wtorek, 11 listopada 2008

Gospodarka morska Polski.

Polska morska i przybrzeżna flota transportowa w 2007 r. liczyła 136 statków o łącznej nośności 2482,2 tys. ton oraz pojemności brutto (GT) 1839,3 tys., tj. 121 jednostek morskiej floty transportowej o nośności 2481,5 tys. ton i pojemności brutto (GT) 1836,6 tys. oraz 15 statków morskiej floty przybrzeżnej (wszystkie pasażerskie) o pojemności brutto (GT) 2,8 tys. Na koniec 2007 r. pod polską banderą pływało 17 statków i stanowiły one 14,0% ogólnej liczby jednostek, 1,3% nośności i 2,9% pojemności brutto. Średni wiek statku wyniósł 21,0 lat (dla statków pływających pod banderą polską – 29,4 lat, natomiast dla statków pływających pod banderą obcą – 17,8 lat). Większość (95 z 121) to statki do przewozów ładunków suchych.W porównaniu z 2006 r. przybyło 7 statków o nośności 31,6 tys. ton i pojemności brutto 69,6 tys. oraz ubyło 7 statków o nośności 82,6 tys. ton i pojemności brutto 54,5 tys. (dodatkowe zmiany parametrów statków są efektem przeklasyfikowano). W rezultacie liczba statków morskiej floty transportowej pozostała bez zmian. Zmianie uległy natomiast jej nośność (spadek o 2,0%) oraz pojemność brutto (GT) (wzrost o 0,8%).Ponadto polscy armatorzy i operatorzy eksploatowali 5 morskich statków transportowych dzierżawionych od armatorów zagranicznych o łącznej nośności 41,3 tys. ton i o pojemności brutto 43,2 tys. Średni wiek tych statków wynosił 13,2 lat.Przewoźnicy morscy przewieźli 11432,3 tys. ton ładunków (14,1% więcej niż w 2006 r.), wykonując pracę przewozową 15,4 mld tonomil (10,3% mniej w porównaniu z rokiem poprzednim). Żeglugą regularną w 2007 r. przewieziono 8447,0 tys. ton ładunków (w tym 61,3% promami w zasięgu bałtyckim) natomiast żeglugą nieregularną - 2985,3 tys. ton ładunków.W relacji z portami polskimi przewieziono 7830,0 tys. ton ładunków (12,8% więcej niż w 2006 r.), a pomiędzy portami obcymi – 3367,0 tys. ton ładunków (o 18,0% więcej). W porównaniu z rokiem poprzednim z polskich portów morskich wywieziono o 10,6% więcej ładunków i przywieziono o 15,1% więcej. Pomiędzy portami polskimi przewieziono 235,3 tys. ton, co stanowi wzrost o 3,3% w porównaniu z 2006 r. Przewozy ładunków polskiego handlu zagranicznego dokonane w 2007 r. przez polskich przewoźników morskich stanowiły 33,0% przewozów ładunków ogółem morską flotą transportową i były niższe o 7,0% w porównaniu z rokiem poprzednim. W 2006 r. przewozy ładunków polskiego handlu zagranicznego stanowiły 40,4% przewozów ładunków ogółem.W przypadku przewozów polskiej żeglugi morskiej na przestrzeni lat 1996-2007 mamy do czynienia ze spadkiem i to znacznym co do skali wielkości, przy czym spadek ten wynika ze spadku wielkości żeglugi nieregularnej.W 2007 r. polscy przewoźnicy żeglugi morskiej i przybrzeżnej przewieźli 1538,0 tys. pasażerów (włącznie z kierowcami samochodów ciężarowych na promach), tj. 984,4 tys. osób statkami morskiej floty transportowej (z czego 982,8 tys. w komunikacji międzynarodowej, tj. o 4,5% więcej niż w poprzednim roku) oraz 553,6 tys. pasażerów statkami morskiej przybrzeżnej floty transportowej. Liczba kierowców samochodów ciężarowych przewiezionych promami stanowiła 23,4% pasażerów ogółem. Morska przybrzeżna flota transportowa na koniec 2007 r. liczyła 15 statków pasażerskich, tj. o 2 statki pasażerskie więcej niż przed rokiem. Wszystkie