piątek, 27 czerwca 2008

OPEC -paliwa.

Spotkanie w Jeddah nie było typowym spotkaniem Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej OPEC. Było to spotkanie świata producentów ropy i jej konsumentów. Ciekawe jest więc, jak wyglądają różnice zdań i poglądów. Pierwszą poważną różnicą jest odpowiedź na pytanie: Co jest przyczyną wysokich cen ropy?Zachód stawia tezę, że to brak ropy jest powodem wzrostu cen. Samuel W. Bodman, amerykański sekretarz ds. energii, reprezentujący największego konsumenta (1/4 światowej ropy) powtórzył: "niewystarczające wydobycie ropy naftowej podnosi ceny" . Stwierdził, że brak jednego procenta ropy na rynku potrafi podnieść ceny o 20% .Powtarzanie, że producenci mają zainwestować miliardy dolarów, żeby ceny spadły, jest dość kuriozalnym zjawiskiem. Ale gdy amerykański Senat grozi OPEC ściganiem za zmowę producentów, to pojawiają się nowe tony groźby, której jednak dzisiaj Zachód nie jest chyba w stanie zrealizować. A kraje arabskie dobrze pamiętają kryzys końca lat 90-tych, gdy ropa kosztowała poniżej 10 $/bbl.Państwa OPEC stawiają nacisk na sytuację rynków finansowych świata Zachodu i spekulację jako zasadnicze powody wzrostu cen. Podstawowe pytanie, które zadają: co się stało od sierpnia 2007r. (gdy ropa kosztowała 70$/b), że cena ropy podwoiła się? Nie ma żadnego czynnika fundamentalnego, który mógłby wyjaśnić taką zmianę. Za to czynniki finansowe są dość widoczne. OPEC (w odróżnieniu od Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) i amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA)) co miesiąc w wydaniu swojego "Monthly Oil Market Report" analizuje sytuację na rynku futures i generalnie na rynku commodities. Wnioski z tych analiz są interesujące i aż dziw, że tak poważne zachodnie instytucje nie analizują tej sytuacji (przynajmniej nic nie publikują).Samuel Bodman odpowiadał wprost na takie tezy: "nie ma dowodów, że spekulanci windują ceny" . Czyli zdecydowana różnica zdań nie została przełamana.Ciekawą (choć chyba tylko z zachodniego punktu widzenia) ofertę przedstawił krajom OPEC brytyjski premier Gordon Brown. Zaproponował krajom producentom, aby zainwestowali w paliwa odnawialne (a także nuklearne). Byłoby lepiej, "gdybyśmy skończyli tę grę o sumie zerowej między producentami i konsumentami, na której "nikt nie zyskuje" - stwierdził.Oczywiście Europa od dawna mówi, że zyskiem z wejścia w energię odnawialną jest przewaga technologiczna, jaką zdobywają firmy europejskie opanowując technologie, które mogą być zastosowane na skalę globalną. Pytanie tylko: kto zechce ponosić tak kosztowne inwestycje, by potem otrzymywać dużo droższą energię? Dlatego takie propozycje spotyka jedynie uprzejmy uśmiech zarówno ze strony Chińczyków jak i państw OPEC. Wolą oni gdzie indziej zainwestować swoje biliony dochodów z eksportu czarnego złota. Myślę, że "przyjemność" inwestowania w energię odnawialną pozostawią bogatym krajom Zachodu... skoro chcą wydawać pieniądze na takie cele...Jednak premier Brown zaoferował także coś więcej: "W Brytania i i inni konsumenci ropy powinni otworzyć swoje rynki na inwestycje krajów producentów". To znacząca zmiana tonu. Stosunki między Zachodem a producentami ropy wciąż są zabarwione wspomnieniem szoku z 1973 roku. Jeszcze 2 lata temu, gdy Gazprom chciał zainwestować w brytyjskiego giganta energetycznego Centrica Plc - rząd brytyjski był bardzo nieprzychylny, zapowiadał poważne kontrole inwestycji, a sam Gordon Brown mówił, że inwestor musi zapewnić wszelkie "aspekty bezpieczeństwa".Efekty tego szczytu będą z pewnością niewielkie. Jednak Arabia Saudyjska - swing producer OPEC - już zwiększyła w maju wydobycie (o 300 tys b/d) i planuje dodać na rynek kolejne 200 tysięcy. Saudyjczycy dodają niewielkie ilości, gdyż napotykają opór ze strony bardziej radykalnych członków - Iran i Libia wciąż powtarzają, że tak wysokie ceny to wina Zachodu. Jednak Arabia Saudyjska jest przygotowana, by w 2012 roku wydobywać 12,5 mln /d (dzisiaj 9,45 mln).Czy to znajdzie swoje odzwierciedlenie w cenach ropy? Wątpliwe. Na ceny ropy nie działają od dłuższego czasu żadne sygnały - ani popytowe (spadek konsumpcji w USA, zapowiedź znacznie mniejszego wzrostu konsumpcji światowej IEA) ani podażowe (dodatkowe 500 tys. baryłek we wrześniu "spowodowało" wzrost cen ropy o kilkanaście dolarów).Biopaliwa to niezalezność energetyczna i płaszczyzna do realnej negocjacji warunków współpracy OPEC-Zachód. Aby być realnym partnerem trzeba tą cene zapłacić. Straty spowodowane droższą energią zostaną skompensowane droższą żywnością, co spowoduje dynamiczny rozwój rolnictwa i szczególnie sektora żywnościowego.

Radom 1976 czerwiec 25.

