. Jest to szczególnie uciążliwe na osiedlach domków jednorodzinnych, których powstaje coraz więcej.Coraz więcej osób przekonuje się także do spożywania ekologicznych produktów żywnościowych. Zazwyczaj są one droższe od zwykłego jedzenia jednak, jeżeli przeanalizujemy skład takich produktów łatwo można dojść do wniosku, że np. w kiełbasie jest tylko 20-30 % prawdziwego mięsa!!! Natomiast reszta to chemiczne stabilizatory, przeciwutleniacze, wzmacniacze smaku i różne inne dodatki, których nazwy nie są nawet umieszczone na etykiecie. Nic dziwnego, że takie konserwy mogą przeleżeć na półce ponad pół roku i nadal będą dopuszczone do sprzedaży. Zaczęło się pojawiać coraz więcej sklepów ze zdrowa ekologiczna żywnością. Zakupu takiej żywności można dokonać nawet w Internecie gdzie mamy szeroki wybór poczynając od pieczywa aż po kawę wyhodowaną metodami przyjaznymi środowisku. Jeżeli rzeczywiście chcemy spożywać ekologiczne produkty ważne jest także to abyśmy zwracali uwagę na to, za jakiego kraju pochodzi dany produkt. Bardzo dużo rzeczy produkowanych jest w krajach azjatyckich lub południowo amerykańskich gdzie nie dba się o środowisko podczas procesu produkcji. Często zdarza się, że przy ich wyrobie pracują małe dzieci.Tematykę ekologicznego życia poruszał ostatnio szeroko były kandydat na prezydenta USA Al. Gore. Został on nawet uhonorowany nagrodą Nobla za swoje działania w kierunku ochrony klimatu i działaniom przeciw globalnemu ociepleniu.Według najnowszych badań większość Polaków słyszało o globalnym ociepleniu i wyraziło zaniepokojenie stanem naszego klimatu. Jednak tylko niewielki odsetek zmieniło swój styl życia, aby go chronić. Gdybyśmy zapytali przeciętnego Polaka czy postępuje, na co dzień ekologicznie powiedział by pewnie, że tak natomiast po chwili, gdy musiałby pójść do sklepu po chleb to wsiadłby do samochodu i pojechał do niego. Równie dobrze mógłby pojechać tam na rowerze lub iść piechota jednak zazwyczaj wybiera auto dalej twierdząc, że ochrona klimatu nie jest mu obca.Ekologiczne życie stało się ostatnio trendy. Gwiazdy ekranu i show biznesu często pokazują się w sklepach ze zdrowa żywnością promując ją zarazem i otwarcie przyznają się do ekologicznego tryby życia. Nawet wśród polityków można spotkać wielu, którzy przyznają się do bycia tzn. ekoświrami. Jeszcze kilka lat temu po takim wyznaniu na pewno zostali by wykluczeni z towarzystwa lub wyśmiani natomiast obecnie jest to po prostu modne. Po części zmusza wielu z nas do tego polityka Unii Europejskiej i największych państw świata.Przykładowo, aby wjechać samochodem do centrum Berlina za darmo wystarczy poruszać się samochodem na ekologiczne paliwo. Podobnie jest w Londynie gdzie kierowcy takich pojazdów są zwolnieni z opłat. Brytyjczycy jednak bardziej świadomi pod względem ekologii częściej wybierają transport publiczny, bo wiedzą jak ważne dla poprawy jakości powietrza jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla.W czasach, kiedy wszystkie produkty i usługi drożeją warto zastanowić się nad tym, na czym można zaoszczędzić dbając przy tym o środowisko. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile prądu jest marnowanych przy najprostszych codziennych czynnościach.