pływały pod polską banderą, średni wiek tych statków na koniec 2007 r. wyniósł 34,1 lat.2. Porty morskie. Obroty ładunkowe w portach morskich w 2007 r. wyniosły 60,0 mln ton, tj. o 0,4% mniej niż w poprzednim roku; udział ładunków przywiezionych lub wywiezionych przez polskich przewoźników morskich stanowił 13,8% (w 2006 r. – ok. 12%). Największy udział w obrotach polskich portów morskich miały porty o podstawowym znaczeniu dla gospodarki narodowej: Gdańsk (35,3%), Gdynia (29,2%), Szczecin (15,9%) oraz Świnoujście (15,2%). Obroty ładunkowe portu w Policach stanowiły 4,0% obrotów, pozostałe porty zrealizowały 0,4% obrotów ogółem.W międzynarodowym obrocie morskim przeładowano łącznie 58,6 mln ton ładunków, tj. o 0,8% mniej niż w 2006 r., z tego wyładunek ze statków zwiększył się o 30,5%, załadunek zaś zmniejszył się o 18,6%. Obrót wewnątrzkrajowy stanowił 2,4% obrotów ogółem, tj. o 0,4 pkt więcej niż w 2006 r.W 2007 r. wzrost obrotów odnotowano w porcie Gdynia - o 3,3 mln ton (23,5% więcej niż w poprzednim roku). W pozostałych podstawowych portach obroty ogółem zmniejszyły się: w Gdańsku - o 3,0 mln ton, tj. o 12,4%, w Szczecinie – o 0,4 mln ton, tj. o 3,9%, w Świnoujściu – o 0,1 mln ton, tj. o 1,0%, w Policach – o 0,1 mln ton, tj. o 2,5%. Analizując wielkość obrotów w zasadniczych grupach ładunkowych w ostatnich latach, zaobserwować można wyraźny spadek obrotów w zakresie węgla i koksu a wzrost w przypadku ropy i przetworów naftowych, wzrastają także obroty drobnicą. Największy udział w strukturze obrotów ładunkowych miała drobnica – 35,5% (wzrost o 4,5 pkt), ropa i przetwory naftowe – 24,4% (spadek o 1,3 pkt) oraz inne masowe – 20,0% (wzrost o 2,6 pkt), najmniejszy zaś – drewno 0,2% (wzrost o 0,1 pkt).W 2007 r. największy udział w łącznych obrotach ładunkowych polskich portów miały obroty z krajami Europy, tj. 77,5%, w tym z krajami Unii Europejskiej – 68,7%. Udział obrotów ładunkowych z pozostałymi kontynentami kształtował się następująco: z Ameryką – 10,1% (z Ameryką Północną – 4,3%), z Afryką – 7,0%, z Azją – 3,5%. Największy udział w łącznych obrotach portów miały Niemcy – 14,6%, Szwecja – 13,9%, Wielka Brytania i Holandia – po 7,6%, Finlandia – 6,7%, Dania – 5,4%, Stany Zjednoczone i Belgia – po 3,5%, Francja – 2,8% oraz Hiszpania – 2,0%.Obrót ładunków tranzytowych w 2007 r. wyniósł 11237,5 tys. ton (co stanowiło 18,7% ogólnych obrotów ładunkowych w portach morskich) i zmniejszył się w porównaniu z poprzednim rokiem o 11,8%. Największy spadek przeładunku ładunków tranzytowych dotyczy ropy i przetworów naftowych (o 21,3%), największy wzrost odnotowano dla węgla i koksu (trzykrotny). Najwięcej ładunków tranzytowych przeładowano w portach: Gdańsk (66,1%), Świnoujście (16,6%) i Szczecin (14,8%), najmniej – w Gdyni - 2,4%. Ponad połowę ładunków tranzytowych stanowiła ropa i przetwory naftowe (64,6%), prawie jedną piątą (18,8%) – drobnica, 7,9% - węgiel i koks, 4,4% - rudy, 3,1% - ładunki inne masowe, 1,0% - zboże oraz 0,2% - drewno. Obroty tranzytowe drobnicy odnotowano głównie w portach ujścia Odry, które łącznie obsłużyły 80% drobnicy tranzytowanej przez polskie porty.W 2007 r. do polskich portów morskich przypłynęło w ruchu międzynarodowym na statkach pasażerskich, towarowych i promach 828,3 tys. pasażerów, tj. o 9,3 tys. osób (o 1,1%) więcej niż w 2006 r.; wypłynęło zaś 848,4 tys. pasażerów, tj. o 41,6 tys. osób (o 5,2%) więcej niż w 2006 r. Wzrost międzynarodowego ruchu pasażerów odnotowano w portach: Międzyzdroje (prawie sześciokrotny), Trzebież (o 18,7%), Gdańsk (o 9,2%) i Gdynia (o 2,1%); spadek natomiast w portach: Darłowo (o 37,6%), Nowe Warpno (o 20,0%), Szczecin (o 17,1%), Kołobrzeg (o 9,4%), Świnoujście (o 5,8%). Najwięcej pasażerów przewieziono w relacji z portami szwedzkimi – 75,2%, niemieckimi – 11,6% i duńskimi – 10,2%.3. Produkcja statków