Wściekłość oszukiwanych - 32 lata temu radomscy robotnicy, protestując przeciwko podwyżkom cen, wstrząsnęli komunistycznym systemem. Dziś uczestnicy tamtych wydarzeń nie ukrywają rozczarowania współczesną Polską, a ich dzieci nawet nie rozumieją, po co rodzice wyszli wtedy na ulice. 25 czerwca 1976 r. Bez wątpienia jedna z najważniejszych dat w dziejach Radomia. Autentyczni świadkowie tamtych wydarzeń tacy jak np. Krystyna Bochynek do końca życia będą pamiętać tamten gorący dzień. - Poprzedniego wieczora oglądaliśmy z mężem dziennik i tam poinformowano o podwyżkach cen jedzenia. Jak usłyszałam, że cukier będzie droższy o sto procent, zaczęłam się zastanawiać, jak długo ludzie wytrzymają taką politykę - opowiada pani Krystyna, która przed 32 laty pracowała w Radoskórze. Okazało się, że cierpliwość społeczna właśnie się wyczerpała. Kiedy następnego dnia przyszła do pracy, w fabryce wrzało. - Mój kierownik stwierdził, że wydarzy się dzisiaj coś niedobrego. Był partyjniakiem, ale uczciwym i porządnym. Dostał rano telefon, że w „Walterze" przestali pracować - relacjonuje Krystyna Bochynek. Załoga Zakładów Metalowych już o siódmej rano odeszła od maszyn. Pierwsi zastrajkowali pracownicy wydziału P-6. Godzinę później dołączyli do nich inni robotnicy. Do protestujących bezskutecznie próbował przemawiać dyrektor fabryki. O godz. 8.20 około tysiąc osób opuściło zakład. Po drodze zbierali pracowników innych firm. Najpierw przyłączyła się do nich załoga Zakładów Sprzętu Grzejnego. Po chwili kolejni robotnicy z „Radoskóru", Fabryki Wyrobów Ogniotrwałych, ZNTK, Wytwórni Telefonów i Zakładów Tytoniowych. - Pamiętam, że w naszym pokoju zapanowała euforia. Mój kolega Tadeusz krzyknął „czas im pokazać" i wszyscy wyszliśmy. Oprócz kierownika. Nawet nie próbował nas zatrzymywać - wspomina Krystyna Bochynek. Kilkutysięczny tłum, śpiewając hymn i „Międzynarodówkę", wydając okrzyki: „Precz z podwyżką", „Jesteśmy głodni; chcemy chleba i wolności", udał się na ul. 1 Maja, gdzie mieścił się gmach Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Protestujący zażądali spotkania z Januszem Prokopiakiem, I sekretarzem KW PZPR. Wyszedł do nich jednak jego zastępca Jan Adamczyk. Apelował do tłumu, żeby się rozszedł. Później zaproponował wybór delegacji do negocjacji z partią. Robotnicy odmówili. - Z motłochem rozmawiać nie będę - stwierdził wtedy Adamczyk. Te słowa rozwścieczyły protestujących. - Zmuszono Adamczyka do zdjęcia garnituru. W samej bieliźnie uciekł do komitetu - opowiada jeden ze świadków tamtych wydarzeń. Część zdenerwowanych robotników ruszyła pod Zakłady Mięsne na ul. Mireckiego. - Mówili, że idą po mięso, które zabiera dla siebie partia - wspomina Krystyna Bochynek, która wtedy postanowiła wrócić do domu. Zastanawiała się, co dzieje się z jej mężem Bogusławem, pracownikiem garbarni. Okazało się, że trafił w wir zdarzeń, ponieważ pojechał rano załatwić pilną sprawę w urzędzie. - Widziałem bójkę przed Wytwórnią Telefonów. Protestujący chcieli dać nauczkę tym, którzy postanowili pracować - opowiada Bogusław Bochynek. Tymczasem do akcji przystąpiło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaniepokojone sytuacją na ulicach Radomia. Do miasta zaczęły ściągać posiłki - jednostki ZOMO z Lublina, Łodzi, Kielc i Warszawy. Przywieziono słuchaczy szkół milicyjnych ze Szczytna i Piły. Do tego czasu lokalne władze nie podejmowały żadnych działań. Zdawały sobie sprawę, że garstka milicjantów może tylko rozwścieczyć gęstniejący tłum manifestantów. Protestujący wymogli na I sekretarzu rozmowę telefoniczną z sekretarzem KC Janem Szydlakiem w sprawie zniesienia podwyżek. Prokopiak wspominał po latach: „Domagałem się wydania decyzji w ciągu dwóch godzin, bo była jeszcze możliwość uratowania sytuacji". Szydlak oświadczył, że on sam nie może odwołać ustawy. Prokopiak, by zyskać na czasie, poinformował protestujących, że decyzja zapadnie za dwie godziny. Kilka minut później w rozmowie z Marianem Mozgawą, komendantem wojewódzkim MO, przyznał, że była to tylko zagrywka. Szybko zorganizowano ewakuację pracowników z gmachu komitetu. Około 14.30 wdarli się do niego zniecierpliwieni robotnicy. Demonstranci wyrzucali radia, telewizory i dywany. Czarę goryczy dopełnił widok bufetu obficie zaopatrzonego w wędliny, których nie można było dostać w sklepach. Z okien poleciały puszki, szynki i banany. Budynek stanął w ogniu. - Pamiętam ten czarny dym, unoszący się nad ulicą 1 Maja. Miałem wtedy niesamowite poczucie wolności - mówi Bogusław Bochynek. Włodzimierz Kaczyna, ówczesny wiceprezydent Radomia, wspominał: „Władza była prymitywna, że do tych wydarzeń doprowadziła. Myślała, że ma szczęśliwych niewolników, a miała niewolników nieszczęśliwych ze świadomością oszukania. I to była wściekłość oszukiwanych." W tym samym czasie do Radomia zaczęły wkraczać kolumny milicji. Posuwały się ulicami 1 Maja, Żeromskiego i 22 Lipca. Zomowcy mieli dostać się do płonącego komitetu. Siły porządkowe torowały sobie drogę armatkami wodnymi i miotaczami gazów łzawiących. Musieli jednak omijać porzucone na ulicy wraki samochodów, przyczep i rusztowań. Anonimowy świadek opisuje: „oblężony i ściśnięty oddział milicji musiał utworzyć jeża, zastawionego tarczami i miotającego na wszystkie strony granaty z gazem łzawiącym. Pewien młody człowiek wdarł się na dach kamienicy i z góry obrzucał ich kamieniami. Kilkunastu milicjantów pobiegło za nim w kierunku bramy. Spostrzegły to mieszkanki domu i zaczęły obrzucać milicjantów doniczkami z ziemią i drobnym sprzętem domowym... Milicjanci nie sforsowali tego domu." Apogeum walk nastąpiło pomiędzy godz. 16 a 17. Paliły się wówczas KW PZPR, UW, KW MO, a także kilka wozów strażackich i milicyjnych. Na ul. Żeromskiego pojawiły się grupki mężczyzn, które rozbijały kijami wystawy sklepowe i dokonywały rabunku. - To byli prowokatorzy. Widziałem, jak z tłumu wyszedł młody, ładnie ubrany mężczyzna. Z dyplomatki wyjął cegłę i rzucił nią w szybę sklepu. Potem odwrócił się i odszedł - opowiada Bogusław Bochynek. Te opinie potwierdzają badania Instytutu Pamięci Narodowej. W archiwach znalazł się na przykład rozkaz Mozgawy, który polecał wysłać grupy funkcjonariuszy po cywilnemu, by jako robotnicy demolowali siedzibę lokalnych władz partyjnych. Wieczorem nad Radomiem unosił