piątek, 29 sierpnia 2008
Cena pokoju i samodzielności.
Polska nie jest przygotowana na ewentualne odcięcie dostaw gazu przez Rosję - uważają eksperci paliwowi, z którymi rozmawiała PAP. Według zagranicznych mediów, Rosja może ograniczyć dostawy paliw do Europy Zachodniej w odpowiedzi na groźby sankcji ze strony UE, w związku z konfliktem w Gruzji. Krótkofalowo najwięcej stracą Państwa, których to dotknie, ale długofalowo wielokrotnie więcej straci Rosja, bo zmusi te Państwa do dywersyfikacji dostaw, zmiany struktury zuzycia nośników energii itp. itd. Katastrofy nie będzie, a może jedynie pomóc obydwu stronom dojść do porozumienia. Czy trzeba płacić taką cenę? Czasami trzeba bo idzie o pokój i odpowiedzialność. Jednak, aby do tego nie doszło są potrzebne pilne i rzeczowe negocjacje. Obie strony zbytnio się zagalapowały i potrzebują "środka" do wyjścia z zaistniałej sytuacji z honorem. Należy wyciszyć burzę madialną i przejść do rozmów w zaciszu gabinetów, a mediom zostawić finał pracy dyplomacji. "Wobec napięć w stosunkach z Rosją, rząd Niemiec rozważa stworzenie państwowych strategicznych rezerw gazu ziemnego, które miałyby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne w przypadku przerwania dostaw importowanego surowca" - powiedział minister gospodarki Niemiec Michael Glos, cytowany dziś przez dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" jest to przykład zbędnych kosztów, które podniosą ceną gazu u ostatecznego odbiorcy i w naturalny sposób będzie miało wpływ na złużycie. Zdaniem byłego prezesa Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Andrzeja Lipki, Polska nie jest przygotowana na sytuację wstrzymania dostaw gazu z Rosji. "Niemcy mają 20 mld m sześć. (prywatnych-PAP) zapasów gazu, co stanowi ok. 25 proc. ich rocznego zużycia, podczas gdy nasze magazyny mieszczą 1,5 mld m sześć. surowca przy 13 miliardowym zużyciu" - powiedział Lipko.Zdaniem niezależnego eksperta paliwowego, Andrzeja Szczęśniaka, prawie nikt nie utrzymuje państwowych czy też kryzysowych zapasów gazu. "Robią to tylko Węgrzy. Przechowywanie gazu ziemnego jest bardzo drogie" - powiedział Szczęśniak. Jego zdaniem obowiązkowe, interwencyjne zapasy paliw w Polsce blokują konkurencję na rynku.Były minister gospodarki Piotr Woźniak zaznaczył, że w przypadku wstrzymania dostaw na wszystkich przejściach granicznych, musiałyby być uruchomione zapasy gazu. "Trudno powiedzieć dokładnie na ile dni wystarczą, bo to zależy od poboru. Tym niemniej trzeba pamiętać, że samo uruchomienie ich z magazynów trwa" - zaznaczył."Odbiorcami gazu jest 7,5 mln gospodarstw domowych w Polsce, co oznacza ok. 20 mln ludzi. Oczywiście, w przypadku ograniczeń w dostawach najpierw zmniejszane są dostawy dla przemysłu, dopiero na końcu do gospodarstw domowych. Ale i tak mogą one odczuć spadek ciśnienia" - wyjaśnił Woźniak.Pytany czy sytuację poprawią 30-dniowe zapasy interwencyjne gazu, odpowiedział, że nie zmieni to znacznie naszej sytuacji. "To remedium na krótki czas. Jedyne rozwiązanie, to alternatywne źródła energii" - powiedział Woźniak. Podkreślił, że w kwestii ustawodawstwa dotyczącego zapasów paliw wyprzedziliśmy Niemców.Zgodnie z ustawą o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego, polscy importerzy gazu mają obowiązek utrzymywać 11-dniowe zapasy gazu. Do 2012 r. wielkość ta ma być stopniowo wydłużana do 30 dni.Brytyjski dziennik "Daily Telegraph" napisał dziś, że rosną obawy, iż Rosja może ograniczyć w nadchodzących dniach dostawy ropy naftowej do państw Europy Zachodniej w odpowiedzi na groźby sankcji ze strony UE.Gazeta podała, że władze na Kremlu miały polecić rosyjskim firmom naftowym przygotowanie się na ograniczenie dostaw ropy płynącej rurociągiem "Przyjaźń" do Niemiec i Polski.Rzecznik niemieckiego rządu Ulrich Wilhelm, wyraził nadzieję, że Rosja wywiąże się z kontraktów na dostawy ropy naftowej do UE, pomimo gróźb sankcji ze strony państw zachodnich w związku z rosyjskim atakiem na Gruzję.O ewentualnych sankcjach wobec Rosji przywódcy państw członkowskich UE mają zdecydować na poniedziałkowym szczycie w Brukseli.Były minister gospodarki uważa, że jeśli chodzi o ropę, to nasza sytuacja przedstawia się znacznie lepiej niż w przypadku gazu. "Nawet gdyby Rosja ograniczyła dostawy ropy, to nie będzie to dla nas wielkim problemem. Możemy sprowadzać ją koleją lub morzem do naftoportu, choć może to spowodować wzrost ceny baryłki" - poinformował Woźniak.90 proc. ropy w Polsce pochodzi z Rosji. Zużywamy ok. 19 mln ton tego surowca rocznie.Według danych resortu gospodarki za 2007 r. z Rosji importujemy 6,5 mld m sześć. gazu. Całość importu to 9,6 mld m sześć. W 2007 r. Polacy zużyli 13,6 mld m sześć tego surowca.Do czasu nadania depeszy, PAP nie uzyskała z resortu gospodarki informacji na temat stanu zapasów paliw w Polsce.
