Podobnie jak w przypadku Chin, Indie zaczęły zmieniać swe oblicze, po upadku systemu dwu blokowego na świecie. Teraz Indie korzystając z pełni praw przysługującym krajom o tak potężnych rozmiarach, prowadzą własną politykę zagraniczną. Od lat 90-tych, Indie wprowadzając liczne reformy, powoli (dużo wolniej niż Chiny), stają się globalną potęgą. Wydaje się, że największa demokracja świata w ciągu najbliższych kilkunastu lat stanie się główną siłą ograniczającą regionalne, geopolityczne ambicje Chin. Jednak proces budowania potęgi przez Indie będzie trwał dłużej niż w przypadku Chin. Z kilku powodów. Głównie ekonomicznych, struktury gospodarczej, struktury i podziału społeczeństwa. Zacofania rolnictwa. Trzeba przyznać jednak, że Indie poszły inną drogą niż pozostałe kraje azjatyckie i zdecydowanie stawiają na wzrost wydajności pracy (40% wzrostu PKB liczonego obecnie na 8-10% rocznie, pochodzi właśnie z wydajności), niż na wzrost gospodarczy oparty o tanią siłę roboczą. Pod względem militarnym Indie bardzo szybko nadrabiają zaległości. W niektórych dziedzinach udaje się im powoli dochodzić Chiny (chodzi o lotnictwo), nie zmienia to faktu, że wydatki Indii na zbrojenia nie są jeszcze duże, jak na taki kraj. PKB wydawany na zbrojenia sięga 2,5 PKB rocznie. W 2005 roku wydatki osiągnęły sumę 19 mld dolarów. Założono 30-letni plan powstania potężnej floty morskiej, zdolnej do kontroli całego Oceanu Indyjskiego. Indie dążąc obecnie do niekwestionowanego lidera w Azji Środkowej i na Półwyspie Indyjskim, mają na razie za cel, ograniczenie zagrożenia z kierunków północnego (Chiny) i zachodniego (Pakistan i Kaszmir). Aby przeciwstawić się tym krajom wchodzą w sojusze lub współpracują często z Iranem (wobec Pakistanu), i USA (Chiny). O ile współpraca z USA nie ma zagrożenia dwuznaczności, o tyle współpraca z Iranem jest dwuznaczna i pojawia się pytanie w stosunku do kogo Iran jest bardziej lojalny? Od potęgi regionalnej do potęgi kontynentalnej jednak dzieli niewielki krok, o czym świadczy rozpoczęta właśnie rywalizacja z Chinami o wpływy w Afryce, czy przeciwdziałanie Indii wobec Chin, co do zagarnięcia morza południowochińskiego przez Państwo Środka jako własnej strefy wpływów. Indie zdały sobie bowiem sprawę, że proces budowy potęgi regionalnej, wymusza z kolei proces bezpiecznego dostępu do zasobów naturalnych, to wiąże się z rozszerzaniem swoich stref wpływów. Na razie Indie przegrywają z Chinami w Afryce, ale dopiero rozpoczęły współpracę z niektórymi krajami (RPA), więc na efekty trzeba poczekać. W każdym razie obrały sobie kolejny kierunek ekspansji, czyli opanowanie i zdobycie hegemonii na Oceanie Indyjskim. Indie rozpoczynając współpracę z Iranem, pomagają w budowie olbrzymiego portu irańskiego w Chahbaharze, który oprócz kontaktów handlowych z Iranem (ropa naftowa i gaz ziemny), chciałyby również wykorzystać do celów wojskowych. Ma to zapewnić, stałe i bezpieczne dostawy surowców do Indii i utrudnić w razie potrzeby infiltrację chińską w rejonie Zatoki Perskiej. Współpraca Indii z Iranem, Izraelem i USA (ciekawe zestawienie !!!), świadczy o sporych ambicjach Indii w regionie i szalenie trudnym zadaniu, Izrael i USA to dwaj obok Rosji najwięksi dostarczyciele sprzętu i technologii wojskowych. Indie rozpoczęły również proces budowy zewnętrznych baz wojskowych, które rzecz jasna mają zwiększyć bezpieczeństwo kraju. W Tadżykistanie powstała baza wojskowa, która według Indii będzie chronić jej kontakty handlowe z Azją Środkową (dostęp do surowców z byłych krajów ZSRR, budowa dwóch potężnych rurociągów z Turkmenistanu), a według Pakistanu ma stanowić punkt zaczepny wobec Pakistańczyków, w razie ewentualnej wojny pomiędzy obydwoma krajami. Aby zrównoważyć dominację chińską w Azji Południowej, Indie starają się nawiązywać dobre relacje z krajami ASEAN, łącząc swój kraj z tym związkiem rozbudowaną infrastrukturą komunikacyjną i telekomunikacyjną. W Singapurze flota indyjska posiada swoją bazę w zamian, armia singapurska może się szkolić z armią indyjską w Indiach. Rozwój indyjskich zdolności militarnych w powszechnym odbiorze pozostaje przyćmiony poprzez chińskie postępy na tym polu, tymczasem największa demokracja świata przeznacza na obronę niemal 30 miliardów USD rocznie, przy czym kwota ta nie uwzględnia wydatków osobowych, budżetów Straży Przybrzeżnej i jednostek paramilitarnych oraz kwot przeznaczanych na programy rozwoju broni jądrowej i budowy nuklearnych okrętów podwodnych. Najmniejszym rodzajem indyjskich sił zbrojnych pozostaje marynarka wojenna – Bhartiya Nāu Senā, obecnie piąta flota świata. Jak będzie ona wyglądać i jakie zadania będzie realizować za dziesięć lat?
W hinduskiej marynarce wojennej służy dziś 55 tysięcy ludzi, wliczając w to niemal sześciotysięczny korpus lotniczy oraz nieco ponad tysiąc żołnierzy piechoty morskiej. Operacyjnie poszczególne jednostki są podporządkowane czterem dowództwom. Dowództwo Zachodnie ma siedzibę w Bombaju (w przyszłości ma zostać ono wyprowadzone poza metropolię) i odpowiada za obronę rejonu Morza Arabskiego. Ponadto na podległym mu obszarze znajdują się stocznie w Bombaju, Goa i Kerala. Z uwagi na stan stosunków z Pakistanem oraz bliskość regionu Zatoki Perskiej, są mu podporządkowane główne siły indyjskiej floty. Dowództwo Wschodnie mieści się w Vishakhapatnam i poza obroną przed agresją z tego kierunku (warto odnotować, iż powstało ono w 1971 r., a więc w momencie konfliktu z Pakistanem, którego częścią był wówczas także Bangladesz), odpowiada ono także za zabezpieczenie morskich linii komunikacyjnych (SLOC, Sea Lines of Comunication), wiodących poprzez Cieśninę Malakka. Sprawuje ono także nadzór nad centrum szkoleniowym sił podwodnych, kilkoma bazami okrętów podwodnych oraz stoczniami w Kalkucie i Vishakhapatnam. Dowództwo Południowe znajduje się w mieście Cochin i jest dowództwem odpowiedzialnym za kwestie szkoleniowe, zarówno dla marynarzy, jak i lotników morskich oraz Straży Przybrzeżnej. Najmłodszym dowództwem jest Połączone Dowództwo Andamanów i Nikobarów, nazywane także Dowództwem Dalekowschodnim, ustanowione w 2001 r. Przymiotnik „połączone” nie odnosi się bynajmniej do obydwu archipelagów, lecz oznacza, iż podporządkowane mu są jednostki zarówno Marynarki, jak i Armii, Sił Powietrznych oraz Straży Przybrzeżnej. Jego znaczenie powoli acz systematycznie wzrasta, na wyspach stacjonuje już dywizjon myśliwców, kilkanaście śmigłowców, ośmiotysięczna dywizja piechoty, znajdują się tutaj także centra wywiadu elektronicznego. Walorem archipelagów jest bowiem ich strategiczne położenie, umożliwiające „monitoring” chińskiej obecności w Birmie. Zwiększenie hinduskiego zaangażowania na tym kierunku pozwala wysnuć wniosek, iż rząd Indii przygotowuje się na ostrzejszą rywalizację geopolityczną z Chinami, a w tej rozgrywce, obok strategicznych sił jądrowych, ważną rolę odegra właśnie marynarka wojenna. Indie są krajem który od lat dba o co najmniej przyzwoity stan swojej floty wojennej. Jako lider ruchu państw niezaangażowanych, Indie pozyskiwały okręty zarówno z dawnej kolonialnej metropolii, jak i ze Związku Radzieckiego. Obecnie marynarka ma na swym stanie jeden lotniskowiec (Viraat, ex HMS Hermes), osiem niszczycieli – trzy klasy Delhi i pięć Rajput (czyli poradzieckich Kashinów, bliźniaków ORP Warszawa), około jedenastu fregat: najnowocześniejsze w tej grupie to trzy Talwary (rosyjski typ Krivak III), kolejne trzy należą do typu Brahmaputra, również trzy do typu Godavari (modyfikowany brytyjski typ Leander) oraz prawdopodobnie dwie do wycofywanego już typu Nilgiri (Leander). Wysokim stopniem unowocześnienia może pochwalić się flota podwodna - posiada ona dziesięć jednostek typu Sindhughosh (rosyjskie Kilo) oraz cztery typu Shishumar (niemieckie U- 209/1500). Aktualnie wycofywane są jeszcze ostatnie dwa Foxtroty (typ Kalvari). Z większych jednostek warto jeszcze wymienić korwety: cztery klasy Kora, cztery Khukri, dwanaście Veer, cztery Abhay i dwie Prabal (dodatkowo sześć jednostek typu Sukanya jest używanych przez Straż Przybrzeżną). Indie posiadają także dość pokaźną flotę desantową, największą jednostką jest okręt desantowy- dok Jalashwa (dawny USS Trenton), poza nim są to dwa okręty desantowe czołgów typu Magar, oraz po siedem jednostek klasy Północny i średnich barek desantowych. Jeden niewielki i gwałtownie starzejący się lotniskowiec to daleko poniżej indyjskich ambicji, kilka lat temu zdecydowano więc o zakupie ostatniego z serii radzieckich krążowników lotniczych Projektu 1143 - niegdyś Baku, dziś Admirał Gorszkow. Jednostka jest aktualnie modernizowana, jej przejęcie miało nastąpić dwa lata temu, termin uległ jednak opóźnieniu i dziś mowa jest o roku 2012. Okręt znacząco wzmocni siłę marynarki wojennej, gdyż w przeciwieństwie do Viraata, Gorszkow (a właściwie już INS Vikramaditya) będzie przystosowany do przenoszenia samolotów tradycyjnego, a nie skróconego startu i lądowania. Jego grupę lotniczą stanowić będzie 16 Migów-29K (tuzin w wersji jednomiejscowej oraz cztery dwumiejscowe) oraz śmigłowce Ka-28 i Ka-31. Przed rokiem w stoczni Cochin położona został stępka pod pierwszy lotniskowiec rodzimej produkcji. Okręt Projektu 71 ma mieć wyporność ok. 37,5 tys. ton i wymiary 252 x 58 metrów, jego wejście do służby przewidywane jest na rok 2013 (wg innych źródeł 2015). Grupę lotniczą stanowić będzie do trzydziestu maszyn (w tym zapewne ok. dwudziestu samolotów i dziesięciu śmigłowców), prawdopodobnie będą to także Migi-29K, których kolejnych 29 egzemplarzy zostało zakontraktowanych na początku bieżącego roku, choć swoje propozycje zgłaszał także BAE Systems z Sea Gripenem, Dassault Aviation z Rafale’m, a niedawno pojawiła się także dość sensacyjna oferta Lockheed-Martin, oferującego F-35, warunkując to jednak wcześniejszym zakupem F-16 dla Sił Powietrznych. Hindusi myślą o budowie dwóch takich jednostek, aby w roku 2020 dysponować łącznie trzema lotniskowcami, niewykluczone jednak, iż jeśli resurs Vikramaditya nie okaże się zbyt długi, zapadnie decyzja o budowie trzeciego okrętu. Aby stworzyć lotniskowcowe grupy bojowe konieczne są niszczyciele i fregaty rakietowe- Indie planują i realizują budowę takich jednostek. Do roku 2020 zbudowane mają być trzy niszczyciele Projektu 15A i kolejne cztery Projektu 15B. Są one zaprojektowane z zastosowaniem technologii stealth, będą zdolne do uderzeń zarówno na cele nawodne, jak i naziemne. Ich uzbrojenie stanowić będą m.in. opracowywane wespół z Rosjanami pociski manewrujące BrahMos oraz izraelskie rakiety przeciwlotnicze Barak-2. Doliczając do tego trzy użytkowane już jednostki klasy Delhi pozwoli to na wystawienie flotylli dziesięciu niszczycieli rakietowych. Do dwudziestu czterech okrętów rozbudowana zostanie flota fregat - dołączą do niej trzy budowane już w petersburskiej stoczni jednostki zmodyfikowanego typu Talwar, kolejne trzy Projektu 17 (Shivalik), siedem Projektu 17A i dwie zmodyfikowanej wersji 17B. Będą to silnie uzbrojone jednostki wielozadaniowe, zdolne zarówno do walki z okrętami przeciwnika, jak i zapewnienia flocie ochrony przeciwlotniczej czy wypełniania misji zwalczania okrętów podwodnych (z.o.p.). Nie można również zapomnieć o tuzinie dużych korwet (czterech Projektu 28 i ośmiu Projektu 28A), przeznaczonych głównie do zadań z.o.p., ale uzbrojonych również w rakiety przeciwlotnicze i przeciwokrętowe. Chyba największe zmiany czekają flotę podwodną - poza wydzierżawieniem od Rosji dwóch uderzeniowych atomowych okrętów podwodnych klasy Akuła, do służby trafić też mają jednostki nuklearne rodzimej produkcji, tzw. ATV (Advanced Technology Vessels). Trzy z nich również będą pełnić misje uderzeniowe, przy czym prawdopodobne wydaje się uzbrojenie ich w pociski manewrujące z głowicami nuklearnymi (BrahMos?). Dwa kolejne okręty mają być boomerami – czyli nosicielami rakiet balistycznych (być może będzie to morska odmiana Agni III), przy czym wedle dostępnych informacji będzie to raczej tylko kilka niż kilkanaście pocisków (dość oczywistym jest także, że będą to pociski jednogłowicowe). Posiadanie boomerów jest dla Indii kwestią o fundamentalnym znaczeniu w świetle realizowanej przez nie polityki no-first-use, dzięki temu bowiem zdolność przetrwania ich sił jądrowych zasadniczo wzrośnie, a tym samym bardziej możliwym stanie się wykonanie przez Indie ew. uderzenia odwetowego. Flota konwencjonalnych okrętów podwodnych ma w 2020 r. liczyć dwadzieścia cztery jednostki, przy czym w służbie pozostaną do tego momentu jedynie cztery okręty typu Sindhughosh i dwa typu Shishumar, pozostałych osiemnaście dopiero zostanie zbudowanych. Spośród tej grupy sześć okrętów będzie należało do francuskiego typu Scorpene (są one już budowane, zarówno we francuskich, jak i krajowych stoczniach), opcja w umowie przewiduje także możliwość zakontraktowania kolejnych sześciu, nie jest jednak pewne, czy Hindusi zechcą z niej skorzystać, duże szanse na ma bowiem rosyjski projekt Amur 1650. W grze o wygraną w Projekcie 76 pozostają także, choć z mniejszymi już szansami, Niemcy z U- 214. Okręty trzeciej serii, tzw. Projektu 76B, będą prawdopodobnie większe od opisanych wcześniej (wyporność ok. 3 tys. ton), podobnie za to, jak w wypadku poprzedników, ich głównym obok torped uzbrojeniem mają być pociski BrahMos. Ostatnio pojawiły się głosy, że decyzja co do kształtu Projektów 76 i 76B wciąż nie została podjęta, co może znacząco wydłużyć proces planowanego wejścia jednostek do służby, a w perspektywie tym samym postawić indyjską flotę podwodną w co najmniej kłopotliwej sytuacji, trudno jednak ocenić w chwili obecnej, na ile zagrożenie to jest realne. Kończąc wątek rozbudowy indyjskiej marynarki wojennej należy dodać, iż siły desantowe mają otrzymać trzy okręty klasy LPH (śmigłowcowce) oraz tuzin klasy LST (okręty desantowe czołgów). Dodatkowo do służby wejdą także dwa duże tankowce floty.
Głównym zadaniem, jakie stawia przed flotą indyjska strategia morska, jest zapewnienie skutecznego odstraszania, zarówno konwencjonalnego, jak i jądrowego, a w razie jego niepowodzenia prowadzenie działań wojennych w taki sposób, aby warunki przyszłego pokoju były dla Indii korzystne. Marynarka wojenna ma także być elementem wsparcia polityki zagranicznej, przy czym akcentowana jest możliwość działania w ramach sił wielonarodowych i sojuszniczych. Jako najbardziej możliwe scenariusze zadań floty w nachodzącej dekadzie indyjska morska strategia militarna wymienia:
- konflikt z którymś z państw sąsiedzkich lub mocarstwem ponadregionalnym;
- operacja antyterrorystyczna (przeprowadzana samodzielnie lub w ramach koalicji);
- akcja mająca na celu wypełnienie dwustronnych zobowiązań sojuszniczych;
- zapewnienie właściwego porządku morskiego (termin zaczerpnięty z ww. dokumentu, definiujący zadania typu policyjnego), działania takie mogą przybierać formę operacji morskiej niskiej intensywności, działań asymetrycznych, zwalczania piractwa, kłusownictwa czy też nielegalnego handlu bronią lub narkotykami;
- zapewnienie bezpieczeństwa szlaków handlowych ciągnących się poprzez Ocean Indyjski;
- wparcie indyjskiej diaspory lub indyjskich interesów poza granicami kraju;
- operacje typu peacekeeping prowadzone pod egidą ONZ;
- pomoc humanitarna, w tym pomoc ofiarom klęsk żywiołowych.
Jako kolejne szczeble konfliktu wymieniane są zaś;
- operacje poniżej progu wojny, do których zaliczane są również zapewnienie pomocy i wsparcia zaprzyjaźnionym rządom;
- operacje w ramach konfliktu o niskiej intensywności;
- operacje w ramach pełnoskalowego konfliktu, poniżej progu nuklearnego;
- wojna nuklearna.
Zapewnienie bezpieczeństwa szlaków handlowych prowadzących z Zatoki Perskiej i Kanału Sueskiego w kierunku Indii i dalej, na Daleki Wschód jest bez wątpienia kwestią o kluczowym znaczeniu zarówno dla samych Indii, jak i dla ich głównego konkurenta i rywala geopolitycznego – Chińskiej Republiki Ludowej. Gospodarki obydwu mocarstw są silnie uzależnione od importu drogą morską surowców energetycznych i eksportu własnych towarów. Jako położone w większej odległości od swoich dostawców, Chiny są bardziej narażone na perturbacje związane z zakłóceniami transportu, co jest jednym z głównych powodów dla których prowadzą one obecnie dość agresywną politykę morską, ukierunkowaną na stworzenie warunków dla obecności chińskich okrętów w regionie Oceanu Indyjskiego, tak aby mogły się one pojawiać zarówno w pobliżu Cieśniny Malakka jak i Zatoki Perskiej oraz Rogu Afryki. Stąd też bierze się chińskie zaangażowanie w Birmie, na należącej do tego kraju Wyspie Kokosowej, Sri Lance (pomoc przy budowie portu w Hambantota), w Pakistanie (port w Gwadar), ale także w Tajlandii, Kambodży czy Bangladeszu. Dla Indii najbardziej niepokojącym elementem chińskiego „sznura pereł” pozostaje Gwadar – pomijając fakt, iż wciąż najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wojennym pozostaje tutaj konflikt z Pakistanem (w tym kontekście nie sposób zapomnieć, iż ChRL tradycyjnie jest postrzegana jako sojusznik Islamabadu), to chińskie instalacje w tym kraju sprawiają wrażenie oskrzydlania Indii przez mocarstwo, którego nieskrywaną ambicją jest supremacja w Azji. Baza w Gwadar powstaje w zasadzie od podstaw, w miejscu gdzie do niedawna nie istniała żadna infrastruktura portowo-militarna, jednak wraz z jej uruchomieniem, Chińczycy zyskają możliwość stałej obecności w tej części świata, stwarzając jednocześnie potencjalne zagrożenie dla indyjskich SLOC. Należy w tym kontekście pamiętać, iż ok. 90 procent indyjskiej wymiany handlowej (liczonej wg kryterium wielkości) realizowane jest drogą morską, jeśli zaś jako kryterium przyjąć wartość przewożonych towarów, współczynnik ten nieznacznie spadnie (do ok. 77 procent). Do tych liczb można dodawać kolejne: ponad 70 procent indyjskiego importu ropy naftowej pochodzi z krajów Zatoki Perskiej (Gwadar leży 180 mil morskich od wejścia do Cieśniny Ormuz), zaś wyłączna strefa ekonomiczna tego kraju to blisko 2,5 mln. kilometrów kwadratowych. Indie nie tyle mogą mieć silną marynarkę, co wręcz muszą ją posiadać, aby móc prowadzić aktywną politykę w regionie Azji Południowej.
Chińska aktywność morska coraz częściej rozpoznawana jest jako wstęp do nowej odsłony wielkiej gry na tym obszarze. Co zatem, poza rozwojem własnej „blue water navy”, robią Indie, aby nie odpaść jeszcze w przedbiegach do niej? Hindusi również starają się lokować instalacje militarne w kluczowych ze strategicznego punktu widzenia miejscach. I tak np. sieć radarowa powstająca na Malediwach znacząco wzmocni indyjską zdolność kontroli ruchu statków i okrętów płynących nie tylko w kierunku Zatoki Perskiej i Kanału Sueskiego, ale także Przylądka Dobrej Nadziei i Zachodnich Wybrzeży Afryki (co jest dość istotną kwestią, jeśli wziąć pod uwagę chiński import ropy z Nigerii i Angoli). Wspomniana została już kwestia zwiększenia obecności militarnej w rejonie Andamanów i Nikobarów, a więc u wejścia do Cieśniny Malakka, New Delhi pozostaje także w co najmniej dobrych relacjach z Singapurem, dominującym przecież nad tą cieśniną. Hinduska marynarka wojenna odbyła w ostatnich latach około sześćdziesięciu różnego rodzaju ćwiczeń z flotami innych państw (USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji, ale także Omanu, Sri Lanki, Izraela, Japonii, Australii czy właśnie Singapuru). Poza tym, Indie dokonują zakupów uzbrojenia bądź technologii niemal na wszystkich liczących się na tym polu rynkach, czym nie może się przecież pochwalić ich konkurent. Dla podkreślenia swojej potęgi militarnej Indie wystrzeliły rakietę Agni II zdolną do przenoszenia ładunków nuklearnych. Udanego testu rakiety ziemia-ziemia dokonano w indyjskim stanie Orisa. Za pomocą rakiety Agni II można atakować cele z odległości dwóch tysięcy kilometrów. Rakieta jest także przystosowana do przenoszenia ładunków konwencjonalnych, ale jej zasadnicza wersja będzie wyposażona w ładunki jądrowe. Rodzina rakiet Agni składa się z kilku rodzajów tej broni. W zależności od typu mogą przenosić ładunki jądrowe na odległość od 700 kilometrów do 3,5 tysiąca kilometrów. Obecnie trwają prace nad wersją rakiety Agni V, której zasięg ma wynosić od 5 do 6 tysięcy kilometrów. Indie od lat realizują program budowy rakiet zdolnych do przenoszenia zarówno ładunków konwencjonalnych, jak i nuklearnych. Tworząc całą serię rakiet balistycznych rywalizują z Chinami i Pakistanem, które realizują podobny wojskowy program rakietowy. Wszystkie te kraje posiadają broń jądrową. Wydaje się, że największa demokracja świata w ciągu najbliższych kilkunastu lat stanie się główną siłą ograniczającą regionalne, geopolityczne ambicje Państwa Środka. I jest mocno prawdopodobne, że w tej roli będzie mogła liczyć na mniej lub bardziej widoczne wsparcie części państw widzących w Chinach rywala lub wręcz zagrożenie. Obecna współpraca militarna i wywiadowcza ze Stanami Zjednoczonymi może chyba świadczyć o wysokim stopniu uprawdopodobnienia tego scenariusza. Na lądzie w tej rywalizacji ważne są stosunki Indii z Nepalem. Odkąd w 2008 r. zniesiono w Nepalu monarchię i proklamowano republikę, to himalajskie państwo pogrążyło się w politycznym kryzysie. Choć wydaje się on peryferyjny i naturalny dla młodej demokracji, stawka, o którą toczy się batalia jest znacznie większa niż tylko przyszłość 27 milionów Nepalczyków. Lider nepalskich maoistów Pushpa Kamal Prachanda (czyt. Puszpa Kamal Praczanda) przedstawił władzom Nepalu projekt likwidacji obozów przejściowych, w których od kilku lat przebywają żołnierze maoistycznych oddziałów zbrojnych.
Przyszłość maoistycznej armii jest przedmiotem ostrego konfliktu wewnętrznego w Nepalu, który- według ekspertów- może doprowadzić do ponownego wybuchu przemocy w tym kraju.
