W 2008 roku eksport stanowił 32,7% chińskiego PKB, zaś import – 25%, co daje 57,7% udziału handlu w chińskim PKB. Na przestrzeni ostatnich trzech lat eksport chińskich produktów systematycznie wzrasta, podobnie jak import. Obecnie obserwuje się jednakże rosnący deficyt w wymianie handlowej między stronami. Istnieją szacunki, wedle których deficyt ten powiększa się na niekorzyść strony europejskiej w tempie 17 mln euro na godzinę. W 2006 r. wartość importu z Chin przekroczyła nieznacznie wartość przywozu z USA, co uczyniło ChRL największym dostawcą towarów na unijny rynek. Udział chińskiego partnera zwiększył się niemal we wszystkich grupach towarowych. Państwa członkowskie UE najczęściej importują komputery i części komputerowe, telefony komórkowe, gry wideo, a także wyroby włókiennicze, obuwie i zabawki. Największymi odbiorcami towarów chińskich są Niemcy (ok. 1/5 wolumenu importu), Holandia, Wielka Brytania, Włochy i Francja. UE jest drugim po Stanach Zjednoczonych importerem chińskiej produkcji, szczególnie istotnym w chińskiej koncepcji świata wielobiegunowego dla utworzenia przeciwwagi wobec amerykańskiego unilateralizmu. W strukturze eksportu UE do Chin dominują towary inwestycyjne, w szczególności nowoczesne maszyny i urządzenia wykorzystywane do uruchomienia lub unowocześnienia produkcji. Innym ważnym źródłem są europejscy producenci oryginalnego sprzętu (OEM), którzy przenieśli swoje zakłady produkcyjne z Europy lub innego kraju do Chin, ze względu na niskie koszty produkcji, ale wciąż zaopatrują tych samych odbiorców. Twierdzi się, że ok. 50% wymiany handlowej między UE i Chinami stanowi import towarów wytworzonych przez przedsiębiorstwa z udziałem kapitału zagranicznego (w tym europejskie), które przeniosły część swojej działalności do Chin. Unia Europejska, pojmowana jako suma gospodarek 27 tworzących ją państw, jest już teraz liderem pod względem wielkości PKB. Według szacunków Banku Światowego ustępuje jedynie nieznacznie Stanom Zjednoczonym. W związku z tym, to nie tylko poszczególnym państwom europejskim, ale też całej Wspólnocie powinno zależeć na utrzymaniu swojej pozycji. Poszczególne państwa UE w ferworze walki o swoje partykularne interesy nie byłyby w stanie podejmować strategicznego partnerstwa ani negocjacji kwestii spornych, w obawie o ich wpływ na relacje handlowe. Dynamicznie rozwijające się gospodarki 27 krajów UE importują coraz więcej towarów i są jednocześnie zainteresowane zwiększeniem eksportu swoich produktów. Co istotne, UE postrzegana jest jako neutralny partner Chin, w przeciwieństwie np. do USA. Zależności między obiema gospodarkami i potencjalne korzyści ze współpracy skłoniły oba mocarstwa, już ponad 30 lat temu, do zacieśnienia wzajemnych więzów i ułatwienia przepływów handlowych. Pierwszą umowę handlową między Wspólnotami Europejskimi i Chinami podpisano na pięć lat, 3 kwietnia 1978 roku. Oficjalne stosunki Europejska Wspólnota Gospodarcza nawiązała z ChRL już wcześniej, bo w 1975 roku. Współpraca naukowo-techniczna nabrała od początku dużego znaczenia. Kolejnym ważnym krokiem w budowie wzajemnych relacji było podpisanie w roku 1984 Porozumienia o Współpracy Handlowej i Ekonomicznej. Układ gospodarczy, który wszedł w życie 1985r., przewidywał m.in. wprowadzenie klauzuli najwyższego uprzywilejowania w odniesieniu do ceł i innych opłat nakładanych na import i eksport między ChRL i WE, stworzenie przez stronę chińską korzystnych warunków dla importu produktów ze Wspólnoty, ułatwienie przepływu osób związanych z handlem oraz uzależnienie cen towarów i usług wyłącznie od mechanizmów wolnorynkowych. Strony wyraziły zainteresowanie rozwijaniem współpracy w przemyśle, rolnictwie, energetyce, transporcie, a także w zakresie ochrony środowiska i badań nad nowymi technologiami. Na podstawie Układu powołano do życia komitet, który zbiera się dwa razy do roku w celu rozwiązywania problemów wynikających ze stosowania postanowień. Składający się z zaledwie 18 artykułów dokument stanowi raczej zbiór deklaracji mających nakreślić ogólny kierunek rozwoju współpracy WE z Chinami niż kodeks postępowania w handlu między stronami. Państwom członkowskim pozostawiono swobodę w zakresie regulowania stosunków handlowych z ChRL w drodze dwustronnych porozumień, co umożliwia im prowadzenie indywidualnej polityki wobec tego państwa. Nieskoordynowane, a często wręcz sprzeczne działania poszczególnych państw członkowskich osłabiają pozycję Wspólnoty jako partnera handlowego . 5 lipca 1995 roku przyjęto dokument o nazwie: „Długookresowa Polityka Stosunków między Europą, a Chinami”. Ukoronowaniem wydarzeń było podpisanie 19 maja 2000 roku „Porozumienia Dwustronnego UE - Chiny w Sprawie Akcesji Chin do WTO.” W 1998 roku UE przekształciła przepisy antydumpingowe wobec gospodarek w trakcie procesu transformacji, co zniosło wiele ograniczeń ilościowych w stosunku do produktów chińskich. Szereg zmian, jakie dokonały się po stronie Wspólnoty i ChRL zachęcił obie strony do podjęcia negocjacji w sprawie nowego porozumienia handlowego. Negocjacje w sprawie Porozumienia o Partnerstwie i Współpracy (China-EU Partnership and Cooperation Agreement, PAC), które miałoby zastąpić układ z 1985 r. rozpoczęły się w styczniu 2007 r. Ich celem jest pogłębienie stosunków ekonomicznych oraz objęcie współpracą nowych dziedzin, w tym ochrony środowiska, zasobów energetycznych, badań naukowych, wymiany kulturalnej. Wśród priorytetów współpracy wskazuje się rozwój demokracji w ChRL oraz stopniowe znoszenia embarga na broń. Warto wspomnieć w tym momencie, że lata dziewięćdziesiąte to poza istotnymi przeobrażeniami gospodarczymi również czas licznych zawirowań politycznych. Potępienie krwawych wydarzeń na placu Tiananmen poskutkowało z jednej strony pakietem ograniczeń (wspomniane embargo na broń), a z drugiej oskarżeniami Chin o protekcjonizm w polityce handlowej Wspólnot Europejskich. Mimo, że obecnie większość głównych rozgrywających UE, tj. Francja, Włochy a nawet Niemcy przychylają się do zniesienia embarga, to kraje skandynawskie i USA stanowczo się temu przeciwstawiają. USA nie chce dzielić z rywalem miana światowej potęgi militarnej, a kraje skandynawskie są z reguły zwolennikami demilitaryzacji i pokojowego rozwiązywania sporów. Przełomowym momentem w rozwoju międzynarodowych stosunków handlowych UE-ChRL było przystąpienie Chin do WTO w grudniu 2001 r. po trwających od 1986 r. negocjacjach. Wydarzenie, które otworzyło ChRL dostęp do rynku światowego, nałożyło nań szereg obowiązków związanych z dostosowaniem obowiązujących norm i praktyk, odnoszących się do handlu zagranicznego, do standardów WTO. Fakt ten, wespół z ogromnym rynkiem wewnętrznym, a jednocześnie widocznym gołym okiem zacofaniem technologicznym sprawiły, że ekspansja inwestorów zagranicznych na rynek chiński była tak gwałtowna. Bariera w postaci niejasnych przepisów i słabych gwarancji prawnych została w ten sposób przynajmniej częściowo zmniejszona. Kluczowe znaczenie w przystąpieniu Chin do WTO ma liberalizacja importu i eksportu wszelkimi rodzajami dóbr i usług oraz poddanie ich cen i kursów siłom rynkowym oraz umowom celnym i handlowym zawieranym przez ChRL z państwami trzecimi. W tym celu konieczne jest przede wszystkim zniesienie ograniczeń ilościowych oraz środków o skutku równoważnym w odniesieniu do towarów importowanych. Zgodnie z postanowieniami GATT te ostatnie mają być traktowane w taki sam sposób, jak inne dobra znajdujące się na rynku krajowym (klauzula narodowego traktowania). Pewien szczególny reżim może być utrzymywany w dalszym ciągu w odniesieniu do handlu niektórymi towarami, m.in. handlu ropą naftową, zbożami, nawozami sztucznymi, bawełną. Newralgiczną kwestią pozostaje kontrola importu do Chin, dokonywana przede wszystkim za pośrednictwem przedsiębiorstw państwowych. Do połowy lat 90. zagraniczno-chińskie przedsiębiorstwa joint ventures miały prawo importować towary jedynie w zakresie wynikającym z ich działalności. W tym okresie przyznano im ogólne prawo do importowania, ograniczone jednak licznymi licencjami i limitami. Ponadto spółki te wciąż są kontrolowane przez państwo. Przedsiębiorcy zagraniczni mają utrudniony dostęp szczególnie w sektorach bankowym, telekomunikacyjnym, pocztowym i motoryzacyjnym. W świetle statystyk, w których szacuję się, iż ok. 60% towarów naruszających prawa własności intelektualnej w Europie oraz 70% takich towarów w Stanach Zjednoczonych pochodzi z ChRL, trudno mówić o poprawnej implementacji przepisów w tej dziedzinie. Niemniej w raportach przedkładanych WTO władze tego kraju deklarują coraz większe przywiązanie przedsiębiorców chińskich do ochrony praw autorskich i praw własności przemysłowej. Prowadzone są tajne rozmowy między USA, Unią Europejską, Japonią oraz Kanadą nad przygotowaniem umowy (pakiet ACTA) mającej zahamować handel podróbkami. Kolejna runda tych negocjacji ma się odbyć w kwietniu 2010 roku w Nowej Zelandii. Parlament Europejski zaprotestował przeciwko tajnym negocjacjom handlowym i wezwał Komisję Europejską do upublicznienia dokumentów. Od 2006 r. UE i Chiny stały się swoimi najważniejszymi partnerami handlowymi. Wymiana handlowa osiągnęła wtedy poziom 250 mld $. Przez ostatnie pięć lat import europejski z Chin wzrastał rocznie o około 21%. Współpraca między UE i Chinami wiąże się jednakże nie tylko z szansami, ale też zagrożeniami. UE obawia się między innymi o swoje relacje handlowe zwłaszcza z krajami północnej Afryki i Ameryki Południowej, które zacieśniają swoją współpracę z Chinami, powodując stopniowe wypieranie eksportu europejskiego. Problemami stojącym przed stosunkami gospodarczymi między Państwem Środka a UE pozostają również:
9. embargo UE na transfer broni do Chin,
10. pogwałcenia praw własności intelektualnej,
11. nieprzestrzeganie przez Chiny zasad kontroli eksportu.