środa, 27 sierpnia 2008
"NRD" kreuje opinię w UE.
';}
Przedstawiciele niemieckiej gospodarki opowiedzieli się za rozwijaniem współpracy z Rosją pomimo wywołanych konfliktem na Kaukazie napięć w relacjach Moskwy i Zachodu.
"Należy uczynić możliwie wszystko, by powstrzymać eskalację napięć" - oświadczył szef Komisji Wschodniej Gospodarki Niemieckiej Klaus Mangold, cytowany przez agencję dpa.Jego zdaniem Rosja i UE są od siebie wzajemnie uzależnione - podał, że 40 procent zużywanego w UE gazu i 30 procent ropy pochodzi z Rosji, ale z drugiej strony Rosja sprzedaje do Unii aż 90 procent swojej ropy i 70 procent gazu."Bezpieczeństwo energetyczne można osiągnąć tylko z Rosją, która jednocześnie potrzebuje dobrych relacji z Zachodem dla własnego rozwoju" - ocenił Mangold. To jest największa bzdura jaką ostatnio słyszałem. Są alternatywy!!! Doskonale wiemy, ze po rozpadzie bloku wschodniego NRF większość spóścizny po socjaliźmie zlikwidowali oprócz doskonałych kontaktów NRD-wskich działaczy z b. ZSRR. Ci działacze w obecnej sytuacji czują się zagrożeni i wypisuja z tego powodu powyższe bzdury. Gra idzie o to czy dopuścimy do rozwoju sytuacji do "nowej zimnej wojny", czy ją społeczność międzynarodowa zdoła zdusić w zarodku? Natomiast twierdzenie Mangolda - ze działania mające powstrzymać te niebezpieczne harce Rosji po przez np. usunięcie Rosji z grupy państw wysoko uprzemysłowionych G8 albo blokady rozmów w sprawie rosyjskiego członkostwa w WTO to tylko populizm jest kolejną bzdurą. Działanie takie jest sprawdzianem jednomyślności dla międzynarodowej społeczności i delikatnym ostzerzeniem dla Rosji. "Można przekonywać jedynie prowadząc rozmowy, a nie zrywając je" - ocenił Mangold.Również Niemiecka Izba Przemysłu i Handlu ostrzegła przed próbami izolowania Rosji, która jest najszybciej rozwijającym się rynkiem dla niemieckiego eksportu. "Z punktu widzenia gospodarki izolacja byłaby katastrofą" - ocenił cytowany przez media przedstawiciel organizacji Tobias Baumann.Poinformował, że jak dotąd nie ma informacji o zakłóceniach we wzajemnym handlu, konflikt nie wpłynął też negatywnie na obroty.Według Stowarzyszenia Handlu Zagranicznego (BGA) obecne napięcia w stosunkach z Moskwą nie powinny zaszkodzić współpracy handlowej na dłuższą metę. Rosja zdana jest na niemieckie know-how w procesie modernizacji gospodarki i infrastruktury, a jednocześnie jest dla Niemiec strategicznym dostawcą surowców energetycznych - zaznaczył rzecznik BGA. To jest przykład jak duże wpływy mają NRD-owscy działacze w układach gospodarczych Niemiec.
Przedstawiciele niemieckiej gospodarki opowiedzieli się za rozwijaniem współpracy z Rosją pomimo wywołanych konfliktem na Kaukazie napięć w relacjach Moskwy i Zachodu.
"Należy uczynić możliwie wszystko, by powstrzymać eskalację napięć" - oświadczył szef Komisji Wschodniej Gospodarki Niemieckiej Klaus Mangold, cytowany przez agencję dpa.Jego zdaniem Rosja i UE są od siebie wzajemnie uzależnione - podał, że 40 procent zużywanego w UE gazu i 30 procent ropy pochodzi z Rosji, ale z drugiej strony Rosja sprzedaje do Unii aż 90 procent swojej ropy i 70 procent gazu."Bezpieczeństwo energetyczne można osiągnąć tylko z Rosją, która jednocześnie potrzebuje dobrych relacji z Zachodem dla własnego rozwoju" - ocenił Mangold. To jest największa bzdura jaką ostatnio słyszałem. Są alternatywy!!! Doskonale wiemy, ze po rozpadzie bloku wschodniego NRF większość spóścizny po socjaliźmie zlikwidowali oprócz doskonałych kontaktów NRD-wskich działaczy z b. ZSRR. Ci działacze w obecnej sytuacji czują się zagrożeni i wypisuja z tego powodu powyższe bzdury. Gra idzie o to czy dopuścimy do rozwoju sytuacji do "nowej zimnej wojny", czy ją społeczność międzynarodowa zdoła zdusić w zarodku? Natomiast twierdzenie Mangolda - ze działania mające powstrzymać te niebezpieczne harce Rosji po przez np. usunięcie Rosji z grupy państw wysoko uprzemysłowionych G8 albo blokady rozmów w sprawie rosyjskiego członkostwa w WTO to tylko populizm jest kolejną bzdurą. Działanie takie jest sprawdzianem jednomyślności dla międzynarodowej społeczności i delikatnym ostzerzeniem dla Rosji. "Można przekonywać jedynie prowadząc rozmowy, a nie zrywając je" - ocenił Mangold.Również Niemiecka Izba Przemysłu i Handlu ostrzegła przed próbami izolowania Rosji, która jest najszybciej rozwijającym się rynkiem dla niemieckiego eksportu. "Z punktu widzenia gospodarki izolacja byłaby katastrofą" - ocenił cytowany przez media przedstawiciel organizacji Tobias Baumann.Poinformował, że jak dotąd nie ma informacji o zakłóceniach we wzajemnym handlu, konflikt nie wpłynął też negatywnie na obroty.Według Stowarzyszenia Handlu Zagranicznego (BGA) obecne napięcia w stosunkach z Moskwą nie powinny zaszkodzić współpracy handlowej na dłuższą metę. Rosja zdana jest na niemieckie know-how w procesie modernizacji gospodarki i infrastruktury, a jednocześnie jest dla Niemiec strategicznym dostawcą surowców energetycznych - zaznaczył rzecznik BGA. To jest przykład jak duże wpływy mają NRD-owscy działacze w układach gospodarczych Niemiec.
