czwartek, 29 stycznia 2009

Uniwersytet w Radomiu.

Politechnika Radomska chce przejąć dwa podlegle samorządowi Mazowsza kolegia w Radomiu - Nauczycielskie i Języków Obcych. Ma to być kolejny krok w tworzeniu uniwersytetu
- W tej chwili ustalamy z zarządem szczegóły przejęcia tych kolegiów w struktury naszej uczelni i stworzenia jednostki, która kształcić będzie na kierunkach filologicznych i dawać tytuł licencjata - tłumaczy Mirosław Luft, rektor Politechniki Radomskiej. Mają to być filologia polska, angielska i niemiecka. Rektor nie potrafił jeszcze powiedzieć, czy w strukturach uczelni kolegia będą funkcjonować jako odrębny, siódmy już wydział, czy może jako katedra. Zapowiada zaś, że przejęte zostałyby prawdopodobnie z całą kadrą dydaktyczną. Kolegium Języków Obcych jest pod merytoryczną opieką Uniwersytetu Warszawskiego, zaś Kolegium Nauczycielskie - Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Przed uzyskaniem tytułu licencjata słuchacze muszą na ostatnim semestrze uzupełnić różnice programowe na studiach zaocznych. Stają się tym samym studentami patronackich uniwersytetów. Po otrzymaniu dyplomu licencjata mogą kontynuować naukę na swoich uczelniach i uzyskać od nich tytuł magistra. Czy radomski student nie będzie wolał otrzymać dyplomu uznanych uniwersytetów, a nie politechniki? Rektor Luft jest optymistą. Przewiduje, że młodzi ludzie, którzy w 2009 r. rozpoczną naukę na Politechnice Radomskiej, uzyskają już dyplomy Uniwersytetu Techniczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego. Luft uważa, że PR nie może czekać bezczynnie, kiedy tyle się mówi o inicjatywie utworzenia w Radomiu Wyższej Szkoły Zawodowej, która miałaby kształcić na kierunkach filologicznych. Największa radomska uczelnia ma odpowiednią infrastrukturę i doświadczenie, aby kształcić studentów w tym zakresie. - Dlatego wystąpiliśmy z propozycją przejęcia kolegiów, a projekt został pozytywnie zaopiniowany przez radę senatu oraz marszałka Mazowsza - tłumaczy rektor. Decyzję senat uczelni podjął w grudniu ub.r. Propozycję zaakceptował też zarząd Mazowsza, ale ostateczną decyzję podejmie sejmik wojewódzki. Na Politechnice już jednak powołano zespół roboczy, który zajmie się przyłączaniem szkół. Tymczasem w kolegiach niepokój. - Współpraca z urzędem marszałkowskim układa się wzorcowo, czujemy się otoczeni opieką. Teraz jesteśmy zaskoczeni, jest nam przykro, że nikt nie pytał nas o zdanie. Nikt z Politechniki nie konsultował z nami tego pomysłu - mówi Jerzy Kwiatkowski, dyrektor Kolegium Języków Obcych. Jest przekonany, że cała kadra (w kolegium pracuje 51 nauczycieli) jest przeciwna przyłączaniu do Politechniki. A studenci? - Jeszcze o tym zamiarze nie wiedzą - słyszymy w Kolegium Języków Obcych.Kolegium Nauczycielskie powstało w 1992 r., zaś Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w 1990 r. jako jedno z 54 utworzonych w całej Polsce kolegiów językowych. Do 2000 r. podlegało Kuratorium Oświaty w Radomiu, a później, podobnie jak KN, zaczęło podlegać samorządowi województwa mazowieckiego.
Pomysł jest bardzo dobry, ale podejście i wykonanie więcej niż beznadziejne!!!Rektor PR powinien w pracownikach i kierownictwie Kolegiów widzieć parnerów przedsięwzięcia, a nie "powietrze"... Obydwa Kolegia powinny wejść do PR na zasadach wydziałów rozwojowych np z KJO powinno docelowo powstać 3 wydziały lingwistyczne. Wydziały te powinny uzyskać okres dostosowawczy o dużej autonomi decyzyjnej itd. Życzę powodzenia i rozważnych decyzji i wypowiedzi ... ! Należy pamiętać, że duży może więcej. Zarówno PR jak i kolegia są jednostkami małymi, ale po rozsądnym połączeniu mają szanse do odegrania określonej roli dla środowiska radomskiego. Obecnie PR szuka swojego miejsca, a Kolegia pracują na rzecz Uniwersytetów w Warszawie i Lublinie. Panowie i Panie trochę pokory i może Wam się uda wspólnie zrobić coś wspaniałego.

niedziela, 25 stycznia 2009

W USA można, a w Polsce?