Stosunki UE – Chiny są i pozostaną jedynie komplementarne do uzgodnień zawartych w traktatach bilateralnych między państwami. Mimo, że od 2003 roku stosunkom UE–Chiny nadano rangę strategicznych i obie strony prowadzą 24 dialogi sektorowe, brak jest do tej pory przełomowych rozwiązań istotnie dynamizujących i ułatwiających handel między obojgiem partnerów. Warto jednak zauważyć, że Chiny nie koncentrują swojej działalności międzynarodowej wyłącznie na Unii Europejskiej. UE to dla Chin ważny, ale z pewnością nie jedyny i strategiczny partner. UE to dla Chin partner istotny, ale też taki, którego musi cechować znaczna elastyczność. Chiny to z kolei dla UE perspektywiczny, nieprzewidywalny partner. Chiny skupiają swą uwagę głównie na rozbudowywaniu systemu wielobiegunowego, zachowaniu poprawnych relacji z krajami wspólnego rynku i obserwacji procesów integracyjnych. Europa stanowi ponadto cenne źródło doświadczenia, rynek zbytu, zaplecze naukowo-badawcze miejsce ,gdzie pozyskać można kapitał . Nie da się jednak nie dostrzec aspiracji do przekształcenia kraju w najpotężniejszą pracownię rozwoju gospodarczego, a te nie pozwalają wykluczyć przemiany potęgi Pax America w Pax Sinica. Początki wzajemnej współpracy nie były tak owocne, handel wymaga zachowania minimów poprawności politycznej, a ta nie zawsze cechowała relacje Państwa Środka i - określanych mianem barbarzyńcow Rong – Europejczyków. Chińskie powiązania z Zachodem zainicjowane zostały w wieku XVIII Kampanią Wschodnioindyjską . Wyniszczająca psychologicznie wymiana „opium za herbatę” doprowadziła do wojen i rabunkowego podziału narodu. „Ze względu na ogrom Chin, bogactwo i wysoki poziom ich kultury, konfrontacja cywilizacji wschodnioazjatyckiej z Europą miała szczególnie zawikłany i dramatyczny przebieg, doszło ostatecznie do jej transformacji, a nie unicestwienia” . Rzeczywiste ochłodzenie wzajemnych stosunków trwało aż do powstania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku, a prawdziwej żywotności wzajemne relacje nabrały po upadku reżimu komunistycznego w Europie . Oficjalne stosunki ze Wspolnotą Europejską zapoczątkowano w maju 1975 roku w trakcie wizyty komisarza Christophera Sames’s w Chinach. W dniach 21-23 maja 1985 roku w Brukseli zawarto Porozumienie o Handlu i Wspołpracy Gospodarczej . Postępującą zażyłość obustronnych relacji zakłóciły wydarzenia z 4 czerwca 1989 roku na Placu Niebiańskiego Spokoju oficjalnie potępione w trakcie czerwcowego szczytu Rady Europejskiej w Madrycie). Całkowite zniesienie nałożonych wówczas na handel i politykę ograniczeń nastąpiło dopiero 5 czerwca 1995 roku, wraz z przyjęciem przez Komisję Europejską Strategii Długookresowej Stosunków WE z ChRL. Akt ulegał licznym udoskonaleniom, między innymi w dokumencie o budowie kompleksowego partnerstwa z Chinami w roku 1998, czy strategii UE względem Chin z roku 2001 o skuteczniejszej implementacji przyjętych przez strony założeń . Ostania zmiana z 10 września 2003 roku określona jest już mianem dojrzałego partnerstwa, a opiewa ona wspólne interesy i wyzwania w stosunkach chińskoeuropejskich . Unia Europejska rozwija stosunki dwustronne z Chinami poprzez wzniosłe deklaracje w bogatym dorobku unijnych aktów prawnych. Prowadzi rownież kompleksową współpracę na forum organizacji międzynarodowych. Bazą dla wzajemnej współpracy w ramach stosunkow wielostronnych UE i ChRL jest Międzynarodowy Dialog Azja-Europa (ASEM), zainicjowany w dniach 1-2 marca 1996 roku w Bangkoku. W jego skład, obok wszystkich państw członkowskich UE, wchodzi siedem krajów ASEAN, Japonia, ChRL i Korea Południowa . „Cechami charakterystycznymi ASEM są: nieformalność, rozumiana jako brak potrzeby instytucjonalizacji; wielowymiarowość (wymiar ekonomiczny, polityczny i kulturowy) oraz fakt, że forum to oparte jest o zasadę współpracy” . Nie posiada ono formalnych organów, a uzgodnione na szczytach przywodców kwestie prezentowane są w formie zaleceń rządom członków organizacji. Pomimo iż według G. Regal dialog w szerszej perspektywie, jako międzycywilizacyjne zetknięcie się wartości Zachodu ze Wschodem, stwarza Chińczykom szansę czerpania z europejskiego doświadczenia, to kulturowa odmienność, jak i znacząca odległość geograficzna oraz mała pilność azjatyckich uczniów, generują rozliczne konflikty na forum organizacji, a niski poziom zaufania skutecznie uniemożliwia rozwinięcie skrzydeł wzajemnej współpracy . W efekcie dialog sprowadza się do wymiany wzajemnych grzeczności i demonstracji życzeń z jednej stronny i próby stworzenia pozorów ich urzeczywistnienia z drugiej (szczególnie w problematycznych obszarach ochrony praw człowieka i otwarcia rynków na swobodę wymiany handlowej). Współpraca w ramach ASEM dała początek nieformalnym negocjacjom o poparcie dla chińskiego członkostwa w strukturach Światowej Organizacji Handlu (WTO). W rezultacie 19 maja 2000 roku wygenerowane zostało dwustronne porozumienie Unii Europejskiej i ChRL w sprawie WTO, które stało się kamieniem milowym w chińskim procesie akcesyjnym do tejże organizacji. „Władze Chin zgodziły się uznać europejskie standardy własności intelektualnej, normy ochrony środowiska i weterynaryjne” , ponadto przyzwoliły na tymczasowe wprowadzenie środków ochronnych. Jako bezpośredni efekt uzgodnień w protokole akcesji Chin do WTO zawarto klauzulę zastrzegającą możliwość selektywnego korzystania (do roku 2013) z mechanizmu Temporary Produkt-Specific Safeguard Mechanism (TPSSM). Mechanizm uwzględnia możliwość stosowania dodatkowych ograniczeń, nakładania kontyngentów oraz pomocniczych opłat celnych na chińskie towary, w przypadku gdy ich bezpośredni import lub bariery wprowadzone przez innego członka Organizacji skutkują zakłóceniami na rynku . Uzgodnienia zawarte pomiędzy stronami, w optymistycznej ocenie D. Kondrakiewicza, poprawią dostęp europejskich przedsiębiorców do chińskiego rynku usług, zwłaszcza w zamkniętych dotychczas obszarach ubezpieczeń i telekomunikacji . Na zyski z chińskiej perspektywy patrzy H. Weiping, stwierdzając, iż w pełni swobodny dostęp do światowego handlu ostatecznie uwieńczy reformy prorynkowe, otworzy kraj na rzetelny system instytucji kredytowych, da jej ważny w negocjacjach nad kształtem światowego handlu głos. Bilans zysków chińskiego członkostwa przechyla szalę na korzyść ChRL. Poza pozytywami, jakie będą płynąć ze ściślejszej kooperacji, unijni przedsiębiorcy odczują dotkliwie rosnące ze strony chińskich towarów, a stopniowo również i usług zagrożenie. Wprawdzie konkurencja to czynnik stymulujący rozwój gospodarczy, co winno przełożyć się na poprawę sytuacji ekonomicznej w obydwu strukturach, to jednak UE nie ukrywa swych obaw przed zalaniem Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) „chińszczyzną”. Pomimo więc jak zawsze szczytnych deklaracji, Unia wykorzystuje przysługujące jej prawo ochrony wspólnego rynku. Rozporządzeniem Rady UE 138/2003 wprowadziła bariery ochronne na import odzieży i tekstyliów z Chin do roku 2008. Po tym okresie UE korzysta z ogólnych preferencji w ramach TPSSM. Zabieg będący „grą na czas” coraz bardziej uwidocznia rosnącą rywalizację z nowo uprzemysłowionym krajem. Unia Europejska wiedziona przezornością, zachowując zasady politycznej poprawności, próbuje odciągnąć w czasie otwarcie swoich rynków na handel z ChRL. „31 grudnia 2004 roku wygasły kontyngenty ograniczające import niektórego rodzaju obuwia z Chin do UE, ustanowione w rozporządzeniu Rady z dnia 3.03.2003 roku nr 427/2003. Oznacza to, […] że od dnia 1 stycznia 2005 roku nie ma obowiązku posiadania licencji importowej wystawionej w ramach kontyngentów” . Nowe Rozporządzenie 117/2005 utrzymuje metodę double checking (licencji eksportowych oraz wydanych przez kraj członkowski licencji importowych) tylko w stosunku do specyficznych gatunków obuwia, pozostałe dobra (regulowane rozporządzeniem) trafiają do UE bez konieczności uzyskania dodatkowych pozwoleń . Dotychczas skutecznie chroniony przed chińskim towarem rynek europejski został szczególnie dotknięty przez proces otwarcia. Europejskich producentów obuwia i tekstyliów przeraża to, iż chińskie towary od pewnego czasu konkurują ceną, a przestają ustępować jakością . Na razie współzawodnictwo obejmuje wymianę dóbr pracochłonnych, jednakże wkrótce ogarnie produkty kapitałochłonne, a ostatecznie usługi wysokiej techniki. W swych obawach UE pokazuje jednak pewną niekonsekwencję. W 1998 roku uznała reformy prorynkowe w Państwie Środka za wystarczające, by przyznać mu adekwatne do krajów demokracji systemy naliczania ceł antydumpingowych i zindywidualizowanych marż. „Dzięki temu wartość normalna produkowanych przez Chiny towarów mogła być ustalana w sposob mniej arbitralny, bo na podstawie rzeczywistych cen sprzedaży lub kosztów produkcji, a nie na podstawie cen i kosztów produkowanych w wybranym kraju trzecim o gospodarce rynkowej” . Ponadto już w 2004 roku ChRL wystąpiła do UE z wnioskiem o przyznanie jej statusu gospodarki rynkowej. Zgłoszenie, zaopiniowane pozytywnie, stanowiło znaczny krok w kierunku liberalizacji wzajemnych obrotów handlowych. Na podobną deklarację od pozostałych gospodarek Chiny będą musiały bowiem jeszcze poczekać . Mimo wymuszanych pozorami dyplomacji postępów, to Chiny należą właśnie do grupy państw, przeciw którym najczęściej wszczyna się postępowania antydumpingowe (przeważenie w odniesieniu do towarów przemysłu chemicznego, metalurgicznego i odzieżowego, a więc tych, które charakteryzują się przewagą podaży nad popytem i konkurują ceną). Oskarżenia o inicjowanie znaczącej liczby postępowań antydumpingowych świadczą o rosnącej roli tak zwanego uwarunkowanego protekcjonizmu, który intensyfikuje się wraz ze spadkiem roli klasycznych ograniczeń handlu . Niejednokrotnie już sama groźba wszczęcia postępowania skutecznie ogranicza możliwości importera, a zainicjowana procedura podcina mu przysłowiowe „skrzydła” na stosunkowo długi, przynajmniej dwunastomiesięczny, okres. Powyższe zarzuty są wystarczającą przesłanką, by wnioskować o obronnej pozycji handlu europejskiego, niejednoznacznych postawach, które zaprzeczają głośnym i jakże częstym deklaracjom o walkę w imię liberalizacji handlu światowego. Pomimo iż podstawę dla wzajemnej współpracy stanowi handel, to strony angażują się w szereg płaszczyzn wykraczających poza wymianę artykułów. Wraz z umacnianiem się relacji politycznych i handlowych coraz częściej interesowano się nowymi dziedzinami, takimi jak nauka, technika, kultura czy polityka społeczna. W chińsko-europejskich stosunkach wyróżnić można więc 23 podstawowe sfery współpracy. W zależności od wagi i specyfiki danego sektora przybierają one postać pogłębionej kooperacji na podstawie umowy, dialogu lub regularnych spotkań grup roboczych . KE utrzymuje, iż wspólna koordynacja działań w strategicznych sektorach dla obydwu stron działów gospodarki zaowocuje korzyściami dla społeczeństw ChRL i UE. Poniżej omówiona jest większość z wdrożonych w ciągu ostatnich trzech lat (jako przejaw realizowania China’s EU Policy Paper z października 2003 roku) obszarów :
I. Sektory objęte umowami to:
1).Nauka i Technika – wprowadzone umową z 1999 roku (odnowioną w grudniu 2004 roku). Dokument promuje współpracę indywidualną ośrodków naukowo-badawczych, uczelni wyższych i indywidualnych podmiotów, wymianę doświadczeń oraz transfer zasobów zaangażowanych jednostek .