Jest groźnie - to wygląda na "nową zimną wojnę".
Dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN, prof. Wojciech Materski uważa, że Rosja chce wykorzystać sprawę instalacji w Europie amerykańskiej tarczy antyrakietowej do rozgrywki taktycznej. W jego opinii zapowiedź, że Rosja odpowie na tarczę środkami wojskowymi to "straszenie". Jak jednak dodaje, w przyszłości może dojść do "ogromnego konfliktu" o Ukrainę. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie udzielonym we wtorek panarabskiej stacji Al-Dżazira powiedział, że reakcja Rosji na rozmieszczenie obiektów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Czechach i Polsce będzie mieć charakter wojskowy.- Przede wszystkim jest to straszenie i jeżeli za tym pójdą jakieś konkretne kroki, to wyobrażam sobie je jedynie jako wzmocnienie garnizonu w Obwodzie Kaliningradzkim - powiedział Materski. Ekspert nie sądzi, by "Rosja zgodziła się na regulowanie spraw europejskich w ten sam sposób, w jaki reguluje swoje pretensje, ambicje, czy swoją "butę imperialną" na Zakaukaziu".W ocenie Materskiego Rosja chce wykorzystać tarczę do rozgrywki taktycznej. - Sprawa tarczy, radaru to są te czynniki, które Rosja może taktycznie wygrać, wskazując tak na arenie wewnętrznej, jak i na międzynarodowej na to, że została sprowokowana, że jej działania, polityka są reakcją na to, że jest osaczana przez siły Paktu Północnoatlantyckiego - powiedział Materski.Jego zdaniem jest to jeden z argumentów na rzecz usztywnienia kursu rosyjskiego i wywoływania napięcia w stosunkach międzynarodowych. - Bo jeśli jest osaczana (Rosja), jeśli NATO nad jej granicami zachowuje się agresywnie - a oni to tak interpretują i tak swojemu społeczeństwu sprzedają - no to my (Rosja) mamy prawo, do retorsji, do kroków odwetowych - tłumaczył.Według Materskiego obecne działania Rosji mogą być "małą grą", poprzedzającą rzeczywisty konflikt, do jakiego może dojść w latach 2015-2017, w związku z kwestią statusu Krymu, który jest częścią Ukrainy.- To będzie ogromny konflikt i być może Rosja już zaczyna próbować czy Zachód w trosce o swoje bezpieczeństwo, interesy surowcowe, gazowe być może będzie przyzwalał na pewne regulacje z pozycji siły na tzw. przestrzeni postsowieckiej - mówił.W ocenie Materskiego to jest duże zagrożenie dla pokoju światowego, ale także dla Ukrainy, Mołdawii, państw bałtyckich.Wśród ukraińskich ekspertów pojawiły się opinie, że po zbrojnej interwencji Rosji w Gruzji w związku z konfliktem w Osetii Południowej, kolejnym celem Moskwy może być Ukraina, a jako pretekst zostanie wykorzystana sytuacja na Krymie, gdzie bardzo silne są nastroje prorosyjskie.Zgodnie z ukraińsko-rosyjskimi umowami do 2017 r. pozostanie na Krymie rosyjska Flota Czarnomorska. Kijów, który zabiega o przyjęcie do NATO, oznajmił już, że nie chce kontynuacji tego porozumienia.Pytany o zaplanowany na poniedziałek szczyt UE poświęcony sytuacji w Gruzji i relacjom UE-Rosja, Materski powiedział, że najważniejsze jest by unijni przywódcy zajęli wspólne stanowisko.- Przywódcy państw europejskich na spotkaniu w Brukseli powinni się zachować jednolicie i to jest najważniejsze. Już nawet nie chodzi o to jak daleko pójdą w krytyce Rosji(...) i czy będą się domagać rewizji decyzji prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, ale najważniejsze jest to, by nie pokazać rysy na spoistości Unii Europejskiej i na jej polityce wobec Rosji - podkreślił ekspert.W jego opinii, przywódcy europejscy nie mają możliwości nacisku na Rosję. - Europa nie może uchwalić żadnych sankcji ekonomicznych wobec Rosji, bo sama by straciła. Może odwołać się do moralności w życiu międzynarodowym, symboli, idei - powiedział Materski.Ekspert nie jest przekonany czy "pomimo całego tragizmu tej sytuacji Europa powinna grać na polaryzację". Zdaniem Materskiego przywódcy europejscy na spotkaniu w Brukseli "powinni jakoś szukać mostów porozumienia, zmusić Rosję do wycofania się z pewnych posunięć, które poszły za daleko i które teraz będzie trudno cofnąć".Uważam, że powinny zostać zablokowane rurociągi na dostawy surowców, a w szczególności "północny" i przez Bułgarię. Jednocześnie UE powinna zwiększyć zakupy i wydobycie z Morza Północnego, a także skierować swoje zainteresowanie Afryką i podjąć działania w celu rozeznania możliwości budowy rurociągów przez Morze Śródziemnie. Poza tym nalezy wreszcie zacząć intensywniej eksploatować połączenie przez Batumi w Gruzji. Lepsze jest ograniczenie zakupów w Rosji, niż radykalne zwiększenie wydatków na zbrojenia. Równolegle powinny być prowadzone twarde rozmowy prowadzące do powstrzymania Rosji od działań w kierunku "nowej zimnej wojny". To nikomu się nie opłaca, a zyska przede wszystkim islamski funamentalizm i ChRL.