Według maoistycznych przywódców, większość rebeliantów przebywających obecnie w obozach przejściowych powinna zostać włączona w szeregi nepalskiej armii. Liczebność swych oddziałów maoiści oceniają na niemal 20 tysięcy ludzi. Kolejnym żądaniem maoistów jest wyjaśnienie losu około tysiąca Nepalczyków, którzy zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach w okresie wojny domowej. Maoiści twierdzą, że zostali zamordowani przez podległe byłemu królowi służby bezpieczeństwa. Po spełnieniu tych warunków maoiści są skłonni współpracować z innymi ugrupowaniami politycznymi na rzecz uchwalenia nowej konstytucji. Powinna ona zostać przygotowana do 28 maja 2010 roku. Tego dnia kończy się bowiem mandat Zgromadzenia Konstytucyjnego wybranego w roku 2008 po obaleniu nepalskiej monarchii. Eksperci uważają, że spełnienie żądań maoistów jest w obecnej sytuacji politycznej Nepalu mało realne. Tym samym nie uda się uchwalić konstytucji w wymaganym terminie i krajowi zagrozi kryzys konstytucyjny, który przerodzić się może w falę zamieszek oraz przemocy. Drugim dnem sprawy jest bowiem rywalizacja o wpływy pomiędzy dwoma wschodzącymi mocarstwami – Chinami i Indiami. Nepal tradycyjnie należał do indyjskiej strefy wpływów. Oba kraje mają silne więzi kulturowe oraz religijne – 80% obywateli zarówno Nepalu, jak i Indii wyznaje hinduizm. Ponad 50% nepalskiej wymiany handlowej dokonuje się z Indiami, stamtąd importowana jest ropa naftowa, której permanentne niedobory nie raz stały się już przedmiotem strajków. Na mocy dwustronnych porozumień New Delhi odpowiada za obronę Nepalu, indyjscy i nepalscy żołnierze wspólnie strzegą granicy z Tybetem, a dla Nepalczyków stoi otworem indyjski rynek pracy. Jednocześnie Nepalczycy pozostają nieufni wobec dominującego sąsiada i otwarcie sprzeciwiają się zbytniemu uzależnieniu od niego. Stara się to wykorzystać Pekin, będący drugim wielkim sąsiadem himalajskiej republiki. W 1996 r. maoistowska partyzantka doprowadziła do wybuchu wojny domowej, która trwała 10 lat i spowodowała śmierć kilkunastu tysięcy ludzi. Maoiści wygrywali antyindyjskie resentymenty, straszyli indyjskimi planami aneksji nepalskiej części niziny Teraj (obecnie nizina jest podzielona), wreszcie domagali się obalenia monarchii i wprowadzenia komunizmu. Już wtedy cieszyli się oni znaczną popularnością, a na wielu domach, szczególnie na terenach wiejskich, wciąż widnieją symbole sierpa i młota, mające swego czasu zapewniać partyzantów o poparciu dla nich. W 2001 r. miała miejsce bezprecedensowa masakra rodziny królewskiej, dokonana przez królewskiego syna. W wydarzeniach tych niektórzy widzą udział maoistów. W ich wyniku tron objął mało popularny i niespodziewający się tego Gyanendra. Po czterech latach rządzenia został on zmuszony do zainicjowania przemian ustrojowych, które doprowadziły do ustanowienia republiki i przejęcia władzy przez demokratycznie wybranych maoistów. W ten sposób rozpoczął się polityczny impas na scenie zdominowanej przez maoistowsko-marksistowsko-leninowskie ugrupowania. Od tego momentu coraz wyraźniej zaczęła być widoczna obecność chińska w Nepalu. Pekin kreuje się na alternatywę wobec wpływów indyjskich, a sympatyzujący z komunizmem Nepalczycy chętnie z tego korzystają. Odkąd w 2008 r. zniesiono w Nepalu monarchię i proklamowano republikę, to himalajskie państwo pogrążyło się w politycznym kryzysie. Choć wydaje się on peryferyjny i naturalny dla młodej demokracji, stawka, o którą toczy się batalia jest znacznie większa niż tylko przyszłość 27 milionów Nepalczyków. Drugim dnem sprawy jest bowiem rywalizacja o wpływy pomiędzy dwoma wschodzącymi mocarstwami – Chinami i Indiami.Nepal tradycyjnie należał do indyjskiej strefy wpływów. Oba kraje mają silne więzi kulturowe oraz religijne – 80% obywateli zarówno Nepalu, jak i Indii wyznaje hinduizm. Ponad 50% nepalskiej wymiany handlowej dokonuje się z Indiami, stamtąd importowana jest ropa naftowa, której permanentne niedobory nie raz stały się już przedmiotem strajków. Na mocy dwustronnych porozumień New Delhi odpowiada za obronę Nepalu, indyjscy i nepalscy żołnierze wspólnie strzegą granicy z Tybetem, a dla Nepalczyków stoi otworem indyjski rynek pracy. Jednocześnie Nepalczycy pozostają nieufni wobec dominującego sąsiada i otwarcie sprzeciwiają się zbytniemu uzależnieniu od niego. Stara się towykorzystać Pekin, będący drugim wielkim sąsiadem himalajskiej republiki. W 1996 r. maoistowska partyzantka doprowadziła do wybuchu wojny domowej, która trwała 10 lat i spowodowała śmierć kilkunastu tysięcy ludzi. Maoiści wygrywali antyindyjskie resentymenty, straszyli indyjskimi planami aneksji nepalskiej części niziny Teraj (obecnie nizina jest podzielona), wreszcie domagali się obalenia monarchii i wprowadzenia komunizmu. Już wtedy cieszyli się oni znaczną popularnością, a na wielu domach, szczególnie na terenach wiejskich, wciąż widnieją symbole sierpa i młota, mające swego czasu zapewniać partyzantów o poparciu dla nich.
W 2001 r. miała miejsce bezprecedensowa masakra rodziny królewskiej, dokonana przez królewskiego syna. W wydarzeniach tych niektórzy widzą udział maoistów. W ich wyniku tron objął mało popularny i niespodziewający się tego Gyanendra. Po czterech latach rządzenia został on zmuszony do zainicjowania przemian ustrojowych, które doprowadziły do ustanowienia republiki i przejęcia władzy przez demokratycznie wybranych maoistów. W ten sposób rozpoczął się polityczny impas na scenie zdominowanej przez maoistowsko-marksistowsko-leninowskie ugrupowania.
Od tego momentu coraz wyraźniej zaczęła być widoczna obecność chińska w Nepalu. Pekin kreuje się na alternatywę wobec wpływów indyjskich, a sympatyzujący z komunizmem Nepalczycy chętnie z tego korzystają. Z Chin popłynęły pieniądze i inwestycje, chińska armia ludowa uruchomiła program pomocy militarnej, a chiński ambasador w Kathmandu zadeklarował „pomoc militarną, finansową i dyplomatyczną w przypadku zagrożenia niepodległości, suwerenności lub integralności terytorialnej Nepalu”. Kosztem 100 mln USD budowana jest autostrada łącząca Lhasę z Kathmandu. Otwarcie tej trasy spowodowałoby nagłe „geograficzne zbliżenie” do Chin i impuls do zwiększenia wzajemnej wymiany handlowej. Co więcej, Indie informują o chińsko-nepalskiej działalności wywiadowczej wzdłuż granicy, a w ich północnych stanach zwiększyła się aktywność tamtejszej maoistowskiej partyzantki, której rebelia została uznana przez premiera Manmohana Singha za jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa kraju. Zmianę widać również w podejściu do kwestii Tybetu. Rząd w Kathmandu pod naciskami Pekinu uszczelnił swoją granicę z tą chińską prowincją oraz zaostrzył swoją politykę wobec licznych tybetańskich uchodźców, od czego wcześniej się powstrzymywał.
W obecnej sytuacji można więc zadać pytanie o wynik tej sino-indyjskiej konfrontacji. Chiny chcą wzmocnić swoje wpływy w najbliższym sąsiedztwie Indii, a także zyskać sojusznika w sprawie Tybetu. Działania Pekinu wobec Nepalu należy widzieć jako szerszą politykę uzyskiwania wpływów w Azji Południowej. Innym przejawem tej polityki jest wzmacnianie relacji z Pakistanem, Afganistanem czy Sri Lanką. Zmiana kursu o 180 stopni przez Kathmandu i zerwanie kontaktówz Indiami są mało prawdopodobne, ponieważ więzy te są bardzo mocne, New Delhi dba o dobre relacje (m.in. przyjmując doktrynę Gujrala), a kraje próbują wzmocnić współpracę regionalną w ramach stowarzyszenia SAARC. Mimo to każda oznaka zbliżenia Nepalu z Chinami będzie uderzała w indyjskie poczucie bezpieczeństwa, ponieważ Indie traktują całą Azję Południową jako swoją wyłączną strefę wpływów.
Wbrew pozorom stawka jest całkiem spora. Poza odnoszeniem korzyści gospodarczych, za pomocą Nepalu mocarstwa mogą w pewnym stopniu ingerować w sytuację wewnętrzną konkurenta. Gdy w Kathmandu dominowała polityka proindyjska, udzielało ono schronienia tybetańskim uchodźcom, przymykało oko na ich nielegalne przekraczanie granicy w celu odwiedzenia Dalajlamy w indyjskim mieście Dharamsala, miały również miejsce wiece poparcia dla uzyskania przez Tybet autonomii, o którą walczy. Gdy przeważa polityka prochińska, nepalskie służby wyłapują i odsyłają nielegalnie przybyłych Tybetańczyków, zakazane są manifestacje antychińskie, a komunistyczna partyzantka w północnych Indiach odzyskała wigor i poważnie niepokoi rząd w New Delhi.
Jest jeszcze trzecia możliwość rozwoju sytuacji w Nepalu: trwanie w politycznej niemocy i ponowna destabilizacja kraju. Na to rozwiązanie wskazuje rosnące niezadowolenie społeczne Nepalczyków, strajki i pogłębiające się zniechęcenie ustrojem republikańskim. Taka sytuacja utworzy obszar niestabilności na przestrzeni ponad 1,2 tys. km granicy indyjsko-chińskiej, który w krótkim czasie utrudni zdominowanie przez jednego z sąsiadów. Może to jednak okazać się bardzo niebezpieczne, gdy w obliczu braku rządu, z którym mocarstwa mogłyby rozmawiać, sięgną one po inne niż polityczne środki zdobywania wpływów.Być może Nepal, za sprawą rozwijającej się na jego terenie „zimnej wojny” pomiędzy potężnymi sąsiadami, wkrótce w stosunkach międzynarodowych stanie się ważny, jak nigdy dotąd.
Z Chin popłynęły pieniądze i inwestycje, chińska armia ludowa uruchomiła program pomocy militarnej, a chiński ambasador w Kathmandu zadeklarował „pomoc militarną, finansową i dyplomatyczną w przypadku zagrożenia niepodległości, suwerenności lub integralności terytorialnej Nepalu”. Kosztem 100 mln USD budowana jest autostrada łącząca Lhasę z Kathmandu. Otwarcie tej trasy spowodowałoby nagłe „geograficzne zbliżenie” do Chin i impuls do zwiększenia wzajemnej wymiany handlowej. Co więcej, Indie informują o chińsko-nepalskiej działalności wywiadowczej wzdłuż granicy, a w ich północnych stanach zwiększyła się aktywność tamtejszej maoistowskiej partyzantki, której rebelia została uznana przez premiera Manmohana Singha za jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa kraju. Zmianę widać również w podejściu do kwestii Tybetu. Rząd w Kathmandu pod naciskami Pekinu uszczelnił swoją granicę z tą chińską prowincją oraz zaostrzył swoją politykę wobec licznych tybetańskich uchodźców, od czego wcześniej się powstrzymywał. W obecnej sytuacji można więc zadać pytanie o wynik tej sino-indyjskiej konfrontacji. Chiny chcą wzmocnić swoje wpływy w najbliższym sąsiedztwie Indii, a także zyskać sojusznika w sprawie Tybetu. Działania Pekinu wobec Nepalu należy widzieć jako szerszą politykę uzyskiwania wpływów w Azji Południowej. Innym przejawem tej polityki jest wzmacnianie relacji z Pakistanem, Afganistanem czy Sri Lanką. Zmiana kursu o 180 stopni przez Kathmandu i zerwanie kontaktów z Indiami są mało prawdopodobne, ponieważ więzy te są bardzo mocne, New Delhi dba o dobre relacje (m.in. przyjmując doktrynę Gujrala), a kraje próbują wzmocnić współpracę regionalną w ramach stowarzyszenia SAARC. Mimo to każda oznaka zbliżenia Nepalu z Chinami będzie uderzała w indyjskie poczucie bezpieczeństwa, ponieważ Indie traktują całą Azję Południową jako swoją wyłączną strefę wpływów. Pod koniec kwietnia 2010 roku w stolicy Bhutanu - Thimpu - miał miejsce XVI szczyt Południowoazjatyckiego Stowarzyszenia Współpracy Regionalnej (SAARC). Odbył się on w dwudziestą piątą rocznicę powstania organizacji, co obok jubileuszowej fety miało także smutny wydźwięk skromności sukcesów, jakimi stowarzyszenie może się poszczycić. Tematem przewodnim szczytu były zmiany klimatu i kwestie rozwojowe. Przyjęto na nim kilka dokumentów, przede wszystkim deklarację „Na drodze ku zielonej i szczęśliwej Azji Południowej”, w której podkreślono konieczność redukcji emisji dwutlenku węgla oraz wyrażono nadzieję na równoczesną troskę o środowisko i walkę z ubóstwem. Polecono sekretariatowi organizacji analizę możliwości implementacji Protokołu z Kioto, zaś gospodarz szczytu zobowiązał się do zorganizowania warsztatów, na których podzieli się swoimi doświadczeniami z prowadzenia autorskiej polityki „Szczęścia Narodowego Brutto”. Polityka ta, dystansująca się od mierzenia rozwoju wskaźnikiem PKB, skupia się na ludzkim rozwoju oraz ochronie kultury i środowiska. Podpisano również kilka pomniejszych porozumień i deklaracji.
Tradycyjnie jednak najwięcej emocji i zainteresowania mediów budziło spodziewane spotkanie premierów Indii i Pakistanu. Od początku powstania SAARC relacje tych dwóch mocarstw atomowych miały silny wpływ na funkcjonowanie organizacji (m.in. odwoływane bywały szczyty), zaś organizacja wpływała na owe relacje, oferując regularne okazje do nieoficjalnych rozmów. Tak było i tym razem, gdy premierzy Indii i Pakistanu mieli spotkać się po raz pierwszy od zamachów terrorystycznych w Mumbaju w 2008 r., po których zawieszone zostały dwustronne rozmowy pokojowe. Spotkanie Singh - Gilani pokazało postęp we wzajemnych stosunkach, a premierzy zgodzili się przywrócić oficjalny dialog na poziomie ministerialnym. SAARC być może wymiernie przysłużył się więc dla procesu pokojowego w Azji Południowej, szczególnie że gospodarze zachęcili do nieoficjalnych spotkań, po sąsiedzku kwaterując delegacje Indii i Pakistanu. SAARC został powołany do życia w 1985 r. jako realizacja istniejącej od samego powstania państw południowoazjatyckich idei zinstytucjonalizowanej współpracy regionalnej. Państwa te, tj. Afganistan, Bangladesz, Bhutan, Indie, Nepal, Malediwy, Pakistan i Sri Lanka, pełne są wewnętrznych niepokojów, a być może najbardziej charakterystyczną cechą regionu jest niebywała różnorodność etniczna i kulturowa. Jednocześnie jednak łączy je wspólna historia i kolonialna przeszłość, a subregion posiada wyraźne, naturalne granice, które stanowią Himalaje i Ocean Indyjski. O możliwości kooperacji niezliczonych społeczności południowoazjatyckich świadczy również to, że wszystkie one współżyją już dziś w Indiach. SAARC od początku istniał głównie na papierze, a podejmowane na jego forum inicjatywy były rozmywane lub nie ratyfikowane, nie osiągając znaczących sukcesów. Przez świętowane 25 lat działalności SAARC dostarczał wielu płonnych nadziei, przeplatanych z kompletnym załamywaniem się współpracy i medialnym wieszczeniem końca organizacji. Mimo to, po raz kolejny można mieć nadzieję na ożywienie południowoazjatyckiej kooperacji. Wynika to z obserwowanej zmiany podejścia Indii, które jako regionalny hegemon mają decydujący wpływ na możliwość współpracy. Polityka New Delhi wobec regionu wydaje się ewoluować od czasu ataków w Mumbaju. Sama reakcja na zamach była łagodniejsza niż można się było spodziewać, szczególnie w porównaniu do reakcji z 2001 r. po ataku na indyjski parlament. Indie zrozumiały, że od stabilizacji w krajach sąsiednich zależy także ich wewnętrzna stabilizacja. Zrozumiały również, że tylko zaprowadzając porządek na „własnym podwórku” będą mogły przekonać świat o swojej mocarstwowości i zdolności do prowadzenia dojrzałej i twórczej polityki. Wreszcie, Indie coraz bardziej zaniepokojone są rosnącymi wpływami Chin w Azji Południowej. ChRL uważane jest za jedyne światowe mocarstwo, które jak dotąd nie uznało tego regionu za przynależną Indiom strefę wpływów i stara się rozwijać dobre stosunki z pozostałymi państwami. Relacje te częściowo mają charakter czysto ekonomiczny, częściowo odbywają się w myśl „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. I tak obserwujemy postępującą zażyłość Chin z Pakistanem, tradycyjnie dobre relacje z Bangladeszem, pomoc dla rządu Sri Lanki w walce z LTTE i budowa na jej terytorium portu – bazy marynarki, romans z rządzonym przez Maoistów Nepalem, wreszcie ekonomiczną ekspansję w Afganistanie. Otaczane w ten sposób Indie reagują wykorzystując swoją najpotężniejszą przewagę – mogącą przynieść olbrzymie korzyści wszystkim stronom współpracę regionalną. Azja Południowa potrzebuje integracji, a integracja potrzebuje lidera, którym mogą być tylko Indie. Czy obserwowana dziś poprawa funkcjonowania SAARC okaże się początkiem prawdziwego zbliżenia krajów subregionu, czy jedynie kolejną niewykorzystaną szansą? Dziś chyba jeszcze zbyt wcześnie by móc to przewidzieć. Stawka jest jednak bardzo duża, bowiem w przypadku przerwania istniejących nici porozumienia nad regionem zawiśnie widmo wieloletniej stagnacji (za wyjątkiem Indii), a nawet katastrofy nuklearnej. Gdyby natomiast współpraca się powiodła i region zintegrował gospodarczo, ma on potencjał by w XXI w. stać się trzecią, obok Chin i USA, siłą gospodarczą świata. Myślenie życzeniowe oszukało już wielu, ja jednak wolę widzieć w obecnej poprawie kondycji SAARC przełom i krok ku „zielonej i szczęśliwej Azji Południowej”. Wbrew pozorom stawka jest całkiem spora. Poza odnoszeniem korzyści gospodarczych, za pomocą Nepalu mocarstwa mogą w pewnym stopniu ingerować w sytuację wewnętrzną konkurenta. Gdy w Kathmandu dominowała polityka proindyjska, udzielało ono schronienia tybetańskim uchodźcom, przymykało oko na ich nielegalne przekraczanie granicy w celu odwiedzenia Dalajlamy w indyjskim mieście Dharamsala, miały również miejsce wiece poparcia dla uzyskania przez Tybet autonomii, o którą walczy. Gdy przeważa polityka prochińska, nepalskie służby wyłapują i odsyłają nielegalnie przybyłych Tybetańczyków, zakazane są manifestacje antychińskie, a komunistyczna partyzantka w północnych Indiach odzyskała wigor i poważnie niepokoi rząd w New Delhi. Jest jeszcze trzecia możliwość rozwoju sytuacji w Nepalu: trwanie w politycznej niemocy i ponowna destabilizacja kraju. Na to rozwiązanie wskazuje rosnące niezadowolenie społeczne Nepalczyków, strajki i pogłębiające się zniechęcenie ustrojem republikańskim. Taka sytuacja utworzy obszar niestabilności na przestrzeni ponad 1,2 tys. km granicy indyjsko-chińskiej, który w krótkim czasie utrudni zdominowanie przez jednego z sąsiadów. Może to jednak okazać się bardzo niebezpieczne, gdy w obliczu braku rządu, z którym mocarstwa mogłyby rozmawiać, sięgną one po inne niż polityczne środki zdobywania wpływów. Być może Nepal, za sprawą rozwijającej się na jego terenie „zimnej wojny” pomiędzy potężnymi sąsiadami, wkrótce w stosunkach międzynarodowych stanie się ważny, jak nigdy dotąd Kolejnym problemem w indyjsko-chińskich stosunkach są wyspy Nikobarskie na których Indie wybudowały potężną bazę wojskową, która ma strzec wejścia do cieśnin Malakka i singapurskiej, a to oznacza mocne szachowanie Chin w tym rejonie. Wydaje się, że głównym planem Indii na nadchodzące lata jest „wypychanie” Chin z rejonu Oceanu Indyjskiego (a te nawiązując coraz liczniejsze kontakty z Afryką, zaczęły również uznawać Ocean Indyjski za swoją strefę wpływów, co prawda nie mówią o tym głośno, ale planują wybudować bazę wojskową na Seszelach), przez budowę baz na Madagaskarze, na wyspach Agalega , jak i zamykanie drogi do morza południowochińskiego poprzez bazę na wyspach Nikobarskich. W tej rywalizacji widać jak duże zagrożenia istnieją w perspektywie na Oceanie Indyjskim. Mimo wezwań ze strony ONZ Indie oświadczyły, że nie podpiszą Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Od roku 1976 Indie posiadają broń jądrową, ale nie są sygnatariuszami Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej oraz o Zakazie Prób Jądrowych. W pierwszym tygodniu czerwca 2010 roku ONZ wezwała Indie, Pakistan oraz Izrael, kraje dysponujące technologiami nuklearnymi, do podpisania obu traktatów w możliwie krótkim terminie i bez żadnych warunków wstępnych. Indyjska odpowiedź wskazuje, że stanowisko Indii w sprawie traktatów pozostaje niezmienione. Władze w New Delhi twierdzą, że oba traktaty dyskryminują państwa nie posiadające broni jądrowej oraz wprowadzają światowy dyktat mocarstw nuklearnych. Z tego względu politycy indyjscy nie godzą się na przystąpienie kraju do dyskryminujących inne państwa porozumień. Jednocześnie Indie od dawna występują z inicjatywą wypracowania ogólnoświatowego porozumienia, którego celem byłaby eliminacja broni jądrowej z arsenałów wojskowych wszystkich krajów.
środa, 22 grudnia 2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Chińsko-Japońska rywalizacja.