2).Turystyka regulowana jest przez umowę o ruchu wycieczkowym. Akt zapewnia swobodę przebywania na terytorium UE turystom indywidualnym i grupom zorganizowanym, precyzuje zasady ubiegania się o 30-dniowe wizy strefy Schengen, a także procedury informowania władz europejskich o nielegalnym pobycie chińskich obywateli na terytorium Wspólnoty .
3). Odprawa celna to dział bazujący na umowie z listopada 2004 roku o współpracy w sprawach procedur celnych. Dokument ma na celu budowę stymulującego dla bilateralnego handlu środowiska, przy jednoczesnym minimalizowaniu zjawiska defraudacji i piractwa . Współpraca koncentruje się na utrzymaniu kanałów wymiany informacji oraz podejmowaniu środków niezbędnych dla usprawnienia przepływu towarów – obejmuje tematykę programów pomocowych oraz transfer doświadczenia i środków finansowych.
a).Transport morski został doprecyzowany w umowie sektorowej z 2002 roku, która zezwala stronom na swobodę prowadzenia usług w transporcie wodnym, wolne wejście do portów, a także gwarantuje niczym niezakłoconą dostępność usług dodatkowych .
b).„System Galileo, który miał zostać uruchomiony w 2008 roku, będzie najbardziej precyzyjną alternatywą dla amerykańskiej sieci satelitów globalnego pozycyjnego GPS. Będzie stosowany głównie do pozycjonowania pojazdów i innych środków transportu, jak rownież do badań naukowych, zarządzania gruntami i monitorowania katastrof” . Umowa o uczestnictwie Chin w przedsięwzięciu zawarta została w październiku 2004 roku. Tym samym ChRL to pierwszy kraj nieczłonkowski zaangażowany w program i dostarczający 200 milionów Euro do inwestycji wartej 3-4 miliardy Euro .
c).Energetyka jądrowa w chińskim (najnowocześniejszym) wydaniu jest przedmiotem szczególnego zainteresowania europejskich badaczy pracujących na przestarzałych, kontynentalnych reaktorach. W ramach umowy sektorowej EUROATOM z ChRL partnerzy podejmują starania o pokojowe wykorzystywanie zasobów jądrowych, prowadzą obustronne wsparcie finansowe i naukowe.
II. Dialog polityczny i kooperacja grup roboczych obejmuje:
1). Politykę konkurencji, która w konieczności stworzenia niezależnych od państwa sił rynkowych i ograniczania roli pomocy publicznej w sektorze przedsiębiorstw państwowych jest elementem nieodzownym dla przemian gospodarczych w Chinach. Unia Europejska, zachęcając chińskich partnerów do korzystania z dorobku europejskiego, stworzyła w maju 2004 roku stały mechanizm doradczo-konsultacyjny w tym obszarze.
2). Ochronę konsumenta – wzrastające powiązania handlowe wymusiły na stronach zaangażowanie się w kwestie bezpieczeństwa produktów. Kooperacja opiera się na porozumieniu Dyrekcji Generalnej do spraw Zdrowia i Ochrony Konsumenta (SANCO) i Chińskiej Rządowej Agencji do spraw Ochrony, Inspekcji i Kwarantanny (AQSIQ). Funkcjonująca w jego ramach grupa robocza odpowiada za implementację podjętych zobowiązań.
3). Bezpieczeństwo Żywności jako przedmiot wspólnej troski podporządkowane jest podmiotom odpowiedzialnym za ochronę konsumenta, skupia się na kwestiach sanitarnych i fitosanitarnych.
4). Rolnictwo objęto współpracą w lipcu 2005 roku, kiedy ustanowiony przez Ministra ChRL do spraw Rolnictwa i właściwą Dyrekcję Generalną KE dialog polityczny zdefiniował potrzebę regularnych spotkań, w trakcie których doprecyzowane zostaną prawne jej ramy.
5). Edukację i kulturę – UE, uznając potrzebę Chin do zwiększania liczby wykwalifikowanej kadry, umożliwia chińskim obywatelom podejmowanie kształcenia w państwach członkowskich na podstawie systemów stypendialnych programu Erasmus Mundus.
6). Energię i energetykę jądrową, a więc kwestie budzące w ostatnich latach szereg niepokojów. W obliczu rosnącej chłonności chińskiej gospodarki i jej destrukcyjnego wpływu na środowisko od 1994 roku współpraca przybiera postać corocznych spotkań grup roboczych i co półrocznych szczytów, na których poruszane są bieżące i najbardziej niepokojące kwestie .
7). Ochronę środowiska, która zaniedbywana w komunistycznym reżimie, w ostatnich latach stała się przedmiotem troski ChRL. Dialog z Europejczykami prowadzony jest na szczeblu
ministerialnym, a zachęca do dbałości o zrównoważony rozwój, korzystania z odnawialnych źródeł energii i przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Znacząca część budżetu w ramach programów pomocowych dla Chin przeznaczana jest na ten priorytet.
8). Społeczeństwo informacyjne, jako sfera koordynacji, zapoczątkowana została już w roku 1997. Kompleksowe działania skupiają się na współpracy zespołów badawczych, jak i dialogu politycznym w dziedzinie telekomunikacji, bezpieczeństwa internetowego i handlu elektronicznego .
9). Prawa własności intelektualnej (IPR) to w Chinach jeden z największych problemów strukturalnych. ChRL poczyniła postępy w dostosowaniach do będącej jedną z podstaw prawnych WTO Intellectual Property Rights Agrement. Formalny dialog z UE w tym obszarze istnieje od 2003 roku i nadal wymaga wielu zabiegow prawnych .
10). Wspólne regulacje. Dialog skupia się na wdrażaniu zasad demokratycznej gospodarki w Chinach i koherencji standardów produkcji, co wpłynąć ma na poprawę warunków dla handlu i inwestycji. W jego ramach operuje 13 Grup Roboczych (ocena jakości, standaryzacja, techniczne bariery w handlu, zabawki, produkty elektryczne, tekstylia, urządzenia medyczne, urządzenia ciśnieniowe, standardy samochodowe, kosmetyki, promieniowanie telefonów komórkowych).
11). Reformę makroekonomiczną i zmianę sektora finansów zawiązano w trakcie 4. szczytu Chiny – UE w roku 2004. Rok później wyznaczono pierwsze cele: standaryzację księgowości
i wdrożenie drugiej umowy z Basle .
12). Zatrudnienie i sprawy socjalne dopiero modelują swój kształt – decyzję o wdrażaniu współpracy w tej sferze podjęto we wrześniu 2005 roku. Od stycznia 2006 roku, w ramach dialogu, UE wspiera Chiny w reformowaniu polityki ochrony socjalnej. Pomimo szczytnych przesłanek zawartych w umowach sektorowych faktem jest, że współpraca wykraczająca poza sferę gospodarki stanowi zasłonę dymną dla obustronnej konkurencji na polu ekonomii. Unijne programy pomocowe na wsparcie chińskiej transformacji stanowią niewielki odsetek wzajemnych obrotów handlowych.
Tabela 1: Wymiana towarowa ChRL i UE w miliardach Euro
Lata Import do UE Eksport do Chin Bilans handlowyUE
2000 74,4 25,8 -48,8
2002 89,6 34,9 -54,7
2004 126,9 48,1 -78,8
Źrodło: China, BG Trade Statistics 17.06.2005.