Jak dowodzą najnowsze badania aż 20% energii zużywanej w Europie pochodzi z urządzeń używających trybu "Stand-by"! Według nieoficjalnych danych rocznie ilość energii pochłaniana przez urządzenia w trybie uśpienia wynosi około 36 miliardów kWh i co roku rośnie. Prawie każde urządzenie posiada taka funkcję.Sygnalizowana ona jest zazwyczaj poprzez świecenie diody np. na telewizorze. Jest to funkcja potrzebna do włączenia urządzenia ze stanu uśpienia. W dzisiejszych czasach coraz popularniejsze stało się posiadanie w domu kilku telewizorów, odtwarzaczy DVD i wielu innych urządzeń posiadających funkcję STAND BY. Przeciętny człowiek nie zwraca na to uwagi sądząc, że urządzenie nie zużywa wtedy prądu. Jednak jak się okazuje jest to ogromne marnotrawienie energii, która głównie jest wytwarzana w wielkich elektrowniach węglowych, które wydzielają ogromne ilości szkodliwych gazów i pyłów. Gdyby tylko ograniczyć korzystanie z niej emisja dwutlenku węgla w naszym kraju zmalałaby o ponad 1 mln ton.Oszczędzanie energii nie powinno się ograniczać jedynie do wyłączania telewizorów i odtwarzaczy. Zmniejszyć swoje rachunki możemy także poprzez np. zmianę żarówek na energooszczędne, które zużywają nawet do 4 razy mniej energii niż tradycyjne. Jednak takie rozwiązanie opłaca się stosować w pomieszczeniach gdzie światło jest włączone przez dłuższy okres. Tam gdzie potrzebujemy włączyć je tylko na chwilę lepiej używać tradycyjnych żarówek.Przy wyborze nowego sprzętu AGD warto zainwestować i kupić ten troszkę droższy, ale zarazem o mniejszym poborze energii. Wszystkie nowe urządzenia maja przyznana klasę energetyczna od A do G. Sprzęt z klasą A pobiera najmniej prądu a więc jest najbardziej ekologiczny i ekonomiczny. Dla przykładu pralka z klasa energetyczna B zużywa aż 25 % mniej energii niż pralka z klasą C.W prawie każdym gospodarstwie domowym w Polsce znajduje się komputer i jest to zazwyczaj komputer stacjonarny. Wbrew pozorom zużywa ona bardzo dużo energii nawet do 450 W. Najnowsze osiągnięcia techniki w dziedzinie komputerów, czyli tzw. dwu rdzeniowe procesory zużywają aż 130 W ( sam procesor).Dlatego warto się zastanowić czy nie lepiej kupić komputer przenośny. Laptopy są tak skonstruowane, że zużywają tylko ok. 25 – 30 W przy zwykłej pracy biurowej. Jest to ogromna różnica w porównaniu do „prądożernych” komputerów stacjonarnych.Często zapominamy wyłączyć komputer, gdy wychodzimy z domu lub, gdy nie korzystamy z niego przez np przez kilka godzin. Komputery posiadają funkcje oszczędzania energii tzw. hibernacji. Wtedy urządzenie zużywa jedynie tyle prądu ile jest mu potrzebne do ponownego uruchomienia wszystkich podzespołów.W naszych domach także duże ilości wody są marnowane podczas codziennych czynności. Podczas ręcznego zmywania naczyń lepiej jest używać wody chłodnej, która jest tańsza od ciepłej. Natomiast, gdy używamy zmywarki do naczyń należy pamiętać o tym, aby resztki jedzenia usunąć z brudnych naczyń oraz aby myc naczynia tylko wtedy, gdy zmywarka jest pełna.Woda jest bardzo cennym surowcem, którego brakuje w wielu rejonach świata, dlatego też warto oszczędzać ja nawet podczas codziennego mycia rąk. W tym celu należy założyć na kran, perlator który zmniejsza zużycie wody od 15 do 60 %. Bardziej oszczędne jest także korzystanie z umywalki zaopatrzonej w jeden kran z mieszalnikiem nawet do 25 % w porównaniu do tradycyjnych dwu kurkowych. Najbardziej można zaoszczędzić na kąpieli i to wcale nie będzie wpływało negatywnie na nasza higienę. Podczas kąpieli w wannie średnio człowiek zużywa nawet 100 litrów wody !!. Podczas gdy biorąc prysznic zużywa się tylko około 15 litrów wody co jest znaczna oszczędnością.Papier jest surowcem wytwarzanym z drzewa. Co roku miliony hektarów są wycinane, aby zakłady mogły wytwarzać książki, zeszyty i inne przybory do pisania. Odzysk papieru obecnie jest niewielki, ponieważ nie opłaca się go zbierać jak bardzo jak np. aluminiowych puszek lub szklanych butelek. Jednak coraz więcej osób zaczyna segregować śmieci nie tylko ze względu na zysk ekonomiczny, dlatego odzyskuje się coraz więcej papieru i możliwe jest jego coraz większe wykorzystanie.Przy odzysku bardzo ważni są pojedynczy konsumenci, którzy będą odkładać makulaturę a potem wrzucać do odpowiednich pojemników. Papier z odzysku jest przetwarzany głównie na różnego rodzaje materiały biurowe, kalendarze, gazety, książki, papier toaletowy itp. Jest on nieco niższej jakości jednak nie odbiega zbytnio od zwykłego papieru. Świadomy konsument kupując w sklepie np. zeszyty powinien brać pod uwagę, z jakiego papieru jest zrobiony dany artykuł.Coraz więcej firm prowadzi politykę ekologiczna i zaopatruje się tylko w materiały biurowe niezbędne do prowadzenia swojej działalności wykonane z papieru pochodzącego z odzysku.Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważnym problemem jest w obecnych czasach segregacja śmieci. W domu przeciętnego Polaka zazwyczaj nie prowadzi się selektywnej zbiórki śmieci. Większość z nas wychodzi z założenia, że wystarczy wrzucić wszystkie odpadki do jednego worka a na wysypisku się wszystkim zajmą. W rezultacie jednak tak nie jest, i wbrew pozorom segregacja ma ogromne znaczenie.