W 2007 r. w polskich stoczniach zbudowano 30 statków, tj. o 6 więcej niż w roku poprzednim. Łączna nośność tych jednostek wyniosła 373,7 tys. ton i była niższa niż w 2006 r. o 40,4%. Całkowita pojemność brutto (GT) statków, których produkcję sfinalizowano w 2007 r. wyniosła 530,6 tys. i była niższa niż w roku poprzednim o 23,4%. Skompensowana pojemność brutto (CGT) statków wyprodukowanych przez polskie stocznie ukształtowała się na poziomie 396,5 tys., tj. o 19,8% mniej w stosunku do poprzedniego roku.Najliczniejszą grupę wyprodukowanych statków stanowiły statki nietowarowe (43,3%), oraz samochodowce (20,0%), natomiast pod względem nośności przeważały kontenerowce (52,7%). Duży udział w ogólnej nośności wyprodukowanych jednostek stanowiły także statki do przewozu samochodów (23,0%).W całkowitej liczbie jednostek zamówionych w polskich stoczniach największy udział stanowiły kontenerowce (40,6%) oraz statki nietowarowe (29,0%). Pod względem nośności wśród zamówionych statków dominowały kontenerowce (69,2%).4. Rybołówstwo morskieW 2007 r. flota rybacka liczyła 870 jednostek, tj. o 1,2% mniej niż w 2006 r., o łącznej pojemności brutto (GT) 31,2 tys., tj. o 1,2% mniej niż w 2006 r. oraz o mocy 99,2 tys. kW (o 0,6% mniej niż w 2006 r.). Do floty rybackiej zaliczono 4 trawlery dalekomorskie, 212 kutrów oraz 654 łodzie rybackie (spadek o 0,5% w stosunku do roku poprzedniego), o łącznej pojemności brutto (GT) 4,1 tys. (wzrost o 2,5%) oraz mocy 31,4kW (wzrost o 2,3%).
W 2007 r. połowy ryb i innych organizmów morskich statkami polskiej floty rybackiej wyniosły 132,9 tys. ton (5,8% więcej niż w poprzednim roku). Większość połowów (80,8%) pochodziła z Bałtyku i zalewów. W strukturze gatunkowej połowów nadal dominowały szproty (45,2% połowów ogółem), pozyskiwane wyłącznie na Morzu Bałtyckim. W 2007 r. połowy szprota wyniosły 60,1 tys. ton i były wyższe o 7,5% niż w poprzednim roku. Również większość połowów śledzia (87,5%) pozyskano z Bałtyku – 25,2 tys. ton, tj. o 13,8% więcej niż w 2006 roku, co stanowiło 19,0% połowów ogółem. Zmniejszyły się natomiast o 26,1% połowy dorsza, które wyniosły 11,8 tys. ton (8,9% połowów ogółem). Podobnie jak w przypadku szprota i śledzia, 93,0% połowów pochodziło z łowisk bałtyckich. W 2007 roku wzrosły połowy ryb płaskich i wyniosły 12,5 tys. ton (9,2% połowów ogółem). Znaczna część połowów tych ryb - 88,6% - pochodziła z Bałtyku.Połowy skorupiaków morskich (głównie kryla) w 2007 r. wyniosły 8,1 tys. ton, co stanowiło 6,1% połowów ogółem, (37,9% więcej niż w roku poprzednim). Całość połowów pochodziła z łowisk dalekomorskich, na Oceanie Atlantyckim w rejonie Antarktydy (tzw. Atlantyk antarktyczny).5. PracującyW 2006 roku odnotowano wzrost liczby zatrudnionych w stosunku do roku poprzedniego (z 77,0 tys. do 82,2 tys.), tym niemniej w poprzednich latach liczba pracujących systematycznie malała.