Jak wynika z danych Eurostat, w roku 2004 Chiny były drugim po USA źrodłem dla europejskiego importu (12,3% całości) i trzecim odbiorcą eksportu (5,0%). Reasumując – mimo iż do priorytetowej pozycji Stanów Zjednoczonych w bilansie handlowym Unii Chińczyków dzieli jeszcze ponad 10%, to kraj plasuje się na drugim miejscu,, daleko pozostawiając za sobą kolejnego istotnego kooperanta – Szwajcarię. Również za Wielkim Murem rośnie znaczenie UE jako partnera handlowego: UE to druga po Japonii gospodarka. Z rocznym wskaźnikiem 13,9% wkładu na rzecz chińskiego importu. W eksporcie plasujmy się tuż za Stanami Zjednoczonymi z rezultatem 18,5%. Również w chińskim bilansie handlowym Europa znajduje się na drugiej, tuż po Stanach Zjednoczonych i przed Japonią, pozycji (od największego partnera w roku 2004 dzieliły Unię tylko 0,2%). Gospodarka europejska, w kategorii wymiany handlowej, jest więc dla Chin szczególnie ważna. Fakt ten, umiejętnie wykorzystany, może Europie przysporzyć wielu korzyści. Nadal jednak uwagę ekonomistów przyciąga gigantyczny deficyt handlowy Unii Europejskiej. Tabela 2 pokazuje jak prezentowały się transakcje gospodarcze Chiny-Unia w podziale na sekcje produkcyjne w roku 2004. Niezaprzeczalnie Państwo Środka ma istotne znaczenie w handlu międzynarodowym, tym samym pełni adekwatną rolę w wymianie bilateralnej z UE. „Chińskie towary są bardzo tanie i dlatego przynoszą korzyści ludziom o najróżniejszych dochodach” . Społeczeństwo zyskuje, europejscy przedsiębiorcy narzekają. Pomimo pozytywów, jakim jest spadek cen produktów (według niemieckich danych o 1,8% w roku 2005), konkurencja zwłaszcza w sektorze
Tabela 2: Wymiana handlowa Chiny – UE z podziałem na sektory w miliardach Euro
Import Eksport Bilans
Towary rolne 2808 1222 -1596
Energia 1170 104 -1066
Surowce 73 534 460
Wyposażenie biurowe 40185 4388 -35737
Maszyny 6522 15192 8669
Chemikalia 3922 4352 430
Tekstylia i odzież 16040 514 -15526
Żelazo i stal 619 1245 626
Środki transportu 2556 6967 4412
Źrodło: Opracowanie własne na podstawie: China, BG Trade Statistics, 17.06.2005.
odzieżowym i wyposażenia biurowego jest wyniszczająca. „Nie można lekceważyć negatywnych skutków tej nieograniczonej limitami chińskiej ekspansji, bo w dłuższym horyzoncie czasowym spowoduje to zagrożenie stabilności ekonomicznej całej branży tekstylnej Unii, wywoła konieczność redukcji zatrudnienia i doprowadzi do wzrostu bezrobocia” . Źrodła chronicznego lęku przed pełnym otwarciem na chińskie dobra tkwią więc daleko głębiej. Dane liczbowe o postępowaniach antydumpingowych wymierzonych w chiński handel, zaniżanie cen, nieuczciwa konkurencja, wyższy wskaźnik eksportowanych niż importowanych dóbr i inwestycji bezpośrednich skutecznie zniechęca europejczyków. Unia Europejska poszukuje, więc tym razem „złotego środka”, „bo zamknąć się na wielki azjatycki kraj, nazywany dziś fabryką świata byłoby ekonomicznym i handlowym absurdem” . Patrząc z przeciwnej strony, Kraj Pod Niebem to jedno z najbardziej atrakcyjnych centrów do lokowania kapitału. Coraz bogatsi Chińczycy
są skłonni wydawać więcej. Jak wynika z raportu z roku 2005, zaprezentowanego przez chińską Krajową Komisję Rozwoju i Reform hossa będzie teraz stymulowana głównie popytem wewnętrznym, kraj z rynkiem, którego nasycenie potrwa jeszcze kilkanaście lat jest więc prawdziwym rajem dla europejskich przedsiębiorców” . Jak podaje H. Weiping podatek na niektóre modele motocykli to prawie 100% ich wartości, towar po wkroczeniu na rynek i opłaceniu od 13 do 17% VAT-u jest cenowo droższy o średnio 30-35% niż w kraju pochodzenia. Ze względu na uciążliwość działań limitujących, problemy z zatrudnianiem siły roboczej, wymogi formalne joint venture odsetek usług zagranicznych w stosunkach obustronnych UE i ChRL jest niewielki . „Europejska opinia publiczna potrzebuje konkretnych rezultatów, aby traktować chińską potęgę gospodarczą nie jako zagrożenie, lecz szansę – powiedział J. M. Barosso, wyjaśniając, że obok usuwania nierównowagi w wymianie handlowej konieczny jest także postęp w kwestii praw człowieka” .
Aby Europa mogła wymagać, sama musi wejść na drogę ustępstw. Dopóki obydwie strony ustanawiają ograniczenia, dopóty nie może być mowy o jakichkolwiek profitach we wzajemnych stosunkach handlowych. Chińskie przywiązanie do widowiskowych rezultatów i nie oparte o
zasady fiar play zabiegi są większym zagrożeniem od europejskiego lawirowania w lukach prawa.
Prognozowanie przyszłości odbywa się w oparciu o dotychczas wypracowane wzorce. Wskazana przez D. Milczarka metoda teoretyczno-jakościowa pozwala zauważyć, jak przez światową arenę dominacji przewijają się kolejne mocarstwa. „Rozwój każdego z nich przebiegał zgodnie z kolejnymi fazami: inicjacyjną (początkowego, mniej lub bardziej szybkiego wzrostu potęgi), przejściową (dynamicznego umacniania potęgi) oraz pełnego wzrostu, kiedy pojawiają się już pewne symptomy osłabienia pozycji mocarstwowej. Wymiana na pozycji czołowego mocarstwa także odbywa się etapami – najpierw pojawia się pretendent do odgrywania wiodącej roli, następnie kwestionuje on status hegemona, aby następnie w wyniku dekompozycji starego układu sił samemu objąć dominującą pozycję” . Dodatkowo, jak stwierdza G. Modelski, w stosunkowo gorszym położeniu znajdują się kraje o owszem gigantycznym potencjale rozwojowym, ale zapóźnione technologicznie, stosujące merkantylizm w wymianie handlowej, marginalizujące rolę obywateli, ograniczające wolność mediów oraz te z dużym zapleczem militarnym . Najbardziej zasadne w tym przypadku wydaje się respektowanie i przyjmowanie za własne rozwiązań wypracowanych na szczeblu międzynarodowym, przez państwa o demokratycznych strukturach rządów, z jednoczesnym uwzględnieniem wyższości praw ekonomicznych nad politycznymi. Według panujących współcześnie przekonań najbardziej dynamicznie rozwijające się gospodarki oparte są na następujących wspólnych przesłankach: równowadze budżetowej, minimalnym udziale kosztów pracy w generalnych wydatkach ponoszonych na działalność wytwórczą, wzrastającym poziomie wydajności produkcji dzięki korzystaniu z nowoczesnych technologii, restrukturyzacji i zastępowaniu nierentownych sektorów przez te o wysokiej wartości dodanej, ograniczonym interwencjonizmie państwa, uregulowanym poziomie cen surowców i energii oraz energii oraz otwartości i liberalizmie w handlu . Taki model jest bowiem w stanie zapewnić sukcesywny i efektywny wzrost ekonomiczny, który zagwarantuje wysoką, a co najważniejsze względnie trwałą, pozycję ekonomiczną państwa.
Tabela 3: Wskaźniki makroekonomiczne państw w UE i Chinach - Dane na rok 2003
Powierzchnia Ludność PKB Wzrost PKB PKB/os Przyrost Wzrost wydajności
(mln km2) (Świat =100) (mld EUR) (% rocznie) (EUR) zatrudnienia pracy (%)
(%rocznie)
UE 3,9 7 9 458 2,4 22 300 0,2 0,9
Chiny 9,6 20 1 326 9,5 1 020 1,0 41,6
Źrodło: China, BG Trade Statistics 17.06.2005, s.1, China at a glance, [z:] http://devdata.worldbank.org/AAG/chn_aag.pdf, z dnia 29.04.2006, Chałas M., Unia Europejska w liczbach, Instytut Europejski, Łodź 2005, s. 22-23, Raport KE na wiosenny szczyt Rady Europejskiej 26.03.2004. Wdrażanie Strategii Lizbońskiej, Urząd Oficjalnych Publikacji WE, Luksemburg 2004, s. 38.
Unia Europejska ma jakkolwiek szanse na chwilową dominację, sprzyjający będzie okres pomiędzy spowolnieniem gospodarki Stanów Zjednoczonych, a ustabilizowaniem się pozycji Państwa Środka. Do osiągnięcia celu wskazane jest zwiększenie inwestycji, które nie może obejść się bez obniżenia stóp procentowych, wykreowania dogodnych warunków do finansowania przedsięwzięć, zwiększenia poziomu oszczędności i zintensyfikowania nakładów na badania i rozwój (B+R) . Ekonomiczne parametry oraz wiara w potencjał i samozaparcie Europy pozwalają mieć nadzieję, iż szanse, przed którymi stoi Unia XXI wieku, będą wykorzystane i w tym przypadku pozwalając na rozbudzenie drzemiącego w niej potencjału .
Dla Europy nadszedł właściwy moment, by zastępując pasywne podejście aktywną polityką przemian przebudzić się z zimowego snu. Tańsza produkcja, uzyskana obniżeniem podatków,
które kosztem ograniczonych świadczeń socjalnych są realne do osiągnięcia, to jedyna droga rozwiązania problemów gospodarczych. Groźna przestanie być wówczas tania gospodarka Chin, a rosnące inwestycje zintensyfikują wzrost gospodarczy. Europa winna ponownie przeanalizować, które obszary mają znajdować się w wyłącznej kompetencji organów Wspólnoty (może warto rozważyć kwestie podatkowe i socjalne) i ostatecznie podjąć decyzję o chociażby
minimalnej ingerencji również w sferę polityki. Obszary kooperują, a nierozważne decyzje dyplomacji odbijają się niekorzystnie na gospodarkach państw członkowskich, wzmagając regionalne różnice rozwojowe. Równie ważny czynnik to zaprzestanie masowej produkcji aktów prawnych i ograniczenie piętrzącej się biurokratyzacji na rzecz oddolnych inicjatyw społeczeństwa oraz efektywnej implementacji obowiązujących przepisów. Tylko taka ścieżka pozwoli na zwiększenie zaufania do instytucji, a droga do serc Europejczyków jest jednocześnie jedyną ścieżką do poszerzania kompetencji i wprowadzania ulepszeń do europejskiego eksperymentu. Należy bowiem uzmysłowić sobie, że bez ram Wspólnoty. Europie grozi destabilizacja i pożegnanie się z tytułem potęgi gospodarczej. Unia musi ostatecznie sformułować swą konstrukcję formalno- prawną. By było to możliwe, narodom trzeba uzmysłowić, iż Stany Zjednoczone wraz z homogeniczną kulturą nigdy nie zostaną powielone na fundamentach zróżnicowanej, a przez tę różnorodność jakże bogatej Europy. Europa powinna uczyć się od swojego wroga, bo potrzeba jej chińskiego samozaparcia i wierności swojej (europejskiej) rodzinie. Produktywny wysiłek i wspólna energiczna praca pozwolą ratować konkurencyjność europejskiej kapitalistycznej gospodarki. Jeżeli Unia przestanie koncentrować swoje działania tylko na podium złotego medalisty, a usatysfakcjonuje się utrzymaniem stabilnej pozycji numer dwa, skorzysta na tranzycji daleko bardziej niż zacięte w walce Chiny i USA. Mierząc siły na zamiary Europa może pozostać symbolem porządku i ładu w aspekcie ekonomii, handlu, zapleczem kultury i dobrobytu. A zagrożenie ze strony targanego wewnętrznymi destabilizacjami i ciągle niedemokratycznego mocarstwa może przerodzić się w szansę, ktorej nie można przegapić.
niedziela, 12 grudnia 2010
Skutki inwazji azjatyckich "tygrysów" i europejskiej naiwności.