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Niepokojące zwroty.
Wszystko wskazuje na to, że Słowacja będzie nadal sprawcą podziału w Europie Środkowej, jeśli chodzi o stosunek do Rosji - pisze czeski tygodnik "Respekt".Tygodnik wychodzi w swoich rozważaniach od wypowiedzi polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego dla czeskiej telewizji w dniu podpisania porozumienia o amerykańskiej tarczy antyrakietowej, że teraz musi być dla Rosji jasne, iż Polska i Republika Czeska już do niej nie należą.Wypowiedź ta "skrywa niewypowiedziane twierdzenie: że nie dotyczy to Słowacji" - pisze "Respekt", wysuwając tezę, że ostatnio Słowacja zajmuje coraz bardziej prorosyjskie stanowisko.
Według tygodnika, rozbieżności między Słowacją i Czechami odnośnie Rosji zarysowały się po raz pierwszy na szczycie NATO w kwietniu tego roku. - Słowaccy politycy ostro sprzeciwiali się czeskim wysiłkom zmierzającym do objęcia amerykańskiej bazy radarowej w Czechach planami NATO.(...) Słowacka inklinacja ku Rosji stała się jasna, gdy premier Słowacji Robert Fico otwarcie powiedział w związku z wojną w Gruzji, że to ona jest jej winna - czytamy.Prorosyjskie stanowisko Słowacji tygodnik tłumaczy m.in. przyczynami pragmatycznymi: przez Słowację biegną rurociągi naftowe i gazowe z Rosji, na czym Bratysława sporo zarabia. Poza tym - w odróżnieniu od innych państw środkowoeuropejskich - Słowacja jest całkowicie zależna od rosyjskiej ropy i gazu."Respekt" pisze również, że Fico "po prostu podziwia obecnego premiera Rosji Władimira Putina", za "sposób, w jaki sprywatyzował całe państwo skupiając je we własnych rękach dużo skuteczniej niż swego czasu komuniści".Tygodnik zarzuca przy tym słowackiemu premierowi, że udało mu się pod pewnymi względami pójść w ślady Putina. - Sprywatyzował scenę polityczną, praktycznie całkowicie niszcząc opozycję, a dwie mniejsze partie koalicyjne - Partię Ludową - Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji i Słowacką Partię Narodową - przeistaczając w posłuszne satelity."Respekt" ostrzega przy tym, że wkrótce w ślady Słowacji mogą pójść dwa inne państwa: Węgry, gdzie "inny niebezpieczny populista Viktor Orban prawdopodobnie odniesie druzgocące zwycięstwo w wyborach" w 2010 r., i Czechy, gdzie premierem ma szansę zostać "wielki przyjaciel Fico", socjaldemokrata Jirzi Paroubek.- Rosja nie będzie musiała nic robić, wystarczy, że poczeka na urzeczywistnienie się rozłamu w Europie Środkowej, na którym jej zależy od lat 90. - pisze tygodnik. W podobnej sytuacji jest Bułgaria. To są niepokojące zjawiska na scenie politycznej Europy Środkowej. Musi nastąpić reakcja UE . Nie może być tak, że rano jest się w UE, a wieczorem przeciw - bo to jest autentyczna polityczna schizofremia. Musimy być świadomi, że tworzymy UE na dobre i złe.
Według tygodnika, rozbieżności między Słowacją i Czechami odnośnie Rosji zarysowały się po raz pierwszy na szczycie NATO w kwietniu tego roku. - Słowaccy politycy ostro sprzeciwiali się czeskim wysiłkom zmierzającym do objęcia amerykańskiej bazy radarowej w Czechach planami NATO.(...) Słowacka inklinacja ku Rosji stała się jasna, gdy premier Słowacji Robert Fico otwarcie powiedział w związku z wojną w Gruzji, że to ona jest jej winna - czytamy.Prorosyjskie stanowisko Słowacji tygodnik tłumaczy m.in. przyczynami pragmatycznymi: przez Słowację biegną rurociągi naftowe i gazowe z Rosji, na czym Bratysława sporo zarabia. Poza tym - w odróżnieniu od innych państw środkowoeuropejskich - Słowacja jest całkowicie zależna od rosyjskiej ropy i gazu."Respekt" pisze również, że Fico "po prostu podziwia obecnego premiera Rosji Władimira Putina", za "sposób, w jaki sprywatyzował całe państwo skupiając je we własnych rękach dużo skuteczniej niż swego czasu komuniści".Tygodnik zarzuca przy tym słowackiemu premierowi, że udało mu się pod pewnymi względami pójść w ślady Putina. - Sprywatyzował scenę polityczną, praktycznie całkowicie niszcząc opozycję, a dwie mniejsze partie koalicyjne - Partię Ludową - Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji i Słowacką Partię Narodową - przeistaczając w posłuszne satelity."Respekt" ostrzega przy tym, że wkrótce w ślady Słowacji mogą pójść dwa inne państwa: Węgry, gdzie "inny niebezpieczny populista Viktor Orban prawdopodobnie odniesie druzgocące zwycięstwo w wyborach" w 2010 r., i Czechy, gdzie premierem ma szansę zostać "wielki przyjaciel Fico", socjaldemokrata Jirzi Paroubek.- Rosja nie będzie musiała nic robić, wystarczy, że poczeka na urzeczywistnienie się rozłamu w Europie Środkowej, na którym jej zależy od lat 90. - pisze tygodnik. W podobnej sytuacji jest Bułgaria. To są niepokojące zjawiska na scenie politycznej Europy Środkowej. Musi nastąpić reakcja UE . Nie może być tak, że rano jest się w UE, a wieczorem przeciw - bo to jest autentyczna polityczna schizofremia. Musimy być świadomi, że tworzymy UE na dobre i złe.
niedziela, 24 sierpnia 2008
Turystyka w Polsce.