Druga potęga gospodarcza świata, znalazła się pomiędzy USA i Chinami. Pomiędzy istniejącym supermocarstwem światowym, a wchodzącym w rolę supermocarstwa Chinami. W tej rywalizacji istotne znaczenie ma historyczna spóścizna. Stosunki japońsko-chińskie sięgają daleko w głąb historii, ponieważ aż do roku 57 n.e. Wpływy chińskie na archipelagu japońskim były bardzo znaczące do ok. połowy IX w. Z historii Japonii wiadomo bowiem, że ostatnie poselstwo do Chin zostało wysłane z Japonii w 835 r., misja do Kraju Środka przygotowywana na 894 r. została odwołana, a oficjalne kontakty zerwane. Datę tę traktuje się jako cezurę między wczesnym, a średnim okresem Heian. Od momentu zerwania oficjalnych kontaktów z Chinami, Japończycy stopniowo odchodzili od wzorców chińskich we wszystkich dziedzinach życia. Zaczęli natomiast mieć coraz więcej własnych koncepcji na rozwój swojego kraju i styl życia. Należy bowiem wspomnieć, iż do końca IX w. Chiny były dla Japończyków wzorem w każdej dziedzinie życia, począwszy od systemu własności i nadawania ziemi (jap. handensei), poprzez sposoby planowania i budowy miast (m. in. Heian-kyo, współczesnego Kyoto), aż po wzorce literackie, estetyczne, a nawet stroje. Druga fala silnych wpływów chińskich, a ściślej ujmując napływu do Japonii filozofii neokonfucjańskiej przypada na okres Edo (XVII-XIX w.). Wpływy tego prądu umysłowego widoczne są w japońskim społeczeństwie do dziś, a przejawiają się między innymi w nadal istniejącej hierarchii społecznej. Również rzeczy tak charakterystyczne dziś dla japońskiej kultury, jak pismo (znaki kanji) , buddyzm, czy zielona herbata, zostały do Japonii przeniesione z Chin. Ponadto, pomimo wielu zwrotów w długiej historii stosunków japońsko-chińskich, w Japonii wciąż głową państwa pozostaje cesarz, będący symbolem władzy japońskiej, ale jednocześnie też przedstawicielem modelu sprawowania władzy pochodzącym z tradycji chińskiej. Niezwykle ważne dla zrozumienia obecnych stosunków japońsko-chińskich pozostaje zapoznanie się z faktami historycznymi z lat 1868-1945, gdy Japonia przywróciła realną władzę cesarzowi i zwróciła się w stronę nacjonalistycznego imperializmu. Skutki takiej polityki jako pierwsze odczuły Chiny i Korea. Z pomocą niezwykle skutecznej Armii Kwantuńskiej Cesarstwo Japonii rozpoczęło swoją ekspansję w Azji, począwszy od aneksji Tajwanu w 1895 r. oraz Korei w 1910 r. W 1932 r. utworzone zostało marionetkowe państwo Mandżukuo , które miało być swoistego rodzaju japońską kolonią i jednocześnie bardzo bogatym w surowce naturalne „rajem na ziemi”. W czasie okupacji Chin przez Japonię (1937-1945) Japończycy dopuścili się wielu zbrodni na narodzie chińskim. Obecnie szacuje się, że zostało wymordowanych ok. 20 mln ludzi. W samej rzezi nankińskiej na przełomie 1937 i 1938 r. zginęło ok. 200 tys. ludzi, co znacznie przekracza nawet liczbę ofiar zabitych w Hiroszimie i Nagasaki (bez zmarłych potem ludzi na chorobę popromienną). Pod dowództwem gen. Matsui Iwane zamordowano i spalono żywcem wielu ludzi oraz dopuszczono się niezwykle okrutnych gwałtów na kobietach. Można powiedzieć, że Chiny najprawdopodobniej najbardziej z wszystkich innych krajów ucierpiały w wyniku ekspansji Japonii. Kwestia historyczna do dziś pozostaje zatem niezwykle trudną, ponieważ od 1955 r. Japończycy nie opisują okrucieństw jakie popełnili w swoich podręcznikach do historii . Znana powszechnie jest również kwestia świątyni Yasukuni, w której pochowani są m. in. generałowie Armii Japońskiej z okresu II wojny światowej, uznani za zbrodniarzy wojennych, a którą oficjalnie odwiedzał były premier Japonii Koizumi Junichiro. Było to przedmiotem oburzenia nie tylko władz ChRL, ale także pewnych środowisk w Japonii. Poprzedni premier Japonii, Yasuo Fukuda, nie odwiedzał świątyni Yasukuni, natomiast obecny premier Taro Aso wielokrotnie wygłaszał swoje nacjonalistyczne poglądy w sposób bardzo otwarty. Jednakże jako minister spraw zagranicznych Japonii wykazał wiele pragmatyzmu i bardzo skutecznie odbudowywał stosunki z Chinami, zniszczone m. in. przez wizyty Koizumiego Junichiro w świątyni Yasukuni. Pomimo tego, spytany przez dziennikarzy pod koniec września 2008 r. czy jako premier Japonii będzie odwiedzał świątynię, Taro Aso nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Problemem w stosunkach japońsko-chińskich pozostaje również fakt, że Japonia nigdy nie rozliczyła się ze zbrodni popełnionych w II wojnie światowej. Pomimo iż w 1992 r. przebywający z wizytą w ChRL cesarz Japonii Akihito wyraził „ubolewanie” za czas wojny, a w 2005 r. również ówczesny premier Japonii, Koizumi Junichiro, przeprosił narody azjatyckie, m. in. Chiny i Koreę Płd., za agresję i zbrodnie wojenne , można się domyślać, że naród chiński nadal odczuwa w tej kwestii pewien niedosyt. Ponadto władze Japonii nigdy nie wypłaciły obywatelom ChRL żadnych odszkodowań za zbrodnie wojenne. Nie ma zatem większych szans na znaczną poprawę w stosunkach obu państw dopóki Japonia nie wyjaśni tych kwestii oficjalnie i raz na zawsze na forum międzynarodowym.Wznowienie oficjalnych stosunków oraz japońsko-chiński traktat o pokoju i przyjaźni . Japonia wznowiła oficjalne stosunki z Chinami dopiero w 1972 r., po tym jak Stany Zjednoczone zdecydowały się nawiązać stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową. Podczas wizyty premiera Japonii, Kakueia Tanaki w Pekinie we wrześniu 1972 r. oficjalnie nastąpił koniec stanu wojny pomiędzy oboma krajami oraz nawiązano stosunki dyplomatyczne. Należy przy tym zaznaczyć, iż wznowienie stosunków odbyło się w oparciu o następujące zasady narzucone przez stronę chińską:
- rząd Chińskiej Republiki Ludowej jest jedynym reprezentantem Chin i narodu chińskiego na świecie,
- Tajwan jest nieodłączną częścią Chińskiej Republiki Ludowej, traktat pomiędzy Japonią, a Tajwanem jest sprzeczny z prawem i powinien zostać unieważniony.
Rząd japoński zobowiązał się więc do uznania „jednych Chin” pod przewodnictwem ChRL oraz uznania Tajwanu jako integralnej części Chin. Władze Japonii obawiały się, że rząd chiński będzie miał trudności z zaakceptowaniem kontynuacji współpracy pomiędzy Japonią, a Stanami Zjednoczonymi w zakresie bezpieczeństwa, jednak nie było żadnego sprzeciwu ze strony ChRL. Od momentu osiągnięcia porozumienia i wznowienia oficjalnych kontaktów, w czym dostrzec można wiele ustępstw ze strony Japonii (również w kwestii Tajwanu), wymiana handlowa pomiędzy dwoma krajami znacznie się zwiększyła - w 2007 r. osiągnęła 236,6 mld USD. Negocjacje dotyczące chińsko-japońskiego traktatu o przyjaźni rozpoczęły się jeszcze w 1974 r., jednak w 1975 r. zostały zawieszone ze względu na kwestię ewentualnego zawarcia w traktacie klauzuli o antyhegemonii, wycelowanej ówcześnie w ZSRR. Japonia nie chciała angażować się w konfrontację ChRL i ZSRR i nie zdołała osiągnąć kompromisu w tej sprawie. Dopiero zmiany polityczne, jakie nastąpiły w Chinach po śmierci Mao Zedonga w 1976 r. stworzyły możliwości współpracy. Nowe władze ChRL rozumiały potrzebę modernizacji chińskiej gospodarki i tym razem były zainteresowane współpracą z Japonią, której inwestycje miałyby kluczowe znaczenie. Również zmiana stanowiska opinii publicznej, która była w stanie zignorować protesty i ostrzeżenia ze strony ZSRR oraz zaakceptować zapis o antyhegemonii jako uniwersalną zasadę międzynarodową, przyczyniła się do pomyślnego zakończenia negocjacji traktatu. Ostatecznie podpisano go 12 kwietnia 1978 r., a w życie wszedł 23 października 1978 r. Również w 1978 r. podpisano porozumienie, które zakładało, że wymiana handlowa pomiędzy ChRL, a Japonią wzrośnie do 20 mld USD do 1985 r. (w zamian za japońską technologię, materiały konstrukcyjne oraz części maszyn, ChRL oferowałaby węgiel i ropę naftową). Ten długoterminowy plan nie został zrealizowany ze względu na konieczność zmiany priorytetów rozwoju ze strony ChRL, jednak pokazał bardzo ambitne plany współpracy gospodarczej. W ostatnich latach wiele się dzieje na linii Tokio-Pekin i jest to niewątpliwie dobry znak. Pomimo niezwykle trudnych kwestii historycznych, od października 2006 roku oraz wizyty premiera Abe w Pekinie widoczne są pierwsze oznaki poprawy stosunków pomiędzy oboma krajami. Ponadto w maju 2008 r. prezydent ChRL Hu Jintao przyjechał z oficjalną wizytą do Japonii. Należy dodać, że przedstawiciele władz ChRL nie przyjeżdżali z wizytą do Japonii od ponad 10 lat. Podczas swojej wizyty prezydent Hu Jintao wezwał do zwiększonej współpracy pomiędzy obydwoma krajami. We wspólnym oświadczeniu Hu Jintao i premiera Yasuo Fukudy można było usłyszeć, że obydwa narody - chiński i japoński, ponoszą odpowiedzialność za pokój na świecie i rozwój w XXI w. Można stwierdzić, że powyżej opisane wizyty i starania to jedynie kurtuazja, jednak stanowią one niewątpliwy dowód na to, że nadchodzą duże zmiany w relacjach pomiędzy Japonią i Chinami. Należy brać pod uwagę możliwość zacieśnienia współpracy w dobie spadku popularności polityki Stanów Zjednoczonych oraz nadchodzącego kryzysu. Paradoksalnie, kryzys oraz niezwykle prawdopodobna konieczność większej integracji regionalnej w Azji, może w pewien sposób „zjednoczyć” wiele krajów tego regionu. Wzrost Chin i Indii w ostatnich latach spowodował, że o wieku XXI już mówi się jako o „wieku Azji”. Ponadto należy brać pod uwagę również fakt, iż świat Zachodu osiągnął niezwykle wysoki poziom rozwoju i standardu życia, niewspółmierny do tego, jaki panuje w większości krajów azjatyckich. Nadszedł najwyższy czas, by wyrównać te niesprawiedliwe różnice. Tym bardziej, że szybki rozwój krajów azjatyckich stanowi pewnego rodzaju nadzieję na dynamiczne wyjście ze światowego, prawdopodobnie dopiero nadchodzącego kryzysu. Zjawiska te, tj. kryzysy mają dużo wspólnego z psychologiczną stroną ludzkości, więc ewentualne przewodnictwo Chin może być uznane jako ideowa oraz mentalna porażka świata Zachodu. Jednak współpraca z demokratyczną Japonią oraz niezwykle szybko rozwijającymi się, oraz również demokratycznymi Indiami mogłaby nieco złagodzić ewentualne negatywne odczucia. Poprawa stosunków japońsko-chińskich powinna nadal postępować, jednak istnieje kilka czynników, które mogą hamować kooperację pomiędzy oboma krajami, np. rywalizacja o surowce naturalne w krajach Afryki oraz duże różnice w samym sposobie funkcjonowania państwa, jego zarządzaniu, prowadzeniu polityki wewnętrznej i zagranicznej. Nadzieja na zwiększenie współpracy pomiędzy oboma krajami może być pokładana przede wszystkim w stosunkach gospodarczych. Gospodarki Chin i Japonii są bowiem komplementarne - Chiny potrzebują japońskiej technologii oraz inwestycji, a Japonia ma nadzieję na eksport swoich towarów do Chin oraz import surowców naturalnych w celu dywersyfikacji źródeł ich pozyskiwania. Różnią się również standardy dotyczące kwestii ochrony środowiska oraz poszanowania praw człowieka. Jednak w kontekście szybkiego wzrostu gospodarczego Chin, nieuniknionych nadchodzących zmian w wielu dziedzinach życia w tym kraju oraz znaczenia udanych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, możliwe jest jeszcze większe „otwarcie Chin na świat” oraz gotowość do współpracy z japońskim sąsiadem bardziej niż do tej pory. Na pewno będzie można obserwować rywalizację o pozycję lidera w regionie, ale także w innych częściach świata, w tym na przykład w Afryce. Należy jednak pamiętać, że Chiny są jeszcze we wczesnej fazie swojego rozwoju i walka z ubóstwem oraz wyrównywanie szans potrwa co najmniej kilkadziesiąt lat. Wiąże się to bowiem z koniecznością wprowadzenia poważnych i długotrwałych reform wewnątrz Chin. Kolejną przeszkodą są wyraźne rozbieżności w interesach obu państw. Chiny wydają się chcieć pokazać światu swą potęgę i wielkość oraz dążą do wzrostu, Japonii natomiast zależy przede wszystkim na utrzymaniu pokoju oraz wysokiego standardu życia swoich obywateli. Ponadto Japonia zdecydowanie opowiada się za demokratyzacją Azji. Jednak również w kwestii demokratyzacji można w przypadku Chin spodziewać się pewnych zmian. Uwolnienie gospodarki przyniosło w tym kraju zadziwiające efekty, możliwa jest zatem w długim okresie zmiana oficjalnej opcji politycznej. Wiązałoby się to z wieloma kwestiami, wymagającymi uporządkowania ze strony władz Chin, m.in. prawami człowieka czy równouprawnieniem, ale wskazałoby to na zupełnie nowy początek w relacjach z całym światem. Stosunki japońsko-chińskie wymagają starań ze strony obu państw i dla obu jest to swoistego rodzaju wyzwanie. Należałoby bowiem wybaczyć sobie nawzajem zbrodnie z przeszłości i spojrzeć razem w przyszłość, ponieważ potencjał, którym dysponują obecnie Chiny (ludność) oraz Japonia (technologia) mógłby zmienić oblicze świata oraz pomóc pozostałym krajom Azji w rozwoju. Azja pozostawała bowiem na uboczu przez długi czas, ponieważ nie była zjednoczona i wystarczająco silna. W tej kwestii dużo zależy od przedstawicieli władz Chin i Japonii. Wygląda na to, że pierwszy krok mają oni chyba już za sobą. Rozważając możliwe zagrożenia na linii Tokio-Pekin należy zwrócić uwagę przede wszystkim na bezwzględną ekspansję Chin oraz postępujący w tym kraju konsumpcjonizm, który wyniszcza naszą planetę. Ponadto ostra polityka wobec Tybetu, Tajwanu oraz mniejszości narodowych tworzą niezbyt pozytywny wizerunek Chin na arenie międzynarodowej. Jednakże jeśli Chiny naprawdę staną się potężne, możliwe będzie tworzenie przez nie nowych standardów (również w kwestii praw człowieka), co mogłoby przynieść niepożądane skutki. Z tego powodu ważne jest utrzymanie poprawnych stosunków z Chinami. Jednocześnie wiadomo, że do rozwoju gospodarczego i wzrostu produkcji potrzebni są partnerzy. W tle tej rywalizacji jest kwestia stosunków rosyjsko-chińskich, które mogą zachwiać regionalną równowagą. Sama Japonia, nie może czuć się bezpiecznie. Przetrzymywanie przez Japonię kapitana chińskiego statku, uwikłanego w kolizję z okrętami japońskimi na Morzu Wschodniochińskim spowodowało, że Pekin odwołał planowane rozmowy z Tokio w sprawie sporu o podmorskie złoża gazu ziemnego. Rzeczniczka chińskiego resortu spraw zagranicznych Jiang Yu zadeklarowała "silne niezadowolenie i zdecydowany protest" wobec kroków prawnych, podjętych wobec kapitana statku rybackiego, który zderzył się z dwoma jednostkami japońskiej straży przybrzeżnej. Incydent ten miał miejsce w rejonie spornego archipelagu niezamieszkałych wysepek, zwanych w języku japońskim Senkaku, a chińskim Diaoyu.
Chiński protest jest bezpośrednią reakcją na przedłużenie przez japoński sąd aresztu chińskiego kapitana o dalsze 10 dni. Także 14 pozostałych członków załogi bylo zatrzymanych.
Pekin domaga się natychmiastowego uwolnienia kapitana i załogi. Jak poinformowała rzeczniczka Jiang, Chiny zawiesiły kolejną, zaplanowaną na połowę września 2010 roku rundę negocjacji z Japonią w sprawie uregulowania sporu o eksploatację podmorskich złóż gazu ziemnego na Morzu Wschodniochińskim.
Rzeczniczka zagroziła także, że "jeśli Japonia będzie nadal postępować w tak bezwzględny sposób, zbierze gorzkie tego owoce" - nie precyzując jednak, na czym miałoby to polegać. Oświadczenie Jiang umieszczono na stronie internetowej MSZ.
Chińskie plany wydobywania gazu spod dna Morza Wschodniochińskiego budzą w Japonii niepokój o ewentualne odpompowywanie zasobów tego surowca z jej własnej morskiej strefy ekonomicznej.
Jest mocno zaangażowana w konflikt z Chinami o Wyspy Senkaku (w połowie drogi pomiędzy Tajwanem i Okinawą, oprócz wartości strategicznej, podobno pod dnem w tym rejonie znajdują się spore zasoby gazu ziemnego), na swoim terytorium ma zlokalizowane amerykańskie bazy wojskowe z bazą VII Floty amerykańskiej w Yokosuce na czele. Rywalizuje gdzie tylko może, o dostęp do złóż ropy naftowej i gazu ziemnego z Chinami. Japonia jest mocno zainteresowana stabilnością krajów grupy ASEAN, gdyż drogami morskimi poprzez cieśniny: Malakka i Singapurską, dostarczane jest blisko 90% surowców energetycznych do tego kraju. Raczej zrobi wiele, aby rejon był niezależny i stabilny. W ostatnim czasie, w Japonii toczą się ożywione dyskusje na temat rozbudowy potencjału militarnego, jako skutecznego narzędzia powstrzymywania Korei Północnej i Chin. Od 2003 roku Japonia wzmacnia swoje siły przeciwrakietowe i przeciwlotnicze, systemami AEGIS i Patriot, wcześniej brała udział w operacjach wsparcia w wojnie z Irakiem i w Afganistanie. Od czasu rządu premiera Koizumiego, powstaje regionalny system tarczy antyrakietowej (wspólnie z USA i Koreą Południową), słychać głosy o próbach stworzenia własnego arsenału nuklearnego. Jednak w dalszym ciągu, nawet pod naporem sugestii z USA (Amerykanie, bardzo by chcieli, aby armia japońska mocno się rozbudowała, gdyż w obliczu zaangażowania USA na Bliskim Wschodzie, ciężar bezpieczeństwa regionu musi przejść na państwa się tam znajdujące), przeznaczany produkt PKB oscyluje poniżej 1%. Wydaje się, że Japonia coraz mocniej będzie kierowała się taktyką odstraszania potencjalnych agresorów w tym celu świadomie rozbuduje w najbliższych latach własne systemy obronne, włącznie z bronią nuklearną (według specjalistów Japonia posiadająca olbrzymie zasoby przetworzonego plutonu, mogłaby wprowadzić plan budowy swego potencjału nuklearnego w rok!).
- rząd Chińskiej Republiki Ludowej jest jedynym reprezentantem Chin i narodu chińskiego na świecie,
- Tajwan jest nieodłączną częścią Chińskiej Republiki Ludowej, traktat pomiędzy Japonią, a Tajwanem jest sprzeczny z prawem i powinien zostać unieważniony.
Rząd japoński zobowiązał się więc do uznania „jednych Chin” pod przewodnictwem ChRL oraz uznania Tajwanu jako integralnej części Chin. Władze Japonii obawiały się, że rząd chiński będzie miał trudności z zaakceptowaniem kontynuacji współpracy pomiędzy Japonią, a Stanami Zjednoczonymi w zakresie bezpieczeństwa, jednak nie było żadnego sprzeciwu ze strony ChRL. Od momentu osiągnięcia porozumienia i wznowienia oficjalnych kontaktów, w czym dostrzec można wiele ustępstw ze strony Japonii (również w kwestii Tajwanu), wymiana handlowa pomiędzy dwoma krajami znacznie się zwiększyła - w 2007 r. osiągnęła 236,6 mld USD. Negocjacje dotyczące chińsko-japońskiego traktatu o przyjaźni rozpoczęły się jeszcze w 1974 r., jednak w 1975 r. zostały zawieszone ze względu na kwestię ewentualnego zawarcia w traktacie klauzuli o antyhegemonii, wycelowanej ówcześnie w ZSRR. Japonia nie chciała angażować się w konfrontację ChRL i ZSRR i nie zdołała osiągnąć kompromisu w tej sprawie. Dopiero zmiany polityczne, jakie nastąpiły w Chinach po śmierci Mao Zedonga w 1976 r. stworzyły możliwości współpracy. Nowe władze ChRL rozumiały potrzebę modernizacji chińskiej gospodarki i tym razem były zainteresowane współpracą z Japonią, której inwestycje miałyby kluczowe znaczenie. Również zmiana stanowiska opinii publicznej, która była w stanie zignorować protesty i ostrzeżenia ze strony ZSRR oraz zaakceptować zapis o antyhegemonii jako uniwersalną zasadę międzynarodową, przyczyniła się do pomyślnego zakończenia negocjacji traktatu. Ostatecznie podpisano go 12 kwietnia 1978 r., a w życie wszedł 23 października 1978 r. Również w 1978 r. podpisano porozumienie, które zakładało, że wymiana handlowa pomiędzy ChRL, a Japonią wzrośnie do 20 mld USD do 1985 r. (w zamian za japońską technologię, materiały konstrukcyjne oraz części maszyn, ChRL oferowałaby węgiel i ropę naftową). Ten długoterminowy plan nie został zrealizowany ze względu na konieczność zmiany priorytetów rozwoju ze strony ChRL, jednak pokazał bardzo ambitne plany współpracy gospodarczej. W ostatnich latach wiele się dzieje na linii Tokio-Pekin i jest to niewątpliwie dobry znak. Pomimo niezwykle trudnych kwestii historycznych, od października 2006 roku oraz wizyty premiera Abe w Pekinie widoczne są pierwsze oznaki poprawy stosunków pomiędzy oboma krajami. Ponadto w maju 2008 r. prezydent ChRL Hu Jintao przyjechał z oficjalną wizytą do Japonii. Należy dodać, że przedstawiciele władz ChRL nie przyjeżdżali z wizytą do Japonii od ponad 10 lat. Podczas swojej wizyty prezydent Hu Jintao wezwał do zwiększonej współpracy pomiędzy obydwoma krajami. We wspólnym oświadczeniu Hu Jintao i premiera Yasuo Fukudy można było usłyszeć, że obydwa narody - chiński i japoński, ponoszą odpowiedzialność za pokój na świecie i rozwój w XXI w. Można stwierdzić, że powyżej opisane wizyty i starania to jedynie kurtuazja, jednak stanowią one niewątpliwy dowód na to, że nadchodzą duże zmiany w relacjach pomiędzy Japonią i Chinami. Należy brać pod uwagę możliwość zacieśnienia współpracy w dobie spadku popularności polityki Stanów Zjednoczonych oraz nadchodzącego kryzysu. Paradoksalnie, kryzys oraz niezwykle prawdopodobna konieczność większej integracji regionalnej w Azji, może w pewien sposób „zjednoczyć” wiele krajów tego regionu. Wzrost Chin i Indii w ostatnich latach spowodował, że o wieku XXI już mówi się jako o „wieku Azji”. Ponadto należy brać pod uwagę również fakt, iż świat Zachodu osiągnął niezwykle wysoki poziom rozwoju i standardu życia, niewspółmierny do tego, jaki panuje w większości krajów azjatyckich. Nadszedł najwyższy czas, by wyrównać te niesprawiedliwe różnice. Tym bardziej, że szybki rozwój krajów azjatyckich stanowi pewnego rodzaju nadzieję na dynamiczne wyjście ze światowego, prawdopodobnie dopiero nadchodzącego kryzysu. Zjawiska te, tj. kryzysy mają dużo wspólnego z psychologiczną stroną ludzkości, więc ewentualne przewodnictwo Chin może być uznane jako ideowa oraz mentalna porażka świata Zachodu. Jednak współpraca z demokratyczną Japonią oraz niezwykle szybko rozwijającymi się, oraz również demokratycznymi Indiami mogłaby nieco złagodzić ewentualne negatywne odczucia. Poprawa stosunków japońsko-chińskich powinna nadal postępować, jednak istnieje kilka czynników, które mogą hamować kooperację pomiędzy oboma krajami, np. rywalizacja o surowce naturalne w krajach Afryki oraz duże różnice w samym sposobie funkcjonowania państwa, jego zarządzaniu, prowadzeniu polityki wewnętrznej i zagranicznej. Nadzieja na zwiększenie współpracy pomiędzy oboma krajami może być pokładana przede wszystkim w stosunkach gospodarczych. Gospodarki Chin i Japonii są bowiem komplementarne - Chiny potrzebują japońskiej technologii oraz inwestycji, a Japonia ma nadzieję na eksport swoich towarów do Chin oraz import surowców naturalnych w celu dywersyfikacji źródeł ich pozyskiwania. Różnią się również standardy dotyczące kwestii ochrony środowiska oraz poszanowania praw człowieka. Jednak w kontekście szybkiego wzrostu gospodarczego Chin, nieuniknionych nadchodzących zmian w wielu dziedzinach życia w tym kraju oraz znaczenia udanych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, możliwe jest jeszcze większe „otwarcie Chin na świat” oraz gotowość do współpracy z japońskim sąsiadem bardziej niż do tej pory. Na pewno będzie można obserwować rywalizację o pozycję lidera w regionie, ale także w innych częściach świata, w tym na przykład w Afryce. Należy jednak pamiętać, że Chiny są jeszcze we wczesnej fazie swojego rozwoju i walka z ubóstwem oraz wyrównywanie szans potrwa co najmniej kilkadziesiąt lat. Wiąże się to bowiem z koniecznością wprowadzenia poważnych i długotrwałych reform wewnątrz Chin. Kolejną przeszkodą są wyraźne rozbieżności w interesach obu państw. Chiny wydają się chcieć pokazać światu swą potęgę i wielkość oraz dążą do wzrostu, Japonii natomiast zależy przede wszystkim na utrzymaniu pokoju oraz wysokiego standardu życia swoich obywateli. Ponadto Japonia zdecydowanie opowiada się za demokratyzacją Azji. Jednak również w kwestii demokratyzacji można w przypadku Chin spodziewać się pewnych zmian. Uwolnienie gospodarki przyniosło w tym kraju zadziwiające efekty, możliwa jest zatem w długim okresie zmiana oficjalnej opcji politycznej. Wiązałoby się to z wieloma kwestiami, wymagającymi uporządkowania ze strony władz Chin, m.in. prawami człowieka czy równouprawnieniem, ale wskazałoby to na zupełnie nowy początek w relacjach z całym światem. Stosunki japońsko-chińskie wymagają starań ze strony obu państw i dla obu jest to swoistego rodzaju wyzwanie. Należałoby bowiem wybaczyć sobie nawzajem zbrodnie z przeszłości i spojrzeć razem w przyszłość, ponieważ potencjał, którym dysponują obecnie Chiny (ludność) oraz Japonia (technologia) mógłby zmienić oblicze świata oraz pomóc pozostałym krajom Azji w rozwoju. Azja pozostawała bowiem na uboczu przez długi czas, ponieważ nie była zjednoczona i wystarczająco silna. W tej kwestii dużo zależy od przedstawicieli władz Chin i Japonii. Wygląda na to, że pierwszy krok mają oni chyba już za sobą. Rozważając możliwe zagrożenia na linii Tokio-Pekin należy zwrócić uwagę przede wszystkim na bezwzględną ekspansję Chin oraz postępujący w tym kraju konsumpcjonizm, który wyniszcza naszą planetę. Ponadto ostra polityka wobec Tybetu, Tajwanu oraz mniejszości narodowych tworzą niezbyt pozytywny wizerunek Chin na arenie międzynarodowej. Jednakże jeśli Chiny naprawdę staną się potężne, możliwe będzie tworzenie przez nie nowych standardów (również w kwestii praw człowieka), co mogłoby przynieść niepożądane skutki. Z tego powodu ważne jest utrzymanie poprawnych stosunków z Chinami. Jednocześnie wiadomo, że do rozwoju gospodarczego i wzrostu produkcji potrzebni są partnerzy. W tle tej rywalizacji jest kwestia stosunków rosyjsko-chińskich, które mogą zachwiać regionalną równowagą. Sama Japonia, nie może czuć się bezpiecznie. Przetrzymywanie przez Japonię kapitana chińskiego statku, uwikłanego w kolizję z okrętami japońskimi na Morzu Wschodniochińskim spowodowało, że Pekin odwołał planowane rozmowy z Tokio w sprawie sporu o podmorskie złoża gazu ziemnego. Rzeczniczka chińskiego resortu spraw zagranicznych Jiang Yu zadeklarowała "silne niezadowolenie i zdecydowany protest" wobec kroków prawnych, podjętych wobec kapitana statku rybackiego, który zderzył się z dwoma jednostkami japońskiej straży przybrzeżnej. Incydent ten miał miejsce w rejonie spornego archipelagu niezamieszkałych wysepek, zwanych w języku japońskim Senkaku, a chińskim Diaoyu.