sobota, 1 listopada 2008

Euro.

Podstawą antykryzysowej strategii rządu stało się szybkie dążenie do przyjęcia euro. Temu ma służyć zatwierdzona we wtorek mapa drogowa wprowadzenia euro w Polsce. Niestety, kryzys finansowy oraz zbliżająca się recesja nie są najlepszym momentem na rozpoczynanie drogi do euro. Skutki przyjętej drogi mogą być dla polskiej gospodarki opłakane . We wrześniu Premier Donald Tusk niespodziewanie zapowiedział, że jego intencją jest, aby Polska znalazła się w strefie euro w 2011 r. Od tej zapowiedzi wszystko się bardzo szybko potoczyło, gdyż podstawą antykryzysowej strategii rządu stało się szybkie dążenie do euro. Dlatego we wtorek Rada Ministrów przyjęła mapę drogową wprowadzenia euro w Polsce. Zgodnie z tą decyzją Polska ma spełniać do 2011 r. nominalne kryteria konwergencji, co po wydaniu pozytywnej opinii przez Komisję Europejską, umożliwi przyjęcie wspólnej waluty euro w dniu 1. stycznia 2012 r. Wtorkową decyzję wielu komentatorów ocenia pozytywnie, gdyż ich zdaniem szybkie wejście do strefy euro będzie chronić w przyszłości Polskę przed międzynarodowymi kryzysami finansowymi. Aspekt ten był szczególnie często ostatnio podkreślany, gdy złotówka osłabiała się w stosunku do innych walut. Można nawet uznać, że to osłabienie spowodowało dodatkowe przyspieszenie prac nad rządowym planem przyjęcia euro przez Polskę. Niestety w założeniach do tego planu zabrakło oceny kosztów, a więc TANSTAAFL - „nie istnieje coś takiego, jak darmowe obiady”. Było to ulubione przysłowie Miltona Friedmana, laureata ekonomicznej nagrody Nobla. Zdanie to najlepiej przedstawia również, w uproszczeniu, działalność systemu gospodarczego opartego na zasadach wolnorynkowych i oznacza, że żadna osoba ani społeczność nie dostanie nic bezpłatnie. Nawet jeżeli wydaje się, że coś jest bezpłatne, zawsze związane są z tym koszty, które mogą być ukryte lub rozłożone na różne grupy w społeczeństwie. Dlatego też wprowadzenie euro nie będzie przynosiło tylko korzyści i nie będzie bezpłatne dla społeczeństwa, ale będzie się również wiązało z pewnymi kosztami. Z tego powodu warto się zastanowić nad kosztami wprowadzenia w tym momencie euro, o których obecnie mało się wspomina i zabrakło ich w mapie drogowej do euro. Wprowadzenie euro oznaczać będzie obowiązek spełnienia przez Polskę kryteriów konwergencji, co ogólnie można ocenić pozytywnie. Kryteria te obejmują obowiązek osiągnięcia i utrzymania wyznaczonych w traktacie z Maastricht poziomów długu publicznego, inflacji, długoterminowej stopy procentowej oraz kursu walutowego. Obecnie Polska wypełnia trzy z czterech kryteriów konwergencji, które mają gwarantować stabilność waluty euro. Nie spełnia warunków związanych ze stabilnością kursu walutowego, co wynika z faktu, że nie uczestniczy jeszcze w Europejskim Mechanizmie Kursowym II (ERM II). Jednakże zgodnie z planem już na początku przyszłego roku ustalony zostanie poziom kursu złotego do euro oraz szerokość pasm dopuszczalnych jego odchyleń. Działania te mają przyczynić się do zmniejszania zmienności kursu złotego względem euro, co pozwoli spełnić to kryterium konwergencji. Zatem na początku 2009 r. złoty zostanie włączony do mechanizmu kursowego ERM II, co będzie oznaczało usztywnienie kursu walutowego w Polsce. Odtąd przez dwa lata złoty musi pozostać możliwie blisko ustalonego kursu parytetowego złotego do euro, co ma gwarantować między innymi NBP. Planowana rezygnacja z płynnego kursu może mieć negatywny wpływ na wzrost gospodarczy, gdyż dotychczas pozwalało to na szybkie jej dopasowywanie się do zewnętrznych szoków.Jak zauważają eksperci nie ulga wątpliwości, że obecny kryzys finansowy miał swe początki w Stanach Zjednoczonych, ale jak w przeszłości dziś odczuwają jego skutki wszystkie państwa, w tym także członkowie Unii Walutowej. Nie jest to nowe zjawisko, gdyż silne powiązanie cyklów gospodarczy w skali globalnej można zaobserwować od 1970 r. W szczególności dla gospodarki światowej istotne znaczenie miała zawsze gospodarka Stanów Zjednoczonych. Wpływ gospodarki amerykańskiej na inne państwa był szczególnie widoczny w okresie osłabienia tempa wzrostu gospodarczego bądź recesji w Stanach Zjednoczonych, co ponownie możemy dziś zaobserwować na rynkach, w tym w Polsce.Z tego powodu w ostatnich latach ekonomiści prowadzili badania, w jaki sposób przyszłe spowolnienia gospodarcze w Stanach Zjednoczonych wpłynie na gospodarki innych państw. W badaniach tych starano się znaleźć narzędzia i metody, które pozwoliłoby poszczególnych gospodarkom oderwać się (decoupling) od globalnego cyklu gospodarczego, który zdominowany jest przez gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Wśród możliwości, które zostały wyróżnione i pozwalają na częściowe oderwania się od globalnego cyklu wskazuje się dziś przede wszystkim stabilną sytuację finansów publicznych oraz płynny kurs walutowy.W opinii portalu Bankier.pl o wpływie kursu walutowego na efekt odłączenia się od globalnego cyklu gospodarczego świadczą doświadczenia ze spowolnienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych w 1982 r. Wtedy to amerykański Bank Rezerwy Federalnej zdecydował się na podniesienie stóp procentowych w celu zwalczania inflacji. Następstwem