Polska ma szansę stać się kontynentalną potęgą turystyczną - w tym celu musimy jednak zainwestować w promocję naszego kraju - wynika z ekspertyzy Instytutu Marki Polskiej (IMP).
Jak zauważyli autorzy opracowania, turystyka od dekad jest w Polsce niedoceniana, lekceważona i zaliczana do gorszej, "nieprodukcyjnej" sfery życia gospodarczego. Polskiej turystyce potrzebny jest "przełomowy krok, żeby została w końcu dostrzeżona jako ważny, dochodowy i niezwykle rozwojowy sektor gospodarki".Jak zauważyli autorzy raportu - światowy przemysł turystyczny stawia na wschodzące gospodarki, np. polską, a w następnych dwóch dekadach wzrost turystyki będzie tam dwu- lub trzykrotnie wyższy niż w krajach wysokorozwiniętych."Najważniejsze jest, żeby turystyczny potencjał Polski zacząć traktować jako narodowy kapitał - dobro, które powinno pozostawać w miarę nietknięte, a przy tym musi pracować i zarabiać" - czytamy w opracowaniu."Nie ma skuteczniejszej promocji niż rozgłos - przeciwieństwo reklamy. Spontaniczne szerzenie się dobrej wieści z ust do ust ma niebywałą siłę rażenia. Powinniśmy to koniecznie wykorzystać" - piszą autorzy ekspertyzy."Sukces wizerunkowy kraju nie zależy dzisiaj w decydującym stopniu od ilości pieniędzy przeznaczonych na promocję medialną czy tym bardziej reklamę. Liczy się nie tyle kapitał finansowy, co przede wszystkim kapitał intelektualny i emocjonalny" - czytamy.Zdaniem ekspertów, Polska musi mieć rzeczywistą ofertę oraz czytelną dla rynku, wiarygodną, atrakcyjną i rozpoznawalną wizję, wyrazistą tożsamość i profesjonalną markową strategię komunikacyjną.Ekspertyza "Założenia i rekomendacje do pozycjonowania Polski jako kraju docelowego podróży turystycznych na lata 2009-20015" została opracowana przez Instytut Marki Polskiej na zlecenie Polskiej Organizacji Turystycznej (POT). Polegała na dokonaniu analizy dostarczonych przez POT wyników badań wizerunkowych Polski oraz na sformułowaniu założeń i rekomendacji do pozycjonowania Polski jako docelowego kraju podróży turystycznych. To jest godne upowszechnienia.
Jak zauważyli autorzy opracowania, turystyka od dekad jest w Polsce niedoceniana, lekceważona i zaliczana do gorszej, "nieprodukcyjnej" sfery życia gospodarczego. Polskiej turystyce potrzebny jest "przełomowy krok, żeby została w końcu dostrzeżona jako ważny, dochodowy i niezwykle rozwojowy sektor gospodarki".Jak zauważyli autorzy raportu - światowy przemysł turystyczny stawia na wschodzące gospodarki, np. polską, a w następnych dwóch dekadach wzrost turystyki będzie tam dwu- lub trzykrotnie wyższy niż w krajach wysokorozwiniętych."Najważniejsze jest, żeby turystyczny potencjał Polski zacząć traktować jako narodowy kapitał - dobro, które powinno pozostawać w miarę nietknięte, a przy tym musi pracować i zarabiać" - czytamy w opracowaniu."Nie ma skuteczniejszej promocji niż rozgłos - przeciwieństwo reklamy. Spontaniczne szerzenie się dobrej wieści z ust do ust ma niebywałą siłę rażenia. Powinniśmy to koniecznie wykorzystać" - piszą autorzy ekspertyzy."Sukces wizerunkowy kraju nie zależy dzisiaj w decydującym stopniu od ilości pieniędzy przeznaczonych na promocję medialną czy tym bardziej reklamę. Liczy się nie tyle kapitał finansowy, co przede wszystkim kapitał intelektualny i emocjonalny" - czytamy.Zdaniem ekspertów, Polska musi mieć rzeczywistą ofertę oraz czytelną dla rynku, wiarygodną, atrakcyjną i rozpoznawalną wizję, wyrazistą tożsamość i profesjonalną markową strategię komunikacyjną.Ekspertyza "Założenia i rekomendacje do pozycjonowania Polski jako kraju docelowego podróży turystycznych na lata 2009-20015" została opracowana przez Instytut Marki Polskiej na zlecenie Polskiej Organizacji Turystycznej (POT). Polegała na dokonaniu analizy dostarczonych przez POT wyników badań wizerunkowych Polski oraz na sformułowaniu założeń i rekomendacji do pozycjonowania Polski jako docelowego kraju podróży turystycznych. To jest godne upowszechnienia.
piątek, 22 sierpnia 2008
Kryzys gospodarczy.