Na prawie każdym osiedlu pojawiły się specjalne kontenery do zbierania surowców nadających się do powtórnego przetworzenia, jednak niewiele osób z nich korzysta a Ci, którzy korzystają, do końca nie wiedzą np., jakie szkło można do nich wrzucać. Podstawowy zestaw takich pojemników to: Niebieski – przeznaczony do zbiórki papieru, Zielony – przeznaczony do zbiórki szkła oraz Żółty – przeznaczony do zbierania plastiku oraz metali.
Najpopularniejsze są zielone pojemniki, do których powinno się wrzucać:
• butelki i słoiki szklane po napojach i żywności
• butelki po napojach alkoholowych
• szklane opakowania po kosmetykach
NIE WOLNO DO NICH WRZUCAĆ:
szkła stołowego
fajansu
porcelany i ceramiki
luster
szkła okiennego
żarówek
witraży
reflektorów
izolatorów
szkła żaroodpornego
doniczek
szkła okularowego
ekranów i lamp telewizyjnych
szyb samochodowych
Do białych pojemników także wrzucamy szkło jednak tylko bezbarwne:
butelki i szklane po napojach i żywności
butelki po napojach alkoholowych
szklane opakowania po kosmetykach
NIE WOLNO DO NICH WRZUCAĆ:
szkła stołowego
fajansu
porcelany i ceramiki
luster
szkła okiennego
żarówek
witraży
reflektorów
izolatorów
szkła żaroodpornego
doniczek
szkła okularowego
ekranów i lamp telewizyjnych
szyb samochodowych
Ma to ogromne znaczenie, ponieważ na wysypisku konieczne jest kolejna segregacja takich odpadów, lecz jest ona o wiele łatwiejsza, jeżeli wstępnie szkło jest oddzielone od innych odpadków. Należy także pamiętać o tym, aby nie tłuc szkła przed wrzuceniem do pojemnika, ponieważ utrudnia to bardzo dalszy proces segregacji i recyklingu.
Znacznym ułatwieniem dla zakładu, który będzie przetwarzał taka\ą stłuczkę jest także to, aby umyć butelki przed umieszczeniem w takim pojemniku.
W rzeczywistości selektywna zbiórka nie jest tak trudna i skomplikowana, jak się wydaje. Za prosty przykład może tu posłużyć - makulatura, wystarczy odkładać ja np. do pudełka i raz na kilka dni wyrzucić zawartość do niebieskiego kontenera ,przeznaczonego na papier. Nie wymaga to wielkich nakładów pracy a przynosi wielka korzyści dla środowiska. Z takich niepotrzebnych gazet może być wytworzone wiele przydatnych przedmiotów jak choćby przybory biurowe, zeszyty, papier toaletowy lub nowe gazety. Puszki po napojach lub butelki, można zbierać także do osobnego kartonu, który będziemy opróżniać, co pewien czas. Jest to o wiele wygodniejsze rozwiązanie, niż bieganie z każdą pojedynczą puszką do kontenera. Zbiórka nie jest wcale uciążliwą, trzeba tylko ją dobrze zaplanować i zorganizować a segregacja stanie się naszym codziennym odruchowym nawykiem. Jeśli chodzi o sprzęty AGD, z którymi nie wiemy co mamy zrobić, także można je oddać odpowiednim instytucjom zajmującym się ich zbiórka. Kupując np. nową pralkę sprzedawca ma obowiązek odebrania od nas starego sprzętu i poddanie go recyklingowi.
Co pewien czas organizowane są akcje wywozu starego sprzętu RTV i AGD, warto z nich skorzystać. Stare niepotrzebne sprzęty odbierają od nas specjalne firmy wyznaczone przez miasto. Zbierają one także odpady niebezpieczne, których nie powinno się wyrzucać do zwykłych kontenerów a jest to nawet zabronione, np. stosowane jeszcze przez niektórych termometry rtęciowe lub odczynniki chemiczne. W aptekach ustawiane są pojemniki na przeterminowane lekarstwa, których nie wolno tak po prostu wyrzucic np. do toalety, ponieważ dostając się do ścieków i zanieczyszczają wodę.