Prezydent USA Barack Obama w swym pierwszym radiowym i internetowym wystąpieniu wezwał w sobotę 24.01.2009. do walki z kryzysem, podkreślając, że wszystkie decyzje dotyczące inwestowania ok. 825 miliardów USD w ramach planu ratowania gospodarki będą podawane do wiadomości publicznej. Obama obiecał wykorzystać te środki na tworzenie miejsc pracy, poprawę opieki zdrowotnej, edukację i na inwestowanie w odnawialne źródła energii, na poprawę infrastruktury drogowej itd.Obama przewiduje, że jego plan uzdrawiania gospodarki uzyska aprobatę Kongresu w połowie lutego. Prezydent powiedział m.in., że USA znalazły się w "bezprecedensowym kryzysie, który wymaga bezprecedensowego działania". Ostrzegł, powołując się na opinie ekspertów, że jeśli nie podejmie się żadnych działań, wskaźnik bezrobocia osiągnie wartość dwucyfrową.Obecnie wskaźnik bezrobocia w USA wynosi 7,2 proc.; w grudniu gospodarka amerykańska straciła 524 tysiące miejsc pracy.Obama zapowiedział, że plan uzdrawiania gospodarki "uratuje bądź stworzy trzy do czterech milionów miejsc pracy w ciągu najbliższych kilku lat". Dodał, że plan ten będzie obejmował "bezprecedensowe środki", które umożliwią narodowi amerykańskiemu rozliczenie administracji z rezultatów.Zapowiedział "bezprecedensowe starania" o "wykorzenienie marnotrawstwa, nieskuteczności i zbędnych wydatków w naszym rządzie"."Każdy Amerykanin będzie mógł zobaczyć, jak i gdzie wydajemy dolary podatników" - powiedział Obama i poinformował, że informacje te będą dostępne na nowej stronie internetowej recovery.gov. W USA można podjąć działania zdecydowane, jezeli zachodzi ku temu potrzeba. W Polsce w o wiele mniejszym organiźmie państwowym, w o wiele mniej skomplikowanym układzie narodowościuowym, organizacyjnym, administracyjnym itp. takie działanie wydaje się, ze są bardziej skomplikowane, a jednocześnie jesteśmy w sytuacji , w której racjonalizm podpowiada konieczność działań o wiele bardziej oszczędnościowych i efektywnościowych, bo to decyduje o naszym miejscu i roli w "rodzienie" narodów i państw europejskich zarówno unijnych jak i poza unijnych. Jest to wyjątkowe wyzwanie dla obecnej ekipy. We wcześniejszych postach wspominałem o rozrzutności w ramach wydatków Policji, której nie mozna ufać - czego ewidentnym dowodem jest wiele spraw , w tym głośna sprawa "rodziny Olewników". Od Magdalenki upłyneło 20 lat i jest najwyższy czas na oczyszczenie i uporząkowanie tej formacji!!! Nie ilość policjantów, środków technicznych, komisariatów itp. decyduje o bezpieczeństwie, a ich jakość i efektywność. Związki zawodowe Policji straszą MSWiA o odejściu 22 tysięcy funkcjonariuszy na emerytury w przepadku reformy "mundurowej" i by było dobrze, żeby Ci, którzy poszli do Policji dla osobistych korzyści jak najszybciej jej szeregi opuścili. Jest grandą, że różnego rodzaju sekretarki, referentki i inne osoby wykonujące czynności administracyjne funkcjonowały na stanowiskach mundurowych ze wszystkimi przywilejami. Do przywilejów powinno być zostawione prawo wyłacznie funkcjonaruszom Policji biorącym ciągły udział w akcjach w zakresie bezpieczeństwa. Czym się różnią biurokraci policyjni od pozostałych? Obecny stan jest niemoralny i nieuczciwy wobec całej administracji Państwa. Drugą dziedziną jest konieczność połączenia KRUS i ARiMR. Trzecia dziedzina to przerost ZUS i chaos w ubezpieczeniach. Czwarta to potrzeba wzmozenia nadzoru nad samorządami, szczególnie tymi mniejszymi - to nie mogą być "przechowalnie" dla lokalnych kombinatorów czy opiekunów własnej rodziny. Gdyby obecnej ekipie udało się uporządkować te cztery dziedziny Państwa, a przy tym wprowadzić oszczędności i rozsądek w strukturach Urzędów Skarbowych to byłby prosty ruch do zabrania się do szybkiej przebudowy i poddania społecznemu rozliczania władzy prokuratorsko-sądowniczej, która jest zupełnie "Państwem" w Państwe zupełnie bez żadnego nadzoru, a to deprawuje każdą władzę, a władze prokuratorsko-sądowniczą w szczególności, gdyż ma największe możliwości decydowania o losach ludności i dysponuje radykalnymi środkami. Nie należy ukrywać, że wszechwładza w dziedzinie sprawiedliwości jest spóścizną po "Magdalence" i w dwudziestolecie jest najwyższa pora by to uporządkować. Mam w tym dziele szczególne nadzieje z Panem Ministrem Andrzejem Czumą. Może wreszcie coś rozsądnego z przykładu Ameryki zostanie u Nas wdrążone?!!!

czwartek, 15 stycznia 2009

Anarchia w Polsce.