Kryzys kredytowy będzie miał swoje dalsze reperkusje - uznali laureaci nagrody im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii - Myron Scholes i Joseph Stiglitz. Zdaniem Scholesa recesja widoczna już teraz w niektórych krajach osiągnie skalę globalną. Tego samego zdania jest Stiglitz, który uważa, że globalna gospodarka będzie rozwijała się wolniej od potencjalnego tempa wzrostu jeszcze przez jakiś czas, następstwem tego stanu rzeczy będą "straty społeczne" przejawiające się w słabszym zatrudnieniu. Zdaniem Binit Patela recesja ogarnie połowę świata. Podobny punkt widzenia przyjął Li Ka-Shing, znany miliarder z Hong Kongu, który powiedział, że obecna sytuacja i oczekiwanie na jej pogorszenie czynią go bardzo ostrożnym w kolejnych przejęciach . Za nami kolejna sesja wyczekiwania na nowe impulsy. Nie były nimi dane o inflacji bazowej ani zapiski z ostatniego posiedzenia RPP, ponieważ nie było w nich żadnej niespodzianki. Światowe rynki akcji również popadły w stan odrętwienia, przynajmniej w czasie trwania sesji w Warszawie. W efekcie oczekiwanych impulsów zabrakło i choć z parkietu wiało potworną nudą, to wiąże się z tym korzyść, że lipcowe dołki bronią się póki co z powodzeniem.Obroty były skromne i w zasadzie skoncentrowały się na trzech spółkach - KGHM, PKO BP i Telekomunikacji Polskiej. Cała reszta rynku zdawała się asystować tej trójce, na którą przypadła połowa z wartych 857 mln PLN transakcji na całym rynku.W czwartek podrożały papiery 146 spółek, potaniały 126. Przewaga obrotów po stronie papierów taniejących głównie za sprawą PKO BP (ponad 200 mln PLN obrotu). W Stanach na rynku akcji w rok po pierwszej interwencji FED na rynku międzybankowym nastroje inwestorów wciąż są dalekie od optymizmu, a znaków zapytania przybywa. W czwartek rzutem na taśmę DJIA i S&P 500 po całym dniu przebywania pod kreską odnotowały minimalnie wzrosły, lecz trudno uznać to za powód do zakupów z kilkumiesięcznym horyzontem czasowym, ponieważ brak płynności skłoni w najbliższym czasie banki do podniesienia kosztów kredytu, a to może mieć tylko negatywne skutki dla kulejącej gospodarki. W lutym 2008 r. zamarł rynek długookresowych papierów dłużnych, ponieważ banki przestały uczestniczyć w licytacjach instrumentów, które kilka tygodni wcześniej przedstawiały klientom jako całkowicie pozbawione ryzyka, a teraz pod silną presją regulatorów i sądów Merriill Lynch, Citigroup i UBS muszą odkupić papiery za blisko 50 mld USD. KGHM - kurs zyskał wczoraj 2,9 proc. odbijając się od dwuletniego minimum wyznaczonego ledwie w środę. Nie to jest jednak istotne, lecz fakt, że po wczorajszym wzroście kurs dotarł do linii oporu wyznaczonej przed dołek z czerwca 2006 r. oraz wyraźnie kształtujące się pozytywne dywergencje - MACD i RSI w ostatnich dniach wygenerowały szereg sygnałów kupna pomimo spadku kursu. Co prawda sam kurs znajduje się w ramach ostro nachylonego kanału spadkowego, ale jego ewentualne przełamanie nie powinno być dużym problemem. Kanał jest nachylony zbyt mocno, by przecena w dotychczasowym tempie mogła być kontynuowana.Asseco - to jedna z niewielu spółek z WIG20, której kurs przebywa aktualnie powyżej średniej z 50 sesji. Kurs przebywa też w pobliżu szczytu z obecnej fali wzrostowej rozpoczętej w połowie sierpnia - do jego osiągnięcia brakuje ledwie 3 proc. Ostatnich kilka sesji nie przyniosło wysokich obrotów co wskazuje na słabość strony podażowej - realizacja zysków jest jak dotąd bardzo płytka. MACD utrzymuje się powyżej lini sygnalnej 0, a RSI powyżej 50 - w obydwu wypadkach oznacza to zalecenie utrzymania akcji spółki.