tego była aprecjacja dolara amerykańskiego, co spowodowało wzrost poziomu konkurencyjności amerykańskich partnerów handlowych. Zniwelowało to im efekt spowolnienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, jak i globalny wzrost stóp procentowych na rynku międzybankowym. W przeszłości państwa uprzemysłowione lub blisko powiązane z gospodarką amerykańską w największym stopniu odczuwały wpływ recesji w Stanach Zjednoczonych. Jednak te państwa, w których można było zaobserwować istotny spadek wartości ich waluty w stosunku do dolara amerykańskiego, odczuwały tylko w małym stopniu efekt spowolnienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.Eksperci zwracają uwagę, że niestety odwrotną sytuację można było zaobserwować w niektórych państwach Ameryki Łacińskiej, w tym na przykład Argentynie, Meksyku czy Brazylii. Sytuację tę można jednakże częściowo wytłumaczyć kryzysami finansowymi, które wystąpiły w tym czasie w tych państwach, będącymi następstwem recesji w Stanach Zjednoczonych. Kryzysy te były w dużej mierze spowodowane wysokim zadłużeniem denominowanym w obcych walutach, a w szczególności w dolarze amerykańskim. Wysokie zadłużenie dominowane w obcych walutach miało negatywny wpływ na gospodarki tych państw w momencie umocnienia się dolara amerykańskiego oraz wzrostu stóp procentowych na rynkach finansowych. Efekt ten został dodatkowo wzmocniony przez odpływ kapitału portfelowego z państw Ameryki Łacińskiej. Czynniki te ostatecznie doprowadziły w wielu państwach rozwijających się do kryzysu finansowego, co po części można ponownie zaobserwować. W okresie tym zaobserwowano też większy spadek produkcji w tych państwach, które charakteryzowały się wyższym poziomem długu publicznego do PKB, co ilustrują dziś najlepiej Węgry.Recesja w Stanach Zjednoczonych w 1982 r. i związane z nią kryzysy gospodarcze unaoczniły wpływ kursu walutowego na ograniczenie negatywnych efektów globalnego spowolnienia gospodarczego czy też innych zewnętrznych szoków. W tych państwach, w których występował płynny kurs walutowy, gospodarka w mniejszym stopniu odczuła negatywne skutki globalnego spowolnienia gospodarczego wywołane recesją w Ameryce. Natomiast w krajach ze sztywnym kursem walutowym, które nie mogły się dopasować do zaistniałych zmian w ich otoczeniu makroekonomicznych, odnotowały większy spadek produkcji i często długotrwałą recesją. Nie ulega wątpliwości, iż istotnym efektem globalizacji jest wzrost zmienności kursów walutowych, co można było zaobserwować wyraźnie w ostatnich tygodniach. Stanowi to wyzwanie związane z wpływem globalizacji na politykę monetarną, jakiemu musi dziś stawiać czoło każdy bank centralny, który odpowiedzialny jest za prowadzenie polityki kursu walutowego. Ona ma zaś szczególnie duży wpływ na efekt decouplingu, który pozwala na oderwanie się od cyklu koniunkturalnego danego państwa, w tym przypadku Polski, od cyklu rozwoju gospodarki światowej, której trend jest od lat determinowany przez sytuację ekonomiczną Stanów Zjednoczonych. Zmienności kursu walutowego nie należy oceniać negatywnie, gdyż pozwala ona dopasować się gospodarkom do szybko zmieniających się warunków gospodarczych, w szczególności w przypadku problemów z rosnącym deficytem handlowym. Z badań MFW (2007) wynika, że płynny kurs walutowy może odgrywać istotną role w ułatwieniu problemów związanych z długookresowym deficytem na rachunku bieżącym. Dlatego deprecjacja złotego, którą mogliśmy zaobserwować ostatnio, nie był czymś złym z punktu widzenia gospodarki. Pozwalała ona ograniczyć koszty spowodowane spadkiem tempa wzrostu gospodarczego danego państwa w długim terminie. Dlatego też dążenie do wprowadzenie teraz sztywnego kursu walutowego należy ocenić negatywnie, co wynika wyłącznie ze złego momentu wyboru wejścia do strefy euro przez rząd, a nie samego pomysłu.W tym miejscu, według ekspertów, warto ponownie przytoczyć Miltona Friedmana, który twierdził, iż "wielu ludzi chce, by państwo broniło konsumentów. Znacznie poważniejszym i pilniejszym problemem jest jednak obrona konsumentów przed państwem". Niestety również tu mamy taki przypadek, gdyż proponowane obecnie reformy systemu emerytalnego czy też wprowadzenie Polski do strefy euro, będą negatywnie wpływać na gospodarkę. Warto podkreślić, że Robert Mundell laureat nagrody Nobla, który opracował koncepcję optymalnego obszaru walutowego, co było podstawą ekonomiczną obecnej strefy walutowej euro, jest zdania, że Polska powinna przystąpić do strefy euro w dogodnym dla niej momencie. Kryzys finansowy oraz zbliżająca się recesja w większości państw uprzemysłowionych do takich momentów na pewno dziś nie należy. Zatem przedstawiony plan drogi do euro należy ocenić negatywnie, a jego kontynuowanie może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego w Polsce. Może to spowodować odrzucenie euro w referendum i zniechęcić społeczeństwo na długie lata do wspólnej waluty.Euro jest konieczne, ale obecnie jest bardzo trudna sytuacja społeczno-polityczna i gospodarcza. Jednocześnie szum wokół Euro nie może przysłaniać innych rozwiązań w celu ochrony polskiej gospodarki przed skutkami międzynarodowego kryzysu finansowego. Należy uważać na manipulacje kapitału spekulacyjnego.