się czarny dym. Manifestanci palili na ulicach szmaty, by utrudnić orientację kierowcom milicyjnych pojazdów. Około godz. 17, podczas próby zepchnięcia przyczepy z betonowymi płytami w dół ul. 1 Maja, zginęło pod jej kołami dwóch protestujących: Jan Łabęcki i Tadeusz Zębecki. Ich ciała były wożone na wózku akumulatorowym ulicami Radomia. W tym czasie do KW PZPR dotarły już jednostki straży pożarnej, które pod osłoną ZOMO przystąpiły do działań. Ogień w gmachu komitetu zdołano ugasić dopiero około godz. 19. Wieczorem do Radomia przybyły kolejne jednostki ZOMO oraz pododdział z Nadwiślańskiej Jednostki Wojskowej MSW. Uzbrojeni żołnierze otoczyli kordonem komitet. Demonstrantów na ulicach zaczęło ubywać. Milicja zepchnęła walczących na peryferie, przejmując powoli centrum miasta. Nad Radomiem krążyły śmigłowce, a milicja waliła pałkami każdego, kto znalazł się w jej zasięgu. - Gdy się ściemniło, wyszedłem z kolegami na ulicę Żeromskiego. Dopadli nas zomowcy. Kobiety z okien zaczęły krzyczeć: gestapo, zostawcie dzieci! I udało nam się uciec - opowiada Sławomir Maj. Do ostatnich starć doszło na ul. Słowackiego. Rozpraszanie grup demonstrantów trwało do północy. Wiceprezydent Kaczyna: „Wieczorem odbyło się spotkanie w wypalonym budynku partii. Jeden z rozhisteryzowanych uczestników zaproponował, by zmienić nazwę Radom, bo ta nazwa będzie nam ciążyła i wiązała się z poczuciem winy i występku wobec władz PRL."Tego samego dnia Piotr Jaroszewicz odwołał podwyżkę. Wspomniał o „pewnych przypadkach, gdzie miało miejsce naruszenie zasad socjalistycznej demokracji". Bogusław Bochynek nie usłyszał tej informacji. Siedział w milicyjnym areszcie. - Zatrzymali mnie, kiedy wracałem do domu. Bez słowa wepchnęli do więźniarki - opowiada. Szacuje się, że w wyniku łapanki na ulicach Radomia zatrzymano sześćset osób. Wiele z nich znalazło się na tzw. ścieżkach zdrowia - schwytany musiał przejść przez szpaler uformowany z zomowców, którzy w tym czasie okładali go czym się dało, najczęściej pałkami. Milicja już wcześniej stosowała „ścieżki", jednak wyjątkowo często w czerwcu 1976 r. - Miałem szczęście. Mnie to ominęło, ale słyszałem krzyki maltretowanych ludzi - wspomina Bogusław Bochynek. Setki uczestników tamtych wydarzeń trafiło do więzień i zostało wyrzuconych z pracy. Pomocy represjonowanym udzielał Komitet Obrony Robotników, który powstał trzy miesiące po „wydarzeniach radomskich". - Nie zapomnę atmosfery wszechogarniającego strachu, który panował w Radomiu - wspomina senator Zbigniew Romaszewski, działacz KOR. Od czerwca do września 1976 r. odwiedził nasze miasto 43 razy, mimo że za działalność opozycyjną można było wówczas wylądować na kilka lat w więzieniu. - Wtedy nie kalkulowaliśmy w ten sposób. Po prostu, trzeba było pomagać, bo ci ludzie, przechodzący przez milicyjne ścieżki zdrowia, podnieśli głowy i zaprotestowali także w naszym imieniu - mówi Zbigniew Romaszewski. Jak uczestnicy tamtych wydarzeń oceniają dzisiejszą rzeczywistość? - Mam poczucie, że marnujemy wywalczoną wolność. Wtedy wyszliśmy na ulice, bo mieliśmy dość robienia z nas wała. Teraz możemy zmieniać władze co cztery lata i co z tego wynika? Bezrobocie, brak perspektyw, a w Radomiu jest tak samo smutno jak w 1976. Ludzie nie widzą szans na przyszłość - denerwuje się Bogusław Bochynek. Jego żona jest podobnego zdania. - Wtedy brakowało mądrych rządzących i teraz jest tak samo - dodaje. Najbardziej niepokoi ją los córki, tegorocznej maturzystki. - Nie mam pieniędzy na studia dla niej, a przecież bez magistra nic nie zwojuje - mówi Krystyna Bochynek. Marlena, córka państwa Bochynków, najchętniej wyjechałaby daleko od Radomia. Do Anglii albo Irlandii. - W tym mieście nic się nie dzieje i pewnie tak będzie jeszcze długo - twierdzi. O udziale swoich rodziców w robotniczym proteście dowiedziała się dopiero niedawno. I przyznaje, że niespecjalnie ją to obchodzi. - Stare czasy. Co im dały te manifestacje? Wywalczyli wolność i ledwo wiążą koniec z końcem - przekonuje Marlena. Ja tez jako młody człowiek tam byłem, to było coś niesamowitego. Ten kto nie widział tego na własne oczy to mu trudno zrozumieć. Stąd pytania ludzi, którzy w tym nie uczestniczyli. Prostuje podwyzka cukru miała być ponad 150%. Z 10.50 złotych na 26 złotych. Reakcja ludzi była spontaniczna. Nikt, kto wtedy nie czerpał osobistych korzyści z komunistycznej władzy nie miał innego zdani niż protest. Pamiętam szczególnie, walkę na skrzyżowaniu Słowackiego z 1Maja ekipy robotniczej z batalionem uzbrojonych po "zęby" zomowców. Robotnicy mieli do dyspozycji samochód białej cegły, a zomowcy świece łzawiące. Ze śmigłowców krążących nad miastem był zrzucany gaz łzawiący i były fotografowane wszystkie skupiska, aby lampy błyskały. W okolicznych kamienicach rozlegał się płacz dzieci bardzo przeraźliwy i krzyki przerażonych ludzi, w szczególności kobiet. Było to spowodowane szczypaniem oczu od gazu. Sam przebiegłem zatykając oczy koszulką od skrzyżowania 1Maja z Słowackiego do kina ODEON przy ul. Zagłoby z bólem wywołanym gazem łzawiącym. Dla władzy ludzie się nie liczyli. W 1976 roku robotnicy zaprotestowali przeciw wprowadzanym przez władze podwyżkom cen żywności. Zastrajkowało łącznie około 60 tys. osób z 97 zakładów w 24 województwach. Na ulicach Radomia, Ursusa i Płocka odbyły się pochody i manifestacje, które zakończyły starcia z milicją. W Radomiu doszło do walk ulicznych. Starcia przybrały gwałtowny charakter i zwróciły się przeciwko dyktatorskiej władzy. Uczestnicy protestów przez rządzących nazwani pogardliwie "warchołami" poddani zostali brutalnym represjom. Byli bici na tak zwanych ścieżkach zdrowia i wyrzucani z pracy. Niektórzy pozostali inwalidami na całe życie. Do dzisiaj nie zostali osądzeni ani wydający polecenia, ani wykonawcy - członkowie ZOMO i pracownicy SB. Podczas radomskich wydarzeń spłonął budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Sądy skazały w trybie doraźnym 170 robotników, przed kolegium stanęło 214 osób, a blisko 2 tys. pozbawiono pracy. W pacyfikacji Radomia uczestniczyło ponad 1,5 tys. milicjantów, w tym 1,1 tys. z milicyjnej szkoły oficerskiej w Szczytnie.Przymierzam się opisać to co widziałem w szerszej pozycji, po to by Ci co mają wątpliwości zrozumieli istotę sprawy wtedy 25 czerwca 1976 roku.