Policja weszła w nowy rok z 480-milionowym długiem. W połowie grudnia 2008 r. MSWiA obcięło jej ubiegłoroczny budżet o 535 mln zł. Powodem tego były niższe od szacowanych grudniowe wpływy do budżetu państwa z podatku VAT. W wyniku tych zmian policjantom zabrakło pieniędzy na spłatę wcześniej podjętych zobowiązań . O tym, że policja ma zaległości wobec różnych firm poinformował czwartkowy "Puls Biznesu". - Ministerstwo dostało mniej pieniędzy, dlatego też było zmuszone obciąć budżet policji - wyjaśniła rzeczniczka MSWiA Wioletta Paprocka. Policjanci muszą pokryć długi ze środków na 2009 rok. - Komendanci i kierownicy naszych jednostek robią wszystko, by funkcjonować normalnie, jednak prawda jest taka, że nad każdą wydaną złotówką musimy zastanawiać się kilka razy - powiedział rzecznik Komendy Głównej Policji, Mariusz Sokołowski.Policja wydaje więc pieniądze tylko na to, co jest niezbędne: paliwo, energia, płace czy podatki. Większe zakupy muszą poczekać, aż zator finansowy minie.- Wszystkie zobowiązania w 2008 r. zaciągnęliśmy zgodnie z planem, którego nikt nam nie zmienił. Nasze zakupy są dość skomplikowane - nie da się kupić broni czy samochodów z dnia na dzień - powiedział Sokołowski.Rzecznik zapewnił, że w momencie, gdy policja dowiedziała się, że ma mniej pieniędzy, przestała zaciągać nowe zobowiązania. Poinformowała też ministerstwo, że po obcięciu środków nie da rady spłacić zaciągniętych wcześniej zobowiązań.Sokołowski dodał, że większość faktur wystawiono z odroczonym terminem płatności, co oznacza że zobowiązania muszą być uregulowane do końca pierwszego kwartału br.Policjanci mają nadzieję, że dostaną dofinansowanie, które pozwoli im spłacić długi.- Ministerstwo będzie musiało w dużej mierze pokryć te zobowiązania, jednak w tej chwili ciężko powiedzieć, jak szybko to nam się uda. Wszystko zależy od wpływów do budżetu w 2009 roku - powiedziała Paprocka.Według wiceminister finansów Elżbiety Suchockiej-Roguskiej obniżenie wydatków poszczególnych resortów w grudniu było związane z mniejszymi dochodami z podatku VAT.- Grudzień charakteryzował się tym, że z około 20 mld zł szacowanych dochodów 17,5 mld zł wpłynęło między 22 a 29 grudnia. Taki był układ roboczy, w tym mieliśmy jeszcze święta - powiedziała. Dodała, że wcześniej nie można było przewidzieć znaczącego ubytku dochodów w grudniu.- Te faktury z grudnia, które nie zostały zrealizowane, powinny być zapłacone w styczniu z budżetu na 2009 roku - powiedziała wiceminister.Budżet policji na 2009 r. ma wynieść ok. 9 mld zł. Budzet to prawo ustanowione przez Parlament tak jak szereg innych ustaw, których należy przestrzegać. Jezeli Policja łamie prawo ustanowione przez Parlament Państwa to pytanie gdzie my jesteśmy? Tłumaczenia są nie stosowne. Jezeli zmieniono kwotę wydatków to nalezało zmienic terminy zaciągania zobowiązań, ich skalę i poziom. Jezeli księgowy lub skarbnik przekroczy jaki kolwiek przepis to interesuje się nim prokurator, a policjanci traktują ich jako wielkiego przestępce, natomiast Ci, którzy są powołani do pilnowania, aby inni przestrzegali prawa sami łamią prawo i jeszcze nagłaśniaja, aby wyłudzić dodatkowe pieniądze to juz jest pełna ANARCHIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 28 grudnia 2008

Ludność na globie.