poniedziałek, 27 października 2008

Samochody używane.

W ciągu trzech kwartałów bieżącego roku do Polski sprowadzono niemal 875 tysięcy używanych samochodów osobowych, o ponad 20-procent więcej niż rok wcześniej . We wrześniu w urzędach celnych zgłoszono do zarejestrowania 96 tys. 468 pojazdów, o 6,5 procent więcej niż w sierpniu i o 19 procent więcej niż rok wcześniej. Import spoza Unii wyniósł 3 tys. 216 aut, o 6 procent więcej niż przed miesiącem i o 69,4 procent więcej niż przed rokiem. W ujęciu sumarycznym import z krajów spoza UE wyniósł od początku roku 25.085 aut i jest to o 43,8 procent więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Import spoza Unii stanowią przede wszystkim samochody ze Stanów Zjednoczonych. Znaczna - choć trudna do oszacowania - liczba amerykańskich pojazdów trafia do Polski w ramach obrotu wewnątrzwspólnotowego, przez kraje Unii, zwłaszcza Niemcy.Z krajów Unii Europejskiej sprowadzono we wrześniu 93 tys. 252 samochody, o 6,5 procent więcej niż w sierpniu i o 17,5 procent więcej niż we wrześniu ubiegłego roku.Łącznie od początku roku do Polski sprowadzono z UE 849 tys. 682 samochody używane. W porównaniu do zeszłego roku największy wzrost odnotowano w regionie śląskim (+31,3 proc.), a najmniejszy - w wielkopolskim (+7,4 procent).Najpopularniejsze marki wśród polskich klientów to Volkswagen (175,0 tys. sztuk), Opel (117,0 tys. sztuk), Ford (73,9 tys. sztuk), Audi (71,4 tys. aut), Renault (65,5 tys. aut), Mercedes, BMW, SEAT, Toyota i Peugeot.

niedziela, 26 października 2008

Armia Rosji.

Działania rosyjskiej armii w Gruzji ukazały, że nie sprostałaby ona przeciwnikowi o większym potencjale, bowiem nie dostosowała się do realiów, jakie przyniósł koniec zimnej wojny. Choć była ona militarnym sukcesem, sierpniowa wojna ujawniła wiele głęboko zakorzenionych słabości rosyjskich sił zbrojnych. Głównym problemem jest przywiązanie rosyjskiego kierownictwa politycznego i wojskowego do zimnowojennego scenariusza. Uwagę skupia się na wielkiej armii, zdolnej uruchomić obezwładniającą siłę ogniową. Demonstruje się znacznie mniej zainteresowania mniejszymi, lepiej wyszkolonymi i elastyczniejszymi siłami - podkreśla dokument, przygotowany przez zajmującą się konsultingiem wojskowym brytyjską firmę Jane's Strategic Advisory Service (JSAS).- Potrzebne będą usprawnienie dowodzenia, poprawa poziomu szkolenia oraz zastosowanie elastycznych, nowoczesnych systemów broni, zanim rosyjskie wojsko będzie w stanie zmierzyć się z jakimkolwiek przeciwnikiem większym lub lepiej wyposażonym niż wojsko gruzińskie - dodaje raport. Według JSAS, kampania w Gruzji ujawniła też poważne braki sprzętowe armii rosyjskiej - obok nowszych czołgów T-72 użyto tam wielu egzemplarzy starszych T-62 i T-64. Naloty powietrzne nie wyrządzały Gruzinom większej szkody, bowiem zrzucano wyłącznie bomby niekierowane. Zestrzelony nad Gruzją naddźwiękowy bombowiec średniego zasięgu Tu-22 wykonywał prawdopodobnie misję zwiadowczą w zastępstwie brakujących samolotów bezpilotowych.

ASEAM.

Dyskusja o sposobach przeciwdziałania kryzysowi finansowemu zdominowała pierwszy dzień obrad szczytu Europa - Azja, który rozpoczął się dziś w Pekinie. Biorą w nim udział delegacje 27 państw członkowskich Unii oraz 16 krajów azjatyckich. Uczestnicząca w szczycie kanclerz Niemiec Angela Merkel zaapelowała o wypracowanie wspólnej, „globalnej odpowiedzi" na pogarszającą się sytuację na rynkach finansowych.W przemówieniu inaugurującym szczyt gospodarz spotkania prezydent Hu Jintao przyznał, że obecny kryzys może również zagrozić rozwojowi chińskiej gospodarki. Jak do tej pory, Chiny w nieznacznym stopniu odczuły negatywne skutki kryzysu finansowego na świecie. Podczas poprzedzającego szczyt Europa-Azja spotkania 10 państw członkowskich ASEM oraz Chin, Japonii i Korei Południowej zapadła decyzja o powołaniu wspólnego azjatyckiego funduszu antykryzysowego o wartości 80 mld USD. Z pieniędzy tych miałyby korzystać państwa azjatyckie, borykające się z utrzymaniem płynności finansowej. Unia Europejska chce aby Chiny, które mają największe na świecie rezerwy dewizowe, odegrały znaczącą rolę podczas zbliżającego się szczytu poświęconego sposobom wyjścia z kryzysu finansowego. Spotkanie, które pomóc ma określić kształt reform gospodarki w sferze globalnej organizowane jest z inicjatywy amerykańskiego prezydenta Georga W. Busha.