czwartek, 26 czerwca 2008

Antarktyka

Postrzępione łańcuchy górskie, głębokie doliny, majestatyczne jeziora – Antarktyka mogłaby z powodzeniem rywalizować o tytuł najpiękniejszego miejsca na świecie. Jedyny problem polega na tym, że nikt nigdy nie widział jej wspaniałych pejzaży… Od ponad 25 milionów lat piąty pod względem wielkości kontynent na Ziemi pozostaje bowiem uwięziony pod potężną warstwą lodu, osiągającą miejscami grubość niemal pięciu kilometrów.Teraz naukowcy zamierzają ujawnić tajemnice zaginionego lądu, ukazać jego łańcuchy górskie, wulkany, rzeki, wodospady, formy życia… Użyją do tego celu samolotu wyposażonego w specjalny radar o wysokiej rozdzielczości i bezzałogowych łodzi podwodnych badających głębiny pod lodem w poszukiwaniu mikroskopijnych form życia, które – być może – ewoluowały przez miliony lat odcięte od świata zewnętrznego.Badania rozpoczną się w przyszłym roku i będą jednym z największych tego typu programów od trzydziestu lat.– Więcej wiemy o powierzchni Marsa niż o tym, co leży pod lodami Antarktyki – tłumaczy profesor Martin Siegert, kierujący wydziałem nauk o Ziemi na Uniwersytecie Edynburskim, jeden z szefów projektu. – Ludzie często zapominają, że pod owymi masami lodu znajduje się ląd. Nasze badania pomogą zrozumieć, jak przemieszcza się lód i w jaki sposób jego topnienie wpłynie na podniesienie się poziomu mórz.Wspólnie z naukowcami z British Antarctic Survey – badającymi inną część Antarktyki – specjaliści z Edynburga (uczestniczący w programie ICECAP, czyli „czapa lodowa”) sporządzą mapy trzeciej części kontynentu, niemal 10 milionów kilometrów kwadratowych. Za pomocą czujników grawitacyjnych i magnetycznych określą, z jakich skał zbudowana jest Antarktyka, a także szczegółowo zbadają jedno z ukrytych pod lodem jezior. Niektóre z tych zbiorników leżą ponad półtora kilometra pod poziomem morza – ogromne ciśnienie mas lodu sprawia, że jego najniższe warstwy mimo niskich temperatur topnieją, tworząc niezwykłe jeziora i rzeki (woda w stanie ciekłym ma mniejszą objętość niż w formie lodu).Jednym z największych odkrytych dotąd jezior subglacjalnych jest Wostok we wschodniej części Antarktyki. Naukowcy sądzą, że ma ponad 240 kilometrów długości i 80 kilometrów szerokości.Prof. Siegert i jego współpracownicy planują wysłanie zdalnie sterowanej badawczej łodzi podwodnej do jeziora Ellsworth na zachodzie Antarktyki.– Pod lodem mogą istnieć setki takich jezior – mówi Dr Fausto Ferraccioli, szef grupy geofizyków realizujących program British Antarctic Survey. – Są tam także całe łańcuchy górskie, które tylko czekają na odkrycie.Antarktyka, część kuli ziemskiej, obejmująca zarówno lądy, jak i obszary wodne, stanowiąca polarną strefę na półkuli południowej. Centralną część Antarktyki tworzy kontynent Antarktyda , pokryty w przeważającej części lądolodem, otoczony obszarem wodnym, wchodzącym w obręb trzech Oceanów: Spokojnego, Atlantyckiego i Indyjskiego. Do Antarktyki należy wiele archipelagów (Szetlandy Południowe, Orkady Południowe, Sandwich Południowy) i niewielkich wysp (m.in.: Kergulena, Georgia Południowa, Księcia Edwarda, Crozeta, Balleny'ego, Bouveta) Nazwa Antarktyka pochodzi z języka greckiego antarktikós i oznacza obszar "położony naprzeciw północy". Użyta została po raz pierwszy 1840 przez polarnika Ch. Wilkesa . Astronomiczną granicą Antarktyki jest koło podbiegunowe południowe, zamykające obszar o powierzchni 21 mln km2, w którego obrębie występuje zjawisko dnia i nocy polarnej. Granicę Antarktyki prowadzi się też: na podstawie zasięgu zimowego zlodzenia morza, zasięgu pływających gór lodowych, wreszcie (najczęściej) na podstawie linii tzw. konwergencji antarktycznej, czyli granicy (o charakterze szerokiej strefy) pomiędzy zimnymi wodami antarktycznymi (wyróżnianymi niekiedy jako Lodowaty Ocean Południowy) a cieplejszymi wodami na północy.Tak pojęty obszar Antarktyki obejmuje ponad 50 mln km2. Wielki jej zasięg jest wynikiem silnego oziębiania morza przez lądolód w jego centrum i izolacji regionu od cieplejszych wód na północy przez opływający Antarktykę zimny prąd morski zwany Dryfem Wiatrów Zachodnich. Antarktyczne wyspy, położone nawet na stosunkowo niskich szerokościach geograficznych, cechuje zimny, silnie morski klimat, którego ważną cechą jest częste (praktycznie stałe) występowanie silnych, zimnych wiatrów, powodujących ubóstwo roślinności na stałym lądzie Antarktyki, należącej do państwa roślinnego wokółbiegunowego południowego (Holantarctis). Brak m.in. obszarów leśnych, występuje tundra subantarktyczna (zbiorowiska traw i półkrzewów poduszkowych), nieliczne gatunki roślin rosną na Antarktydzie, gł. mchy i porosty, glony naziemne, naśnieżne i słodkowodne, na wyspach zaś - ok. 66 gatunków roślin kwiatowych, częściowo endemicznych. Antarktyka jest obszarem bez stałego zaludnienia. Znajdują się tutaj tylko stacje naukowe należące do wielu państw, m.in.: Argentyny, Australii, Francji, RPA, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Polski i Rosji.
Sytuacja prawna
W 1959 przedstawiciele 12 państw uczestniczących w pracach Międzynarodowego Roku Geofizycznego (1957-1958) zorganizowali w Waszyngtonie konferencję, zakończoną podpisaniem układu, w którym zadeklarowano wykorzystanie Antarktyki wyłącznie do celów pokojowych, ogłoszono ją strefą neutralną i zdemilitaryzowaną, zakazano prób z jakimkolwiek rodzajem broni. Zagwarantowano swobodę badań naukowych i współpracę międzynarodową w tej dziedzinie. W celu realizacji zasad traktatu postanowiono organizować konsultacje, do których 1977 została dopuszczona także Polska. 