Z Sejmu plynie sygnal do demobilizacji spoleczeństwa: "Pierwsze nieudane podejście do unijnego budżetu za nami .Konsekwencje gospodarczego spowolnienia i niepewność co do przyszłej sytuacji w europejskiej gospodarce zwiększają nie tylko społeczne ciśnienie.
Kryzys gospodarczy nawet przy lekkiej odbudowie tempa wzrostu PKB w przestrzeni Unii Europejskiej przekłada się coraz bardziej na trudną sytuację budżetową i finansów publicznych .W 2010 państwa 4 największych gospodarek UE zgłosiły potrzeby pożyczkowe w wysokości 800-900 mld euro , na 2011 szacuje się potrzeby pożyczkowe Niemiec, Francji, W. Brytanii i Włoch na 1500 mld euro.
Większe kłopoty innych są też możliwością do wywierania niespotykanego dotąd wpływu na wewnętrzne polityki gospodarcze. Irlandia otrzyma pomoc w ramach mechanizmu na który w 20 % złożyli się Niemcy ( 148 mld euro)." To nie pożyczki, mogą uratować ww. gospodarki, ale mobilizacja spoleczeństwa i ograniczenie zakupów z Azji. W każdym azjatyckim produkcie kryje się brak pracy dla europejczyków i srodków finansowych do europejskich budżetów. Nie mam nic (oprócz niskiej jakosci) do chińskich produktów tylko niech w cenę sprzedaży na europejskim rynku będzie wkalkulowany należyny podatek, skladki ubezpieczeniowe i koszty utrzymania bezrobotnych i jest ok!
"W zamian Merkel dopominała się od Irlandii podniesienia niskiego ( jak na warunki europejskie – 12,5 % ) podatku od przedsiębiorstw. Równocześnie Niemcy dopominają się o stanowisko szefa EBC ( Axel Weber jako człowiek od stóp procentowych i pilnowania inflacji w UE).Przy okazji negocjacji o członkowstwo z Chorwacja Niemcy chcą zlikwidować zapis o wykupie długów członka UE ( w zamian mechanizm kontrolowanego bankructwa i kontrolowanej spłaty długu). W końcu proponują dyskusję o zawieszaniu kraju łamiącego kryteria z Maastricht w prawach głosu w UE.
Niejako w odpowiedzi na działania rządu Merkel rząd w Londynie oczekuje zmniejszania budżetu Unii Europejskiej na lata 2013-20.
Brytyjczycy zasygnalizowali chęć redukcji budżetu podczas ostatniego szczytu UE. Mówi się o redukcji przyszłego budżetu do 0,85 proc. unijnego PKB (obecnie to 1,13 proc. ), co oznacza cięcie 250 mld euro w ciągu siedmiu lat. Co szczególnie niepokojące dla Polski, Londyn ponoć nie domaga się już redukcji w dotacjach rolnych (nie miałoby to szans na poparcie Francji), co oznacza, że cięcia musiałyby dotyczyć głównie funduszy strukturalnych i spójności, których głównym beneficjentem jest Polska.
Kolejny rząd na Zachodzie Europy chce zadowolić swoich wyborców, a bicie w Unię Europejską staje się na Zachodzie coraz popularniejsze.
Eurosceptycyzm już nie odstrasza, lecz napędza wyborców.
Cameron popisywał się niedawno w Londynie swymi osiągnięciami w blokowaniu cząstkowego budżetu UE na 2011 r. . Z hasłem obniżenia składki do UE o połowę szedł do wyborów holenderski premier Mark Rutte, a hasła obniżenia wpłat do Brukseli są bardzo popularne w Niemczech - choć nigdy dotąd nie zostały wsparte przez rząd.
Z kolei w Czechach jak nigdy dotąd dominuje pogląd ,ze nikt i nic nie zmusi ich do wejścia do strefy euro. Czeka więc nas ogrom napięć i niespotykane w ostatnich latach sprzeczności wokół politycznych i gospodarczych decyzji pomiędzy Parlamentem i Komisją Europejską a rządami krajów członkowskich.
Finanse cała Unia
Tegoroczny deficyt PKB ma wynieść w UE 6,8 proc. zaś w strefie euro - 6,3 proc.; w przyszłym roku odpowiednio: 5,1 i 4,6 proc. Dług publiczny natomiast wynosi w całej UE 79,1 proc., a w strefie euro 84,1 proc. W przyszłym roku ma to być odpowiednio: 81,8 i 86,5 proc.
Rekordowo zadłużona będzie Grecja (150 proc.), Włochy (120 proc.), Irlandia (107 proc.) i Belgia (100 proc.).
KE ponownie znacząco zrewidowała w górę prognozy tegorocznego rozwoju niemieckiej gospodarki, która jest największa w UE. Prognozy wzrostu dla strefy euro i całej UE w br. pozostają niezmienione: odpowiednio 1,7 proc. i 1,8 proc. PKB. W 2011 r. strefa euro ma się rozwijać w tempie 1,5 proc., zaś cała UE - 1,7 proc. KE podkreśla, że kraje członkowskie w nierównym tempie wychodzą z kryzysu.
W prognozie z końca III kwartału KE zakłada ,ze Polskę prześcigną we wzroście PKB w tym roku Niemcy (3,7 proc.), Słowacja (4,1 proc.) i Szwecja (4,8 proc.). Jednak w tych trzech krajach tempo wzrostu w przyszłym roku spadnie, zaś w przypadku Polski KE mówi o "mocnym ożywieniu", którego podstawą ma być popyt wewnętrzny wynikający ze stopniowej poprawy na rynku pracy, wzrostu zaufania konsumentów i przedsiębiorców i rosnącego napływu funduszy z zagranicy.
W ocenie Komisji Europejskiej sytuacja jest bardzo zróżnicowana . Niemcy i niektóre kraje Europy Środkowej i Północnej wychodzą z kryzysu spadku produkcji i zatrudnienia i mają w miarę stabilna choć trudną sytuację w finansach. Niektóre kraje Europy południowej i Irlandia są dopiero na początku bolesnej drogi stabilizowania sytuacji i dramatycznie trudnych wyborów.
KE uważa np., że Hiszpania i Portugalia - kolejne po Grecji i Irlandii kraje zagrożone zarażeniem kryzysem finansów publicznych - są zbyt optymistyczne w planach redukcji swoich deficytów na przyszły rok. Zdaniem KE hiszpański deficyt spadnie tylko do 6,4 proc., zaś portugalski - do 4,9 proc.
Z powodu złej sytuacji, kraje te muszą więcej płacić za wykup swoich obligacji - podobnie jak wcześniej Irlandia, która ostatecznie zmuszona była do skorzystania z pakietu pomocy w wys. 85 mld euro. KE ostrzega, że sytuacja na rynkach finansowych pozostaje niepokojąca i są możliwe nowe napięcia. Potwierdziła to choćby sytuacja w wahaniach kursu walutowego w Polsce w ostatnich dniach.
Medialne widmo bankructwa Irlandii oraz rosnące problemy Portugalii i obawy, że to samo spotka drugi kraj Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanię – spowodowały, że inwestorzy zaczęli pozbywać się złotego. Wolą trzymać kapitał w dolarze, który mimo starań rządu USA wcale nie traci na wartości.
Kłopoty tzw. krajów PIIGS ( Portugalia, Włochy, Irlandia ,Grecja ,Hiszpania ) przekładają się na nastroje na rynkach. Inwestorzy boją się niekorzystnego rozwoju sytuacji i wzrostu ryzyka związanego z lokowaniem kapitału w papierach krajów rozwijających się, w tym także polskich.
W propozycji z 29 września KE zaproponowała, by dla krajów, które przeprowadziły reformy emerytalne, dozwolony pułap deficytu wzrósł z obecnych dozwolonych w Pakcie Stabilności i Wzrostu 3 do 4 proc. PKB. Ponadto KE zaproponowała pięcioletni okres przejściowy na odliczanie od długu w sposób degresywny kosztów reformy emerytalnej. 80 proc. kosztów reformy miałoby być odliczone w pierwszym roku, 60 proc. w drugim itd.
W Polsce
Polskie finanse publiczne pogorszyły się znacząco w kryzysie gospodarczym i finansowym, który uderzył w Polskę w 2008-09 r. Rządowy pakiet antykryzysowy pozwolił Polsce zachować wzrost gospodarczy, ale przyniosło to znaczący wzrost polskiego deficytu do 7,2 proc. w 2009 r. A w 2010 r. wzrośnie on po raz kolejny mimo wyższego od prognozowanego wzrostu i przyjmowanych działań konsolidacyjnych, takich jak podwyższenie VAT o 1 proc. czy zamrożenie płac w sektorze publicznym.
Wyższy deficyt wynika ze spadku wpływów do budżetu z podatku CIT, wzrostu wydatków i inwestycji samorządów oraz wydatków na obsługę zadłużenia.
KE prognozuje wzrost polskiego długu publicznego do 55,5 proc. PKB w br. i 57,2 proc. w 2011 r. W 2012 r. dług może sięgnąć 59,6 proc., czyli zbliży się do limitu 60 proc. dozwolonego w polskiej konstytucji i unijnym "Pakcie Stabilności i Wzrostu". Według nowych, wzmocnionych zasad dyscypliny finansowej UE, w przyszłości przekroczenie progu 60 proc. ma skutkować otwarciem procedury dyscyplinującej, tak by kraje w określonym tempie obniżały dług.