Chiński protest jest bezpośrednią reakcją na przedłużenie przez japoński sąd aresztu chińskiego kapitana o dalsze 10 dni. Także 14 pozostałych członków załogi bylo zatrzymanych.
Pekin domaga się natychmiastowego uwolnienia kapitana i załogi. Jak poinformowała rzeczniczka Jiang, Chiny zawiesiły kolejną, zaplanowaną na połowę września 2010 roku rundę negocjacji z Japonią w sprawie uregulowania sporu o eksploatację podmorskich złóż gazu ziemnego na Morzu Wschodniochińskim.
Rzeczniczka zagroziła także, że "jeśli Japonia będzie nadal postępować w tak bezwzględny sposób, zbierze gorzkie tego owoce" - nie precyzując jednak, na czym miałoby to polegać. Oświadczenie Jiang umieszczono na stronie internetowej MSZ.
Chińskie plany wydobywania gazu spod dna Morza Wschodniochińskiego budzą w Japonii niepokój o ewentualne odpompowywanie zasobów tego surowca z jej własnej morskiej strefy ekonomicznej.
Jest mocno zaangażowana w konflikt z Chinami o Wyspy Senkaku (w połowie drogi pomiędzy Tajwanem i Okinawą, oprócz wartości strategicznej, podobno pod dnem w tym rejonie znajdują się spore zasoby gazu ziemnego), na swoim terytorium ma zlokalizowane amerykańskie bazy wojskowe z bazą VII Floty amerykańskiej w Yokosuce na czele. Rywalizuje gdzie tylko może, o dostęp do złóż ropy naftowej i gazu ziemnego z Chinami. Japonia jest mocno zainteresowana stabilnością krajów grupy ASEAN, gdyż drogami morskimi poprzez cieśniny: Malakka i Singapurską, dostarczane jest blisko 90% surowców energetycznych do tego kraju. Raczej zrobi wiele, aby rejon był niezależny i stabilny. W ostatnim czasie, w Japonii toczą się ożywione dyskusje na temat rozbudowy potencjału militarnego, jako skutecznego narzędzia powstrzymywania Korei Północnej i Chin. Od 2003 roku Japonia wzmacnia swoje siły przeciwrakietowe i przeciwlotnicze, systemami AEGIS i Patriot, wcześniej brała udział w operacjach wsparcia w wojnie z Irakiem i w Afganistanie. Od czasu rządu premiera Koizumiego, powstaje regionalny system tarczy antyrakietowej (wspólnie z USA i Koreą Południową), słychać głosy o próbach stworzenia własnego arsenału nuklearnego. Jednak w dalszym ciągu, nawet pod naporem sugestii z USA (Amerykanie, bardzo by chcieli, aby armia japońska mocno się rozbudowała, gdyż w obliczu zaangażowania USA na Bliskim Wschodzie, ciężar bezpieczeństwa regionu musi przejść na państwa się tam znajdujące), przeznaczany produkt PKB oscyluje poniżej 1%. Wydaje się, że Japonia coraz mocniej będzie kierowała się taktyką odstraszania potencjalnych agresorów w tym celu świadomie rozbuduje w najbliższych latach własne systemy obronne, włącznie z bronią nuklearną (według specjalistów Japonia posiadająca olbrzymie zasoby przetworzonego plutonu, mogłaby wprowadzić plan budowy swego potencjału nuklearnego w rok!).
Stosunki państw ASEAN i ich wpływ na politykę ChRL.
Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ang. Association of South East Asian Nations) założone w 1967 roku na podstawie Deklaracji z Bangkoku w celu obrony swoich interesów politycznych i gospodarczych, przez Filipiny, Indonezję, Malezję, Singapur, Tajlandię Brunei, Wietnam, Laos i Birmę (w różnych okresach te państwa przystępowały do tej organizacji). Główymi celami organizacji to:
- Przyśpieszanie wzrostu ekonomicznego, rozwoju socjalnego i kulturalnego w regionie: fundacja ma budować pokojową i dobrze współpracującą wspólnotę narodów południowo -azjatyckich.
- Promowanie regionalnego pokoju i stabilizacji poprzez trwałe respektowanie sprawiedliwości i reguł prawa w stosunkach między krajami w regionie i dochowywanie zasad Karty Narodów Zjednoczonych.
Sposobami osiągnięcia tych celów miało być m.in. przyspieszenie rozwoju gospodarczego, promowanie aktywnej współpracy i wzajemnej pomocy w dziedzinie ekonomicznej, kulturowej i społecznej. Ważnym czynnikiem przyspieszającym proces integracji była kwestia rozprzestrzeniającego się w Azji Południowo-Wschodniej komunizmu. Państwa-założyciele chciały bronić się przed jego wpływami, a integracja ułatwiłaby komunikację i unikanie ewentualnych kryzysów w regionie. Stowarzyszenie się w znacznym stopniu uniezależniłoby też państwa Azji Południowo-Wschodniej od rynków dawnych państw kolonialnych, jak Francji, Wielkiej Brytanii czy Portugalii. Także rosnące znaczenie ekonomiczne Japonii i obawa, iż może powrócić ona do historycznej mocarstwowości, były elementem akcelerującym integrację. To oficjalnie, nieoficjalnie mówi się, że ASEAN, od lat 90-tych, próbuje przeciwstawiać się dominacji chińskiej w regionie, a mając w ręku potężny atut jakim są: cieśnina Malakka i cieśnina Singapurska, główna droga dostarczania do Chin, Japonii i Korei Południowej surowców energetycznych z Iranu i Afryki, stara się lawirować pomiędzy wielkimi tego świata, i czerpać z tego jak największe korzyści, m.in. zapewnienie sobie bezpieczeństwa. W skład ASEAN wchodzi tylko 10 państw, jednak liczba ludności i zasięg terytorialny są zbliżone z UE i wynoszą 583 mln ludności na terenie 4,4 mln km2 . W przypadku ASEAN PKB w 2008 roku wyniosło 1 506 mld USD(1/10 UE), a średnie PKB per capita 2 580 USD. Warto zwrócić uwagę na różnice rozwojowe pomiędzy poszczególnymi krajami. Dysproporcja PKB bezwzględnego pomiędzy najbogatszym i najbiedniejszym krajem w ASEAN jest 96-krotna. PKB najbiedniejszego kraju ASEAN, Laosu, 5,3 mld USD. Jeżeli chodzi o element ekonomiczny, przez pierwsze 25 lat swojej działalności ASEAN nie stworzył skutecznych mechanizmów, skupiając się raczej na utrzymaniu rozwoju współpracy politycznej ASEAN, jak np. Układ o Przyjaźni i Współpracy w Azji Południowo-Wschodniej (Treaty of Amity and Cooperation in Southeast Asia) z 1976 r. W 1992 r. na Szczycie w Singapurze została podjęta decyzja o utworzeniu w ciągu 15 lat strefy wolnego handlu (ASEAN Free Trade Area - AFTA). Z powodu kryzysu finansowego w 1997 r. okres ten został skrócony i w dniu 1 stycznia 2003 r. Malezja, Indonezja, Filipiny, Singapur i Tajlandia utworzyły ostatecznie strefę wolnego handlu, której dalszy rozwój został potwierdzony przez Kartę ASEAN w 2005 r. Rozwój ekonomiczny ostatnich lat, pomimo kryzysu finansowego z 1997 r. czy pewnych konfliktów wewnętrznych, osiągnięty przez niektóre z państw Azji Południowo-Wschodniej, powinien być raczej przypisywany w całości pojedynczym zmianom jakie zaszły w tym regionie od początku 1970 r., niż samemu ugrupowaniu. Rozwojowi sprzyjała zmiana orientacji krajów z systemów zamkniętych na otwarte, ukierunkowane na eksport i wspierane przez inwestujący kapitał zagraniczny.Rozszerzenie ASEAN dokonywało się zaś nie na podstawie ekonomicznej, ile bardziej politycznej czy geograficznej. Przyjęcie Wietnamu w 1995 r. miało wymowę symboliczną - komunistyczny kraj znalazł się w strukturach organizacji krajów niepodległych, od 30 lat zrzeszony w celu ochrony przed komunizmem. Rosnące wpływy Chin - militarne i polityczne - wpłynęły na członkowsko Myanmaru/Birmy (junta wojskowa) oraz Laosu. W 1999 r. do ASEAN dołączyła Kambodża. Dalsze rozszerzenie ugrupowania jest możliwe, a decydującym wymogiem przyjęcia nowego państwa jest położenie geograficzne zainteresowanego kraju. W Karcie ASEAN nie ma zapisów dotyczących wymogów ekonomicznych, a jedynie uznanie kandydata przez kraje ASEAN, zgoda na warunki zawarte w Karcie ASEAN oraz możliwość i chęć wypełniania zobowiązań wynikających z członkostwa. Przedstawiciele państw działają w imieniu ich rządów, nie występuje tutaj obywatelstwo asean-owskie czy karta praw i obowiązków obywatelskich. Struktura organizacyjna ASEAN cechuje się małą elastycznością i silnym uwarunkowaniem narodowym. Organy międzyrządowe wyposażone są w ograniczoną władzę, nie posiadają bowiem jakichkolwiek kompetencji oddanych im przez państwa członkowskie. Stowarzyszenie od początku swojego istnienia stanowi bardziej platformę konsultacji dla krajów, niż organ decydujący o wspólnej polityce. Fakt, iż kraje tworzące ASEAN to częściowo byłe kolonie (z wyjątkiem Tajlandii), długo pozostające bez własnej państwowości, skutkuje tym, iż raczej niechętnie zgodziłby się one na oddanie części swoich uprawnień organizacji ponadnarodowej. Struktura funkcjonalna ASEAN jest zdecydowanie prosta. W 2008 r. Karta ASEAN zreformowała częściowo instytucje Stowarzyszenia, jednak nie ustanowiła żadnego nowego ciała decyzyjnego. Nadal pozostaje nim ASEAN Summit - Szczyt ASEAN, w skład którego wchodzą głowy państw i szefowie rządów krajów członkowskich, choć warto zwrócić uwagę na rozbudowanie struktury instytucjonalnej ASEAN. Karta wymienia tutaj, obok Szczytu, Radę Koordynującą ASEAN, Radę Wspólnoty ASEAN, Sekretariat Generalny ASEAN z Sekretarzem Generalnym, Komitet Stałych Przedstawicieli w Dżakarcie, Sekretariaty Narodowe, Ciało do Spraw Ochrony Praw Człowieka (ASEAN Human Rights Body) oraz Fundacja ASEAN, wspomagająca działania Sekretariatu Generalnego. Struktura ta jest pionowa z dołu do góry, co oznacza, że to państwa, poprzez konsultacje i kooperację, wpływają na pracę organu ponadnarodowego. ASEAN jako federacja narodów ma ograniczoną legitymizację, zajmuje się sprawami wspólnymi dla wszystkich członków, jednak nie występują tu instytucje wspólnotowe w znaczeniu europejskim (np. Europejski Trybunał Obrachunkowy czy Komitet Ekonomiczno-Społeczny) czy wspólnotowe ciało pełniące funkcję egzekutywy. Zapadające tutaj decyzje muszą być przyjęte jednogłośnie, za zgodą wszystkich członków, inaczej żadne akcje nie są podejmowane. Tylko w wyjątkowych sytuacjach Szczyt ASEAN może jednorazowo zmienić zasadę podejmowania decyzji. W przeciwieństwie do UE nie ma też żadnego organu, który mógłby narzucić któremuś z krajów dane działania. Poczynione zostały pewne próby tworzenia poczucia identyfikacji obywateli z organizacją jako strukturą ponadnarodową, na co wpływać mają wspólna flaga i hymn, a także własne hasło ASEAN - One Vision, One Identity, One Community. W grudniu 2005 r. odbył się XI Szczyt ASEAN, na którym podjęto decyzję o utworzeniu Karty ASEAN (Charter of the Association of SouthEast Asian Nations), swoistej konstytucji Stowarzyszenia. Ostateczne podpisanie Karty miało miejsce 20 listopada 2007 r. podczas XIII Szczytu ASEAN w Singapurze. Dokument wszedł w życie 1 stycznia 2009 r. Karta tworzy fundamenty do dalszej, pogłębionej integracji ASEAN w strukturę bardziej zwartą i opartą na instrumentach prawnych jednym z jej przesłanek jest nadanie stowarzyszeniu osobowości prawej. W jej założeniach leży przekształcenie Stowarzyszenia w organizację opartą na trzech filarach: wspólnocie ekonomicznej, wspólnocie polityki i bezpieczeństwa oraz wspólnocie społeczno-kulturalnej. W tym celu dokonana została także, wspomniana wcześniej, reforma instytucjonalna. Docelowym terminem ukończenia tego etapu jest rok 2015. Celem karty jest także ostateczne zakończenie procesu tworzenia wspólnego rynku, ze swobodnym przepływem towarów, usług i inwestycji oraz zwiększeniem ułatwień w odniesieniu do swobodnego przemieszczania się przedsiębiorców, inwestorów i siły roboczej. Pogłębiona integracja obejmuje także elementy polityczne - zakłada określenie wspólnych praw i obowiązków krajów członkowskich, a także określa podstawowe kierunki w stosunkach z partnerami spoza Stowarzyszenia. Ciągle jednak zachowana pozostaje formuła wzajemnej nieingerencji krajów członkowskich w ich sprawy wewnętrzne. Obok tego zakłada się działania w granicach prawa oraz poszanowanie zasad demokracji. Karta tworzy także ponadnarodowe ciało ochrony praw człowieka (ASEAN Human Rights Body - AHRB). Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż ciało to - dopiero co utworzone - już wzbudza dużo kontrowersji. Zarzuca się iż AHRB ma małą władzę kompetencyjną, a fakt iż Birma/Myanmar, Kambodża, Laos i Wietnam nie chcą brać udziału w pracach tego ciała, dodatkowo osłabia jego pozycję. W przypadku ASEAN nie ma w ogóle propozycji tworzenia takich stanowisk - podział na trzy filary i utworzenie odpowiedzialnej Rady Wspólnoty ma charakter konsultacyjno-kooperacyjny. Karta ASEAN nadała Stowarzyszeniu osobowość prawną jako organizacji międzyrządowej, zachowując jednak swobodę działań państw członkowskich w stosunkach z krajami spoza ASEAN, o ile działania te pokrywać się będą z ogólną polityką organizacji i jej dobrem. Owszem, kraje członkowskie będą obowiązywały pewne ramy prawne i polityczne, ustalone na szczytach, ale Stowarzyszenie określać będzie stanowisko ugrupowania na arenie międzynarodowej ramowo. W przypadku ASEAN element ten ciągle nie stanowi priorytetu i jest raczej pomijany. Dokument programowy pt. Wizja ASEAN na 2020 (ASEAN Vision 2020), pomimo iż podpisany w 1997 r., nadaje ton dalszej integracji. Zakłada on, iż do 2020 r. region stanie się sferą pokoju, wolności i neutralności, Dopiero Karta ASEAN stworzyła elementarne podstawy integracji politycznej. Jeżeli chodzi o kraje azjatyckie użyły one elementu gospodarczego jako drogi do integracji społeczno - kulturowej, uznając gospodarkę za środek, a nie cel na ustanowienie regionu Azji Południowo-Wschodniej sferą pokoju i neutralności. Decyzja o utworzeniu sfery wolnego handlu z pewnością silniej powiązała gospodarki azjatyckie, ale działania te ciągle ograniczają się tylko w sferze ekonomicznej. Pomimo iż Karta ASEAN w swoich założeniach jest bardzo ambitnym i innowacyjnym dokumentem, to jej założenia pozostają raczej w sferze życzeń. Karta ASEAN, mająca stanowić konstytucje ASEAN, pomimo innowacyjności i wprowadzonych zmian stanowi dokument zdecydowanie teoretyczny, którego praktyka jest wątpliwa. ASEAN podejmuje próby zreformowania, ale ciągle mamy do czynienia ze zbyt silną niechęcią państw do zbyt pogłębionej integracji. Proces integracji azjatyckiej, pomimo kolejnych dokumentów i deklaracji, pogłębiany jest jedynie w sferze ekonomicznej, pozostawiając kwestie polityczne na uboczu. Można powiedzieć, iż ASEAN wykorzystuje pewne wzorce europejskie, dostosowując je jednak do uwarunkowań regionalnych, tym samym tworząc z nich nową jakość. Od lat 80-tych, podjęła szereg działań na gruncie gospodarczym i politycznym, aby budować dobre relacje z konkurentami Chin w regionie, a więc Japonią, Australią i Nową Zelandią. Chiny jednak nie pozostają w tyle z działaniami. Ostatnią koncepcją wprowadzaną powoli w życie jest tzw. CAFTA czyli Chińska – ASEAN strefa wolnego handlu. Relacje ChRL z ASEAN od 1996 r. przybrały postać corocznych szczytów (w tak zwanej formule 10+1). Chiny bacznie obserwują te procesy i umiejetnie gospodarczo przenikają w ich struktury, czego dowodem jest fakt powołania 01.01.2010 r oficjalnej strefy wolnego handlu między ChRL, a państwami ASEAN. To największa strefa wolnego handlu na świecie pod względem liczby zamieszkującej ją ludności, natomiast ekonomicznie zajmuje trzecie miejsce na świecie po UE i NAFTA. Chiny i 10 państw Azji Południowo-Wschodniej należących do ASEAN zamieszkuje w sumie miliard 900 milionów ludzi, a ich łączny PKB ma wartość prawie 6 bilionów dolarów. Ponad 90 procent towarów w handlu między Chinami a Brunei, Filipinami, Indonezją, Malezją, Tajlandią i Singapurem będzie zwolnione z opłat celnych. Średnia stawka celna na import z tych państw do Chin spadnie z 9,8 procent - do zaledwie 0,1 procent, a na chiński eksport do nich z 12, procent do 0,6 procent.W roku 2015 podobne reguły wejdą w życie w obrotach między Chinami, a pozostałymi czterema członkami ASEAN, czyli Wietnamem, Laosem, Kambodżą i Birmą. Współpraca Pekinu z Azją Południowo-Wschodnią staje się coraz ściślejsza. Chiny regularnie uczestniczą w spotkaniach przywódców ASEAN w ramach mechanizmu ASEAN + 3, obejmującego również Japonię i Koreę Południową. Rozwija się także współpraca gospodarcza i walutowa. W maju 2009 roku członkowie ASEAN + 3 utworzyli fundusz z kapitałem 120 miliardów dolarów, który ma stanowić azjatycką alternatywę dla MFW i wspierać państwa Azji Południowo-Wschodniej przeżywające trudności ekonomiczne. Wymiana handlowa między Chinami, a ASEAN w 2008 roku wyniosła 192 miliardy dolarów, podczas gdy w 2003 roku było to tylko 59 miliardów. Strefa wolnego handlu zlikwiduje cła na ponad 90% produktów, a do 2015 roku niemal wszystkie cła mają być zniesione. W ostatnich latach, Chiny prześcignęły USA i są trzecim partnerem handlowym ASEAN, po Japonii i UE. To skłoniło również Japonię do przedstawienia swojej propozycji. USA również nie próżnują podpisując umowę z krajami ASEAN, którą określają wstępem do porozumienia o wolnym handlu. Wydaje się, że ASEAN nie będzie graczem aktywnym w walce o dominującą pozycję w Azji. Stanowi raczej, przedmiot działań Chin, USA, Japonii i Indii, które chcą przeciągnąć tą organizację na swoją stronę. USA raczej w tej dziedzinie współpracują z Japonią. To może wróżyć pewne szanse na zatrzymanie ekspansji chińskiej. Tym bardziej, że Chiny z wieloma krajami ASEAN mają sprawy konfliktowe, co do kilku terytoriów spornych, m.in. wyspy Spratly, wyspy Paracelskie.
- Przyśpieszanie wzrostu ekonomicznego, rozwoju socjalnego i kulturalnego w regionie: fundacja ma budować pokojową i dobrze współpracującą wspólnotę narodów południowo -azjatyckich.
- Promowanie regionalnego pokoju i stabilizacji poprzez trwałe respektowanie sprawiedliwości i reguł prawa w stosunkach między krajami w regionie i dochowywanie zasad Karty Narodów Zjednoczonych.