1 stycznia 2009 roku na Ziemi będzie około 6,75 miliarda ludzi - wynika z ogłoszonych w Hanowerze szacunków Niemieckiej Fundacji Ludność Świata (DSW).
Dokładna przewidywana liczba ludności świata to 6 751 643 600. W stosunku do 2008 roku zwiększyła się ona o 82 miliony. Wzrost wystąpił prawie wyłącznie w krajach rozwijających się. Szczególnie szybko liczba ludności rośnie w krajach najbiedniejszych, gdzie miliony kobiet nie mają dostępu do środków antykoncepcyjnych.Według DSW wzrost liczby ludności w krajach rozwijających się powoduje wzrost obciążenia systemów oświaty i ochrony zdrowia w tych państwach. Już dziś warunki życia są tam trudne. Podczas gdy oczekiwana długość życia w Niemczech to 79 lat, w Afryce wynosi ona tylko 54 lata. W Afryce 82 na 1000 noworodków umiera zaraz po porodzie; w Niemczech tylko cztery. W czasie porodu w Afryce umiera jedna na 26 kobiet, w Niemczech jedna na 19200. Jeśli chcemy walczyć z ubóstwem u jego korzeni musimy pomóc kobietom unikać niechcianych ciąż - powiedziała przewodnicząca DSW Renate Baehr. - Dlatego inwestycje w edukację i profilaktykę muszą wzrosnąć - przekonywała. Od T. Malthusa wszyscy udający uczonych walczą z liczbą ludności tak jakby to było zasadnicze zagrozenie. Nalezy zadać sobie pytanie - a moze nie byłoby mnie, gdyby tak skutecznie ograniczano liczebność ludności, a moze nie byłoby wielu wynalzaców, czy uczonych? Przeciez talenty nie są przyporządkowane do tych najbogatszych!!! Moje twierdzenie jest prostsze - gdyby tylko 10% wydatków na zbrojenia przeznaczono na nawodnienie i rolnictwo w Afryce to nie było by problemu głodu na tym kontynencie, poprawiłby się klimat, zdrowotność ludzi itd. A o ile by było mniej cierpień? Musimy dodać, ze wcale w Afryce nie ma największego zagęszczenia, a warunki sprzyjają zeby dokonywać dwóch, a nawet trzech zbiorów rolniczych w ciągu roku. Porównajmy to z Europą. Zdumiewające , ze Panią Renate Baehr boli przyrost naturalny, a nie boli jakim kosztem się to odbywa.!!! Jezeli chociaz 1% dochodów w Europie przeznaczylibyśmy na uczciwe inwestycje w Afryce to uzyskalibyśmy lepszy zwrot niz na naszym kontynencie i pomoglibyśmy w ucywilizowaniu tamtejszego kontynentu. Jednocześnie gdybyśmy częściowo i stopniowo otwierali europejski rynek na produkty afrykańskie to w perspektywie zlikwidowalibyśmy zagrozenie, napływu niewyedukowanej, wygłodniałej masy ludzi. Nie mozemy zapominać ze jesteśmy globalną wioską. Nie ma takiego "płotu", który by trwale mógł to zagrozenie zabezpieczyć. Sprawą wtórną jest ilość ludności afrykańskiej, bo to nie ilość ludności jest dla nas zagrozeniem, a ich poziom cywilizacyjny i stosunek do naszego kontynentu. Nalezy zwrócić uwagę, ze obecnie kontynet afrykański jest poddawany chińskiej "neokolonizacji" , a jej skutki spadną na nas.

piątek, 26 grudnia 2008

Energia i klimat.