1980 przyjęto konwencję o zachowaniu żywych zasobów morskich Antarktyki, 1980 konwencję o jej zasobach mineralnych, postanawiając nie eksploatować ich przez co najmniej 50 lat. Od starożytności wierzono w istnienie lądu stałego wokół bieguna południowego, tzw. Terra Australis Incognita. Od XVII w. dokonywano penetracji południowych obszarów globu. Najwcześniej odkryto liczne wyspy na obrzeżach Antarktydy - 1502 A. Vespucci prawdopodobnie dopłynął do wyspy Georgia Południowa, 1599 D. Gherritz dotarł do wysepki w archipelagu Szetlandów Południowych. W XVIII w. odkryć na obszarze Antarktyki dokonywały wyprawy żeglarzy francuskich: 1739 J.B. Bouveta de Lozier, 1772 N. T. Marion-Dufresne'a i Crozeta (dopłynęli do Wysp Księcia Edwarda), w tym samym roku Y.J. Kerguélena de Tremarc (odkrył wyspy nazwane jego imieniem), 1772-1775 J. Cooka. Wyprawa J. Cooka dotarła najdalej na południe, do 71°10’S, przekraczając trzykrotnie południowe koło podbiegunowe (odkryto m.in. wyspę Georgia Południowa i grupę wysp Sandwich Południowy). W ekspedycji tej brał udział badacz polskiego pochodzenia J.R. Forster (wraz z synem J.A. Forsterem).Dalszych wypraw nie podejmowano przez długie lata z uwagi na trudności związane z pokonywaniem grubej kry lodowej. Odkrycia kontynentu Antarktydy dokonała rosyjska ekspedycja naukowa pod dowództwem F.F.Bellingshausena i M.P. Łazariewa (1819-1821), która 1820 dotarła do Wybrzeża Księżniczki Marty. W latach 20. XIX w. wielu odkryć dokonali wielorybnicy i łowcy fok. 1819 W. Smith i E. de Bransfield odkryli Szetlandy Południowe, 1821-1822 G. Powell dotarł do Orkadów Południowych, a N. Palmer do Półwyspu Antarktycznego (zwanego także Półwyspem Palmera), 1823 J. Weddell osiągnął 74° 15’S, płynąc po morzu nazwanym jego imieniem. Dzięki kapitanom statków należących do kupca angielskiego Enderby dopłynięto do następnych części Antarktydy: 1831 J. Biscoe dotarł do Ziemi Enderby, a 1832 do Wyspy Adelajdy i wysp u wybrzeży Ziemi Grahama, 1834 P. Kemp odkrył ziemię nazwaną jego imieniem, 1838 J. Balleny dopłynął do wysp ok. 300 km na północ od wybrzeża Antarktydy, noszących obecnie jego imię.W 1. poł. XIX w. rozwinęły się także badania naukowe nad Antarktyką, zwłaszcza dzięki trzem wielkim ekspedycjom: Francuza J.S. Dumont d’Urville’a, Amerykanina Ch. Wilkesa i Anglika J.C. Rossa, odbytych prawie równocześnie w latach 1838-1843. Celem gł. tych wypraw było ustalenie położenia bieguna magnetycznego południowego i sporządzenie map magnetycznych mórz południowych, jednakże równocześnie odkryto nowe wyspy i części kontynentu: Wyspy i Ziemię Adeli (Dumont d’Urville), Ziemię Claire (Wilkes), Ziemię Wiktorii, wulkany Terror i Erebus na Wyspie Rossa oraz wielką Barierę Lodową (Ross).Kolejna wyprawa 1872-1876 pod dowództwem G.S. Naresa ostatecznie potwierdziła istnienie kontynentu Antarktydy. Jako pierwszy, po 75 latach od ujrzenia Antarktydy, dotarł 23 I 1895 do jej wybrzeży (przylądek Adare) norweski uczony C. Borchgrevink. Na przełomie XIX i XX w. nastąpił okres licznych podróży naukowych na Antarktydę. 1897-1899 odbyła się słynna wyprawa statku "Belgica" pod dowództwem A. Gerlache’a de Gomery. Ekspedycja, w której brali udział dwaj Polacy: H. Arctowski (kierownik naukowy wyprawy) i A. B. Dobrowolski, przymusowo przezimowała na Antarktydzie, uwalniając się dopiero po roku z lodów. 1898-1900 C. Borchgrevink z wyprawą norwesko-angielską po raz pierwszy w sposób zamierzony zimował na kontynencie Antarktydy. Dzięki ustaleniom Międzynarodowych Kongresów Geograficznych w Londynie (1895) i w Berlinie (1899) w latach 1901-1905 zorganizowano pięć wielkich wypraw naukowych w celu przeprowadzenia badań w zakresie magnetyzmu ziemskiego, meteorologii, glacjologii i paleontologii. Ekspedycjami kierowali znani naukowcy i polarnicy: R.F. Scott, E. von Drygalski, O. Nordenskiöld, W.Th. Bruce, J. Charcot, W. Filchner.1902 R.F. Scott podjął pierwszą próbę dotarcia do bieguna południowego, następna wyprawa w tym celu 1908-1909 E. Shackletona dotarła tylko do 88°23’S, zdobywając biegun magnetyczny. 1911-1912 wyruszyły dwie wyprawy na biegun południowy. Pierwszy dotarł doń R. Amundsen (14 XII 1911), drugim był R. Scott (18 I 1912). 1928 G.H. Wilkins pierwszy użył samolotu do badań Antarktydy (lot z Szetlandów Południowych na Ziemię Grahama), 1929 R.E. Byrd dokonał pierwszego przelotu nad biegunem południowym (samolot pilotował E. Balchen). W latach 1928-1947 podjęto 4 wyprawy badawcze pod kierownictwem R.E. Byrda, podczas których sfotografowano 700 tys. km2 kontynentu i 200 tys. km2 mórz oraz odkryto tzw. oazy ciepła (obszary wolne od lodu). Od 1946 działa na Antarktydzie wielka stacja amerykańska McMurdo. Do 1956 powstały również stacje naukowe należące do: Norwegii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Argentyny, Chile, Francji i Australii. Łącznie na Antarktydzie zorganizowano 54 stacje badawcze, prowadzące badania kartograficzne, geologiczne, oceanograficzne, glacjologiczne, meteorologiczne i z zakresu magnetyzmu ziemskiego, obecnie działa ich 50.Nowy etap poznania Antarktyki rozpoczął się w związku z Międzynarodowym Rokiem Geofizycznym (1957-1958) i powołaniem 1958 Komitetu Naukowego do Badań Antarktyki (Scientific Committee of Antarctic - SCAR), skupiającego 12 państw (Argentyna, Australia, Belgia, Chile, Francja, Japonia, Nowa Zelandia, Norwegia, RPA, USA, Wielka Brytania i Rosja). 1958 wyprawa pod dowództwem V.E. Fuchsa dokonała pierwszego przejścia w poprzek całego kontynentu, od Morza Weddella do Morza Rossa, w odwrotnym kierunku wyruszyła wyprawa E. Hillary’ego, która dotarła do bieguna południowego i powróciła drogą powietrzną. W tymże roku polarna wyprawa radziecka osiągnęła biegun względnej niedostępności. 1959 wyprawa Polskiej Akademii Nauk pod kierunkiem W. Krzemińskiego przejęła od ZSRR stację naukową Oasis w Oazie Bungera, nazwaną imieniem A.B. Dobrowolskiego, w której prowadziły badania: 1958-1959 I i 1966-1967 II Polska Wyprawa Antarktyczna. 1975 wyruszyły na Antarktydę dwa statki I Polskiej Ekspedycji Morskiej PAN, rok później II Polskiej Ekspedycji Krylowej, prowadzące prace biologiczne nad krylem.Badania Antarktyki prowadzono również w latach 1964-1974 w ramach Międzynarodowego Programu Biologicznego oraz kontynuowanego do dziś programu UNESCO Człowiek i Biosfera. Z inicjatywy S. Rakusy-Suszczewskiego 1977 na Wyspie Króla Jerzego (Szetlandy Południowe) założono polską stałą stację im. H. Arctowskiego, dzięki czemu Polska stała się 13. członkiem Porozumienia Antarktycznego (podpisanego 1959, weszło w życie 1961). 1978-1979 w stacji im. A.B. Dobrowolskiego przebywała ostania wyprawa naukowa, prowadząc m.in.badania geodezyjne, geomorfologiczne, meteorologiczne, potem nie używano jej z uwagi na trudności w dostępie na kontynent (tylko drogą powietrzną). Stacja im. H. Arctowskiego działa stale, z załogą zimową liczącą ok. 19 osób, w lecie znacznie liczniejszą. Prowadzone są w niej badania z zakresu m.in.: biologii, hydrologii, oceanologii, geologii, geomorfologii i medycyny. Od 1990 działa Międzynarodowa Komisja Badań nad Antarktyką (IASC), która koordynuje badania w tym rejonie, a od 1991 zespół Programu Obserwacji Antarktyki i Danych Szacunkowych. 1995 do bieguna południowego na Antarktydzie dotarł samotnie Polak - M. Kamiński (w tym samym roku zdobył również biegun północny). 1997 po raz pierwszy samotnie przeszedł Antarktydę Norweg B. Ousland.