Sposobami osiągnięcia tych celów miało być m.in. przyspieszenie rozwoju gospodarczego, promowanie aktywnej współpracy i wzajemnej pomocy w dziedzinie ekonomicznej, kulturowej i społecznej. Ważnym czynnikiem przyspieszającym proces integracji była kwestia rozprzestrzeniającego się w Azji Południowo-Wschodniej komunizmu. Państwa-założyciele chciały bronić się przed jego wpływami, a integracja ułatwiłaby komunikację i unikanie ewentualnych kryzysów w regionie. Stowarzyszenie się w znacznym stopniu uniezależniłoby też państwa Azji Południowo-Wschodniej od rynków dawnych państw kolonialnych, jak Francji, Wielkiej Brytanii czy Portugalii. Także rosnące znaczenie ekonomiczne Japonii i obawa, iż może powrócić ona do historycznej mocarstwowości, były elementem akcelerującym integrację. To oficjalnie, nieoficjalnie mówi się, że ASEAN, od lat 90-tych, próbuje przeciwstawiać się dominacji chińskiej w regionie, a mając w ręku potężny atut jakim są: cieśnina Malakka i cieśnina Singapurska, główna droga dostarczania do Chin, Japonii i Korei Południowej surowców energetycznych z Iranu i Afryki, stara się lawirować pomiędzy wielkimi tego świata, i czerpać z tego jak największe korzyści, m.in. zapewnienie sobie bezpieczeństwa. W skład ASEAN wchodzi tylko 10 państw, jednak liczba ludności i zasięg terytorialny są zbliżone z UE i wynoszą 583 mln ludności na terenie 4,4 mln km2 . W przypadku ASEAN PKB w 2008 roku wyniosło 1 506 mld USD(1/10 UE), a średnie PKB per capita 2 580 USD. Warto zwrócić uwagę na różnice rozwojowe pomiędzy poszczególnymi krajami. Dysproporcja PKB bezwzględnego pomiędzy najbogatszym i najbiedniejszym krajem w ASEAN jest 96-krotna. PKB najbiedniejszego kraju ASEAN, Laosu, 5,3 mld USD. Jeżeli chodzi o element ekonomiczny, przez pierwsze 25 lat swojej działalności ASEAN nie stworzył skutecznych mechanizmów, skupiając się raczej na utrzymaniu rozwoju współpracy politycznej ASEAN, jak np. Układ o Przyjaźni i Współpracy w Azji Południowo-Wschodniej (Treaty of Amity and Cooperation in Southeast Asia) z 1976 r. W 1992 r. na Szczycie w Singapurze została podjęta decyzja o utworzeniu w ciągu 15 lat strefy wolnego handlu (ASEAN Free Trade Area - AFTA). Z powodu kryzysu finansowego w 1997 r. okres ten został skrócony i w dniu 1 stycznia 2003 r. Malezja, Indonezja, Filipiny, Singapur i Tajlandia utworzyły ostatecznie strefę wolnego handlu, której dalszy rozwój został potwierdzony przez Kartę ASEAN w 2005 r. Rozwój ekonomiczny ostatnich lat, pomimo kryzysu finansowego z 1997 r. czy pewnych konfliktów wewnętrznych, osiągnięty przez niektóre z państw Azji Południowo-Wschodniej, powinien być raczej przypisywany w całości pojedynczym zmianom jakie zaszły w tym regionie od początku 1970 r., niż samemu ugrupowaniu. Rozwojowi sprzyjała zmiana orientacji krajów z systemów zamkniętych na otwarte, ukierunkowane na eksport i wspierane przez inwestujący kapitał zagraniczny.Rozszerzenie ASEAN dokonywało się zaś nie na podstawie ekonomicznej, ile bardziej politycznej czy geograficznej. Przyjęcie Wietnamu w 1995 r. miało wymowę symboliczną - komunistyczny kraj znalazł się w strukturach organizacji krajów niepodległych, od 30 lat zrzeszony w celu ochrony przed komunizmem. Rosnące wpływy Chin - militarne i polityczne - wpłynęły na członkowsko Myanmaru/Birmy (junta wojskowa) oraz Laosu. W 1999 r. do ASEAN dołączyła Kambodża. Dalsze rozszerzenie ugrupowania jest możliwe, a decydującym wymogiem przyjęcia nowego państwa jest położenie geograficzne zainteresowanego kraju. W Karcie ASEAN nie ma zapisów dotyczących wymogów ekonomicznych, a jedynie uznanie kandydata przez kraje ASEAN, zgoda na warunki zawarte w Karcie ASEAN oraz możliwość i chęć wypełniania zobowiązań wynikających z członkostwa. Przedstawiciele państw działają w imieniu ich rządów, nie występuje tutaj obywatelstwo asean-owskie czy karta praw i obowiązków obywatelskich. Struktura organizacyjna ASEAN cechuje się małą elastycznością i silnym uwarunkowaniem narodowym. Organy międzyrządowe wyposażone są w ograniczoną władzę, nie posiadają bowiem jakichkolwiek kompetencji oddanych im przez państwa członkowskie. Stowarzyszenie od początku swojego istnienia stanowi bardziej platformę konsultacji dla krajów, niż organ decydujący o wspólnej polityce. Fakt, iż kraje tworzące ASEAN to częściowo byłe kolonie (z wyjątkiem Tajlandii), długo pozostające bez własnej państwowości, skutkuje tym, iż raczej niechętnie zgodziłby się one na oddanie części swoich uprawnień organizacji ponadnarodowej. Struktura funkcjonalna ASEAN jest zdecydowanie prosta. W 2008 r. Karta ASEAN zreformowała częściowo instytucje Stowarzyszenia, jednak nie ustanowiła żadnego nowego ciała decyzyjnego. Nadal pozostaje nim ASEAN Summit - Szczyt ASEAN, w skład którego wchodzą głowy państw i szefowie rządów krajów członkowskich, choć warto zwrócić uwagę na rozbudowanie struktury instytucjonalnej ASEAN. Karta wymienia tutaj, obok Szczytu, Radę Koordynującą ASEAN, Radę Wspólnoty ASEAN, Sekretariat Generalny ASEAN z Sekretarzem Generalnym, Komitet Stałych Przedstawicieli w Dżakarcie, Sekretariaty Narodowe, Ciało do Spraw Ochrony Praw Człowieka (ASEAN Human Rights Body) oraz Fundacja ASEAN, wspomagająca działania Sekretariatu Generalnego. Struktura ta jest pionowa z dołu do góry, co oznacza, że to państwa, poprzez konsultacje i kooperację, wpływają na pracę organu ponadnarodowego. ASEAN jako federacja narodów ma ograniczoną legitymizację, zajmuje się sprawami wspólnymi dla wszystkich członków, jednak nie występują tu instytucje wspólnotowe w znaczeniu europejskim (np. Europejski Trybunał Obrachunkowy czy Komitet Ekonomiczno-Społeczny) czy wspólnotowe ciało pełniące funkcję egzekutywy. Zapadające tutaj decyzje muszą być przyjęte jednogłośnie, za zgodą wszystkich członków, inaczej żadne akcje nie są podejmowane. Tylko w wyjątkowych sytuacjach Szczyt ASEAN może jednorazowo zmienić zasadę podejmowania decyzji. W przeciwieństwie do UE nie ma też żadnego organu, który mógłby narzucić któremuś z krajów dane działania. Poczynione zostały pewne próby tworzenia poczucia identyfikacji obywateli z organizacją jako strukturą ponadnarodową, na co wpływać mają wspólna flaga i hymn, a także własne hasło ASEAN - One Vision, One Identity, One Community. W grudniu 2005 r. odbył się XI Szczyt ASEAN, na którym podjęto decyzję o utworzeniu Karty ASEAN (Charter of the Association of SouthEast Asian Nations), swoistej konstytucji Stowarzyszenia. Ostateczne podpisanie Karty miało miejsce 20 listopada 2007 r. podczas XIII Szczytu ASEAN w Singapurze. Dokument wszedł w życie 1 stycznia 2009 r. Karta tworzy fundamenty do dalszej, pogłębionej integracji ASEAN w strukturę bardziej zwartą i opartą na instrumentach prawnych jednym z jej przesłanek jest nadanie stowarzyszeniu osobowości prawej. W jej założeniach leży przekształcenie Stowarzyszenia w organizację opartą na trzech filarach: wspólnocie ekonomicznej, wspólnocie polityki i bezpieczeństwa oraz wspólnocie społeczno-kulturalnej. W tym celu dokonana została także, wspomniana wcześniej, reforma instytucjonalna. Docelowym terminem ukończenia tego etapu jest rok 2015. Celem karty jest także ostateczne zakończenie procesu tworzenia wspólnego rynku, ze swobodnym przepływem towarów, usług i inwestycji oraz zwiększeniem ułatwień w odniesieniu do swobodnego przemieszczania się przedsiębiorców, inwestorów i siły roboczej. Pogłębiona integracja obejmuje także elementy polityczne - zakłada określenie wspólnych praw i obowiązków krajów członkowskich, a także określa podstawowe kierunki w stosunkach z partnerami spoza Stowarzyszenia. Ciągle jednak zachowana pozostaje formuła wzajemnej nieingerencji krajów członkowskich w ich sprawy wewnętrzne. Obok tego zakłada się działania w granicach prawa oraz poszanowanie zasad demokracji. Karta tworzy także ponadnarodowe ciało ochrony praw człowieka (ASEAN Human Rights Body - AHRB). Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż ciało to - dopiero co utworzone - już wzbudza dużo kontrowersji. Zarzuca się iż AHRB ma małą władzę kompetencyjną, a fakt iż Birma/Myanmar, Kambodża, Laos i Wietnam nie chcą brać udziału w pracach tego ciała, dodatkowo osłabia jego pozycję. W przypadku ASEAN nie ma w ogóle propozycji tworzenia takich stanowisk - podział na trzy filary i utworzenie odpowiedzialnej Rady Wspólnoty ma charakter konsultacyjno-kooperacyjny. Karta ASEAN nadała Stowarzyszeniu osobowość prawną jako organizacji międzyrządowej, zachowując jednak swobodę działań państw członkowskich w stosunkach z krajami spoza ASEAN, o ile działania te pokrywać się będą z ogólną polityką organizacji i jej dobrem. Owszem, kraje członkowskie będą obowiązywały pewne ramy prawne i polityczne, ustalone na szczytach, ale Stowarzyszenie określać będzie stanowisko ugrupowania na arenie międzynarodowej ramowo. W przypadku ASEAN element ten ciągle nie stanowi priorytetu i jest raczej pomijany. Dokument programowy pt. Wizja ASEAN na 2020 (ASEAN Vision 2020), pomimo iż podpisany w 1997 r., nadaje ton dalszej integracji. Zakłada on, iż do 2020 r. region stanie się sferą pokoju, wolności i neutralności, Dopiero Karta ASEAN stworzyła elementarne podstawy integracji politycznej. Jeżeli chodzi o kraje azjatyckie użyły one elementu gospodarczego jako drogi do integracji społeczno - kulturowej, uznając gospodarkę za środek, a nie cel na ustanowienie regionu Azji Południowo-Wschodniej sferą pokoju i neutralności. Decyzja o utworzeniu sfery wolnego handlu z pewnością silniej powiązała gospodarki azjatyckie, ale działania te ciągle ograniczają się tylko w sferze ekonomicznej. Pomimo iż Karta ASEAN w swoich założeniach jest bardzo ambitnym i innowacyjnym dokumentem, to jej założenia pozostają raczej w sferze życzeń. Karta ASEAN, mająca stanowić konstytucje ASEAN, pomimo innowacyjności i wprowadzonych zmian stanowi dokument zdecydowanie teoretyczny, którego praktyka jest wątpliwa. ASEAN podejmuje próby zreformowania, ale ciągle mamy do czynienia ze zbyt silną niechęcią państw do zbyt pogłębionej integracji. Proces integracji azjatyckiej, pomimo kolejnych dokumentów i deklaracji, pogłębiany jest jedynie w sferze ekonomicznej, pozostawiając kwestie polityczne na uboczu. Można powiedzieć, iż ASEAN wykorzystuje pewne wzorce europejskie, dostosowując je jednak do uwarunkowań regionalnych, tym samym tworząc z nich nową jakość. Od lat 80-tych, podjęła szereg działań na gruncie gospodarczym i politycznym, aby budować dobre relacje z konkurentami Chin w regionie, a więc Japonią, Australią i Nową Zelandią. Chiny jednak nie pozostają w tyle z działaniami. Ostatnią koncepcją wprowadzaną powoli w życie jest tzw. CAFTA czyli Chińska – ASEAN strefa wolnego handlu. Relacje ChRL z ASEAN od 1996 r. przybrały postać corocznych szczytów (w tak zwanej formule 10+1). Chiny bacznie obserwują te procesy i umiejetnie gospodarczo przenikają w ich struktury, czego dowodem jest fakt powołania 01.01.2010 r oficjalnej strefy wolnego handlu między ChRL, a państwami ASEAN. To największa strefa wolnego handlu na świecie pod względem liczby zamieszkującej ją ludności, natomiast ekonomicznie zajmuje trzecie miejsce na świecie po UE i NAFTA. Chiny i 10 państw Azji Południowo-Wschodniej należących do ASEAN zamieszkuje w sumie miliard 900 milionów ludzi, a ich łączny PKB ma wartość prawie 6 bilionów dolarów. Ponad 90 procent towarów w handlu między Chinami a Brunei, Filipinami, Indonezją, Malezją, Tajlandią i Singapurem będzie zwolnione z opłat celnych. Średnia stawka celna na import z tych państw do Chin spadnie z 9,8 procent - do zaledwie 0,1 procent, a na chiński eksport do nich z 12, procent do 0,6 procent.W roku 2015 podobne reguły wejdą w życie w obrotach między Chinami, a pozostałymi czterema członkami ASEAN, czyli Wietnamem, Laosem, Kambodżą i Birmą. Współpraca Pekinu z Azją Południowo-Wschodnią staje się coraz ściślejsza. Chiny regularnie uczestniczą w spotkaniach przywódców ASEAN w ramach mechanizmu ASEAN + 3, obejmującego również Japonię i Koreę Południową. Rozwija się także współpraca gospodarcza i walutowa. W maju 2009 roku członkowie ASEAN + 3 utworzyli fundusz z kapitałem 120 miliardów dolarów, który ma stanowić azjatycką alternatywę dla MFW i wspierać państwa Azji Południowo-Wschodniej przeżywające trudności ekonomiczne. Wymiana handlowa między Chinami, a ASEAN w 2008 roku wyniosła 192 miliardy dolarów, podczas gdy w 2003 roku było to tylko 59 miliardów. Strefa wolnego handlu zlikwiduje cła na ponad 90% produktów, a do 2015 roku niemal wszystkie cła mają być zniesione. W ostatnich latach, Chiny prześcignęły USA i są trzecim partnerem handlowym ASEAN, po Japonii i UE. To skłoniło również Japonię do przedstawienia swojej propozycji. USA również nie próżnują podpisując umowę z krajami ASEAN, którą określają wstępem do porozumienia o wolnym handlu. Wydaje się, że ASEAN nie będzie graczem aktywnym w walce o dominującą pozycję w Azji. Stanowi raczej, przedmiot działań Chin, USA, Japonii i Indii, które chcą przeciągnąć tą organizację na swoją stronę. USA raczej w tej dziedzinie współpracują z Japonią. To może wróżyć pewne szanse na zatrzymanie ekspansji chińskiej. Tym bardziej, że Chiny z wieloma krajami ASEAN mają sprawy konfliktowe, co do kilku terytoriów spornych, m.in. wyspy Spratly, wyspy Paracelskie.
Pozycja ekonomiczna, militarna i kulturalna ChRL w regionie Azji i Pacyfiku;
Nie można nie zauważyć, że umacnianie się pozycji Chin w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej oznacza narastanie napięcia w stosunkach Pekinu z wieloma państwami tego regionu, a także pogłębianie strategicznej rywalizacji z USA. Szczególne zaniepokojenie rosnącą potęgą Chin przejawiają Japonia i Indie, a w mniejszym stopniu także Australia. Wzrost potęgi Chin i umacnianie ich pozycji jako globalnego gracza nieuchronnie wpłynie na utrwalenie dotychczasowych i wywołanie nowych sprzeczności oraz konfliktów Państwa Środka z ich otoczeniem międzynarodowym. Dotyczy to zwłaszcza najbliższych sąsiadów Chin: Tajwanu, Rosji, Japonii, Indii krajów Azji Centralnej oraz wielu państw Azji Południowo-Wschodniej, mających z Pekinem zatargi graniczne czy terytorialne. Nieunikniony jest także wzrost sprzeczności interesów z USA, zarówno na tle rywalizacji strategicznej w regionie zachodniego Pacyfiku, jak i relacji dwustronnych (kwestie ekonomiczne, rywalizacja globalna, wyścig zbrojeń w kosmosie itd.). Z perspektywy politycznej i militarnej, Chiny osiągnęły swe strategiczne cele. Żywotnie ważne dla funkcjonowania i trwania państwa oraz narodu obszary chińskiego „heartlandu” są bezpieczne w otoczeniu kontrolowanych niepodzielnie przez Pekin obszarów peryferyjnych kraju. Pozycja międzynarodowa oraz potęga polityczna, militarna i ekonomiczna Chin sprawiają, że w istocie nie stoją one wobec żadnego zagrożenia z obszaru Eurazji. Zewnętrzne militarne zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, w percepcji Pekinu, pochodzą wyłącznie z dalszych regionów globu – ze strony USA. Oś strategii militarnej Państwa Środka wobec tego jedynego strategicznego zagrożenia dla jego bezpieczeństwa narodowego stanowią okręty podwodne, siły strategiczne i zbrojenia kosmiczne, jako środki i siły mające zniwelować przewagę militarną USA wobec Chin. Zagrożenie ze strony USA jest potencjalne i teoretyczne – trudno zakładać, że Waszyngton pierwszy podejmie wobec Chin wrogie działania o charakterze militarnym. Powody do niepokoju mają zwłaszcza państwa położone najbliżej potężnego chińskiego sąsiada. Zwiększanie chińskiej obecności militarnej na morzach okalających Chiny, choć naturalne i uzasadnione ze strategicznego punktu widzenia, rodzi w Tokio obawy przed zdominowaniem przez Pekin azjatyckich akwenów i wiodących przez nie szlaków komunikacyjnych. Dla Japonii, która jest jeszcze bardziej uzależniona od importu surowców energetycznych niż Chiny, perspektywa chińskiej dominacji morskiej w regionie stanowi poważne zagrożenie. Już dziś kwestia ta wywiera znaczący wpływ na politykę zagraniczną Japonii i jej percepcję sytuacji geopolitycznej w regionie, generując większe zbliżenie Tokio z USA i regionalnymi demokracjami. Szybki wzrost pozycji Chin spowodował także zacieśnienie więzi polityczno-ekonomicznych między Japonią, a Indiami – tradycyjnym rywalem Chin w regionie Azji Południowej. Rosnąca aktywność regionalna Pekinu poważnie zagraża bowiem strategicznym interesom Indii w regionie Zatoki Bengalskiej i Półwyspu Tajlandzkiego. Poważny niepokój wzbudzają również w New Delhi zauważalne ostatnio zbliżenie Chin z Pakistanem (śmiertelnym rywalem Indii) oraz zainteresowanie Pekinu basenem Oceanu Indyjskiego, jako akwenem bezpośrednio łączącym roponośne regiony Bliskiego Wschodu i Afryki z Państwem Środka. Sprzyja to poszukiwaniu przez Indie nowych sojuszy i regionalnej współpracy na rzecz zrównoważenia rosnących wpływów Chin. W ostatnim czasie próby te zaowocowały strategicznym zbliżeniem między Indiami, a Japonią. Niewykluczone, że w przyszłości związki te, oparte o wspólnotę fundamentalnych interesów geopolitycznych obu państw, przekształcą się w mniej lub bardziej formalny sojusz, wymierzony w rosnącą potęgę regionalną Chin. Jednym z najważniejszych zagadnień rozpatrywanych we wszelkich analizach dotyczących Azji jest kwestia bezpieczeństwa militarnego i rozwoju sił zbrojnych azjatyckich potentatów. Jest to region, w którym niczym w wybuchowej mieszance spotykają się rosnące w siłę mocarstwa, zadawnione i wciąż żywe konflikty, religijne ekstremizmy, państwa zbójeckie oraz broń atomowa. Siły zbrojne od wieków były istotnym wyznacznikiem potęgi państwa. Bywały czynnikiem umożliwającym poszerzanie wpływów, gwarantowały bezpieczeństwo i przetrwanie, stanowiły element wielostronnej równowagi. Tragiczne doświadczenia dwóch wojen światowych pokazały, jak śmiercionośne mogą być konflikty rozgrywające się na olbrzymią skalę, w których biorą udział miliony żołnierzy. Tę lekcję nieźle przyswoiły państwa europejskie, znacznie mniejsze oddziaływanie miała ona w Azji, która ze względu na rywalizację światowych mocarstw oraz procesy dekolonizacji i wzrastania w siłę dawnych potęg, w drugiej połowie XX wieku była areną licznych i krwawych konfliktów zbrojnych. Pomimo pewnej stabilizacji osiągniętej w ostatnich trzydziestu latach, Azja jest jednym z potencjalnie najbardziej zapalnych punktów świata. Wprawdzie to Stany Zjednoczone corocznie przeznaczają na siły zbrojne największe środki, jednak to rosnące wydatki państw azjatyckich budzą niepokój licznych ekspertów. Tym bardziej, że wobec rosnącego potencjału państw azjatyckich, Stany Zjednoczone, które przez lata pełniły stabilizującą funkcję w regionie, niekoniecznie będą w stanie pełnić ją nadal.
Między najważniejszymi państwami w regionie w XX wieku dochodziło do zbrojnych starć. Spory, niesnaski czy nawet wrogość w ostatnich latach zostały nieco zakamuflowane, ale to nie znaczy, że udało się je usunąć. Są nadal obecne, a ze względu na wysoki poziom nieufności, w każdej chwili mogą powrócić na pierwszy plan.
W Azji obecnych jest wiele czynników, które destabilizująco wpływają na bezpieczeństwo w regionie. Nadal nierozwiązana jest znaczna liczba konfliktów terytorialnych, w ostatnich latach dodatkowo podsycanych ze względu na kwestię obecności złóż surowców energetycznych. W regionie obecne są rosnące w siłę potęgi, które nie ukrywają dążeń do wzmocnienia swej regionalnej i światowej roli. W tym kontekście najwięcej mówi się o postępującej modernizacji sił zbrojnych Chin, którym wprawdzie nadal daleko do statusu nowoczesnych, lecz dzięki rosnącym nakładom, szybko pokonują ten dystans.
Istotnym problemem jest kwestia bronii atomowej, która jest obecna w arsenałach Chin, Indii, Pakistanu (oraz Rosji), a ze względu na zaawansowanie technologiczne, mogłaby się znaleźć w posiadaniu kolejnych krajów. Jeśli dodać do tego nieprzewidywalny i potencjalnie niebezpieczny reżim Pjongjangu, czyni to Azję najbardziej niestabilnym regionem atomowym na świecie.
Nadal żywy jest mający państwowo-religine podłoże konflikt pomiędzy Indiami a Pakistanem, który - jak pokazał przykład ataku terrorystycznego w Mumbaju - grupa ekstremistów może łatwo przenieść w stan znacznego zaostrzenia. Pomimo prowadzonych działań zbliżających Tajpej z Pekinem, wciąż potencjalnie groźny jest konflikt w Cieśninie Tajwańskiej, co dobitnie pokazuje ponad tysiąc chińskich rakiet wymierzonych w wyspę. Trudno przewidzieć też konsekwencje odchodzenia od pacyfistycznego podejścia przez Japonię, która ma wyraźną imperialną przeszłość i licznych oponentów na kontynencie.
Jednocześnie Azja jest miejscem szybkiego wzrostu gospodarczego, który zwiększa możliwości działania oraz ambicje poszczególnych krajów. Razem przekładają się one na rozwój potencjału militarnego, który sprawia, że każda potencjalna iskra może mieć tragiczne i zgubne konsekwencje. Z tego względu kwestia rozwoju sił zbrojnych i bezpieczeństwa militarnego w regionie może mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości całego świata.
Chińska Republika właśnie obchodzi nadejście nowego 2010 roku. Ma to być według chińskiego kalendarza rok spod znaku tygrysa, który zgodnie z wierzeniami,przyniesie odwagę w podejmowaniu decyzji, ale i niepokoje. Te wierzenia nie miałyby jednak takiego rozgłosu na świecie, gdyby nie błyskawiczny wzrost gospodarczy Chin oraz towarzyszący mu rozwój chińskich sił zbrojnych.
Zmieniająca się sytuacja strategiczna w Azji Wschodniej wymaga od rządu Yukio Hatoyamy przewartościowania sojuszu z Waszyngtonem oraz przyspieszenia budowy japońskiego systemu obrony przeciwrakietowej.
Coraz większy udział w światowych wydatkach na zbrojenia, silne powiązania polityczno-wojskowe z USA, stacjonowanie amerykańskich żołnierzy na Półwyspie Koreańskim oraz rozbudowa przemysłu obronnego czynią z Korei Południowej jednego z kluczowych aktorów w regionie Azji i Pacyfiku.