W ramach zmian przepisów klimatycznych mamy znaczne rezerwy. Pytanie - czy je zdołamy wykorzystać? Po pierwsze zgodnie z ONZ-owskim protokołem z Kioto, kraje które w ostatnich dwóch dekadach zredukowały swoje emisje CO2 bardziej, niż przewidywał protokół, mogą nadwyżkę sprzedać tym krajom, które nie poradziły sobie z pięcioprocentową redukcją. Polska dzięki blisko 30-proc. redukcji w latach 1990-2005 ma jedną z największych nadwyżek na świecie.Do sprzedania mamy ok. 600 mln uprawnień do emisji CO2. Szacuje się, że zezwolenie na emisję jednej tony CO2 jest warte ponad 10 dolarów. Kupnem części polskiej nadwyżki zainteresowany jest rząd Japonii. Polski rząd podpisał już listy intencyjne o sprzedaży naszych zezwoleń z EBOiR, występującym w imieniu Irlandii i Hiszpanii, opiewające na 40 mln euro. List intencyjny z Bankiem Światowym obejmuje 10 mln ton CO2. Negocjowane są też umowy z rządem Hiszpanii i japońskim koncernem Mitsui. Ile możemy zarobić? Nawet 1 mld dolarów. Jednak zanim rząd będzie mógł go zainkasować, musi wejść w życie nowa ustawa o handlu emisjami, a trwające od wielu miesięcy prace nad nią zostały ostatnio zablokowane przez Ministerstwo Finansów.Polska nie powinna zwlekać - nie tylko my mamy nadwyżki. Po drugie Komisja Europejska przyjęła projekt, który po raz pierwszy umożliwi wszystkim Państwom Członkowskim i regionom w Unii Europejskiej inwestycje zwiększające wydajność energetyczną oraz wykorzystanie energii odnawialnej w gospodarstwach domowych. Wszystko to dzięki funduszom przewidzianym w Europejskiej Polityce Spójności. Pojedyncze budynki są źródłem emisji 40% wszystkich gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej. Zbyt wiele energii marnuje się z powodu nieefektywnego systemu ocieplania, klimatyzacji i oświetlenia budynków. Według szacunków Komisji Europejskiej, wydajne oszczędzanie energii może osiągnąć w sektorze budownictwa poziom 28% do 2020 r. Niektóre badania UE wykazały również, że średnio w każdym gospodarstwie domowym na terenie Unii Europejskiej, w zależności od zużycia energii, możliwe jest zaoszczędzenie od 200 do 1000 euro rocznie, dzięki przystosowaniu domów do wydajnego wykorzystywania energii. Działania przewidziane w "European Economic Recovery Plan", zaprezentowanym pod koniec listopada 2008 r., skierowane są do gospodarstw domowych o niskich przychodach. W praktyce, oznacza to tyle, że Unia Europejska będzie współfinansować projekty władz szczebla krajowego, regionalnego i lokalnego dotyczące instalacji podwójnego szklenia, ścian izolacyjnych czy też płyt słonecznych w domach. Działania zwiększające wydajność energii to działania, które mogą przynieść same korzyści. Zaoszczędzą energię, zmniejszą emisję, obniżą ceny paliw dla najmniej odpornych podmiotów w społeczeństwie a w szczególności pomogą przemysłowi budowniczemu oraz małym i średnim przedsiębiorstwom. Mamy nadzieję, że Rada i Parlament Europejski przyjmą ten projekt bez zwłoki a Państwa Członkowskie szybko ustalą programy wdrażające wspomniane inwestycje."Sektor mieszkaniowy odpowiedzialny jest za wykorzystywanie jednej czwartej energii w Europie. Dzięki działaniom przewidzianym w projekcie Komisji Europejskiej pomożemy obywatelom Europy udoskonalić jakość ich domów a tym samym przyczynimy się, w znaczny sposób, do zapobiegania zmianom klimatycznym oraz zabezpieczenia polityki dostaw," dodał Andris Pielbalgs - Komisarz ds. Energii. Dotychczasowe założenia prawne Europejskich Funduszy Strukturalnych dawały nowym Państwom Członkowskim jedynie ograniczone prawo wsparcia sektora mieszkaniowego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (ERDF). Środki mogły być przeznaczane jedynie na wspólne części budynków (lub całe - w przypadku budynków socjalnych) położonych na ubogich obszarach miejskich. Projekt Komisji wprowadza zmianę, na mocy której wszystkie 27 Państw Członkowskich będzie mogło korzystać ze wsparcia ERDF na zwiększenie wydajności energetycznej i inwestycje związane z energią odnawialną we wszystkich rodzajach budynków. Z drugiej jednak strony dotyczy to tylko gospodarstw domowych o niskich przychodach (wg definicji z przepisów międzynarodowych).Na wsparcie i współfinansowanie będą mogły oczekiwać te krajowe i regionalne projekty, które będą dotyczyć na przykład izolacji ścian, dachów i okien (podwójnie szklonych), instalacji płyt słonecznych, czy też wymiany starych bojlerów na nowe - bardziej wydajne energetycznie.Działania, które przyspieszą inwestycje energetyczne w sektorze budownictwa będą współgrać z następującymi celami:
wprowadzenie dynamizmu w europejską gospodarkę, promocja konkurencyjności UE oraz stwarzanie miejsc pracy, zwłaszcza w sektorze budownictwa;
zwiększenie i wykorzystanie doświadczenia na polu wydajności energetycznej i energii odnawialnej;
oparcie celów na innych politykach Wspólnoty, dotyczących bezpieczeństwa energetycznego, ochrony środowiska oraz walki ze zmianami klimatycznymi;
Dotychczas w ramach Polityki Spójności, wszystkie 27 Państw Członkowskich UE zaplanowało podjęcie inwestycji wielkości 4.8 miliarda euro na wykorzystanie energii odnawialnej oraz 4.2 miliarda euro na zwiększenie wydajności energetycznej i ulepszenie zarządzania energetycznego. W założeniach “Polityki energetycznej Polski do 2030 roku” przyjęto, że do 2030 r. Polska ma zmniejszyć energochłonność gospodarki do poziomu, jaki stare państwa UE miały w 2005 r. W jej ramach przewiduje się współpracę w energetyce atomowej tak z Litwą i republikami nadbałtyckimi, jak i z Ukrainą. Wynika z niego także, że w Polsce trzeba budować co rok elektrownie o mocy 1,5 tys. do 2 tys. MW, aby zastąpić stare i wyeksploatowane już elektrownie, zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na energię i stworzyć odpowiednie rezerwy mocy w elektroenergetyce. Równolegle występuje pogląd, ze światowe ocieplenie klimatu dla Polski i Europy może skończyć się kolejną epoką lodowcową - twierdzą naukowcy śledzący od lat zmiany klimatyczne na północnym Atlantyku. Ich zdaniem, zmiana klimatu może być bardzo gwałtowna. W międzynarodowym projekcie naukowym biorą udział europejscy klimatolodzy, w tym polscy badacze z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. Porównując dane z różnych lat dotyczące tempa topnienia lodowców, przelotu ptaków i przepływu różnych gatunków ryb, doszli do wniosku, że w niedługim czasie grozi nam efekt tzw. przełącznika klimatycznego, a więc niespodziewanej zmiany klimatu. Chodzi o to, że wzrost temperatury powietrza prowadzi do szybszego topienia lodowców. Wskutek tego do Atlantyku przedostają się coraz większe masy zimnej słodkiej wody. Może to spowodować zatrzymanie północnego biegu Golfsztromu, który ogrzewa nasz kontynent. Temperatura w Europie może spaść wówczas nawet o 10 stopni .
Na marginesie nalezy dodać, że 2m pod powierzchnią ziemi jest stała temperatura około 12-14 stopni C. Wystarczy silniczek 50 wat i 300 metrów rury aluminiowej lub miedzianej, która odbierałaby zimą ciepło, a latem chłód. W piwnicy wymiennik ciepła który zastępowałby wentylację i oddawałby część ciepła wyrzucanego z domów na rzecz podgrzewania powietrza spod ziemi. Łatwiej podgrzać powietrze z +18 stopni C na +23 stopni C niż z -10 stopni C na + 23 stopni C. Latem ten układ jest w stanie zastąpić kilka urządzeń klimatyzacyjnych lub wiatraczków z lepszą efektywnością. A ile mozna zaoszczędzić energi i zmniejszyć CO2?