środa, 25 czerwca 2008

Janusz Piechociński napisał:

Parlament Europejski o ochronie pieszych i rowerzystów na drogach.Parlament Europejski omówił sprawozdanie w sprawie wniosku dotyczącego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony pieszych i innych niechronionych użytkowników dróg .Parlament przyjął uzgodniony z Radą i Komisją kompromisowy tekst rozporządzenia w sprawie ochrony pieszych i innych niechronionych użytkowników dróg. Celem tej propozycji jest zaostrzenie wymagań technicznych wobec nowych pojazdów w celu lepszej ochrony pieszych i rowerzystów na wypadek obrażeń odniesionych w wyniku zderzenia z pojazdem.Według danych z 2004 roku, każdego roku w dwudziestu pięciu państwach członkowskich ginęło 8 000 niechronionych użytkowników dróg, pieszych i rowerzystów, a kolejne 300 000 zostawało rannych. W tej sytuacji Komisja Europejska uznała działania zmierzające do zmniejszenia tych liczb za konieczne, zwłaszcza, że coraz silniej zachęca się użytkowników do korzystania z transportu publicznego, pieszego i rowerowego, będących alternatywą dla transportu samochodowego.Nowe, zaostrzone wymagania odnosić się będą głównie do ilości testów, jakie muszą przejść nowe samochody oraz do systemów wspomagania hamowania, które staną się obowiązkowe. Parlament wymógł wcześniejsze wdrożenie nowych wymogów niż proponowała to Komisja Europejska.Przyjęty tekst kompromisowy przewiduje przyśpieszony harmonogram obowiązkowego montowania aktywnych i pasywnych systemów bezpieczeństwa w pojazdach silnikowych. I tak, w ciągu 24 miesięcy od wejścia w życie rozporządzenia, wszystkie nowe samochody osobowe będą musiały posiadać fabrycznie montowany aktywny system wspomagania hamowania. Termin ten będzie taki sam zarówno dla samochodów lżejszych (do 2,5t), jak i cięższych. Początkowo KE proponowała, aby producenci ciężkich samochodów osobowych typu SUV mieli więcej czasu na dostosowanie się do tego wymogu.Ponieważ w chwili obecnej na rynku nie ma systemów antykolizyjnych, które skutecznie potrafiłyby zawczasu rozpoznawać pieszych lub innych niechronionych użytkowników dróg, rozporządzenie nie przewiduje złagodzenia,czy zastąpienia wymogów w zakresie bezpieczeństwa biernego (konstrukcja pojazdu). W miarę rozwoju nowych i doskonalszych systemów tego typu, Komisja jeżeli uzna to za stosowne €“ może zaproponować poprawki legislacyjne do proponowanego rozporządzenia.