Rok 1947 był przełomowy w historii Azji Południowej. Wówczas spod brytyjskiego panowania odłączyły się miliony ludzi, którzy nie zwlekając, rozpoczęli proces formowania własnej państwowości. W skutek podziałów religijnych panujących wewnątrz uniezależnionej ludności, powstały dwa nowe podmioty państwowe, których bilateralne relacje miały w przyszłości charakteryzować wzajemna wrogość i brak zaufania. Na obszarze Azji Centralnej i Południowo-Wschodniej Chiny, Indie, Japonia, Korea Południowa, wreszcie USA i państwa grupy ASEAN będą bardzo mocno zwalczały swoje wpływy zabiegając o utrzymanie lub wzmocnienie swojej pozycji w regionie. Tutaj konflikty militarne nie będą raczej odgrywać swej XX-wiecznej roli. Siła militarna ma być skutecznym narzędziem odstraszania. Ważne jest ostatnie wystąpienie Prezydenta ChRL Hu Jintao na (13.4.2010.) Szczycie Bezpieczeństwa Nuklearnego (NSS) w Waszyngtonie, podczas którego wezwał społeczność międzynarodową do wzmożenia wysiłków na rzecz zapewnienia bezpiecznych warunków korzystania z energii jądrowej. W wystąpieniu tym, stanowiącym główną część pierwszej sesji plenarnej dwudniowego waszyngtońskiego szczytu, chiński przywódca podkreślił, że ciężar zapewnienia bezpieczeństwa atomowego nie powinien spoczywać na barkach kilku najbardziej liczących się na arenie międzynarodowej państw, lecz musi być wyrazem wspólnych działań podejmowanych przez wszystkie kraje świata. Zdaniem Hu staje się to tym bardziej istotne, iż w dzisiejszej dobie nie można wykluczyć zagrożenia przemytem materiałów rozszczepialnych oraz dostaniem się broni jądrowej w ręce grup terrorystycznych. W opinii przewodniczącego ChRL, wszystkie kraje powinny zaadoptować efektywne rozwiązania w dziedzinie prawnej i ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego w celu ochrony materiałów oraz instalacji jądrowych. Hu wyjaśnił, że kwestia nie dotyczy tylko ustawodawstwa i regulacji w ramach poszczególnych państw narodowych, lecz musi wykorzystać stworzoną już bazę międzynarodowych porozumień w sprawie bezpieczeństwa atomowego, w tym międzynarodową „Konwencję o ochronie fizycznej materiałów jądrowych” podpisaną w 1979 roku oraz „Konwencję w sprawie zwalczania aktów terroryzmu jądrowego” z 2005 roku, której jednak nie ratyfikowała do tej pory duża grupa państw. Hu Jintao zaproponował wzmocnienie międzynarodowej wymiany doświadczeń w kwestiach informowania o potencjalnych zagrożeniach nuklearnych oraz ustawodawstwa jądrowego. Istotnym elementem wystąpienia chińskiego lidera było również wskazanie, iż kraje rozwijające się mają prawo do pokojowego rozwijania i wykorzystywania energii atomowej(czyżby chodziło m.in. o działanie Iranu?). W tym procesie powinny one pozyskiwać niezbędną pomoc od Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). „Globalne środki bezpieczeństwa nuklearnego powinny sprzyjać pokojowemu wykorzystywaniu energii jądrowej przez wszystkie kraje i ułatwiać współpracę międzynarodową”. Prezydent ChRL przypomniał także, że w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Pekin podjął energiczne kroki na rzecz bezpieczeństwa nuklearnego i w najwyższym stopniu respektuje swoje międzynarodowe zobowiązania atomowe. „Bierzemy czynny udział w globalnej współpracy na rzecz zbudowania systemu bezpieczeństwa jądrowego i chcemy promować go w krajach rozwijających się, dostarczając im niezbędną pomoc technologiczną i specjalistów”. Hu Jintao przypomniał jednocześnie, iż podstawą strategii nuklearnej jego kraju jest polityka samoobrony i powstrzymywania się od użycia broni jądrowej jako pierwszej strony potencjalnego konfliktu militarnego. Chiny dysponują technologią nuklearną od końca lat 50. XX wieku. Pierwszą detonację ładunku atomowego przeprowadzono tam w 1964 roku. W sumie, do 1996 roku Pekin dokonał 45 prób jądrowych. Pokojowy program nuklearny Chińczycy realizują od 1960 roku. Pierwsze elektrownie jądrowe powstały w ChRL na początku lat 80. Obecnie, w Kraju Środka działa 11 reaktorów jądrowych, 16 znajduje się w fazie budowy, a w ostatnich dwóch latach rozpoczęto tworzenie kolejnych 9. Od 1968 roku Chiny są sygnatariuszem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (ang. NPT). W podłożu tej intencjonalnie pokojowej polityce leży najważniejszy temat walka o dostęp do rynków zbytu i co ważniejsze, o dostęp do surowców. ChRL ma świadomość, że jest za wcześnie na bezpośrednią konfrontację. Ma świadomość, że obecnie wygrywa rywalizacje ekonomiczną, ale zbyt wiele jeszcze ją dzieli w poziomie technologicznym i potrzebuje czasu, aby w tej dziedzinie doścignąć czołówke. Pierwszym rejonem tej rywalizacji jest basen morza południowochińskiego, który obejmuje kilkanaście państw. Od Chin i Tajwanu poczynając na północy, idąc zgodnie z kierunkiem zegara, na wschodzie przez Filipiny, Malezję, Tajlandię, Kambodżę i na Zachodzie na Wietnamie kończąc. Rzeczą naturalną jest, że to Chiny, chcą i powoli zaczynają być głównym rozgrywającym w tym rejonie Azji. Chiny muszą opanować ten rejon, aby zapewnić sobie ciągłość dostaw surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu i Afryki, także innych rejonów jak Wenezuela oraz innych surowców. Obecnie do najważniejszych przyszłych lub obecnych konfliktów w basenie morza południowochińskiego, możemy zaliczyć konflikt o Tajwan, wyspy Paracelskie, wyspy Spratly, wyspy Senkaku. Również kwestia dominacji nad cieśninami Malakka i Singapurską, a także nad wyspami Nikobarskimi. Obecną płaszczyzną tej „walki” jest sfera gospodarcza, w której Chiny już od wielu lat osiągają zawrotne sukcesy.
Z ekonomicznego punktu widzenia problemem jest manipulowanie chińską walutą w celu tworzenia niekorzystnych warunków w konkurencji handlowej. W 2005 r. Chiny nieco uwolniły kurs juana. A w 2008 roku Chiny wprowadziły stały kurs juana, by pomóc własnym eksporterom. Teraz USA naciskają na Chiny, by urynkowiły juana twierdząc, że jest to przyczyna dużej nadwyżki chińskiej w handlu z USA. Twierdzą, że jest on niedoszacowany o jedną trzecią. Pekin odrzucił to twierdzenie. W 2009 roku Chiny stały się pierwszym eksporterem świata wyprzedzając w tej klasyfikacji Niemcy. W lutym 2010 roku eksport Chin wzrósł o 45,7% r/r (w styczniu eksport zwiększył się o 21% r/r). Rośnie też chiński import (w lutym wzrósł on o 45% po 86% wzroście w styczniu). Wiele wskazuje na to, że w 2010 roku Chiny umocnią swoją światową pozycję, a chińska gospodarka zajmie drugą pozycję po USA i przed Japonią. Według ekspertów są podstawy do przypuszczeń, że gospodarka chińska przegrzewa się. W lutym 2010 roku inflacja sięgnęła 2,7%, wobec 1,5% w styczniu. W ciągu 2009 roku średnio o 6% wzrosły ceny żywności. Wzrastają też ceny nieruchomości i opłaty czynszowe. Pekin chce jednak uniknąć podwyżek stóp procentowych bojąc się, że zacieśnienie polityki monetarnej wyhamuje wzrost gospodarczy. Stara się więc ograniczyć akcję kredytową banków. Działania te są nakierowane na dynamiczne powiększanie nadwyżki walutowej, dzięki której ChRL ma możliwość wykupywania kolejnych przedsiębiorstw czy pól naftowych i osiągania dodatkowych korzyści jako znaczący międzynarodowy gracz giełdowy. Chiński koncern energetyczny China National Offshore Oil Corporation (CNOOC) podpisał kontrakt z australijską BG Group na zakup gazu skroplonego. Wartość kontraktu to ponad 54 mld euro. Na mocy umowy od 2011 roku CNOOC będzie kupowało od Australijczyków rocznie około 3,6 mln ton gazu skroplonego. Oznacza to, że Chiny będą otrzymywały z Australii około 4,8 mld m3 surowca rocznie, przez najbliższe dwie dekady. Zdaniem analityków umowa oznacza, że Chiny wierzą w powrót do bardzo szybkiego tempa wzrostu PKB. Zwracja także uwagę, że kontrakt ten to sygnał o rosnącej roli Australii jako państwa eksportera surowców energetycznych. Powyższe zjawiska są bacznie obserwowane przez bezpośrednie otoczenie ChRL , w tym: ASEAN, Japonię, USA , Rosję, Indie. Ożywienie gospodarcze, obecne w Azji od zeszłego roku, jest widoczne na swój codzienny sposób – coraz więcej statków typu cargo, rosnące ceny nieruchomości i akcji. Jednak uwaga szefów producenta pamięci komputerowej, Showa Denko, skupia się na rosnącym popycie na komputery osobiste w Indonezji.Firma zwiększyła produkcję i buduje nowe linie produkcyjne, pomimo oszczędności amerykańskich i europejskich konsumentów, bacznie oglądających każdego centa i z niepokojem obserwujących poziom bezrobocia. Powodem jest zakładany wzrost popytu i szybszy rozwój gospodarczy w Azji. Ta dynamika pokazuje zarysy pokryzysowej globalnej gospodarki oraz wyzwania, przed jakimi staje prezydent Barack Obama, chcący podwoić poziom amerykańskiego eksportu. Departament Handlu podał w maju 2010 roku, że sprzedaż amerykańskich towarów za granicą skoczyła o ponad 3 proc. w okresie między lutym a marcem. Import wzrósł jednak nieco bardziej, więc deficyt handlowy nieznacznie się powiększył. Mimo tego administracja niezmiennie postrzega eksport jako źródło nowych miejsc pracy i ma nadzieję, że pomogą w tym delegacje sekretarza Gary Locke’a, który w maju 2010 roku wybiera się do Chin i Indonezji. Jeśli Amerykanie chcą ożywić eksport i osiągnąć cel wyznaczony przez Baracka Obamę – 3 biliony dolarów eksportu rocznie do 2015 r. – kluczem do tego będzie ekspansja obecności Stanów Zjednoczonych w Azji. Obecnie jednak Azja wydaje się radzić sobie świetnie sama. To jedyny region na świecie, który notuje względną stabilność, wolną od problemów związanych z bankami i zadłużeniem, które zmuszają Greków do wychodzenia na ulice, a Hiszpanię do cięcia wynagrodzeń. Azja ze swoją rosnącą klasą średnią wyrwała świat z objęć recesji. Tamtejsze gospodarki integrują się szybciej niż oczekiwano, a liczba nowych projektów i umów o handlu mogą ten proces tylko przyspieszyć. Lokalni ekonomiści, przedsiębiorcy i politycy twierdzą, że Stany Zjednoczone mogą zostać w tyle za regionem, który w coraz większym stopniu jest w stanie przetwarzać surowce oraz dobra kapitałowe i sprzedawać je sam sobie. Kto podwoi eksport Ameryki? Nie wiadomo - rosnący popyt w Azji na urządzenia, odzież i elektronikę raczej nie pomoże amerykańskim firmom. Jesteśmy świadkami odbicia popytu, ale w przeważającym stopniu wspieranym przez gospodarki rozwijające się . Produkowane w Singapurze komponenty dysków twardych są wysyłane na końcowy montaż do tajwańskich producentów komputerów. To przykład, jak produkcja integruje się w ramach regionu. Rosnący popyt wśród azjatyckich konsumentów jest, zdaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, historycznym zwrotem.
To pierwszy raz, kiedy Azja stoi na czele globalnego ożywienia . Wzrost gospodarczy nie opiera się tylko na tradycyjnym eksporcie, ale także „prężnym popycie wewnętrznym” oraz silnym wzroście inwestycji. W regionie panuje powszechne poczucie, że upadek Lehman Brothers i późniejszy kryzys przesunęły punkt ciężkości światowej gospodarki. Stany Zjednoczone pozostają największą gospodarką i kluczowym rynkiem dla innych krajów oraz azjatyckiego rozwoju gospodarczego. Cały czas są również jednym z największych eksporterów dóbr i usług, chociaż Chiny zmniejszają dzielący oba kraje dystans. Jednak prognozy trwałego bezrobocia i wolniejszego wzrostu krajów rozwiniętych w połączeniu z wysokim poziomem zadłużenia, zrodziły poczucie ograniczenia w państwach uprzemysłowionych. Dla odmiany Azja to Chiny notujące dwucyfrowy wzrost gospodarczy, Indie planujące ogromne inwestycje infrastrukturalne oraz rosnące wpływy wychowanych na handlu społeczności, takich jak Singapur. Nie znaczy to jednak, że rozwój Azji to zła wiadomość dla amerykańskich firm. Krzemowe procesory kupowane przez indonezyjskie rodziny mogą pochodzić z fabryk amerykańskich. Amerykańskie firmy projektowe i inżynieryjne mogą nadzorować miliardy dolarów wydawane na drogi, lotniska i terminale wysyłkowe budowane w regionie. Rosnące dochody będą oznaczać większą sprzedaż markowych towarów z Europy i Stanów Zjednoczonych, większą widownię dla hollywoodzkich filmów i rosnący popyt na usługi. Ale na wszystkich tych frontach konkurencja staje się coraz większa. Wśród azjatyckich oficjeli i amerykańskich organizacji biznesowych bojących się potencjału Chin w zdominowaniu całego regionu, panuje obawa, że administracja Obamy nie ma żadnej wiarygodnej agendy handlowej. W ostatnich latach wynegocjowano dziesiątki umów handlowych między krajami Azji i Pacyfiku. Rozważa się kilka innych, mogących mieć kluczowe znaczenie, m.in. umowę w wolnym handlu między Japonią, Koreą Południową i Chinami, która połączyłaby trzy regionalne filary w jeden gospodarczy alians. Tymczasem administracja Obamy skupia się na jednym: TransPacific Partnership – inicjatywy, którą w krótkim okresie czasu ma niewielkie znaczenie gospodarcze. Inicjatywa zrzesza osiem państw, z których cztery mają już ze Stanami Zjednoczonymi umowy o wolnym handlu (m.in. Singapur). Z pozostałych tylko Wietnam jest uważany za wystarczająco ludny, aby mieć jakikolwiek większy potencjał. Lokalna polityka sprawia, że handel jest sprawą dość złożoną dla Obamy. Prezydent zbliża się do półmetka kadencji, a bezrobocie uparcie tkwi w okolicach 10 proc. Organizacje pracownicze i przemysłowe uważają, że umowy o handlu przyczyniły się w przeszłości do wyeksportowania milionów miejsc pracy, a administracja powinna prowadzić politykę podatkową i przemysłową, która bezpośrednio wspierałaby amerykańskich producentów. Inni kwestionują teorię, że najlepszym sposobem na wsparcie amerykańskiego rynku pracy jest zwiększanie eksportu, co sprowadza się do wykorzystywania pieniędzy innych krajów na wspieranie amerykańskich miejsc pracy. Dodatkowo, kraje takie jak Singapur, Korea Południowa i inne, po cichu komunikują Stanom Zjednoczonym, że nie chodzi tylko o kwestie gospodarcze. Martwi je, że brak przeciwwagi dla Chin, doprowadzi je do ich politycznego i gospodarczego uzależnienia. Zaburzanie wygodnej równowagi zawsze budzi obiekcje. Im bardziej Chiny się rozwijają, tym bardziej pożądana tutaj będzie obecność Stanów Zjednoczonych. Inicjatywa TransPacific jest postrzegana jako tymczasowy kompromis: skupia negocjatorów ze Stanów Zjednoczonych, Singapuru i innych krajów w jednym pomieszczeniu i może stanowi platformę do rozmów z innymi państwami. Jej zakres jest również wystarczający nieduży, aby nie było problemów z zatwierdzeniem jej w Kongresie. Czy uda jej się szybko zwiększyć eksport, jak chciałby Obama, to już zupełnie osobna sprawa. Wśród amerykańskich prezydentów Obama jest pierwszym, który mówi o eksporcie. Pozostali mówili o wolnym handlu. Stany Zjednoczone są producentem przełomowych produktów, ale będą potrzebować znacznie więcej, niż Apple’a i Microsoftu.
Między najważniejszymi państwami w regionie w XX wieku dochodziło do zbrojnych starć. Spory, niesnaski czy nawet wrogość w ostatnich latach zostały nieco zakamuflowane, ale to nie znaczy, że udało się je usunąć. Są nadal obecne, a ze względu na wysoki poziom nieufności, w każdej chwili mogą powrócić na pierwszy plan.
W Azji obecnych jest wiele czynników, które destabilizująco wpływają na bezpieczeństwo w regionie. Nadal nierozwiązana jest znaczna liczba konfliktów terytorialnych, w ostatnich latach dodatkowo podsycanych ze względu na kwestię obecności złóż surowców energetycznych. W regionie obecne są rosnące w siłę potęgi, które nie ukrywają dążeń do wzmocnienia swej regionalnej i światowej roli. W tym kontekście najwięcej mówi się o postępującej modernizacji sił zbrojnych Chin, którym wprawdzie nadal daleko do statusu nowoczesnych, lecz dzięki rosnącym nakładom, szybko pokonują ten dystans.
Istotnym problemem jest kwestia bronii atomowej, która jest obecna w arsenałach Chin, Indii, Pakistanu (oraz Rosji), a ze względu na zaawansowanie technologiczne, mogłaby się znaleźć w posiadaniu kolejnych krajów. Jeśli dodać do tego nieprzewidywalny i potencjalnie niebezpieczny reżim Pjongjangu, czyni to Azję najbardziej niestabilnym regionem atomowym na świecie.
Nadal żywy jest mający państwowo-religine podłoże konflikt pomiędzy Indiami a Pakistanem, który - jak pokazał przykład ataku terrorystycznego w Mumbaju - grupa ekstremistów może łatwo przenieść w stan znacznego zaostrzenia. Pomimo prowadzonych działań zbliżających Tajpej z Pekinem, wciąż potencjalnie groźny jest konflikt w Cieśninie Tajwańskiej, co dobitnie pokazuje ponad tysiąc chińskich rakiet wymierzonych w wyspę. Trudno przewidzieć też konsekwencje odchodzenia od pacyfistycznego podejścia przez Japonię, która ma wyraźną imperialną przeszłość i licznych oponentów na kontynencie.
Jednocześnie Azja jest miejscem szybkiego wzrostu gospodarczego, który zwiększa możliwości działania oraz ambicje poszczególnych krajów. Razem przekładają się one na rozwój potencjału militarnego, który sprawia, że każda potencjalna iskra może mieć tragiczne i zgubne konsekwencje. Z tego względu kwestia rozwoju sił zbrojnych i bezpieczeństwa militarnego w regionie może mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości całego świata.
Chińska Republika właśnie obchodzi nadejście nowego 2010 roku. Ma to być według chińskiego kalendarza rok spod znaku tygrysa, który zgodnie z wierzeniami,przyniesie odwagę w podejmowaniu decyzji, ale i niepokoje. Te wierzenia nie miałyby jednak takiego rozgłosu na świecie, gdyby nie błyskawiczny wzrost gospodarczy Chin oraz towarzyszący mu rozwój chińskich sił zbrojnych.
Zmieniająca się sytuacja strategiczna w Azji Wschodniej wymaga od rządu Yukio Hatoyamy przewartościowania sojuszu z Waszyngtonem oraz przyspieszenia budowy japońskiego systemu obrony przeciwrakietowej.
Coraz większy udział w światowych wydatkach na zbrojenia, silne powiązania polityczno-wojskowe z USA, stacjonowanie amerykańskich żołnierzy na Półwyspie Koreańskim oraz rozbudowa przemysłu obronnego czynią z Korei Południowej jednego z kluczowych aktorów w regionie Azji i Pacyfiku.
Rok 1947 był przełomowy w historii Azji Południowej. Wówczas spod brytyjskiego panowania odłączyły się miliony ludzi, którzy nie zwlekając, rozpoczęli proces formowania własnej państwowości. W skutek podziałów religijnych panujących wewnątrz uniezależnionej ludności, powstały dwa nowe podmioty państwowe, których bilateralne relacje miały w przyszłości charakteryzować wzajemna wrogość i brak zaufania. Na obszarze Azji Centralnej i Południowo-Wschodniej Chiny, Indie, Japonia, Korea Południowa, wreszcie USA i państwa grupy ASEAN będą bardzo mocno zwalczały swoje wpływy zabiegając o utrzymanie lub wzmocnienie swojej pozycji w regionie. Tutaj konflikty militarne nie będą raczej odgrywać swej XX-wiecznej roli. Siła militarna ma być skutecznym narzędziem odstraszania. Ważne jest ostatnie wystąpienie Prezydenta ChRL Hu Jintao na (13.4.2010.) Szczycie Bezpieczeństwa Nuklearnego (NSS) w Waszyngtonie, podczas którego wezwał społeczność międzynarodową do wzmożenia wysiłków na rzecz zapewnienia bezpiecznych warunków korzystania z energii jądrowej. W wystąpieniu tym, stanowiącym główną część pierwszej sesji plenarnej dwudniowego waszyngtońskiego szczytu, chiński przywódca podkreślił, że ciężar zapewnienia bezpieczeństwa atomowego nie powinien spoczywać na barkach kilku najbardziej liczących się na arenie międzynarodowej państw, lecz musi być wyrazem wspólnych działań podejmowanych przez wszystkie kraje świata. Zdaniem Hu staje się to tym bardziej istotne, iż w dzisiejszej dobie nie można wykluczyć zagrożenia przemytem materiałów rozszczepialnych oraz dostaniem się broni jądrowej w ręce grup terrorystycznych. W opinii przewodniczącego ChRL, wszystkie kraje powinny zaadoptować efektywne rozwiązania w dziedzinie prawnej i ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego w celu ochrony materiałów oraz instalacji jądrowych. Hu wyjaśnił, że kwestia nie dotyczy tylko ustawodawstwa i regulacji w ramach poszczególnych państw narodowych, lecz musi wykorzystać stworzoną już bazę międzynarodowych porozumień w sprawie bezpieczeństwa atomowego, w tym międzynarodową „Konwencję o ochronie fizycznej materiałów jądrowych” podpisaną w 1979 roku oraz „Konwencję w sprawie zwalczania aktów terroryzmu jądrowego” z 2005 roku, której jednak nie ratyfikowała do tej pory duża grupa państw. Hu Jintao zaproponował wzmocnienie międzynarodowej wymiany doświadczeń w kwestiach informowania o potencjalnych zagrożeniach nuklearnych oraz ustawodawstwa jądrowego. Istotnym elementem wystąpienia chińskiego lidera było również wskazanie, iż kraje rozwijające się mają prawo do pokojowego rozwijania i wykorzystywania energii atomowej(czyżby chodziło m.in. o działanie Iranu?). W tym procesie powinny one pozyskiwać niezbędną pomoc od Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). „Globalne środki bezpieczeństwa nuklearnego powinny sprzyjać pokojowemu wykorzystywaniu energii jądrowej przez wszystkie kraje i ułatwiać współpracę międzynarodową”. Prezydent ChRL przypomniał także, że w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Pekin podjął energiczne kroki na rzecz bezpieczeństwa nuklearnego i w najwyższym stopniu respektuje swoje międzynarodowe zobowiązania atomowe. „Bierzemy czynny udział w globalnej współpracy na rzecz zbudowania systemu bezpieczeństwa jądrowego i chcemy promować go w krajach rozwijających się, dostarczając im niezbędną pomoc technologiczną i specjalistów”. Hu Jintao przypomniał jednocześnie, iż podstawą strategii nuklearnej jego kraju jest polityka samoobrony i powstrzymywania się od użycia broni jądrowej jako pierwszej strony potencjalnego konfliktu militarnego. Chiny dysponują technologią nuklearną od końca lat 50. XX wieku. Pierwszą detonację ładunku atomowego przeprowadzono tam w 1964 roku. W sumie, do 1996 roku Pekin dokonał 45 prób jądrowych. Pokojowy program nuklearny Chińczycy realizują od 1960 roku. Pierwsze elektrownie jądrowe powstały w ChRL na początku lat 80. Obecnie, w Kraju Środka działa 11 reaktorów jądrowych, 16 znajduje się w fazie budowy, a w ostatnich dwóch latach rozpoczęto tworzenie kolejnych 9. Od 1968 roku Chiny są sygnatariuszem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (ang. NPT). W podłożu tej intencjonalnie pokojowej polityce leży najważniejszy temat walka o dostęp do rynków zbytu i co ważniejsze, o dostęp do surowców. ChRL ma świadomość, że jest za wcześnie na bezpośrednią konfrontację. Ma świadomość, że obecnie wygrywa rywalizacje ekonomiczną, ale zbyt wiele jeszcze ją dzieli w poziomie technologicznym i potrzebuje czasu, aby w tej dziedzinie doścignąć czołówke. Pierwszym rejonem tej rywalizacji jest basen morza południowochińskiego, który obejmuje kilkanaście państw. Od Chin i Tajwanu poczynając na północy, idąc zgodnie z kierunkiem zegara, na wschodzie przez Filipiny, Malezję, Tajlandię, Kambodżę i na Zachodzie na Wietnamie kończąc. Rzeczą naturalną jest, że to Chiny, chcą i powoli zaczynają być głównym rozgrywającym w tym rejonie Azji. Chiny muszą opanować ten rejon, aby zapewnić sobie ciągłość dostaw surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu i Afryki, także innych rejonów jak Wenezuela oraz innych surowców. Obecnie do najważniejszych przyszłych lub obecnych konfliktów w basenie morza południowochińskiego, możemy zaliczyć konflikt o Tajwan, wyspy Paracelskie, wyspy Spratly, wyspy Senkaku. Również kwestia dominacji nad cieśninami Malakka i Singapurską, a także nad wyspami Nikobarskimi. Obecną płaszczyzną tej „walki” jest sfera gospodarcza, w której Chiny już od wielu lat osiągają zawrotne sukcesy.