Skutki kryzysu dla UE w nośnikach energii.

Europa Zachodnia, a zwłaszcza Niemcy, by zachować ciągłość dostaw surowców energetycznych z Rosji, zmuszona będzie do zainwestowania ogromnych środków w rosyjską infrastrukturę i realnie zastanowić się nad nowymi rozwiązaniami . Kryzys finansowy ujawnił skalę spekulacyjnych działań Gazpromu oraz innych firm branży energetycznej . I choć już od dawna było wiadomo, że rosyjska infrastruktura jest chronicznie niedoinwestowana, to teraz dopiero widać, że Rosjanie nie mają środków na jej utrzymanie . Do tego dojdą niepokoje społeczne w Rosji wywołane spadkiem wydatków budżetowych spowodowanych spadkiem dochodów z eksportu. Dlatego zachodni Europejczycy, a zwłaszcza Niemcy, aby zachować ciągłość dostaw zmuszeni będą do zainwestowania ogromnych środków w tę infrastrukturę. Uważam, że w tych okolicznościach gazociąg definitywnie przejdzie do historii. Suma jaką mieliby Niemcy przeznaczyć na utrzymanie samej infrastruktury to ok. 300 mld euro i próba dodatkowych środków na ryzykowny gazociąg byłaby za duzym ryzykiem. Gdy taki scenariusz się urzeczywistni, to utrzyma obecną rolę tradycyjnych nośników energii, ale także doprowadzi do zacieśnienia związków politycznych tego państwa z Rosją .Taka sytuacja jest oczywiście bardzo niebezpieczna dla Polski, przede wszystkim dlatego, że z jednej strony rysuje się scenariusz przyszłej potęgi Niemiec, wykorzystującej obecną słabość Rosji dla uzyskania praw własności złóż ropy i gazu na jej terenie, a z drugiej strony spowoduje to radykalny wzrost potęgi niemieckiej gospodarki w UE co będzie rodziło pokusę dla Niemiec do narzucania swojego punktu widzenia w UE ze szczególnym zwróceniem uwagi na swoich wschodnich sąsiadów. Jednak paradoksalnie - to właśnie dzięki kryzysowi finansowemu, takiego scenariusza można uniknąć. Kryzys nie tylko nie zatrzyma rewolucji energetycznej, lecz może stać się jej katalizatorem.W jego następstwie powstały bowiem nowe rodzaje powiązań pomiędzy państwem a sektorem prywatnym. To zaś tworzy potencjał do wymuszenia skoku technologicznego .Rewolucja energetyczna polega na odejściu od pozyskiwania energii ze źródeł nieodnawialnych - m.in. ropy i gazu - i przejściu na źródła odnawialne. Obecnie najintensywniejsze poszukiwania prowadzone są w dwóch sferach. Pierwsza to pozyskiwanie nowych źródeł energii ze związków chemicznych - np. wodoru. Druga nastawiona jest na wyzwolenie energii ukrytej w organizmach żywych poprzez sprzężenie biologii z nanotechnologią (nanotechnologia - zestaw technik służących do tworzenia struktur na poziomie pojedynczych cząsteczek i atomów). Gdy rewolucja energetyczna urzeczywistni się - zmieni się cała geoekonomika i geopolityka świata . Mamy realną szansę w tym procesie odegrać znaczącą rolę. Jak najszybsze urzeczywistnienie się tej rewolucji leży w interesie Polski. Pierwszym etapem tego udziału powinny być szybkie i radykalne ułatwienia we wdrozeniu produkcji biopaliw. Drugim etapem powinna być modernizacja energetyki z szybkim wdrozeniem budowy elektrowni atomowych. Trzeci etap to wykorzystywanie pozostałych źródeł proekologicznych. Czwarty etap to wdrożenie nowoczesnych technologii. Kryzys stwarza więcej szans, niż zagrożeń dla urzeczywistnienia rewolucji energetycznej. Jedną z konsekwencji kryzysu będzie pauperyzacja zachodniej klasy średniej, co oznacza, że drastycznie zmniejszą się nakłady inwestycyjne bogatych państw zachodnich w dobra konsumpcyjne produkowane w rozwijających się państwach Azji - Chin oraz Indii.- Środki w ten sposób zaoszczędzone, będą mogły zostać spożytkowane właśnie na badania naukowe prowadzone w krajach wysoko rozwiniętych . Przykład Japonii pokazuje jak skutecznie i wydajnie powiązanie sektora prywatnego i państwowego może przyczynić się do rozwoju najnowszych technologii". Już w latach 50. Japończycy stworzyli strukturę, która kierowała ogromne środki pieniędzy pochodzące z biznesu na badania nad najnowocześniejszymi technologiami. Wtedy chodziło o technologie tzw podwójnego zastosowania - militarnego i cywilnego. W czasie kryzysu lat 90. zaś - o nanotechnologie. W perspekrywie jest wodzian metanu, energia słoneczna, wodór i inne technologie , a w szczególności temat wykorzystania biologii do celów energetycznych.