Polski rząd zapowiedział, że jeśli dług przekroczy 55 proc. PKB, w 2012 r. stawki VAT wzrosną o 1 pkt proc., a w 2013 roku o kolejny 1 pkt proc. "
Nie przypisuje sobie autorstwa do tekstu zamieszczonego w cudzysłowach, ale zamiesciłem go bez zamian bo opisana sytuacja mnie zbulwersowała. Jeżeli dalej będziemy isć tą drogą to następne Pokolenie Europejczyków zostanie dłużnikiem Chin , Indii, Indonezji, Brazylii i będzie miało pełne podstawy przeklinać nas że ich tak beznadziejnie urządzilismy!!! Jeszcze jest czas i szansa na naprawienie popełnionych błędów, ale są konieczne radykalne rozwiązania i nie za pomocą kredytów, pożyczek i kolejnych długów. Jest to wspaniała okazja, abysmy szybko odbudowali swoją pozycję i w pewnym ułamku poprawili pozycję UE oraz pokazali metodę na uzdrowienie sytuacji pozostałym członkom UE. Podnoszenie stawek podatku VAT to najgłupsze z mozliwych rozwiązań i wyjątkowo szkodliwe. Kryzys przewidziałem w 2007 roku gdy tzw "najtęższym mózgom" to się nie sniło. Obecnie widzę durnotę wprowadzanych rozwiązań i cóż gdy tylko mogę sobie pozwolić, aby o tym napisać i tyle.
Kryzys gospodarczy nawet przy lekkiej odbudowie tempa wzrostu PKB w przestrzeni Unii Europejskiej przekłada się coraz bardziej na trudną sytuację budżetową i finansów publicznych .W 2010 państwa 4 największych gospodarek UE zgłosiły potrzeby pożyczkowe w wysokości 800-900 mld euro , na 2011 szacuje się potrzeby pożyczkowe Niemiec, Francji, W. Brytanii i Włoch na 1500 mld euro.
Większe kłopoty innych są też możliwością do wywierania niespotykanego dotąd wpływu na wewnętrzne polityki gospodarcze. Irlandia otrzyma pomoc w ramach mechanizmu na który w 20 % złożyli się Niemcy ( 148 mld euro)." To nie pożyczki, mogą uratować ww. gospodarki, ale mobilizacja spoleczeństwa i ograniczenie zakupów z Azji. W każdym azjatyckim produkcie kryje się brak pracy dla europejczyków i srodków finansowych do europejskich budżetów. Nie mam nic (oprócz niskiej jakosci) do chińskich produktów tylko niech w cenę sprzedaży na europejskim rynku będzie wkalkulowany należyny podatek, skladki ubezpieczeniowe i koszty utrzymania bezrobotnych i jest ok!
"W zamian Merkel dopominała się od Irlandii podniesienia niskiego ( jak na warunki europejskie – 12,5 % ) podatku od przedsiębiorstw. Równocześnie Niemcy dopominają się o stanowisko szefa EBC ( Axel Weber jako człowiek od stóp procentowych i pilnowania inflacji w UE).Przy okazji negocjacji o członkowstwo z Chorwacja Niemcy chcą zlikwidować zapis o wykupie długów członka UE ( w zamian mechanizm kontrolowanego bankructwa i kontrolowanej spłaty długu). W końcu proponują dyskusję o zawieszaniu kraju łamiącego kryteria z Maastricht w prawach głosu w UE.
Niejako w odpowiedzi na działania rządu Merkel rząd w Londynie oczekuje zmniejszania budżetu Unii Europejskiej na lata 2013-20.
Brytyjczycy zasygnalizowali chęć redukcji budżetu podczas ostatniego szczytu UE. Mówi się o redukcji przyszłego budżetu do 0,85 proc. unijnego PKB (obecnie to 1,13 proc. ), co oznacza cięcie 250 mld euro w ciągu siedmiu lat. Co szczególnie niepokojące dla Polski, Londyn ponoć nie domaga się już redukcji w dotacjach rolnych (nie miałoby to szans na poparcie Francji), co oznacza, że cięcia musiałyby dotyczyć głównie funduszy strukturalnych i spójności, których głównym beneficjentem jest Polska.
Kolejny rząd na Zachodzie Europy chce zadowolić swoich wyborców, a bicie w Unię Europejską staje się na Zachodzie coraz popularniejsze.
Eurosceptycyzm już nie odstrasza, lecz napędza wyborców.
Cameron popisywał się niedawno w Londynie swymi osiągnięciami w blokowaniu cząstkowego budżetu UE na 2011 r. . Z hasłem obniżenia składki do UE o połowę szedł do wyborów holenderski premier Mark Rutte, a hasła obniżenia wpłat do Brukseli są bardzo popularne w Niemczech - choć nigdy dotąd nie zostały wsparte przez rząd.
Z kolei w Czechach jak nigdy dotąd dominuje pogląd ,ze nikt i nic nie zmusi ich do wejścia do strefy euro. Czeka więc nas ogrom napięć i niespotykane w ostatnich latach sprzeczności wokół politycznych i gospodarczych decyzji pomiędzy Parlamentem i Komisją Europejską a rządami krajów członkowskich.
Finanse cała Unia
Tegoroczny deficyt PKB ma wynieść w UE 6,8 proc. zaś w strefie euro - 6,3 proc.; w przyszłym roku odpowiednio: 5,1 i 4,6 proc. Dług publiczny natomiast wynosi w całej UE 79,1 proc., a w strefie euro 84,1 proc. W przyszłym roku ma to być odpowiednio: 81,8 i 86,5 proc.
Rekordowo zadłużona będzie Grecja (150 proc.), Włochy (120 proc.), Irlandia (107 proc.) i Belgia (100 proc.).
KE ponownie znacząco zrewidowała w górę prognozy tegorocznego rozwoju niemieckiej gospodarki, która jest największa w UE. Prognozy wzrostu dla strefy euro i całej UE w br. pozostają niezmienione: odpowiednio 1,7 proc. i 1,8 proc. PKB. W 2011 r. strefa euro ma się rozwijać w tempie 1,5 proc., zaś cała UE - 1,7 proc. KE podkreśla, że kraje członkowskie w nierównym tempie wychodzą z kryzysu.
W prognozie z końca III kwartału KE zakłada ,ze Polskę prześcigną we wzroście PKB w tym roku Niemcy (3,7 proc.), Słowacja (4,1 proc.) i Szwecja (4,8 proc.). Jednak w tych trzech krajach tempo wzrostu w przyszłym roku spadnie, zaś w przypadku Polski KE mówi o "mocnym ożywieniu", którego podstawą ma być popyt wewnętrzny wynikający ze stopniowej poprawy na rynku pracy, wzrostu zaufania konsumentów i przedsiębiorców i rosnącego napływu funduszy z zagranicy.
W ocenie Komisji Europejskiej sytuacja jest bardzo zróżnicowana . Niemcy i niektóre kraje Europy Środkowej i Północnej wychodzą z kryzysu spadku produkcji i zatrudnienia i mają w miarę stabilna choć trudną sytuację w finansach. Niektóre kraje Europy południowej i Irlandia są dopiero na początku bolesnej drogi stabilizowania sytuacji i dramatycznie trudnych wyborów.
KE uważa np., że Hiszpania i Portugalia - kolejne po Grecji i Irlandii kraje zagrożone zarażeniem kryzysem finansów publicznych - są zbyt optymistyczne w planach redukcji swoich deficytów na przyszły rok. Zdaniem KE hiszpański deficyt spadnie tylko do 6,4 proc., zaś portugalski - do 4,9 proc.
Z powodu złej sytuacji, kraje te muszą więcej płacić za wykup swoich obligacji - podobnie jak wcześniej Irlandia, która ostatecznie zmuszona była do skorzystania z pakietu pomocy w wys. 85 mld euro. KE ostrzega, że sytuacja na rynkach finansowych pozostaje niepokojąca i są możliwe nowe napięcia. Potwierdziła to choćby sytuacja w wahaniach kursu walutowego w Polsce w ostatnich dniach.
Medialne widmo bankructwa Irlandii oraz rosnące problemy Portugalii i obawy, że to samo spotka drugi kraj Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanię – spowodowały, że inwestorzy zaczęli pozbywać się złotego. Wolą trzymać kapitał w dolarze, który mimo starań rządu USA wcale nie traci na wartości.
Kłopoty tzw. krajów PIIGS ( Portugalia, Włochy, Irlandia ,Grecja ,Hiszpania ) przekładają się na nastroje na rynkach. Inwestorzy boją się niekorzystnego rozwoju sytuacji i wzrostu ryzyka związanego z lokowaniem kapitału w papierach krajów rozwijających się, w tym także polskich.
W propozycji z 29 września KE zaproponowała, by dla krajów, które przeprowadziły reformy emerytalne, dozwolony pułap deficytu wzrósł z obecnych dozwolonych w Pakcie Stabilności i Wzrostu 3 do 4 proc. PKB. Ponadto KE zaproponowała pięcioletni okres przejściowy na odliczanie od długu w sposób degresywny kosztów reformy emerytalnej. 80 proc. kosztów reformy miałoby być odliczone w pierwszym roku, 60 proc. w drugim itd.
W Polsce
Polskie finanse publiczne pogorszyły się znacząco w kryzysie gospodarczym i finansowym, który uderzył w Polskę w 2008-09 r. Rządowy pakiet antykryzysowy pozwolił Polsce zachować wzrost gospodarczy, ale przyniosło to znaczący wzrost polskiego deficytu do 7,2 proc. w 2009 r. A w 2010 r. wzrośnie on po raz kolejny mimo wyższego od prognozowanego wzrostu i przyjmowanych działań konsolidacyjnych, takich jak podwyższenie VAT o 1 proc. czy zamrożenie płac w sektorze publicznym.
Wyższy deficyt wynika ze spadku wpływów do budżetu z podatku CIT, wzrostu wydatków i inwestycji samorządów oraz wydatków na obsługę zadłużenia.
KE prognozuje wzrost polskiego długu publicznego do 55,5 proc. PKB w br. i 57,2 proc. w 2011 r. W 2012 r. dług może sięgnąć 59,6 proc., czyli zbliży się do limitu 60 proc. dozwolonego w polskiej konstytucji i unijnym "Pakcie Stabilności i Wzrostu". Według nowych, wzmocnionych zasad dyscypliny finansowej UE, w przyszłości przekroczenie progu 60 proc. ma skutkować otwarciem procedury dyscyplinującej, tak by kraje w określonym tempie obniżały dług.