niedziela, 22 czerwca 2008

Ceny płodów rolnych V 2008

Na rynku rolnym w maju, w porównaniu z kwietniem br., odnotowano w skupie wzrost cen żywca rzeźnego: wieprzowego (o ok. 11%), wołowego (o blisko 1%) oraz drobiu (o 4%). Obniżyły się natomiast ceny zbóż (pszenicy i żyta odpowiednio o ponad 6% i ponad 2%), ziemniaków jadalnych (o blisko 3%) oraz mleka (o ponad 5%) . W obrocie targowiskowym również odnotowano spadek cen pszenicy o blisko 1% i ziemniaków o ok. 2%. Spadła także cena żywca wołowego (o 2,5%). Wyższa niż przed miesiącem była natomiast cena żyta (o ponad 1%) oraz żywca wieprzowego (o nieco ponad 4%).W odniesieniu do maja ub. roku zarówno w skupie jak i na targowiskach odnotowano wzrost cen zbóż (odpowiednio pszenicy o ok. 42% i ok. 27%, żyta o ok. 23% i ok. 20%), żywca wołowego (odpowiednio o ok. 4% i ponad 1%) i wieprzowego (odpowiednio o ok. 25% i. 12%). Wyższe niż przed rokiem były także ceny skupu drobiu rzeźnego (o ponad 4%) oraz mleka (o ok.7%).Niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku były zaś ceny ziemniaków: w skupie o ok. 18%, a na targowiskach o ok. 61%. Spadła też cena targowiskowa prosiąt z przeznaczeniem na chów (o ok. 2%).Ceny pszenicy w skupie obniżyły się o 6,2% w porównaniu z poprzednim miesiącem (średnio do 86,46 zł/dt), ale były o 41,5% wyższe w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Na targowiskach za 1 dt pszenicy płacono 93,81 zł, tj. o 0,9% mniej niż przed miesiącem, lecz o 26,9% więcej niż przed rokiem.Za żyto w skupie płacono średnio 71,90 zł/dt, tj. o 2,4% mniej w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale o 23,4% więcej niż w tym samym okresie ub. roku. Natomiast w obrocie targowiskowym ceny żyta wzrosły w stosunku do poprzedniego miesiąca o 1,4% (średnio do 78,29 zł/dt) i o 19,8% w odniesieniu do maja 2007 r.W maju br. za ziemniaki w skupie płacono 42,68 zł/dt, tj. o 2,7% mniej niż przed miesiącem i 17,5% mniej niż przed rokiem. W obrocie targowiskowym ceny ziemniaków jadalnych spadły średnio do 54,16 zł/dt, tj. o 1,6% w stosunku do poprzedniego miesiąca i aż o 60,5% w odniesieniu do tego samego okresu ub. roku.Ceny żywca wieprzowego w skupie wynosiły średnio 4,02 zł/kg i były wyższe o 10,7% w porównaniu z poprzednim miesiącem i o 24,7% z majem ub. r. Na targowiskach za 1 kg żywca wieprzowego płacono 3,84 zł tj. o 4,1% więcej niż przed miesiącem i o 12% niż przed rokiem.W maju br. poprawiła się w porównaniu z kwietniem niekorzystna relacja cen skupu żywca wieprzowego do targowiskowych cen żyta (odpowiednio z 4,7 do 5,1), a także relacja cen skupu żywca wieprzowego do targowiskowych cen jęczmienia (odpowiednio z 4,1 do 4,6). Za prosię w obrocie targowiskowym płacono średnio 82,38 zł/szt., tj. o 7,4% więcej niż przed miesiącem, ale o 1,6% mniej niż przed rokiem.W maju br., ceny skupu żywca wołowego (średnio 4,08 zł/kg) nieznacznie wzrosły w stosunku do poprzedniego miesiąca (o 0,8%), natomiast w skali roku - o 3,6%. Ceny bydła rzeźnego w obrocie targowiskowym wynosiły średnio 4,37 zł/kg i były o 2,5% niższe niż przed miesiącem, ale o 1,2% wyższe niż w maju ub. roku.Ceny skupu drobiu rzeźnego wzrosły do poziomu 3,53 zł/kg, tj. o 4% w porównaniu z poprzednim miesiącem i o 4,2% w stosunku do analogicznego okresu 2007 r.Za 1 hl mleka płacono średnio 104,97 zł, tj. o 5,4% mniej niż przed miesiącem, ale o 6,5% więcej niż przed rokiem.

Gospodarka Rosji.

Eksperci alarmują: rosyjska gospodarka jest "przegrzana", to może grozić poważnym kryzysem.
Z różnych źródeł płyną niepokojące sygnały o stanie rosyjskiej gospodarki. Wall Street Journal poinformował, że bardzo intensywny wzrost gospodarczy w Rosji doprowadził do dużego wzrostu PKB w pierwszym kwartale 2008 w porównaniu z analogicznym okresem w 2007 roku, ponadto obecnie następuje znaczny wzrost popytu i importu w stosunku do roku poprzedniego.
Niepokojące są przede wszystkim dane dotyczące inflacji. W maju br. inflacja wzrosła o 15,1% w porównaniu z zeszłym rokiem. Ponadto szef Banku Centralnego Rosji Gennadiy Melikyan w rozmowie dla „Interfaksu” stwierdził, „sądzę, że inflacja za rok 2008 będzie dwucyfrowa i w najlepszym wypadku osiągnie wartość z roku poprzedniego i wyniesie 12%”.
Jeszcze mniej optymistycznie do oceny inflacji w Rosji podszedł Paul Thomsen, szef moskiewskiej misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego, twierdząc, że inflacja w Rosji do końca 2008 roku może osiągnąć 14%. Według Thomsena, wzrost cen żywności w drugiej połowie 2008 roku może spowodować pewne złagodzenie presji inflacyjnej w Rosji, jednak konieczne są zmiany w polityce mające na celu spowolnienie wzrostu popytu. Potrzebne są zmiany w polityce monetarnej, prowadzące do zmniejszenia podaży pieniądza i kredytów, oraz do bardziej elastycznego kursu walutowego.O złej sytuacji w Rosji informuje także Bank Światowy. Według jego danych realizowana obecnie polityka podtrzymywania stabilnego nominalnego kursu wymiany rubla jest niekorzystna, a dodatkowo następuje osłabienie polityki podatkowej.
Świadomość zbyt szybkiego rozwoju gospodarki rosyjskiej ma także Ministerstwo Finansów FR. Jako przyczynę rekordowego wzrostu gospodarki Rosji w pierwszym kwartale 2008 roku podano rozwój handlu nieruchomościami, oraz handlu detalicznego, co wiąże się z zwiększeniem prywatnego popytu i długoterminowymi inwestycjami

UE - Bałkany.