Gospodarka na świecie.

W Pekinie miał miejsce szczyt Azja-Europa (ASEM - Asia-Europe Meeting), w którym uczestniczyło ponad 40 przywódców. Obrady zdominował kryzys gospodarczy i sprawy klimatyczne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) wraz z kilkoma bankami centralnymi (chodzi tu o banki z krajów nordyckich i Japonii) zamierza przeznaczyć na ratowanie islandzkiej gospodarki blisko 4,5 mld euro. Węgierski bank centralny podniósł wczoraj stopy procentowe aż o 3 punkty procentowe do poziomu 11,5%. Światowy kryzys gospodarczy i walka z jego skutkami były tematem rozmów amerykańskiego prezydenta, prezydenta Francji i szefa Komisji Europejskiej. Mówiono o nowym ładzie finansowym w świecie, który będzie zaprezentowany tuż po listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, w gronie szefów państw skupionych w grupie G8. Mają oni wówczas podsumować postępy w walce z kryzysem i zdecydować, jak zreformować światowy system finansowy, tak żeby podobne sytuacje nie miały już miejsca w przyszłości. Komisja Europejska ogłosiła skład grupy wysokiego szczebla, która ma doradzać KE w sprawie kryzysu finansowego. Na czele grupy stoi były dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego Jacques de Larosiere, a w tej grupie są także: Leszek Balcerowicz, Otmar Issing, Rainer Masera, Callum Mc Carthy, Lars Nyberg, Jose Perez Fernandez, Ono Ruding. Komisja poinformowała, że przedstawi kocepcję kontroli kredytowych agencji ratingowych, wyjdzie z inicjatywą dotycząca płac menedżerów oraz przedstawi swój pogląd w sprawie reformy światowego systemu finansowego. W trzecim kwartale gospodarka brytyjska, zamiast rosnąć, kurczyła się. Ponieważ w drugim kwartale wzrostu PKB również nie było, Wielka Brytania po raz pierwszy od lat 30. znalazła się w recesji. Niemcy i Francja chcą wciągnąć Szwajcarię na listę rajów podatkowych OECD. Na tej liście są już m.in.: Andora, Liechtenstein, Kajmany i Monako. Niemiecki minister finansów tłumaczył, że Szwajcarzy zbyt mocno chronią tajemnicę bankową, nie chcą współpracować z urzędami skarbowymi innych krajów i w ten sposób pomagają oszustom podatkowym. W ciągu ostatnich trzech miesięcy rezerwy walutowe Rosji zmalały o ok. 80 mld USD, a spadek cen ropy utrudnia odbudowę tych rezerw. Program pomocy rządu Szwecji dla krajowego systemu bankowego w postaci publicznych gwarancji kredytowych wynosi 205 mld USD. Oprócz tego Szwecja utworzy fundusz stabilizacyjny w wysokości 2,05 mld USD na przeciwdziałanie w wypadku problemów płatniczych banków. Gwarancje wygasną 30 kwietnia 2009 roku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) negocjuje z Ukrainą pożyczkę w wysokości 15 mld USD. Uzgodniono także te zmiany legislacyjne, które muszą zostać przeprowadzone na Ukrainie, aby tę pożyczkę mogła Ukraina otrzymać. Wcześniej taką pożyczkę od MFW otrzymały Węgry i Islandia. Agencja ratingowa Moody's Investors obniżyła perspektywę ratingu długu Ukrainy w walucie obcej i krajowej do "stabilnej" z "pozytywnej". Agencje ratingowe Standard & Poor's oraz Fitch Ratings obniżyły prognozę dla banków ukraińskich do "negatywnej". W opinii analityków Merrill Lynch europejskie banki mogą potrzebować 73 mld euro, aby wesprzeć swój kapitał. Ponieważ w obecnych warunkach takie podwyższenie kapitału może być bardzo trudne w wielu przypadkach konieczne będzie wsparcie rządów. W szeregu przypadkach europejskie rządy już wspierają kapitałowo swoje banki, czego przykładem są UBS i Royal Bank of Scotland Group. W opinii M-L pomocy będą potrzebować tak UniCredit (7,4 mld euro), a Deutsche Bank (8,9 mld euro), BNP Paribas SA (7,3 mld euro), czy Barclays Plc (5,1 mld euro), a także Allied Irish Banks i Commerzbank. Bank krajowy Bawarii BayernLB jest pierwszą instytucją finansową w Niemczech, która ubiega się o pomoc z rządowego pakietu ratunkowego. Bank potrzebuje 6,4 mld euro Wcześniej po pomoc sięgnęły amerykański AIG, belgijski Fortisie i włoski UniCredit. Teraz przyszła kolej na holenderskie ING, który pożyczył od holenderskiego rządu 10 mld euro na zwiększenie swej płynności finansowej. Grupa ING ma 85 mln klientów i 130 tys. pracowników na całym świecie. Pół roku temu znajdowała się pośród 20 największych instytucji finansowych świata, ale od tego czasu jej akcje spadły aż o 75%. W Polsce Grupa jest właścicielem ING Banku Śląskiego, towarzystwa ubezpieczeniowego ING, domu maklerskiego, funduszu emerytalnego i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Niemiecki rząd doprecyzował warunki, na jakich udzielana będzie pomoc zagrożonym skutkami kryzysu finansowego bankom. Taki bank będzie musiał ograniczyć wynagrodzenia dla menadżerów do maksymalnie 500 tys. euro rocznie, wstrzymać wypłatę premii i dywidend do czasu, aż sytuacja instytucji finansowej będzie stabilna.