Z pomocną ręką przychodzą organizacje pozarządowe, które pomagają zrobić zbiórki w dużych miastach . Dostarczają one bezpłatnie torby na surowce wraz z krótką instrukcja, w której opisują, jakiego typu odpady nadają się do powtórnego wykorzystania. Dwa razy w tygodniu zbierają torby wymieniając je na nowe. Takie akcje zyskują coraz większą popularność i podnoszą w społeczeństwie świadomość, z jakim istotnym problemem mamy do czynienia. Bardzo ważna jest edukacja dzieci na temat segregacji śmieci. Im wcześniej nauczymy nasze pociechy oddzielać szkło, gazety, plastikowe butelki od innych odpadów tym lepiej, ponieważ w przyszłości będą to traktowały jako zwykłą codzienną czynność.
Taka zbiórka może znacznie ułatwić nam życie a nawet możemy na tym zaoszczędzić. Największe miasta, w których problem składowania śmieci stał się ostatnio bardzo palący, wprowadziły specjalne opłaty i kary dla właścicieli domków jednorodzinnych, którzy nie prowadzą takiej zbiórki. Miasto dostarcza bezpłatnie worki do selektywnej zbiórki, natomiast właściciele posesji, którzy zostaną przyłapania na tym, że nie maja podpisanej umowy na wywóz śmieci i nie segregują ich, będą musieli płacić nawet 2 razy więcej za wywóz w przyszłości.
Segregacja śmieci staje się ostatnio coraz bardziej popularna a nawet można by powiedzieć, że stała się po prostu modna. Szczególnie młodzi, świadomi tego jakie zyski wynikają z sortowania odpadów, zaczęli traktować to jako jeden z ważnych elementów życia codziennego. Warto promować hasło: I ty zostań ziemi bohaterem.
ChRL - drugi biegun.
W rejonie miasta Sanya na południowym wybrzeżu wyspy Hajnan Chiny zbudowały tajną podziemną bazę morską, zdolną pomieścić do 20 atomowych okrętów podwodnych - poinformował na swej stronie internetowej brytyjski dziennik "Daily Telegraph".Gazeta opublikowała satelitarne zdjęcia tego obiektu, otrzymane od ośrodka badawczego Jane's Intelligence. Widać na nich okręty wojenne różnych klas, stojące przy nabrzeżach oraz skierowane w morze wyloty tuneli. Dwa biegnące równolegle mola mają po 950 metrów długości, co pozwala na cumowanie bardzo dużych jednostek, jak lotniskowce lub desantowe okręty-doki.Jak przypomina "Daily Telegraph", Amerykanie szacują, że około roku 2010 Chiny dysponować będą pięcioma atomowymi okrętami podwodnymi typu 094 z 12 nuklearnymi rakietami balistycznymi JL-2 każdy.
Według dziennika największe zaniepokojenie Pentagonu wywołują dużych rozmiarów wejścia do tuneli, zbudowane u stóp schodzącej w morze góry. Wejścia te, sięgające 20 metrów wysokości, mogą prowadzić do sztucznych jaskiń, chroniących okręty podwodne.Eksperci Jane's uważają, iż baza na Hajnanie może być wykorzystywana zarówno do operacji zaczepnych, jak i obronnych, jak też do przesunięcia chińskiego strategicznego potencjału ofensywnego bliżej kluczowych, szlaków morskich o żywotnym znaczeniu dla gospodarki krajów Azji.Oczekuje się, że w ciągu najbliższych pięciu do 10 lat Chiny zbudują do sześciu lotniskowców - informuje "Daily Telegraph".
Według dziennika największe zaniepokojenie Pentagonu wywołują dużych rozmiarów wejścia do tuneli, zbudowane u stóp schodzącej w morze góry. Wejścia te, sięgające 20 metrów wysokości, mogą prowadzić do sztucznych jaskiń, chroniących okręty podwodne.Eksperci Jane's uważają, iż baza na Hajnanie może być wykorzystywana zarówno do operacji zaczepnych, jak i obronnych, jak też do przesunięcia chińskiego strategicznego potencjału ofensywnego bliżej kluczowych, szlaków morskich o żywotnym znaczeniu dla gospodarki krajów Azji.Oczekuje się, że w ciągu najbliższych pięciu do 10 lat Chiny zbudują do sześciu lotniskowców - informuje "Daily Telegraph".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