Obok irlandzkiego "nie" dla Traktatu Lizbońskiego ważnym tematem dwudniowego (19-20.06) szczytu UE w Brukseli jest kwestia rozszerzenia Unii o kraje Bałkanów Zachodnich. Prezydent Francji zapowiada, że bez ratyfikacji Traktatu nie będzie możliwe przyjęcie do UE nowych członków. Ostrzeżenie przed paraliżem w kwestii rozszerzania UE złożył Prezydent Nicholas Sarkozy po zakończeniu pierwszego dnia szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, Jego zdaniem, bez osiągnięcia politycznego konsensusu wszystkich 27 państw członkowskich Unii co do dalszego kształtu integracji Starego Kontynetu nie będzie możliwe przyjmowanie do organizacji nowych członków. Dotyczy to zarówno Chorwacji - najbardziej zaawansowanego w procesie integracji z Unią kraju Europy Południowo-Wschodniej, a także perspektyw akcesji dla Serbii, Bośni i Hercegowiny, Albanii oraz Macedonii."Do przyjęcia nowych członków konieczna jest jednomyślność i byłoby bardzo dziwne, gdyby Europa mając trudności z porozumieniem w sprawie funkcjonowania własnych instytucji, nie miała problemów w przyjęciu 28, 29 i 30 nowego członka Unii" - cytują słowa francuskiego prezydenta bałkańskie media.
Wysoki Przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Javier Solana mówił z kolei podczas brukselskiego szczytu, że dla dobra integracji Bałkanów ze strukturami UE, proces ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego powinien być kontynuowany.Wypowiedź Nicholasa Sarkozy`ego jest pierwszą tak zdecydowaną opinią zachodnioeuropejskiego lidera w kwestii wpływu odrzucenia przez Irlandczyków Traktatu Reformującego na dalsze rozszerzenie UE. W projekcie komunikatu końcowego unijnego szczytu przygotowanego przez kończącą się 30 czerwca prezydencję słoweńską zapisano, że odrzucenie przez Dublin nowego najważniejszego dokumentu unijnego nie wpłynie na proces integracji europejskiej krajów bałkańskich.
Słoweński premier Janez Janša jest zdania, że irlandzkie "nie" nie będzie miało żadnych bezpośrednich konsekwencji dla myślących o unijnej perspektywie krajach "miękkiego podbrzusza Europy"."Praktycznie rzecz biorąc, wydaje mi się, iż nie ma żadnych powodów, aby kraje kandydujące do UE, które negocjojują swoje członkostwo i przeprowadzają reformy czuły się zastopowane. Z pewnością znajdziemy wyjście z obecnej sytuacji i nie będziemy mieli do czynienia z tym, że jakiś kraj będzie blokował wejście do UE nowych krajów. Nic nie wskazuje również na to, aby ze strony Komisji Europejskiej nastąpiły w tym procesie jakieś przeszkody" - mówił słoweński premier na konferencji prasowej w Brukseli.Agencje informacyjne podkreślają, że podczas unijnego szczytu liderzy z 27 krajów członkowskich UE sporo uwagi poświęcili sytuacji w Kosowie i Macedonii, w której podczas ostatnich przyśpieszonych wyborów parlamentarnych doszło do krwawych starć z mniejszością albańską. W wyniku szeregu naruszeń procesu wyborczego, władze Macedonii zadecydowały o przeprowadzeniu w wielu okręgach wyborczych ponownego głosowania. Premier Słowenii Janez Janša poinformował, że Macedończycy otrzymają z Brukseli pełną mapę drogową negocjacji akcesyjnych z chwilą wypracowania trwałego kompromisu z mniejszością albańską, stanowiącą około 30 proc. ogółu mieszkańców Macedonii. Goszczący na szczycie premier Chorwacji Ivo Sanader oświadczył z kolei, że zarówno od przedstawicieli Francji jak i innych unijnych krajów otrzymał zapewnienie, iż proces integracji europejskiej jego kraju pozostaje niezakłócony. Chorwaci planują zakończenie negocjacji akcesyjnych latem przyszłego roku, a na pełne członkostwo w Unii liczą już w 2010 r. Jako bardziej prawdopodobny termin integracji Zagrzebia z UE podaje się jednak rok 2011 lub 2012.
Obecny w Brukseli dotychczasowy serbski minister gospodarki i rozwoju regionalnego Mlađan Dinkić, a zarazem wpływowy polityk bloku "O Europejską Serbię" (ZES) który wygrał ubiegłomiesięczne przyśpieszone wybory parlamentarne w Serbii powiedział, że liderzy krajów unijnych przekazywali mu, iż z niecierpliwością oczekują na uformowanie się nowej, proeuropejskiej koalicji rządowej w Belgradzie. Zdaniem unijnych dyplomatów, to właśnie nowy serbski rząd otrzyma zaproszenia do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Brukselą. UE zwraca jednak uwagę, że Serbowie muszą wypełniać wszystkie zobowiązania, jakie wzięli na siebie podpisując pod koniec kwietnia br. Porozumienie o Stabilizacji i Stowarzyszeniu (SAA), które formalnie otworzylo im drogę do integracji euroepejskiej. Jednym z najwazniejszych zobowiązań jest wspołpraca z Międzynarodowym Trybunałem ds. Zbrodni Wojennych w b. Jugosławii (ICTY). Bruksela ma również nadzieję, że wkrótce Serbia może znaleźć się na tzw. "białej liście z Schengen", przez co jej obywatele będą mogli w łatwiejszy sposób otrzymywać wizy do krajów UE.Minister spraw zagranicznych Słowenii Dimitrij Rupel oświadczył podczas unijengo szczytu, że nikt nie będzie wymagać, aby Belgrad uznał jednostronnie proklamowaną niepodległość Kosowa. "Oczekujemy od Serbów tylko reform politycznych, gospodarczych i współpracy z Trybunałem w Hadze" - mówił w Brukseli słoweńśki dyplomata.