Ronson - spółka powiązana z członkiem rady nadzorczej i zarządu kupiła 135 tys. akcji emitenta.Sfinks - AmRest zwiększył zaangażowanie w spółce i obecnie posiada 14,32 proc. akcji spółki (wcześniej 4,59 proc.) AmRest podał, że zamierza ogłosić wezwanie do sprzedaży akcji Sfinksa, po którym zamierza stać się właścicielem 25 proc. akcji tej spółki. Jednocześnie Tomasz Morawski, przewodniczący rady nadzorczej, poinformował że sprzedał 836 tys. akcji spółki i obecnie ma 36,26 proc. udziału w głosach na WZA (wcześniej 45,37 proc.).Budimex Dromex - uzyskał kontrakt o wartości 90 mln PLN netto na prace przy przebudowie odcinka drogi w Bielsko-Białej. Termin zakończenia prac minie za 26 miesięcy.Agora - osoba z kierownictwa sprzedała 1034 akcje spółki.PKO BP - wiceprezes banku - Mariusz Klimczak - zrezygnował z pełnionej funkcji z dniem 30 września. Przyczyn tej decyzji nie podano.Po kolejnym popisie arbitrażystów w końcówce sesji indeksy warszawskiej giełdy znalazły się na poziomach ze środy, ale z punktu widzenia dzisiejszych notowań oznacza to tylko tyle, że możemy spadać z większej wysokości. Trudno doszukać się lokalnej siły, dzięki której GPW uniezależniłaby się od zawirowań za granicą. Przemawia za tym słaba sesja w Azji, gdzie NIKKEI stracił 0,7 proc. a B-Shares Shanghai 2,2 proc. , natomiast w USA co prawda obserwowaliśmy symboliczne wzrosty, chociaż przebieg notowań bynajmniej nie miał pozytywnego przebiegu.Ze strefy euro rano napłyną dane o zamówieniach w przemyśle, które według szacunków ekonomistów mają spaść o ponad 6 proc. po tym jak w w poprzednim miesiącu zmniejszyły się o 4,4 proc. r/r, w Wielkiej Brytanii opublikowane zostanie tempo wzrostu PKB w II kwartale, a USA o godz. 16 o kondycji rynków wypowie się B.Bernanke.Dolar pozostaje w korekcyjnym ruchu spadkowym wobec większości walut, a od początku tygodnia stracił na wartości 1,3 proc. wobec euro oraz 1,5 proc. względem jena. To z kolei przełożyło się na przerwanie przeceny złotówki, która umocniła się wobec euro o 1,2 proc., wobec dolara o 2,6 proc., a według franka szwajcarskiego o 1,7 proc.Po zachowaniu instrumentów pochodnych na stopę procentową w USA widzimy, że inwestorzy rozpoczęli dyskontowanie zmiany polityki pieniężnej amerykańskiego banku centralnego na bardziej aktywną - i rynek oczekuje, że istnieje 10 proc. szans na podwyżkę stóp procentowych we wrześniu. W Polsce RPP najprawdopodobniej poczeka na sierpniowe dane z gospodarki, które napłyną dopiero we wrześniu i powinny wskazać, że wakacyjny szczyt inflacji mamy za sobą, jednak perspektywa obniżek stóp jest jeszcze bardziej odległa niż dziesiąta z kolei podwyżka.Mijający tydzień przyniósł zwrot tendencji na rynku surowców - gdyby indeks CRB w piątek utrzymałby wartość z poprzedniego dnia, to jego wzrost o ponad 6 proc. byłby największą od 33 lat tygodniową zwyżką cen 19 surowców. Ropa naftowa podrożała w piątek rano i cena baryłki przekroczyła 121,5 USD, ponieważ Rosja zerwała stosunki militarne z NATO w odpowiedzi na finalizację porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej między Polską i USA.Inwestorzy obawiają się, że za ostrym tonem wypowiedzi polityków z Kremla podążą działania Gazpromu i innych państwowych spółek surowcowych, które za sprawą dostępu do ogromnych źródeł mogą sterować ceną energii na światowych rynkach. Odwrócenie sprzyjającego trendu na rynku walutowym, gdzie dolar przestał mocno zyskiwać na wartości dodatkowo skomplikowało sytuację na importerów ropy oraz pozostałych surowców kupowanych za dolary.
Ronson - spółka powiązana z członkiem rady nadzorczej i zarządu kupiła 135 tys. akcji emitenta.Sfinks - AmRest zwiększył zaangażowanie w spółce i obecnie posiada 14,32 proc. akcji spółki (wcześniej 4,59 proc.) AmRest podał, że zamierza ogłosić wezwanie do sprzedaży akcji Sfinksa, po którym zamierza stać się właścicielem 25 proc. akcji tej spółki. Jednocześnie Tomasz Morawski, przewodniczący rady nadzorczej, poinformował że sprzedał 836 tys. akcji spółki i obecnie ma 36,26 proc. udziału w głosach na WZA (wcześniej 45,37 proc.).Budimex Dromex - uzyskał kontrakt o wartości 90 mln PLN netto na prace przy przebudowie odcinka drogi w Bielsko-Białej. Termin zakończenia prac minie za 26 miesięcy.Agora - osoba z kierownictwa sprzedała 1034 akcje spółki.PKO BP - wiceprezes banku - Mariusz Klimczak - zrezygnował z pełnionej funkcji z dniem 30 września. Przyczyn tej decyzji nie podano.Po kolejnym popisie arbitrażystów w końcówce sesji indeksy warszawskiej giełdy znalazły się na poziomach ze środy, ale z punktu widzenia dzisiejszych notowań oznacza to tylko tyle, że możemy spadać z większej wysokości. Trudno doszukać się lokalnej siły, dzięki której GPW uniezależniłaby się od zawirowań za granicą. Przemawia za tym słaba sesja w Azji, gdzie NIKKEI stracił 0,7 proc. a B-Shares Shanghai 2,2 proc. , natomiast w USA co prawda obserwowaliśmy symboliczne wzrosty, chociaż przebieg notowań bynajmniej nie miał pozytywnego przebiegu.Ze strefy euro rano napłyną dane o zamówieniach w przemyśle, które według szacunków ekonomistów mają spaść o ponad 6 proc. po tym jak w w poprzednim miesiącu zmniejszyły się o 4,4 proc. r/r, w Wielkiej Brytanii opublikowane zostanie tempo wzrostu PKB w II kwartale, a USA o godz. 16 o kondycji rynków wypowie się B.Bernanke.Dolar pozostaje w korekcyjnym ruchu spadkowym wobec większości walut, a od początku tygodnia stracił na wartości 1,3 proc. wobec euro oraz 1,5 proc. względem jena. To z kolei przełożyło się na przerwanie przeceny złotówki, która umocniła się wobec euro o 1,2 proc., wobec dolara o 2,6 proc., a według franka szwajcarskiego o 1,7 proc.Po zachowaniu instrumentów pochodnych na stopę procentową w USA widzimy, że inwestorzy rozpoczęli dyskontowanie zmiany polityki pieniężnej amerykańskiego banku centralnego na bardziej aktywną - i rynek oczekuje, że istnieje 10 proc. szans na podwyżkę stóp procentowych we wrześniu. W Polsce RPP najprawdopodobniej poczeka na sierpniowe dane z gospodarki, które napłyną dopiero we wrześniu i powinny wskazać, że wakacyjny szczyt inflacji mamy za sobą, jednak perspektywa obniżek stóp jest jeszcze bardziej odległa niż dziesiąta z kolei podwyżka.Mijający tydzień przyniósł zwrot tendencji na rynku surowców - gdyby indeks CRB w piątek utrzymałby wartość z poprzedniego dnia, to jego wzrost o ponad 6 proc. byłby największą od 33 lat tygodniową zwyżką cen 19 surowców. Ropa naftowa podrożała w piątek rano i cena baryłki przekroczyła 121,5 USD, ponieważ Rosja zerwała stosunki militarne z NATO w odpowiedzi na finalizację porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej między Polską i USA.Inwestorzy obawiają się, że za ostrym tonem wypowiedzi polityków z Kremla podążą działania Gazpromu i innych państwowych spółek surowcowych, które za sprawą dostępu do ogromnych źródeł mogą sterować ceną energii na światowych rynkach. Odwrócenie sprzyjającego trendu na rynku walutowym, gdzie dolar przestał mocno zyskiwać na wartości dodatkowo skomplikowało sytuację na importerów ropy oraz pozostałych surowców kupowanych za dolary.