Polski rząd zapowiedział, że jeśli dług przekroczy 55 proc. PKB, w 2012 r. stawki VAT wzrosną o 1 pkt proc., a w 2013 roku o kolejny 1 pkt proc. "
Nie przypisuje sobie autorstwa do tekstu zamieszczonego w cudzysłowach, ale zamiesciłem go bez zamian bo opisana sytuacja mnie zbulwersowała. Jeżeli dalej będziemy isć tą drogą to następne Pokolenie Europejczyków zostanie dłużnikiem Chin , Indii, Indonezji, Brazylii i będzie miało pełne podstawy przeklinać nas że ich tak beznadziejnie urządzilismy!!! Jeszcze jest czas i szansa na naprawienie popełnionych błędów, ale są konieczne radykalne rozwiązania i nie za pomocą kredytów, pożyczek i kolejnych długów. Jest to wspaniała okazja, abysmy szybko odbudowali swoją pozycję i w pewnym ułamku poprawili pozycję UE oraz pokazali metodę na uzdrowienie sytuacji pozostałym członkom UE. Podnoszenie stawek podatku VAT to najgłupsze z mozliwych rozwiązań i wyjątkowo szkodliwe. Kryzys przewidziałem w 2007 roku gdy tzw "najtęższym mózgom" to się nie sniło. Obecnie widzę durnotę wprowadzanych rozwiązań i cóż gdy tylko mogę sobie pozwolić, aby o tym napisać i tyle.
Modernizcja sił zbrojnych ChRL.
Polityczne i gospodarcze znaczenie ChALW w życiu państwa dalece wykracza poza analogiczną rolę odgrywaną swego czasu w ZSRR przez Armię Czerwoną. Podstawową niewiadomą w tym kontekście jest, czy armia pogodzi się ze stopniowym ograniczaniem swej roli, jako „skutkiem ubocznym” procesów modernizacyjnych zachodzących w państwie? Korzystając z koniunktury ekonomicznej i zwiększenia dochodów budżetu państwa, Chiny od kilkunastu lat intensywnie reformują i modernizują swe siły zbrojne. Od niemal 10 lat chiński budżet obronny rośnie co roku o dwucyfrowe wartości; w 2007 roku wzrost wyniósł ok. 17,5 %, w budżecie na rok 2008 skala wzrostu sięgnęła już ponad 19,5 %. Istnieją jednak podejrzenia, że faktyczne nakłady na obronność i siły zbrojne mogą być nawet dwa lub nawet trzy razy wyższe od tych podawanych oficjalnie. Gdyby tak było w istocie, to wydatki poniesione przez Chiny na obronę narodową w roku 2007 – oficjalnie 58,3 mld USD - w istocie wyniosłyby znacznie ponad 100 mld USD. Choć siły zbrojne ChRL (Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza, ChALW) są wciąż największymi na świecie pod względem ilości personelu i posiadanego wyposażenia, to ich ogólna kondycja jest słaba. Uzbrojenie i sprzęt są w dużej części przestarzałe (tak w sensie fizycznym, jak i technologicznym) – większość systemów broni i wyposażenia weszła do służby w latach 50-tych, 60-tych lub 70-tych XX wieku; choć są sukcesywnie wycofywane, to jednak do dziś znajdują się na stanie dużej części jednostek liniowych ChALW. Istnieją oczywiście formacje i jednostki (zwłaszcza w siłach powietrznych, specjalnych czy strategicznych), wyposażone w nowoczesne uzbrojenie, nie zmienia to jednak ogólnego poziomu stanu uzbrojenia i technologicznego zaawansowania armii chińskiej jako całości. Rozmiary ChALW oraz stopień jej zacofania technologicznego sprawiają, że tempo zużywania i starzenia się sprzętu oraz uzbrojenia jest wciąż znacznie wyższe od tempa wprowadzania do służby nowoczesnych systemów, pomimo olbrzymich nakładów finansowych w ostatnich latach. W procesie modernizacji armii bardzo istotna jest współpraca z tym najbardziej skonfliktowanym kontynentem. Chińczycy swoją przestarzałą broń w zdecydowanej większości wymieniają ze swoimi afrykańskimi partnerami w systemie barterowym za surowce. Warto podkreślić, że także w przypadku kontaktów z Afryką Chiny stosują strategię „ropa za broń”, znaną z relacji z wieloma krajami bliskowschodnimi. Chińskie dostawy uzbrojenia, w zamian za dostawy ropy po preferencyjnych (a więc nierynkowych) cenach, dla państw upadłych (Somalia ) lub objętych sankcjami ze względu na ich aktywność wewnętrzną lub międzynarodową (Sudan), znacząco wpływają na sytuację w tych krajach i równowagę strategiczną w ich otoczeniu. To są dodatkowe środki przeznaczone na uzbrojenie i modernizacje . Z militarnego punktu widzenia Chiny są niewątpliwie potęgą, z którą nie może się równać żadne państwo na obszarze Eurazji. Rosnące interesy strategiczne Chin w regionie Azji i poza nim sprawiają, że siły zbrojne Państwa Środka stopniowo, ale konsekwentnie zmieniają swój charakter z defensywnego (obrona terytorium państwa) w ofensywny (operacje regionalne i ponadregionalne). Pierwszeństwo w ramach procesu modernizacji chińskich sił zbrojnych nadano takim zadaniom, jak rozwój i unowocześnienie sił strategicznych (międzykontynentalne rakiety balistyczne z głowicami jądrowymi i bombowce strategiczne), rozbudowa floty (w tym zwłaszcza wyposażanie jej w okręty podwodne o napędzie nuklearnym i lotniskowce) oraz modernizacja sił powietrznych. Jednak z perspektywy strategicznej to właśnie rozwój i modernizacja chińskiej marynarki wojennej mają szczególnie istotne znaczenie dla umacniania międzynarodowej pozycji Chin. Chiny zaczynają rozmieszczać swoją marynarkę wojenną z dala od swoich brzegów, co jest kolejnym wyrazem ich rosnącej mocarstwowej pewności siebie . Chińskie okręty wojenne po raz pierwszy pojawiły się w portach w rejonie Bliskiego Wschodu i na trasach rejsów handlowych na Oceanie Spokojnym, czyli tam, gdzie dominuje od dawna marynarka wojenna USA. Chiny nazywają swoją nową strategię "obroną dalekich mórz". Jest to zerwanie z tradycyjną chińską doktryną obecności marynarki tylko w strefie chińskiego wybrzeża i przygotowań do ewentualnej wojny o Tajwan. Generał Zhu Chenghu oświadczył publicznie, że jeśli USA stanęłyby w obronie Tajwanu, Chiny dokonałyby nuklearnego ataku na setki amerykańskich miast, nawet za cenę unicestwienia ziem “na wschód od Xi’anu” (w centralnych Chinach). Oficjalnie ChRL zdystansowała się od tej wypowiedzi za pośrednictwem oficjalnej Xinhua News Agency, mimo to generał wywołał swoją wypowiedzią szok w kręgach zachodnich. Obecnie, jak twierdzą chińscy admirałowie, okręty będą również eskortować statki handlowe przewożące importowane i eksportowane towary, w tym ropę naftową do Chin z rejonu Zatoki Perskiej. W marcu 2010 roku dwa chińskie okręty wojenne zacumowały w Abu Zabi - była to ich pierwsza wizyta na Bliskim Wschodzie - "jest to odbiciem rosnącego poczucia pewności siebie i woli zabezpieczenia chińskich interesów za granicą". Morska ekspansja nie uczyni jednak z Chin poważnego rywala dla hegemonii amerykańskiej marynarki wojennej w najbliższej przyszłości. Mało jest też sygnałów, by Chiny miały agresywne zamiary wobec USA lub innych krajów . W swej długiej historii Chiny niemal zawsze były mocarstwem lądowym, pomimo faktu, iż rdzennie chińskie obszary państwa sąsiadują z akwenami morskimi. Katalizatorem zmiany postrzegania roli i znaczenia szlaków morskich, a co za tym idzie konieczności posiadania floty wojennej zdolnej do długotrwałych działań z dala od macierzystych portów, stało się dla Chin rosnące uzależnienie od zewnętrznych („zamorskich”) źródeł dostaw surowców energetycznych oraz rynków zbytu dla swych towarów i produktów. Dziś marynarka wojenna ChRL nie jest jeszcze w stanie operować w odległych regionach świata, i tym samym paradoksalnie Pekin jest uzależniony od skuteczności działań US Navy w zapewnianiu bezpieczeństwa i swobody żeglugi morskiej w tak newralgicznych regionach jak Zatoka Perska, Morze Arabskie, Zatoka Adeńska czy nawet Cieśnina Malakka. W istotny sposób podważa to status mocarstwowości Chin, a także stwarza bezpośrednie zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Uzależnienie Chin od morskich szlaków dostaw surowców energetycznych przy jednoczesnym braku zdolności do ich ochrony i obrony daje bowiem – w sytuacji hipotetycznego konfliktu ChRL z USA – bardzo istotną przewagę strategiczną Amerykanom, którzy mogą po prostu zablokować chińskie porty i doprowadzić gospodarkę Państwa Środka do upadku. Pekin intensywnie rozwija więc swe zdolności w zakresie „projekcji siły” na odległych akwenach, kierując się dwoma zasadniczymi imperatywami strategicznymi:
- obrony i ochrony morskich szlaków żeglugowych;
- obrony wybrzeża i głębi terytorium kraju przed działaniami morskich zgrupowań bojowych
potencjalnego przeciwnika.