Zadłużenie.

Zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło na koniec czerwca 2008 roku do 507,29 mld zł (to ok. 151,2 mld euro lub ok. 239,4 mld USD). Krajowe zadłużenie wyniosło na koniec czerwca 388,22 mld zł, a zadłużenie zagraniczne wyniosło 119.07 mld zł. Zadłużenie Skarbu Państwa z tytułu bonów skarbowych (wg kryterium miejsca emisji) wynosiło w tym okresie ok. 30,2mld zł, a z tytułu krajowych obligacji skarbowych wyniosło 350,75 mld zł. Natomiast zadłużenie Skarbu Państwa na koniec października 2008 roku wzrosło o 3,6% m/m, czyli o 18,7 mld zł i wyniosło 535,2 mld zł. Od początku roku dług publiczny wzrósł o 6,7%, czyli o 33, 66 mld zł. Zadłużenie krajowe wyniosło w październiku 402,5 mld zł, a zagraniczne - 132.7 mld zł. Warto zastanowić się nad zmianą wartości złotego i jego wpływu na zadłuzenie. Drugim tematem są obligacje. Spadek stóp procentowych pozwoli zarobić na obligacjach . Wyniki samych funduszy obligacji to potwierdzają. Obligacje, mówiąc najprościej, to rodzaj papieru wartościowego, emitowanego najczęściej przez Skarb Państwa. Zdarza się również, że emitentem obligacji jest gmina lub przedsiębiorstwo. Zasada działania obligacji polega na tym, że emitent pożycza od nabywcy obligacji określoną sumę pieniędzy na określony procent i zobowiązuje się ją zwrócić, czyli wykupić obligacje w określonym czasie wraz z należnymi odsetkami. Natomiast fundusze obligacji, jak sama nazwa wskazuje, to fundusze inwestujące przede wszystkim w takie dłużne papiery wartościowe, jak obligacje emitowane przez Skarb Państwa czy przedsiębiorstwa. Duża część funduszu obligacji lokowana jest również w bony skarbowe. Środki wpłacane przez inwestora do funduszu obligacji są przeliczane na tak zwane jednostki uczestnictwa, dzięki czemu zyskuje on udział w majątku funduszu.Celem emisji obligacji jest pozyskanie środków finansowych. Mogą one być przeznaczone na pokrycie potrzeb budżetu państwa, gminy lub też finansowanie działalności przedsiębiorstwa. W Polsce najlepiej rozwinięta jest oferta obligacji skarbowych, tak dla inwestorów indywidualnych, jak i dla instytucji finansowych. Aktualnie inwestorom indywidualnym proponowane są cztery typy obligacji skarbowych detalicznych, podzielone według długości trwania inwestycji na dwu-, trzy-, cztero- oraz dziesięcioletnie.W opinii ekspertów, obligacje skarbowe traktowane są jako najbezpieczniejsza forma inwestowania. Przede wszystkim dlatego, że gwarantem wykupu jest Skarb Państwa, który odpowiada za swoje zobowiązania całym majątkiem. Jednak wysoki poziom bezpieczeństwa można uznać również za największą wadę obligacji. Wynika to z tego, że stopa zwrotu z obligacji jest stosunkowo niewielka. Dodatkowo, jeśli oprocentowanie jest stałe, to przy wzroście inflacji realne zyski mogą okazać się skromne. Drugim ograniczeniem jest czas wykupu, który wraz z należnymi odsetkami następuje dopiero na końcu inwestycji. Odpowiedzią na ten problem są fundusze obligacji. Fundusze obligacji przeznaczone są dla inwestorów, którzy chcą pomnażać swój kapitał nie ryzykując zbyt wiele, a co najważniejsze - mając pełną płynność inwestycji, czyli stały dostęp do zainwestowanych środków. Fundusz obligacji oferuje też zwykle wyższą stopę zwrotu niż dostępne dla klientów detalicznych obligacje skarbowe. Fundusze obligacji, w sprzyjających okolicznościach rynkowych potrafią także wypracować zysk znacznie przekraczający oprocentowanie na lokatach bankowych. A taka sprzyjająca okazja właśnie nastała.Co z tymi stopami?Pod koniec listopada 2008 r. Rada Polityki Pieniężnej pierwszy raz od 2006 r. obniżyła stopy procentowe. Ekonomiści są przekonani, że jest to dopiero początek. Aby pobudzić wzrost gospodarczy, RPP będzie kontynuowała obniżki stóp procentowych, a to jest zawsze dobry czas do inwestowania i zarabiania w funduszach obligacji, które korzystają na spadających rentownościach papierów dłużnych . Jeżeli zarabiają fundusze jako wierzyciele Skarbu Państwa to ten jak dłuznik musi wyjątkowo tracić z jednej strony płacąc odsetki, a z drugiej stronu traci na zmianach wynikającej ze stopy RPP.Pojawia się zatem pytanie, dlaczego spadające stopy procentowe mają tak duży wpływ na zysk z funduszy obligacji? Najlepiej posłużyć się przykładem. Załóżmy, że kupiliśmy od Ministerstwa Finansów obligacje dwuletnie, których oprocentowanie wynosi 6 proc. w skali roku i jest stałe przez cały okres inwestycji. Jeśli bank centralny podniesie po roku stopy procentowe, oprocentowanie obligacji podobnych do naszych wzrośnie i inwestorzy będą mogli nabyć takie obligacje np. z 8 proc. stopą zwrotu, podczas gdy my do końca inwestycji możemy liczyć jedynie na początkowe 6 proc. Oznaczać to będzie, że aby sprzedać naszą obligacje o oprocentowaniu 6 proc. musimy zaoferować ją taniej, aby zrekompensować niższe oprocentowanie. Inaczej sytuacja wygląda, gdy stopy procentowe spadają, ponieważ w takim wypadku obligacje zyskują na wartości. A zatem jeśli stopy procentowe spadną do poziomu 4 proc., nasza inwestycja nadal przynosi 6 proc zysku. Oznacza to, że mamy obligacje o wyjątkowo dobrych warunkach oprocentowania. Potencjalny nabywca będzie musiał zapłacić za naszą obligację o oprocentowaniu 6 proc. ok. 2 proc. więcej, gdyż tyle wynosi różnica w oprocentowaniu, a do wykupu pozostał jeden rok. Oznacza to, że w tym przypadku, oprócz dochodu z odsetek zrealizowaliśmy już po roku dodatkowy zysk na wzroście ceny obligacji. Jeszcze większe stopy zwrotu mogą przynieść fundusze obligacji. Dzieje się tak dlatego, że Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, jako instytucje finansowe, mogą nabywać obligacje od Skarbu Państwa hurtowo, dzięki czemu otrzymują jeszcze lepszą cenę niż inwestorzy indywidualni.– Jeśli stopy procentowe w Polsce zostaną obniżone o 1 lub 1,5 punktu procentowego., można spodziewać się, że w ciągu najbliższego roku fundusze obligacji dadzą stopę zwrotu przekraczającą nawet 10 procent . Oznacza to, że zyski z funduszy obligacji mogą być w najbliższym czasie większe niż z lokat. Dodatkowo spodziewane obniżki stóp procentowych mogą spowodować spadek oprocentowanie samych lokat, co jeszcze bardziej zwiększy atrakcyjność funduszy obligacji.Chociaż z inwestycją w fundusze obligacji wiąże się zdecydowanie niższe ryzyko niż np. w przypadku inwestycji w akcje, warto mieć świadomość, że ono istnieje. Warto też wiedzieć, że to dzięki ryzyku w funduszach obligacji, otrzymujemy w zamian wyższą stopę zwrotu niż w przypadku obligacji detalicznych czy lokat. Bieżąca sytuacja makroekonomiczna w Polsce wskazuje, że stopy procentowe będą spadać. Jest to zatem najlepszy moment do rozpoczęcia inwestycji w fundusze obligacji .