Państwo dla złodziej.
Najwyższa Izba Kontroli krytycznie ocenia nadzór właścicielski Ministerstwa Skarbu nad Międzynarodową Korporacją Gwarancyjną, Polskim Funduszem Gwarancyjnym i Chemią Polską po 2002 roku.
Tak wynika z raportu Izby, do którego dotarła Informacyjna Agencja Radiowa. Ministerstwo skarbu na razie sprawy nie komentuje.Izba zapowiada złożenie w tej sprawie doniesienia do prokuratury. We wniosku sformułowano trzynaście zarzutów między innymi niegospodarności i działania na szkodę spółki.NIK źle ocenił resort skarbu za zaniechanie decyzji o likwidacji spółek, które trwonią państwowy majątek i wezwał ministra do jak najrychlejszego zlikwidowania MKG i Chemii Polskiej. Ma to zapobiec dalszemu wypływowi środków.Wszystkie zbadane spółki należały do tak zwanego "Trójkąta Buchacza". W latach 1994-95 do firm tych niezgodnie z prawem wyprowadzono kilkaset milionów złotych państwowego majątku, nad którymi następnie Skarb Państwa utracił kontrolę. Stało się tak na skutek wzajemnego powiązania kapitałowego firm, co spowodowało, że państwo straciło w nich większościowy udział.Pieniądze przeznaczone na pożyczki dla polskich firm inwestujących na Wschodzie zostały przez kierownictwo spółek nieprofesjonalnie zainwestowane na giełdzie i zmarnotrawione. Straty z tego tytułu NIK oszacowała na 234 miliony złotych, ale jak ostrzega Izba mogą one być o kilkadziesiąt milionów wyższe.Skarbowi Państwa udało się odzyskać kontrolę nad spółkami dopiero w 2002 roku. W tym samym roku okazało się, że firmy są zagrożone roszczeniami z tytułu weksli. Zobowiązania sięgają stu milionów złotych.To jest przyczynek do szerszego artykułu na temat świadomej i celowej konstrukcji systemu organizacyjnego i prawnego Państwa nastawionego na okradanie w zalegalizowanym systemie instytucji pańswowych. System prawny w szczególności jest ustawiony pod potrzeby złodziej.
Tak wynika z raportu Izby, do którego dotarła Informacyjna Agencja Radiowa. Ministerstwo skarbu na razie sprawy nie komentuje.Izba zapowiada złożenie w tej sprawie doniesienia do prokuratury. We wniosku sformułowano trzynaście zarzutów między innymi niegospodarności i działania na szkodę spółki.NIK źle ocenił resort skarbu za zaniechanie decyzji o likwidacji spółek, które trwonią państwowy majątek i wezwał ministra do jak najrychlejszego zlikwidowania MKG i Chemii Polskiej. Ma to zapobiec dalszemu wypływowi środków.Wszystkie zbadane spółki należały do tak zwanego "Trójkąta Buchacza". W latach 1994-95 do firm tych niezgodnie z prawem wyprowadzono kilkaset milionów złotych państwowego majątku, nad którymi następnie Skarb Państwa utracił kontrolę. Stało się tak na skutek wzajemnego powiązania kapitałowego firm, co spowodowało, że państwo straciło w nich większościowy udział.Pieniądze przeznaczone na pożyczki dla polskich firm inwestujących na Wschodzie zostały przez kierownictwo spółek nieprofesjonalnie zainwestowane na giełdzie i zmarnotrawione. Straty z tego tytułu NIK oszacowała na 234 miliony złotych, ale jak ostrzega Izba mogą one być o kilkadziesiąt milionów wyższe.Skarbowi Państwa udało się odzyskać kontrolę nad spółkami dopiero w 2002 roku. W tym samym roku okazało się, że firmy są zagrożone roszczeniami z tytułu weksli. Zobowiązania sięgają stu milionów złotych.To jest przyczynek do szerszego artykułu na temat świadomej i celowej konstrukcji systemu organizacyjnego i prawnego Państwa nastawionego na okradanie w zalegalizowanym systemie instytucji pańswowych. System prawny w szczególności jest ustawiony pod potrzeby złodziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