Z ekonomicznego punktu widzenia problemem jest manipulowanie chińską walutą w celu tworzenia niekorzystnych warunków w konkurencji handlowej. W 2005 r. Chiny nieco uwolniły kurs juana. A w 2008 roku Chiny wprowadziły stały kurs juana, by pomóc własnym eksporterom. Teraz USA naciskają na Chiny, by urynkowiły juana twierdząc, że jest to przyczyna dużej nadwyżki chińskiej w handlu z USA. Twierdzą, że jest on niedoszacowany o jedną trzecią. Pekin odrzucił to twierdzenie. W 2009 roku Chiny stały się pierwszym eksporterem świata wyprzedzając w tej klasyfikacji Niemcy. W lutym 2010 roku eksport Chin wzrósł o 45,7% r/r (w styczniu eksport zwiększył się o 21% r/r). Rośnie też chiński import (w lutym wzrósł on o 45% po 86% wzroście w styczniu). Wiele wskazuje na to, że w 2010 roku Chiny umocnią swoją światową pozycję, a chińska gospodarka zajmie drugą pozycję po USA i przed Japonią. Według ekspertów są podstawy do przypuszczeń, że gospodarka chińska przegrzewa się. W lutym 2010 roku inflacja sięgnęła 2,7%, wobec 1,5% w styczniu. W ciągu 2009 roku średnio o 6% wzrosły ceny żywności. Wzrastają też ceny nieruchomości i opłaty czynszowe. Pekin chce jednak uniknąć podwyżek stóp procentowych bojąc się, że zacieśnienie polityki monetarnej wyhamuje wzrost gospodarczy. Stara się więc ograniczyć akcję kredytową banków. Działania te są nakierowane na dynamiczne powiększanie nadwyżki walutowej, dzięki której ChRL ma możliwość wykupywania kolejnych przedsiębiorstw czy pól naftowych i osiągania dodatkowych korzyści jako znaczący międzynarodowy gracz giełdowy. Chiński koncern energetyczny China National Offshore Oil Corporation (CNOOC) podpisał kontrakt z australijską BG Group na zakup gazu skroplonego. Wartość kontraktu to ponad 54 mld euro. Na mocy umowy od 2011 roku CNOOC będzie kupowało od Australijczyków rocznie około 3,6 mln ton gazu skroplonego. Oznacza to, że Chiny będą otrzymywały z Australii około 4,8 mld m3 surowca rocznie, przez najbliższe dwie dekady. Zdaniem analityków umowa oznacza, że Chiny wierzą w powrót do bardzo szybkiego tempa wzrostu PKB. Zwracja także uwagę, że kontrakt ten to sygnał o rosnącej roli Australii jako państwa eksportera surowców energetycznych. Powyższe zjawiska są bacznie obserwowane przez bezpośrednie otoczenie ChRL , w tym: ASEAN, Japonię, USA , Rosję, Indie. Ożywienie gospodarcze, obecne w Azji od zeszłego roku, jest widoczne na swój codzienny sposób – coraz więcej statków typu cargo, rosnące ceny nieruchomości i akcji. Jednak uwaga szefów producenta pamięci komputerowej, Showa Denko, skupia się na rosnącym popycie na komputery osobiste w Indonezji.Firma zwiększyła produkcję i buduje nowe linie produkcyjne, pomimo oszczędności amerykańskich i europejskich konsumentów, bacznie oglądających każdego centa i z niepokojem obserwujących poziom bezrobocia. Powodem jest zakładany wzrost popytu i szybszy rozwój gospodarczy w Azji. Ta dynamika pokazuje zarysy pokryzysowej globalnej gospodarki oraz wyzwania, przed jakimi staje prezydent Barack Obama, chcący podwoić poziom amerykańskiego eksportu. Departament Handlu podał w maju 2010 roku, że sprzedaż amerykańskich towarów za granicą skoczyła o ponad 3 proc. w okresie między lutym a marcem. Import wzrósł jednak nieco bardziej, więc deficyt handlowy nieznacznie się powiększył. Mimo tego administracja niezmiennie postrzega eksport jako źródło nowych miejsc pracy i ma nadzieję, że pomogą w tym delegacje sekretarza Gary Locke’a, który w maju 2010 roku wybiera się do Chin i Indonezji. Jeśli Amerykanie chcą ożywić eksport i osiągnąć cel wyznaczony przez Baracka Obamę – 3 biliony dolarów eksportu rocznie do 2015 r. – kluczem do tego będzie ekspansja obecności Stanów Zjednoczonych w Azji. Obecnie jednak Azja wydaje się radzić sobie świetnie sama. To jedyny region na świecie, który notuje względną stabilność, wolną od problemów związanych z bankami i zadłużeniem, które zmuszają Greków do wychodzenia na ulice, a Hiszpanię do cięcia wynagrodzeń. Azja ze swoją rosnącą klasą średnią wyrwała świat z objęć recesji. Tamtejsze gospodarki integrują się szybciej niż oczekiwano, a liczba nowych projektów i umów o handlu mogą ten proces tylko przyspieszyć. Lokalni ekonomiści, przedsiębiorcy i politycy twierdzą, że Stany Zjednoczone mogą zostać w tyle za regionem, który w coraz większym stopniu jest w stanie przetwarzać surowce oraz dobra kapitałowe i sprzedawać je sam sobie. Kto podwoi eksport Ameryki? Nie wiadomo - rosnący popyt w Azji na urządzenia, odzież i elektronikę raczej nie pomoże amerykańskim firmom. Jesteśmy świadkami odbicia popytu, ale w przeważającym stopniu wspieranym przez gospodarki rozwijające się . Produkowane w Singapurze komponenty dysków twardych są wysyłane na końcowy montaż do tajwańskich producentów komputerów. To przykład, jak produkcja integruje się w ramach regionu. Rosnący popyt wśród azjatyckich konsumentów jest, zdaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, historycznym zwrotem.
To pierwszy raz, kiedy Azja stoi na czele globalnego ożywienia . Wzrost gospodarczy nie opiera się tylko na tradycyjnym eksporcie, ale także „prężnym popycie wewnętrznym” oraz silnym wzroście inwestycji. W regionie panuje powszechne poczucie, że upadek Lehman Brothers i późniejszy kryzys przesunęły punkt ciężkości światowej gospodarki. Stany Zjednoczone pozostają największą gospodarką i kluczowym rynkiem dla innych krajów oraz azjatyckiego rozwoju gospodarczego. Cały czas są również jednym z największych eksporterów dóbr i usług, chociaż Chiny zmniejszają dzielący oba kraje dystans. Jednak prognozy trwałego bezrobocia i wolniejszego wzrostu krajów rozwiniętych w połączeniu z wysokim poziomem zadłużenia, zrodziły poczucie ograniczenia w państwach uprzemysłowionych. Dla odmiany Azja to Chiny notujące dwucyfrowy wzrost gospodarczy, Indie planujące ogromne inwestycje infrastrukturalne oraz rosnące wpływy wychowanych na handlu społeczności, takich jak Singapur. Nie znaczy to jednak, że rozwój Azji to zła wiadomość dla amerykańskich firm. Krzemowe procesory kupowane przez indonezyjskie rodziny mogą pochodzić z fabryk amerykańskich. Amerykańskie firmy projektowe i inżynieryjne mogą nadzorować miliardy dolarów wydawane na drogi, lotniska i terminale wysyłkowe budowane w regionie. Rosnące dochody będą oznaczać większą sprzedaż markowych towarów z Europy i Stanów Zjednoczonych, większą widownię dla hollywoodzkich filmów i rosnący popyt na usługi. Ale na wszystkich tych frontach konkurencja staje się coraz większa. Wśród azjatyckich oficjeli i amerykańskich organizacji biznesowych bojących się potencjału Chin w zdominowaniu całego regionu, panuje obawa, że administracja Obamy nie ma żadnej wiarygodnej agendy handlowej. W ostatnich latach wynegocjowano dziesiątki umów handlowych między krajami Azji i Pacyfiku. Rozważa się kilka innych, mogących mieć kluczowe znaczenie, m.in. umowę w wolnym handlu między Japonią, Koreą Południową i Chinami, która połączyłaby trzy regionalne filary w jeden gospodarczy alians. Tymczasem administracja Obamy skupia się na jednym: TransPacific Partnership – inicjatywy, którą w krótkim okresie czasu ma niewielkie znaczenie gospodarcze. Inicjatywa zrzesza osiem państw, z których cztery mają już ze Stanami Zjednoczonymi umowy o wolnym handlu (m.in. Singapur). Z pozostałych tylko Wietnam jest uważany za wystarczająco ludny, aby mieć jakikolwiek większy potencjał. Lokalna polityka sprawia, że handel jest sprawą dość złożoną dla Obamy. Prezydent zbliża się do półmetka kadencji, a bezrobocie uparcie tkwi w okolicach 10 proc. Organizacje pracownicze i przemysłowe uważają, że umowy o handlu przyczyniły się w przeszłości do wyeksportowania milionów miejsc pracy, a administracja powinna prowadzić politykę podatkową i przemysłową, która bezpośrednio wspierałaby amerykańskich producentów. Inni kwestionują teorię, że najlepszym sposobem na wsparcie amerykańskiego rynku pracy jest zwiększanie eksportu, co sprowadza się do wykorzystywania pieniędzy innych krajów na wspieranie amerykańskich miejsc pracy. Dodatkowo, kraje takie jak Singapur, Korea Południowa i inne, po cichu komunikują Stanom Zjednoczonym, że nie chodzi tylko o kwestie gospodarcze. Martwi je, że brak przeciwwagi dla Chin, doprowadzi je do ich politycznego i gospodarczego uzależnienia. Zaburzanie wygodnej równowagi zawsze budzi obiekcje. Im bardziej Chiny się rozwijają, tym bardziej pożądana tutaj będzie obecność Stanów Zjednoczonych. Inicjatywa TransPacific jest postrzegana jako tymczasowy kompromis: skupia negocjatorów ze Stanów Zjednoczonych, Singapuru i innych krajów w jednym pomieszczeniu i może stanowi platformę do rozmów z innymi państwami. Jej zakres jest również wystarczający nieduży, aby nie było problemów z zatwierdzeniem jej w Kongresie. Czy uda jej się szybko zwiększyć eksport, jak chciałby Obama, to już zupełnie osobna sprawa. Wśród amerykańskich prezydentów Obama jest pierwszym, który mówi o eksporcie. Pozostali mówili o wolnym handlu. Stany Zjednoczone są producentem przełomowych produktów, ale będą potrzebować znacznie więcej, niż Apple’a i Microsoftu.
niedziela, 12 grudnia 2010
Chińskie wizje rzeczywistości międzynarodowej;
Współczesne ambicje mocarstwowe Chin w dużej mierze implikuje brak spójności „między tradycją imperialną i mocarstwową pozycją w przeszłości, a możliwościami odgrywania takiej samej roli obecnie”. Zgodzić należy się z E. Haliżakiem, że od momentu swego powstania w 1949 r. Chińska Republika Ludowa dąży do wyeliminowania czterech zasadniczo związanych z tym stanem sprzeczności: „sprzeczność między pełną chwały przeszłością , a obecnym zacofaniem (…), pomiędzy wysokim mniemaniem o własnym znaczeniu, a relatywnie niskim statusem we współczesnej społeczności międzynarodowej (…), sprzeczność między wielkomocarstwowymi aspiracjami, a materialnymi możliwościami ich realizacji (…), różnica między obecnym statusem Chin, a tym, jaki zamierzają osiągnąć w przyszłości”. Chińskie ambicje z pewnością obejmują podważenie dominacji jedynego supermocarstwa, przekształcenie współczesnego systemu międzynarodowego w system multipolarny i zapewnienie właściwej pozycji ChRL. W chwili obecnej fazę pełnego wzrostu przechodzą Stany Zjednoczone, tym samym dzierżą one tytuł hegemona. Jednocześnie zaobserwować można pierwsze symptomy pogarszania się amerykańskiej koniunktury, co pozwala wnioskować, iż USA utraci w przyszłości pozycję dominującą. Pomimo, iż państwo nadal pozostanie liczącą się siłą ekonomiczną, to tranzycja dokona się na rzecz jednego z obecnych członków systemu wielobiegunowego. Pretendentem do prymatu jest Unia Europejska, ktorej państwa członkowskie przeszły pomyślnie fazę inicjacji, a następnie wkroczyły w etap umacniania swojej potęgi. Jednocześnie coraz otwarciej mówi się o przyszłej dominacji Chin. Niekwestionowane są zasługi kraju w pomnażaniu kapitału, porywającym tempie rozwoju, implementowaniu technologii czy budowaniu potęgi handlowej. Chiny dokonują skoku gospodarczego o skali przewyższającej jakikolwiek awans w historii współczesnej gospodarki. Konfrontacja wskaźników gospodarczych pokazuje, że Chiny nie dorównują Europejczykom w ogólnie rozumianym pojęciu makroekonomii, jednakże analiza potencjału rozwojowego, a także nierozwiązana kwestia deficytu, pozwala twierdzić, iż kraj ten poważnie zagraża konkurencyjności międzynarodowej Europy. „Istnieje także potężna różnica mentalności. Europejczycy są zadowoleni z siebie i przypominają rozleniwione niedźwiedzie. Azjaci zaś to drapieżne tygrysy, które chcą pracować nie 35 godzin tygodniowo jak obywatele UE, a 70. Dla Chińczyków element ludzki jest nieistotny, jest drobinką w uniwersum i to najbardziej kontrastuje z europejskim indywidualizmem. W Chinach siłę mają tylko wielkie organizacje. Natomiast w Europie pojedynczy człowiek ma poczucie, że może zmienić rzeczywistość” . Czy kontrast ten może przynieść Europie jakiekolwiek pozytywy? Wyższa produktywność, zaplecze siły roboczej, unowocześnianie gospodarki, nacisk na poprawę jakości i kreowanie własnych chińskich marek, jak Lenoro i TCL, stopniowo doprowadzą do osłabienia potęgi handlowej Europy. Zdefiniowanie ram czasowych zjawiska jest trudne, reforma przynosi pozytywne owoce i nie ulega wątpliwości, iż Chiny sięgną niegdyś po rolę hegemona światowej gospodarki. Fakt ten może jednak nastąpić w dużo odleglejszej niż przypuszcza większość badaczy przestrzeni czasowej. Bo jak uważa K. Tomala reformom nie można umniejszać zasług, lecz nie należy ich tylko gloryfikować. To one zrodziły szereg nowych problemów o wadze daleko przekraczającej dylematy europejskie. Problemy trudne do przezwyciężenia w ortodoksyjnym komunizmie mogą na długo spowolnić tempo przejęcia prymatu, a gdy Chiny obejmą przywództwo znacząco go skrócić, jednocześnie ważąc na stabilizacji ładu międzynarodowego. „Ponadto wydaje się, że koniecznie należy uwzględnić mało brany pod uwagę fakt, że ewentualne przyszłe supermocarstwo – aby rzeczywiście nim być – musi dodatkowo mieć możliwość oddziaływania na otoczenie międzynarodowe za pośrednictwem nie tylko instrumentów gospodarczych” . Bo jeżeli można wyobrazić sobie Chiny jako głównego propagatora trendów w ekonomii, czy handlu, to już trudniej w kwestiach politycznych i społecznych, a zupełnie przeraża myśl o chińskiej dominacji militarnej i kulturalnej. „Nowa Dyplomacja” z przełomu XX i XXI w., jest jednym ze środków, które mają pomóc w osiągnięciu tego strategicznego celu. Co najmniej od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych w chińskiej polityce zagranicznej dokonywała się dość widoczna ewolucja, nie tylko co do jej „treści”, a więc w sferze konceptualnej, ale zwłaszcza co do formy, czyli sposobu jej realizacji, doboru środków i metod. W 2001 roku na szczycie w Doha Chiny powróciły po 15 latach nieobecności do Światowej Organizacji Handlu. Kraj wiedziony potrzebą formalnego wpisania się w struktury światowego handlu – w obliczu ponad 40% udziału swych przedsiębiorstw w rynku globalnym oraz koniecznością pozyskania zagranicznego kapitału zobowiązał się do stopniowego otwarcia na inwestorów i towary zagraniczne . Niekwestionowanym faktem jest, iż Chiny są dopiero na początku swej drogi ku pełnej liberalizacji handlu, a jedynym racjonalnym nie prowadzącym do porażki rozwiązaniem jest implementowanie zasad WTO. Komunistyczna mentalność i specyfika cech narodowych powodują, iż Chiny mimo stopniowego obniżania już od 1996 roku stawek importowych (do obecnej około 15 procentowej, właściwej dla reszty rozwiniętych krajow świata wartości), są nadal adresatem rozlicznych oskarżeń o ograniczenia importu . Bariery pozataryfowe, cła zaporowe, wysokie podatki na importowane dobra, czy restrykcyjne cła ilościowe to tylko kilka z ograniczeń, z których umiejętnie korzystają Chińczycy. Na płaszczyźnie regionalnej Chiny podejmowały zdecydowane działania na rzecz poprawy stosunków z państwami sąsiednimi. Od 1991 r. ChRL rozwiązała konflikty graniczne z Kazachstanem, Kirgistanem, Laosem, Rosją, Tadżykistanem i Wietnamem w sposób niezwykle kompromisowy, zadawalając się połową lub często o wiele mniej spornego terytorium. W następnych latach Pekin potrafił także znacząco poprawić swoje relacje z Delhi. W kwietniu 2005 r. ChRL i Indie podpisały umowę o „nowym partnerstwie strategicznym”. Chiny promując rozwój „stosunków dobrosąsiedzkich” stworzyły jednocześnie nowy, dość charakterystyczny typ stosunków międzypaństwowych, który nie jest ani sojuszem, ani nie ma charakteru konfrontacyjnego, nie jest też skierowany przeciwko jakiemukolwiek trzeciemu państwu. Na płaszczyźnie globalnej kluczowymi dla władz pekińskich były stosunki z wielkimi mocarstwami oraz zapewnienie sobie wpływu w organizacjach międzynarodowych o zasięgu światowym, zwłaszcza w tych o charakterze gospodarczym. Występując na 8 Konferencji Przeglądowej ONZ dotyczącej Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), przedstawiciel Chin opowiedział się za globalnymi działaniami na rzecz stopniowego wyeliminowania tego rodzaju środków militarnych. Konferencja na temat ogólnoświatowego stanu nieproliferacji broni atomowej rozpoczęła się w siedzibie ONZ w Nowym Jorku 3.5. 2010 roku i potrwa prawie do końca tego miesiąca -28.5. 2010. Podczas inauguracyjnej debaty – 4.5.2010r. głos zabrało kilkudziesięciu ministrów spraw zagranicznych i ambasadorów przy Narodach Zjednoczonych oraz reprezentantów czołowych organizacji międzynarodowych. Patronat nad obradami objął Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-Moon. Światowe media z uwagą śledzą propozycje, które znalazły się w wystąpieniach przedstawicieli 5 globalnych mocarstw nuklearnych (USA, Rosji, Wlk. Brytanii, Francji oraz Chin). Reprezentujący CHRL stały przedstawiciel tego kraju przy ONZ Li Baodong podkreślił 4.5.2010 roku, że od momentu wejścia w życie Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej w marcu 1970 roku (sam tekst traktatu przygotowany został 2 lata wcześniej), porozumienie o nieproliferacji broni masowej zagłady odegrało kluczową rolę w zapewnieniu międzynarodowego pokoju i stabilizacji. Chiński dyplomata uznał, iż ostatecznym celem globalnych wysiłków rozbrojeniowych powinna być całkowita eliminacja oręża nuklearnego z arsenałów wojskowych wszystkich państw. "Osiągnięcie całkowitego rozbrojenia nuklearnego i ustanowienie świata wolnego od tego rodzaju broni jest już powszechnie akceptowane i wciąż budowany jest w tej sprawie coraz szerszy konsensus na arenie międzynarodowej. Świadectwem tych tendencji może być rosnąca liczba krajów, które decydują się na wykorzystanie energii atomowej do celów pokojowego rozwoju i uzyskiwania czystej ekologicznie, odnawialnej energii" - tłumaczył Li z trybuny ONZ. Przedstawiciel Kraju Środka ocenił, iż międzynarodowe Konferencje Przeglądowe ONZ na temat nierozprzestrzeniania broni jądrowej stanowią istotny krok w stronę zakazu używania i stopniowej eliminacji broni atomowej. Zdaniem dyplomaty, XXI wiek niesie za sobą nowe wyzwania w sferze globalnego bezpieczeństwa, wymagając zupełnie nowego podejścia do problematyki zapobiegania konfliktom zbrojnym pomiędzy państwami. "Zapewnienie pokoju, rozwoju i współpracy znajdują się w głównym nurcie wyzwań naszych czasów. Nowa sytuacja globalna wymaga nowych koncepcji. Bezpieczeństwo poszczególnych krajów nigdy nie było ze sobą bardziej powiązane niż dzisiaj. Bezpieczeństwo nie jest grą zero-jedynkową. Żaden kraj lub grupa państw nie jest dzisiaj w stanie samodzielnie chronić swojego bezpieczeństwa. Gdy zbudujemy bezpieczeństwo ogólnoświatowe, dopiero wówczas każdy indywidualny kraj będzie mógł czuć się bezpiecznie" - konkludował Li.
Opinię ambasadora CHRL przy ONZ potwierdziła tego samego dnia rzeczniczka prasowa chińskiego MSZ Jiang Yu podczas regularnej konferencji dla dziennikarzy zagranicznych w Pekinie. Dyplomatka zwróciła uwagę, że strategia nuklearna Kraju Środka ma charakter wybitnie defensywny, a Pekin, utrzymujący swój arsenał atomowy na najniższym z możliwych poziomów, nigdy nie użyje broni masowej zagłady jako pierwszy. Chiny są sygnatariuszem Układu o nieproliferacji broni masowej zagłady od 1992 roku. Ostatnią próbę jądrową przeprowadziły w 1996 roku. Głos Pekinu w sprawie rozbrojenia nuklearnego jest bacznie obserwowany z uwagi na bliskie stosunki CHRL z Koreą Północną, która w 2003 roku, po 18 latach uczestnictwa w Układzie, jednostronnie go wypowiedziała. Wspólnota międzynarodowa liczy, że Chińczykom uda się nakłonić władze w Phenianie do rezygnacji z wojskowego arsenału jądrowego i powrotu do sześciostronnych negocjacji, przerwanych w 2007 roku. Oczekuje się również, że 3 stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (USA, Wlk. Brytania, Francja oraz Niemcy - kraje wchodzące w skład tzw. Grupy 5+1) osiągnie z Chinami i Rosją porozumienie na temat wprowadzenia kolejnego pakietu międzynarodowych sankcji wobec Iranu, rozwijającego własny program atomowy. Jak do tej pory jednak władze Chin są przeciwne ostrej polityce wobec Teheranu i apelują o kontynuowanie z Irańczykami dialogu politycznego.
W zasadniczych kwestiach związanych z bezpieczeństwem globalnym i regionalnym ChRL i USA umiały zdobyć się na współpracę. W listopadzie 2002 r. Chiny poparły Rezolucję 1441 ONZ w sprawie przeprowadzenia w Iraku inspekcji mającej wyjaśnić kwestię irackich programów rozwijających broń masowego rażenia. Pekin odgrywa także wiodącą rolę w rozwiązywaniu kryzysu północnokoreańskiego i jest gospodarzem „rozmów sześciostronnych”, w pewien sposób wychodząc naprzeciw oczekiwaniom dyplomacji amerykańskiej.
„Konstruktywne partnerstwo” Chin i Rosji od lat dziewięćdziesiątych nie ogranicza się jedynie do współpracy gospodarczej i stworzenia warunków dla wzajemnego zaufania. Niewątpliwie, za obustronne korzyści uznać należy wspólną krytykę „niektórych aspektów polityki globalnej i regionalnej państw Zachodu”, czy też chociażby handel bronią. W dokumencie końcowym podczas szczytu w kwietniu 1996 r., zawarte zostało sformułowanie o „strategicznym partnerstwie” Federacji Rosyjskiej i ChRL.
Według niektórych badaczy, stosunki chińsko-japońskie układają się co najmniej poprawnie od 1998 r., kiedy to prezydent ChRL Jiang Zemin złożył pierwszą wizytę jako głowa państwa w Japonii. Obie strony wydały wówczas (25 listopada 1998 r.) Wspólną Chińsko-Japońską Deklarację Przyjazne Partnerstwo oraz Współpraca dla Pokoju i Rozwoju.
Ożywieniu uległy także stosunki Chin z państwami innych regionów: Afryki, Bliskiego Wschodu i Ameryki Południowej. Niezwykle ważnym impulsem tych działań są wciąż wzrastające zapotrzebowanie chińskiej gospodarki na surowce naturalne, zwłaszcza energetyczne. Bliskie relacje Pekinu z państwami rozwijającymi się ułatwiają współpracę w organizacjach międzynarodowych, co w praktyczny sposób przekłada się na liczbę głosów popierających chińskie inicjatywy i chroniących chińskie interesy. Zaskakującym przejawem tej aktywności była niespotykana wcześniej otwartość Pekinu na inicjatywy o charakterze wielostronnym. Coraz częściej w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych Chiny angażowały się także w różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze multilateralnym na poziomie globalnym. W 1996 r. ChRL przystąpiła do międzynarodowego układu zakazującego przeprowadzanie prób z bronią jądrową. Chiny stały się sygnatariuszem również kilku innych wielostronnych umów międzynarodowych dotyczących kontroli zbrojeń, w tym Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i Konwencji o zakazie broni chemicznej. W 1997 i 1998 r., Chiny podpisały dwie konwencję Organizacji Narodów Zjednoczonych związanych z ochroną praw człowieka.