Na świecie.

Japonia może być pierwszym krajem z grupy G7, w którym będzie ożywienie w gospodarce po obecnym, globalnym spowolnieniu. Wynika to z tego, że wysokie koszty ropy i surowców teraz spadają (a one stanowiły dla gospodarki Japonii duże zagrożenie), co stwarza możliwość dla ożywienia japońskiej gospodarki w 2009r. Podobne zjawisko moze wystąpić w Polsce.
We wrześniu Chiny uzyskały rekordową nadwyżkę handlową w wysokości 29,3 mld USD (wobec 28,69 mld USD w sierpniu). Po 9 miesiącach 2008 roku nadwyżka handlowa wyniosła 180,9 mld USD, a więc spadła rok do roku o 2,6%. We wrześniu eksport wzrósł o 21,5% r/r wobec wzrostu o 21,1% r/r w sierpniu. Import wzrósł we wrześniu o 21,3% (po wzroście o 23,1% w sierpniu i po wzroście o 33,7%).
Wymiana handlowa Chin z UE (która jest pierwszym partnerem handlowym Chin) wzrosła w ciągu 9 miesięcy o 25,9% i wyniosła 322,5 mld USD. Wymiana z USA (to drugi partner Chin), wzrosła w ciągu 9 miesięcy o 13,8% do 251,5 mld USD.
Japoński rząd zadeklarował, że „jeśli zaistnieje potrzeba" zagwarantuje wszystkie depozyty bankowe. Podobną deklarację złożyły Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Produkcja przemysłowa w USA we wrześniu spadła o 2,8%, po spadku w sierpniu o 1%. Wykorzystanie mocy produkcyjnych amerykańskich firm wyniosło we wrześniu 76,4%, wobec 78,7% w poprzednim miesiącu.
Kryzys na światowych rynkach finansowych zaczyna wpływać na chiński eksport. Chiny już zmuszone zostały do zmiany polityki - obniżki stóp procentowych i przywrócenia subsydiów dla eksportu.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenił, iż wskaźnik wzrostu Korei Południowej wyniesie w 2008 roku nie więcej niż 3,5% (wcześniejsza prognoza to 4,8%).
Chiny ulokowały 519 mld USD w amerykańskie obligacje skarbowe - pytanie: czy teraz może się to okazać kiepskim interesem?
Niezależni audytorzy po raz pierwszy potwierdzili, że Turkmenistan ma czwarte co do wielkości złoża na świecie. Pola gazowe Yolotan przy granicy z Afganistanem kryją na pewno 6 bln m³ surowca. Zdaniem analityków Yolotan może kryć nawet 14 bln m³ gazu. Turkmenistan twierdzi, że ma zasoby ponad 20 bln m³ gazu, ale dotąd tych danych nie weryfikowali niezależni eksperci.
Ceny ropy w Nowym Jorku spadły poniżej 70 USD. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w sierpniu 2007 roku.
Amerykański koncern finansowy Citigroup w trzecim kwartale bieżącego roku doznał straty netto 2,8 mld USD. Citigroup miał ujemny wynik we wszystkich czterech ostatnich kwartałach. Skumulowana strata koncernu za ubiegłe 12 miesięcy wynosi 20,2 mld USD. W działaniach sanacyjnych Citigroup podjął znaczną redukcję zatrudnienia i zamierza sprzedać jedną piątą swego majątku.
W III kw. br. na świecie sprzedano 80,6 mln komputerów PC (zarówno stacjonarnych, jak i laptopów). To o 15 proc. więcej niż w trzecim kwartale 2007 r.