W 1996 r. ChRL, Rosja, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan podpisały porozumienie o budowie środków zaufania w sferze militarnej na terenach przygranicznych, a 15 czerwca 2001 r. „Szóstka Szanghajska” (po przystąpieniu Uzbekistanu) podpisała „Deklarację Szanghajskiej Organizacji Współpracy” (SOW), która za główne cele stawia sobie walkę z separatyzmem, terroryzmem i ekstremizmem, także przemytem narkotyków i nielegalnym handlem broni. Szczególnym dowodem na nowe podejście Chin do stosunków międzynarodowych jest aktywne zaangażowanie się Pekinu w rozwiązanie napięć powstałych wokół rozwoju północnokoreańskiego programu jądrowego. Zdaniem niektórych komentatorów wszystkie te wydarzenia świadczą, iż chińscy przywódcy chcą uczynić z Chin rzeczywistą część społeczności globalnej. Inni, znacznie ostrożniej, doceniając działania podejmowane przez ChRL na arenie międzynarodowej, oceniają politykę zagraniczną Państwa Środka w ostatnich latach, jako „mniej konfrontacyjną, bardziej wyszukaną, bardziej godną zaufania i – czasami – bardziej konstruktywną w swym stosunku wobec spraw regionalnych i globalnych. Daleko idące zmiany zaszły także w doborze narzędzi realizujących założenia polityczne. Wielu specjalistów tematu podkreśla odejście od elementów „twardej siły” na rzecz soft power (ruan shili). Stosując kategorie wprowadzone przez Josepha Nye’a, w chińskiej polityce zagranicznej stosuje się coraz więcej „zachęt”, niż środków przymusu, coraz istotniejsza staje się „kooptacja” (poprzez ustanawianie wspólnych agend i wykorzystywanie atrakcyjności Państwa Środka), niż wydawanie „rozkazów”. Joshua Kurlantzick wysoko ocenił możliwości oddziaływania ChRL na arenie międzynarodowej poprzez „przekonywanie raczej, niż przemoc” oraz poziom „atrakcyjności” Chin, która jest rozpowszechniana przez chińską „kulturę, dyplomację, udział w organizacjach międzynarodowych, zagranicznych przedsięwzięciach biznesowych” oraz wzrastający potencjał chińskiej gospodarki. Ekonomiczne i militarne środki „twardej siły” (hard power) państwa na ogół są lepiej widoczne, niż wysublimowane formy soft power. Wraz ze zmianą międzynarodowego obrazu Chin, ich możliwości oddziaływania poprzez „miękką siłę” wzrastają. Źródeł soft power ChRL należy szukać w chińskiej cywilizacji, jej historii i kulturze, ale również w atrakcyjnym dla niektórych modelu państwa łączącym polityczny autorytaryzm z gospodarką rynkową. Wiąże się to także w sposób szczególny z nowym obrazem Chin, jaki one same budują na arenie międzynarodowej. Jest to obraz państwa promującego zasadę „dobrego sąsiedztwa”, popierającego „pokojowe rozwiązywanie sporów”, czy „wzajemnie korzystne związki ekonomiczne”. ChRL w stosunkach międzynarodowych przyjmuje rolę, która nie jest zupełnie nowa. Doświadczenie jednak uczy, że w przypadku ChRL należy odróżnić rolę deklarowaną od rzeczywistej roli w stosunkach międzynarodowych. Warto wspomnieć, iż niektórzy badacze wskazują, iż w kontekście azjatyckim na problem chińskiej soft power należy spojrzeć jeszcze szerzej, ograniczając hard power do sfery bezpieczeństwa narodowego. Jednym z najlepszych przykładów na wzrost znaczenia soft power w chińskiej strategii jest polityka Pekinu wobec Tajwanu na początku XXI w. W 2005 r. ChRL rozpoczęła prawdziwą „ofensywę zauroczenia” polityków i społeczeństwa na Tajwanie. Zaproszono czołowych polityków partii opozycyjnych, którzy spotkali się w trakcie swej wizyty ze ścisłym kierownictwem KPCh. Studenci z Tajwanu na chińskich uniwersytetach uzyskali prawo do form pomocy dostępnych obywatelom ChRL. Poprzez wprowadzenie zerowej stawki celnej na import tajwańskich owoców, zachętami pro-eksportowymi objęto farmerów z południa Tajwanu (tradycyjnie zwolenników niepodległości). Zmianie uległ wreszcie cały system funkcjonowania chińskiej służby dyplomatycznej. Wpływ na to mają zapewne procesy profesjonalizacji (lepsze przygotowanie kadry), zespołowego pluralizmu (poszerzenie kręgów decyzyjnych o nowe podmioty), decentralizacji (prowadzenie polityki zagranicznej na niższych szczeblach administracji) oraz globalizacji (poszerzenie sieci powiązań i współzależności w stosunkach międzynarodowych). Tradycyjnie w szerokim zakresie wykorzystywana jest także „dyplomacja ludowa”, w realizacji której znaczącą rolę odgrywa „Chińskie Ludowe Stowarzyszenie Przyjaźni z Zagranicznymi Państwami”. Chociaż praktyka chińskiej dyplomacji publicznej zdaje się wyprzedzać dyskusję nad rozwiązaniami teoretycznymi, to w sferze konceptualnej polityki zagranicznej również zaszły daleko idące zmiany na początku XXI w. Strategicznym celem ChRL jest modernizacja i rozwój państwa. Koncepcja „Pokojowego Wzrostu” (heping jueqi), którą wyartykułował po raz pierwszy w 2003 r. wicedyrektor Centralnej Szkoły Partyjnej Zheng Bijian, zakłada podtrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego oraz utrzymanie spokoju społecznego, bez posługiwania się środkami przemocy. W 2005 r. prezydent ChRL, Hu Jintao, zaprezentował na forum ONZ, w sześćdziesiątą rocznicę powstania organizacji, „Teorię Harmonijnego Świata”. Czteropunktowa propozycja obejmowała postulat wspierania multilateralizmu, w tym mechanizmów bezpieczeństwa zbiorowego i pokojowego rozstrzygania sporów oraz wzmocnienie roli ONZ, popieranie współpracy międzynarodowej opartej na wzajemnych korzyściach, budowę świata opartego na pokojowej koegzystencji wielkich cywilizacji oraz przeprowadzenie „racjonalnej i koniecznej” reformy ONZ, przy czym w Radzie Bezpieczeństwa należałoby zwiększyć reprezentację krajów rozwijających się oraz wpływ małych i średnich państw na proces decyzyjny. Podczas XVII Zjazdu Komunistycznej Partii Chin (KPCh) w październiku 2007 r. „Teoria Harmonijnego Świata” uznana została za oficjalną koncepcję chińskiej polityki zagranicznej. Zaadaptowanych zostało jednak tylko pierwsze trzy z ogółem czterech przedstawionych pierwotnie w 2005 r. założeń, przy czym konieczność reformy ONZ nie została podkreślona już w tak szczególny sposób. Program prezydenta Hu Jintao spełnia ważną rolę teoretycznie umocowując działania chińskiej dyplomacji oraz tworząc jej ideologiczne fundamenty. W dużej mierze jest jednak projektem sporządzonym na potrzeby zewnętrzne. Chiny chcą być oceniane, jako państwo „odpowiedzialne za sprawy światowe”, którego szybki wzrost nie grozi destabilizacją systemu międzynarodowego. Termin „Nowej Dyplomacji” Chin można uznać za synonim nowej jakości w obszarze zarządzania stosunkami zagranicznymi ChRL. Pojęcie to odnosi się bezpośrednio do nowego sposobu realizacji celów odwiecznych, jak i też taktycznych w chińskiej polityce zagranicznej. Można uznać, iż koncepcja „Nowej Dyplomacji” stała się praktycznym impulsem dla rozwoju stworzonej na potrzeby wewnętrznej „Teorii Harmonijnego Społeczeństwa” w doktrynę polityki zagranicznej „Harmonijnego Świata”. Jednak uznać należy, że obecnie „Nowa Dyplomacja” służy także realizacji założeń przyjętych w „Teorii Harmonijnego Świata”. Stosunki z najważniejszymi graczami na arenie międzynarodowej, tak zwana polityka wielkich mocarstw, wydają się mieć nadal największe znaczenie w polityce zagranicznej ChRL. Jednak chińska dyplomacja przywiązuje, przynajmniej w sposób formalny, coraz większą wagę do wielostronnej współpracy międzynarodowej. W szczególny sposób ChRL kładzie nacisk na znaczenie ONZ i innych organizacji systemu Narodów Zjednoczonych. Przykład SOW i podejście wobec problemu północnokoreańskiego może świadczyć o zmianie wobec mechanizmów bezpieczeństwa zbiorowego. Stało się to nawet swoistym przyczynkiem do opinii, jaką wyrażają niektórzy specjaliści tematu, o możliwości udziału Chin we „współ-zarządzaniu” szczególnymi sytuacjami na arenie międzynarodowej, zwłaszcza źródłami potencjalnych napięć i konfliktów.
Projekt konstrukcji porządku światowego uwzględniający czerpanie „wzajemnych korzyści” nie jest zupełnie nową ideą w chińskiej polityce zagranicznej. Wydaję się jednak, że tym razem nie jest to propozycja li tylko deklaratywna, ale konsekwentne odejście od strategii zero sum game, na rzecz rozwiązań typu win-win. Ale „wzajemne korzyści” nie oznaczają „równych”, a promując wizję świata, w którym struktura pożytków ma być zdecentralizowana, Chiny jednocześnie wydają opowiadać się za jakąś formą „centralizacją decyzji” w – prawdopodobnie – nowym „koncercie mocarstw”. Nawiązujący do koncepcji budowy „Nowego Ładu Ekonomicznego” postulat oparcia stosunków międzynarodowych na wzajemnych korzyściach uwzględnia wzrastającą rolę globalizacji we współczesnym świecie. Jednak chińskie elity wspominają często o „dwóch ostrzach” globalizacji, wyraźnie rozróżniając jej gospodarczą i kulturową naturę. I o ile akceptują pierwszy aspekt procesu, podkreślają płynące z niego korzyści, to stanowczo odrzucają drugi. Wiąże się to ze zdecydowanym sprzeciwem wobec tego, co chińscy przywódcy nazywają „uniwersalizacją”. Propagowanie autonomii cywilizacji jest jednocześnie sygnałem, że Pekin zamierza stanowczo bronić swojego suwerennego prawa do wyłącznego określania własnego modelu ustroju politycznego. W ocenie niektórych, „Konsensus Pekiński” staje się poważną alternatywą (chociaż jeszcze nie konkurentem) w stosunku do propagowanego szeroko od lat osiemdziesiątych „Konsensu Waszyngtońskiego”.
Coraz większe znaczenie w chińskiej polityce zagranicznej odgrywa soft power, której oddziaływanie wzrasta zarówno w wymiarze kulturowym, jak i w rosnącej atrakcyjności modelu ekonomiczno-politycznego. Odbywa się to przy stale polepszającej się jakości chińskiej dyplomacji publicznej oraz coraz większej roli, jaką odgrywają w niej aktorzy niepaństwowi. Nowe podejście do prowadzenia polityki zagranicznej wykorzystujące częściej niż dotychczas multilateralizm i stosujące szczególne form relacji bilateralnych (chociażby „partnerstwa strategiczne”) stanowi niezwykle ważny element rosnącej chińskiej soft power.
Opinię ambasadora CHRL przy ONZ potwierdziła tego samego dnia rzeczniczka prasowa chińskiego MSZ Jiang Yu podczas regularnej konferencji dla dziennikarzy zagranicznych w Pekinie. Dyplomatka zwróciła uwagę, że strategia nuklearna Kraju Środka ma charakter wybitnie defensywny, a Pekin, utrzymujący swój arsenał atomowy na najniższym z możliwych poziomów, nigdy nie użyje broni masowej zagłady jako pierwszy. Chiny są sygnatariuszem Układu o nieproliferacji broni masowej zagłady od 1992 roku. Ostatnią próbę jądrową przeprowadziły w 1996 roku. Głos Pekinu w sprawie rozbrojenia nuklearnego jest bacznie obserwowany z uwagi na bliskie stosunki CHRL z Koreą Północną, która w 2003 roku, po 18 latach uczestnictwa w Układzie, jednostronnie go wypowiedziała. Wspólnota międzynarodowa liczy, że Chińczykom uda się nakłonić władze w Phenianie do rezygnacji z wojskowego arsenału jądrowego i powrotu do sześciostronnych negocjacji, przerwanych w 2007 roku. Oczekuje się również, że 3 stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (USA, Wlk. Brytania, Francja oraz Niemcy - kraje wchodzące w skład tzw. Grupy 5+1) osiągnie z Chinami i Rosją porozumienie na temat wprowadzenia kolejnego pakietu międzynarodowych sankcji wobec Iranu, rozwijającego własny program atomowy. Jak do tej pory jednak władze Chin są przeciwne ostrej polityce wobec Teheranu i apelują o kontynuowanie z Irańczykami dialogu politycznego.
W zasadniczych kwestiach związanych z bezpieczeństwem globalnym i regionalnym ChRL i USA umiały zdobyć się na współpracę. W listopadzie 2002 r. Chiny poparły Rezolucję 1441 ONZ w sprawie przeprowadzenia w Iraku inspekcji mającej wyjaśnić kwestię irackich programów rozwijających broń masowego rażenia. Pekin odgrywa także wiodącą rolę w rozwiązywaniu kryzysu północnokoreańskiego i jest gospodarzem „rozmów sześciostronnych”, w pewien sposób wychodząc naprzeciw oczekiwaniom dyplomacji amerykańskiej.
„Konstruktywne partnerstwo” Chin i Rosji od lat dziewięćdziesiątych nie ogranicza się jedynie do współpracy gospodarczej i stworzenia warunków dla wzajemnego zaufania. Niewątpliwie, za obustronne korzyści uznać należy wspólną krytykę „niektórych aspektów polityki globalnej i regionalnej państw Zachodu”, czy też chociażby handel bronią. W dokumencie końcowym podczas szczytu w kwietniu 1996 r., zawarte zostało sformułowanie o „strategicznym partnerstwie” Federacji Rosyjskiej i ChRL.
Według niektórych badaczy, stosunki chińsko-japońskie układają się co najmniej poprawnie od 1998 r., kiedy to prezydent ChRL Jiang Zemin złożył pierwszą wizytę jako głowa państwa w Japonii. Obie strony wydały wówczas (25 listopada 1998 r.) Wspólną Chińsko-Japońską Deklarację Przyjazne Partnerstwo oraz Współpraca dla Pokoju i Rozwoju.
Ożywieniu uległy także stosunki Chin z państwami innych regionów: Afryki, Bliskiego Wschodu i Ameryki Południowej. Niezwykle ważnym impulsem tych działań są wciąż wzrastające zapotrzebowanie chińskiej gospodarki na surowce naturalne, zwłaszcza energetyczne. Bliskie relacje Pekinu z państwami rozwijającymi się ułatwiają współpracę w organizacjach międzynarodowych, co w praktyczny sposób przekłada się na liczbę głosów popierających chińskie inicjatywy i chroniących chińskie interesy. Zaskakującym przejawem tej aktywności była niespotykana wcześniej otwartość Pekinu na inicjatywy o charakterze wielostronnym. Coraz częściej w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych Chiny angażowały się także w różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze multilateralnym na poziomie globalnym. W 1996 r. ChRL przystąpiła do międzynarodowego układu zakazującego przeprowadzanie prób z bronią jądrową. Chiny stały się sygnatariuszem również kilku innych wielostronnych umów międzynarodowych dotyczących kontroli zbrojeń, w tym Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i Konwencji o zakazie broni chemicznej. W 1997 i 1998 r., Chiny podpisały dwie konwencję Organizacji Narodów Zjednoczonych związanych z ochroną praw człowieka.
W 1996 r. ChRL, Rosja, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan podpisały porozumienie o budowie środków zaufania w sferze militarnej na terenach przygranicznych, a 15 czerwca 2001 r. „Szóstka Szanghajska” (po przystąpieniu Uzbekistanu) podpisała „Deklarację Szanghajskiej Organizacji Współpracy” (SOW), która za główne cele stawia sobie walkę z separatyzmem, terroryzmem i ekstremizmem, także przemytem narkotyków i nielegalnym handlem broni. Szczególnym dowodem na nowe podejście Chin do stosunków międzynarodowych jest aktywne zaangażowanie się Pekinu w rozwiązanie napięć powstałych wokół rozwoju północnokoreańskiego programu jądrowego. Zdaniem niektórych komentatorów wszystkie te wydarzenia świadczą, iż chińscy przywódcy chcą uczynić z Chin rzeczywistą część społeczności globalnej. Inni, znacznie ostrożniej, doceniając działania podejmowane przez ChRL na arenie międzynarodowej, oceniają politykę zagraniczną Państwa Środka w ostatnich latach, jako „mniej konfrontacyjną, bardziej wyszukaną, bardziej godną zaufania i – czasami – bardziej konstruktywną w swym stosunku wobec spraw regionalnych i globalnych. Daleko idące zmiany zaszły także w doborze narzędzi realizujących założenia polityczne. Wielu specjalistów tematu podkreśla odejście od elementów „twardej siły” na rzecz soft power (ruan shili). Stosując kategorie wprowadzone przez Josepha Nye’a, w chińskiej polityce zagranicznej stosuje się coraz więcej „zachęt”, niż środków przymusu, coraz istotniejsza staje się „kooptacja” (poprzez ustanawianie wspólnych agend i wykorzystywanie atrakcyjności Państwa Środka), niż wydawanie „rozkazów”. Joshua Kurlantzick wysoko ocenił możliwości oddziaływania ChRL na arenie międzynarodowej poprzez „przekonywanie raczej, niż przemoc” oraz poziom „atrakcyjności” Chin, która jest rozpowszechniana przez chińską „kulturę, dyplomację, udział w organizacjach międzynarodowych, zagranicznych przedsięwzięciach biznesowych” oraz wzrastający potencjał chińskiej gospodarki. Ekonomiczne i militarne środki „twardej siły” (hard power) państwa na ogół są lepiej widoczne, niż wysublimowane formy soft power. Wraz ze zmianą międzynarodowego obrazu Chin, ich możliwości oddziaływania poprzez „miękką siłę” wzrastają. Źródeł soft power ChRL należy szukać w chińskiej cywilizacji, jej historii i kulturze, ale również w atrakcyjnym dla niektórych modelu państwa łączącym polityczny autorytaryzm z gospodarką rynkową. Wiąże się to także w sposób szczególny z nowym obrazem Chin, jaki one same budują na arenie międzynarodowej. Jest to obraz państwa promującego zasadę „dobrego sąsiedztwa”, popierającego „pokojowe rozwiązywanie sporów”, czy „wzajemnie korzystne związki ekonomiczne”. ChRL w stosunkach międzynarodowych przyjmuje rolę, która nie jest zupełnie nowa. Doświadczenie jednak uczy, że w przypadku ChRL należy odróżnić rolę deklarowaną od rzeczywistej roli w stosunkach międzynarodowych. Warto wspomnieć, iż niektórzy badacze wskazują, iż w kontekście azjatyckim na problem chińskiej soft power należy spojrzeć jeszcze szerzej, ograniczając hard power do sfery bezpieczeństwa narodowego. Jednym z najlepszych przykładów na wzrost znaczenia soft power w chińskiej strategii jest polityka Pekinu wobec Tajwanu na początku XXI w. W 2005 r. ChRL rozpoczęła prawdziwą „ofensywę zauroczenia” polityków i społeczeństwa na Tajwanie. Zaproszono czołowych polityków partii opozycyjnych, którzy spotkali się w trakcie swej wizyty ze ścisłym kierownictwem KPCh. Studenci z Tajwanu na chińskich uniwersytetach uzyskali prawo do form pomocy dostępnych obywatelom ChRL. Poprzez wprowadzenie zerowej stawki celnej na import tajwańskich owoców, zachętami pro-eksportowymi objęto farmerów z południa Tajwanu (tradycyjnie zwolenników niepodległości). Zmianie uległ wreszcie cały system funkcjonowania chińskiej służby dyplomatycznej. Wpływ na to mają zapewne procesy profesjonalizacji (lepsze przygotowanie kadry), zespołowego pluralizmu (poszerzenie kręgów decyzyjnych o nowe podmioty), decentralizacji (prowadzenie polityki zagranicznej na niższych szczeblach administracji) oraz globalizacji (poszerzenie sieci powiązań i współzależności w stosunkach międzynarodowych). Tradycyjnie w szerokim zakresie wykorzystywana jest także „dyplomacja ludowa”, w realizacji której znaczącą rolę odgrywa „Chińskie Ludowe Stowarzyszenie Przyjaźni z Zagranicznymi Państwami”. Chociaż praktyka chińskiej dyplomacji publicznej zdaje się wyprzedzać dyskusję nad rozwiązaniami teoretycznymi, to w sferze konceptualnej polityki zagranicznej również zaszły daleko idące zmiany na początku XXI w. Strategicznym celem ChRL jest modernizacja i rozwój państwa. Koncepcja „Pokojowego Wzrostu” (heping jueqi), którą wyartykułował po raz pierwszy w 2003 r. wicedyrektor Centralnej Szkoły Partyjnej Zheng Bijian, zakłada podtrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego oraz utrzymanie spokoju społecznego, bez posługiwania się środkami przemocy. W 2005 r. prezydent ChRL, Hu Jintao, zaprezentował na forum ONZ, w sześćdziesiątą rocznicę powstania organizacji, „Teorię Harmonijnego Świata”. Czteropunktowa propozycja obejmowała postulat wspierania multilateralizmu, w tym mechanizmów bezpieczeństwa zbiorowego i pokojowego rozstrzygania sporów oraz wzmocnienie roli ONZ, popieranie współpracy międzynarodowej opartej na wzajemnych korzyściach, budowę świata opartego na pokojowej koegzystencji wielkich cywilizacji oraz przeprowadzenie „racjonalnej i koniecznej” reformy ONZ, przy czym w Radzie Bezpieczeństwa należałoby zwiększyć reprezentację krajów rozwijających się oraz wpływ małych i średnich państw na proces decyzyjny. Podczas XVII Zjazdu Komunistycznej Partii Chin (KPCh) w październiku 2007 r. „Teoria Harmonijnego Świata” uznana została za oficjalną koncepcję chińskiej polityki zagranicznej. Zaadaptowanych zostało jednak tylko pierwsze trzy z ogółem czterech przedstawionych pierwotnie w 2005 r. założeń, przy czym konieczność reformy ONZ nie została podkreślona już w tak szczególny sposób. Program prezydenta Hu Jintao spełnia ważną rolę teoretycznie umocowując działania chińskiej dyplomacji oraz tworząc jej ideologiczne fundamenty. W dużej mierze jest jednak projektem sporządzonym na potrzeby zewnętrzne. Chiny chcą być oceniane, jako państwo „odpowiedzialne za sprawy światowe”, którego szybki wzrost nie grozi destabilizacją systemu międzynarodowego. Termin „Nowej Dyplomacji” Chin można uznać za synonim nowej jakości w obszarze zarządzania stosunkami zagranicznymi ChRL. Pojęcie to odnosi się bezpośrednio do nowego sposobu realizacji celów odwiecznych, jak i też taktycznych w chińskiej polityce zagranicznej. Można uznać, iż koncepcja „Nowej Dyplomacji” stała się praktycznym impulsem dla rozwoju stworzonej na potrzeby wewnętrznej „Teorii Harmonijnego Społeczeństwa” w doktrynę polityki zagranicznej „Harmonijnego Świata”. Jednak uznać należy, że obecnie „Nowa Dyplomacja” służy także realizacji założeń przyjętych w „Teorii Harmonijnego Świata”. Stosunki z najważniejszymi graczami na arenie międzynarodowej, tak zwana polityka wielkich mocarstw, wydają się mieć nadal największe znaczenie w polityce zagranicznej ChRL. Jednak chińska dyplomacja przywiązuje, przynajmniej w sposób formalny, coraz większą wagę do wielostronnej współpracy międzynarodowej. W szczególny sposób ChRL kładzie nacisk na znaczenie ONZ i innych organizacji systemu Narodów Zjednoczonych. Przykład SOW i podejście wobec problemu północnokoreańskiego może świadczyć o zmianie wobec mechanizmów bezpieczeństwa zbiorowego. Stało się to nawet swoistym przyczynkiem do opinii, jaką wyrażają niektórzy specjaliści tematu, o możliwości udziału Chin we „współ-zarządzaniu” szczególnymi sytuacjami na arenie międzynarodowej, zwłaszcza źródłami potencjalnych napięć i konfliktów.
Projekt konstrukcji porządku światowego uwzględniający czerpanie „wzajemnych korzyści” nie jest zupełnie nową ideą w chińskiej polityce zagranicznej. Wydaję się jednak, że tym razem nie jest to propozycja li tylko deklaratywna, ale konsekwentne odejście od strategii zero sum game, na rzecz rozwiązań typu win-win. Ale „wzajemne korzyści” nie oznaczają „równych”, a promując wizję świata, w którym struktura pożytków ma być zdecentralizowana, Chiny jednocześnie wydają opowiadać się za jakąś formą „centralizacją decyzji” w – prawdopodobnie – nowym „koncercie mocarstw”. Nawiązujący do koncepcji budowy „Nowego Ładu Ekonomicznego” postulat oparcia stosunków międzynarodowych na wzajemnych korzyściach uwzględnia wzrastającą rolę globalizacji we współczesnym świecie. Jednak chińskie elity wspominają często o „dwóch ostrzach” globalizacji, wyraźnie rozróżniając jej gospodarczą i kulturową naturę. I o ile akceptują pierwszy aspekt procesu, podkreślają płynące z niego korzyści, to stanowczo odrzucają drugi. Wiąże się to ze zdecydowanym sprzeciwem wobec tego, co chińscy przywódcy nazywają „uniwersalizacją”. Propagowanie autonomii cywilizacji jest jednocześnie sygnałem, że Pekin zamierza stanowczo bronić swojego suwerennego prawa do wyłącznego określania własnego modelu ustroju politycznego. W ocenie niektórych, „Konsensus Pekiński” staje się poważną alternatywą (chociaż jeszcze nie konkurentem) w stosunku do propagowanego szeroko od lat osiemdziesiątych „Konsensu Waszyngtońskiego”.
Coraz większe znaczenie w chińskiej polityce zagranicznej odgrywa soft power, której oddziaływanie wzrasta zarówno w wymiarze kulturowym, jak i w rosnącej atrakcyjności modelu ekonomiczno-politycznego. Odbywa się to przy stale polepszającej się jakości chińskiej dyplomacji publicznej oraz coraz większej roli, jaką odgrywają w niej aktorzy niepaństwowi. Nowe podejście do prowadzenia polityki zagranicznej wykorzystujące częściej niż dotychczas multilateralizm i stosujące szczególne form relacji bilateralnych (chociażby „partnerstwa strategiczne”) stanowi niezwykle ważny element rosnącej chińskiej soft power.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