Pierwszy z celów jest ściśle związany z bezpieczeństwem ekonomicznym państwa, koniecznością samodzielnego zadbania przez Chiny o stabilność i ciągłość dostaw surowców, zwłaszcza z kierunku bliskowschodniego. W ramach realizacji tego strategicznego zadania Chiny planują wprowadzenie (ok. roku 2015) do służby dwóch lotniskowców, rozbudowują komponent morskich sił uderzeniowych oraz tworzą zręby infrastruktury w regionie Oceanu Indyjskiego, Morza Arabskiego i Zatoki Bengalskiej, co zmniejszy ograniczenia wynikające z geograficznego oddalenia tych akwenów od baz morskich w Chinach. W logice tych działań mieści się także niedawne wybudowanie przez Chiny dużej bazy morskiej dla atomowych okrętów podwodnych na wyspie Hainan. Drugi imperatyw jest wprost, choć nie oficjalnie, wymierzony w morską potęgę Stanów Zjednoczonych – tylko marynarka wojenna USA jest bowiem w stanie zagrozić dziś Chinom od strony morza. Każda z amerykańskich lotniskowcowych grup uderzeniowych (CSGs – Carrier Strike Groups), standardowo operujących w regionie Azji Wschodniej i zachodniego Pacyfiku , dysponuje potencjałem bojowym porównywalnym z siłami morskimi i powietrznymi małego państwa. Zadanie obrony terytorium Chin przed działaniami sił morskich USA polegać ma głównie na osiągnięciu przez chińską marynarkę wojenną takich zdolności bojowych, które pozwolą na trzymanie US Navy na dystans uniemożliwiający (lub znacznie utrudniający) wykorzystanie jej potencjału militarnego przeciwko ChRL. Realizacji tego zadania służy przede wszystkim intensywny rozwój flotylli okrętów podwodnych, zarówno o napędzie konwencjonalnym (spalinowo-elektrycznym), jak i nuklearnych. Obecnie (dane za 2007 rok) chińska marynarka wojenna dysponuje 63 okrętami podwodnymi; dwa lata temu było ich 55. Szybka modernizacja objęła też chińskie siły strategiczne, w tym zwłaszcza arsenał rakiet balistycznych. Chiny są obecnie w trakcie realizacji najbardziej rozbudowanego programu konstrukcji i pozyskiwania rakiet balistycznych, jaki realizowany jest na świecie po zakończeniu Zimnej Wojny. Według chińskiej koncepcji strategicznej, siły rakietowe wyposażone w rakiety balistyczne krótkiego i średniego zasięgu (w tym także te uzbrojone w głowice jądrowe) mają charakter defensywny, a ich zadaniem jest przede wszystkim niedopuszczenie przeciwnika do własnego terytorium (area denial capability). Z kolei rakiety międzykontynentalne (ICBM) z głowicami jądrowymi stanowią element tzw. Triady odstraszania (obok bombowców strategicznych i okrętów podwodnych uzbrojonych w rakiety nuklearne). Nowością w chińskiej doktrynie militarnej jest oryginalna koncepcja zastosowania rakiet balistycznych średniego zasięgu (do 3 tys. km) przeciwko morskim zgrupowaniom bojowym przeciwnika (w praktyce – amerykańskim CSGs), w celu niedopuszczenia ich w pobliże własnego terytorium. Dla pełni obrazu skali i zakresu procesu modernizacji i rozwoju chińskich sił zbrojnych należy wspomnieć również o intensywnej rozbudowie zdolności ChRL do prowadzenia działań zbrojnych w przestrzeni kosmicznej. Idea przeniesienia ewentualnej konfrontacji zbrojnej w kosmos nie powinna dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę wspomnianą wcześniej chińską percepcję zagrożeń dla Państwa Środka. W ocenie Pekinu, jednym z najskuteczniejszych sposobów na zniwelowanie (lub co najmniej zmniejszenie) przewagi militarnej USA podczas ewentualnego konfliktu zbrojnego jest pozbawienie lub ograniczenie amerykańskich sił zbrojnych zdolności komunikacyjnych i rozpoznawczych, zapewnianych głównie przez satelity okołoziemskie. Dysponowanie skutecznymi środkami niszczenia satelitów jest więc niejako strategiczną koniecznością dla Chin przy aktualnym układzie sił na świecie. Chińskie programy w zakresie broni antysatelitarnych (tzw. ASAT) są przy tym najpewniej rozwijane już od wielu lat. Dowodzi tego test, przeprowadzony w styczniu 2007 roku, kiedy siły rakietowe ChRL zniszczyły przy pomocy rakiety balistycznej starego chińskiego satelitę krążącego na orbicie. Stopień technologicznego i operacyjnego zaawansowania tej próby zaskoczył wielu obserwatorów na Zachodzie. Z tych samych strategicznych względów Chińczycy intensywnie rozwijają swoje zdolności w zakresie tzw. działań asymetrycznych, głównie „cyberwalki” i szpiegostwa elektronicznego. Zwłaszcza w tym ostatnim aspekcie odnieśli już szereg sukcesów. Kluczowa rola systemów elektronicznych, komputerów i łączności internetowej we współczesnych wysoko rozwiniętych państwach (tak w aspekcie militarnym, jak i cywilnym ich funkcjonowania) sprawia, że w przypadku konfliktu zbrojnego każde wyłączenie lub zakłócenie działania tych systemów wskutek „cyber ataków” może znacząco wpłynąć na przebieg wojny. Rok 2010 zaczął się serią cyberprzestępstw, których bezpośrednim źródłem są serwery w Chinach, w tym takich firm jak Google, Yahoo, Adobe i Symantec . Eksperci potwierdzają: mamy do czynienia ze szpiegostwem, nasileniem ataków na największe serwery, a w najgorszym razie - z przygotowywaniem zaplecza pod atak terrorystyczny lub wojnę. Po podróbkach odzieży, sprzętu RTV czy podzespołów komputerowych, przyszedł czas na chińskie wirusy. Około 18% złośliwego oprogramowania w sieci pochodzi obecnie z serwerów umiejscowionych w Chinach. Jest to drugi wynik na świecie, chińscy hakerzy ustępują miejsca jedynie cyberprzestępcom ze Stanów Zjednoczonym (36%). Jednocześnie w raporcie Departamentu Obrony USA z 2009 roku na temat Sił Wojskowych Chińskiej Republiki Ludowej czytamy, że spośród wszystkich krajów świata, to właśnie chińskie służby wywiadowcze prowadzą najbardziej agresywną działalność w stosunku do amerykańskich agencji rządowych. Z połączenia tych dwóch tendencji wyłania się napięta sytuacja, którą możemy obserwować od początku 2010 roku. Prawdziwa burza rozpoczęła się pod koniec roku 2009 od spięcia rządu chińskiego z Google w sprawie cenzury wyników wyszukiwań, a następnie w zakresie ataku przeprowadzonego na konta pocztowe Gmail, należące do osób związanych z chińskim ruchem obrony praw człowieka. Google ogłosiło, że ślady ataków prowadzą prosto do serwerów dwóch chińskich szkół. Chiński rząd zaprzeczył jednak, aby ktokolwiek ze szkoły był w to zdarzenie zamieszany. Wcześniej, podobny przypadek miał miejsce między styczniem, a listopadem 2009 roku, kiedy grupa cyberszpiegów uzyskała dostęp do dokumentów znajdujących się na dyskach Indyjskiego Ministerstwa Obrony. Przestępcy zdołali ukraść cenne informacje z poczty elektronicznej biura Dalajlamy. Ślad prowadził do chińskiego miasta Chengdu, jednak i tym razem rząd chiński zaprzeczył, aby miał jakikolwiek związek z zaistniałą sytuacją. Kanadyjscy autorzy raportu piszą, że przestępcza chińska sieć GhostNet obejmuje 1295 komputerów w 103 krajach świata, z czego prawie jedna trzecia to cele o dużej wartości – ministerstwa spraw zagranicznych, ambasady, międzynarodowe organizacje rządowe i pozarządowe czy media. Zdaniem ekspertów z polskiego oddziału G Data Software „mamy tu wyraźnie do czynienia z działalnością szpiegowską. Cele ataków są precyzyjnie wybierane. Celem zwykłych cyberprzestępców jest ukraść jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie, nieważne od kogo. Cyberterroryści są natomiast zainteresowani atakiem na konkretną grupę osób lub instytucję. Ponadto, ich zamiarem jest nie wzbogacenie się, lecz zdobycie strategicznych informacji. Przydatność rządowych informacji dla przeciętnego przestępcy jest nikła i niesie ze sobą zbyt duże ryzyko, natomiast dla rządów są one bezcenne.” Eli Jellenc, kierownik iDefense, międzynarodowej organizacji ds. wywiadu w Internecie, tak komentuje ataki na Google: „Adresy IP używane przy atakach są bezpośrednio związane z ludźmi będącymi agentami chińskiego rządu, albo amatorami, którzy mają bliskie z nim relacje i są znani z przeszłych ataków na amerykańskie firmy i instytucje”. Państwowa agencja informacyjna Xinhua stwierdziła, że oskarżenia, jakoby Chiny miały sponsorować cyberterroryzm, są całkowicie bezpodstawne. Wskazała przy tym na fakt, że to USA są krajem, z którego wywodzi się najwięcej cyberprzestępstw. Pomimo tych zapewnień kraje na całym świecie przygotowują się na nowe zagrożenie. W Stanach Zjednoczonych powstaje Cybersecurity Bill - ustawa określająca zasady współpracy pomiędzy agencjami rządowymi, a firmami, które są odpowiedzialne za infrastrukturę informatyczną kraju. Pierwotnie proponowano w niej zapis, że w przypadku cyberzagrożenia prezydent USA będzie miał prawo do odcięcia Internetu w całym kraju. Po konsultacjach społecznych zdecydowano się z tego punktu zrezygnować. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy stwierdził natomiast, że zagadnienia związane z cyberbezpieczeństwem stanowią dla jego państwa największe zagrożenie, większe nawet, niż groźba wojny konwencjonalnej. Właśnie to skłoniło go do przyznania bezpieczeństwu w sieci najwyższy priorytet w doktrynie obronnej Francji do roku 2020. W ostatnich kilku latach obserwujemy rozmywanie się granicy pomiędzy cyberprzestępstwami, a innymi, dużo bardziej celowymi formami ataków terrorystycznych i szpiegowskich o podtekście politycznym. Według Richarda Clarke, specjalisty rządu amerykańskiego ds. walki z terroryzmem, prędzej czy później będziemy mieli do czynienia z internetową wersją 11 września 2001 roku i trzeba być na to przygotowanym. Niemal pewne jest też, że następna większa wojna rozpocznie się od próby paraliżu infrastruktury komunikacyjnej Internetu. Zakładając, że agresorem nie będą Stany Zjednoczone - nic dziwnego, że oczy wszystkich kierują się na Pekin. Chińscy hakerzy ukradli z indyjskich komputerów rządowych informacje opatrzone klauzulami tajności i poufności. Takie wnioski przedstawili amerykańscy i kanadyjscy eksperci komputerowi zajmujący się bezpieczeństwem sieci komputerowych. Władze indyjskie nie komentują tych doniesień. Według raportu, chińscy hakerzy wdarli się do komputerów indyjskiego ministerstwa obrony, placówek dyplomatycznych, a także komputerów używanych przez tybetańskie władze na wychodźstwie oraz przebywającego w Indiach Dalajlamę.Ataki na te komputery przeprowadzono- zdaniem ekspertów- z terytorium Chin, choć nie ma dowodów na to, by były one zorganizowane przez chińskie agendy rządowe. Wykradzione dokumenty dotyczyły między innymi kwestii bezpieczeństwa w rejonach Indii leżących niedaleko granicy z Chinami oraz w rejonach gdzie działają rebelianci maoistyczni, a także niektórych programów zbrojeniowych realizowanych przez Indie. Raport pojawił się w kilka tygodni po doniesieniach indyjskich mediów, iż chińscy hakerzy zakłócili pracę kilku systemów komputerowych używanych przez agendy rządowe Indii. Obecnie uważa się, że ChRL dysponuje najbardziej zaawansowanymi na świecie zdolnościami do prowadzenia „cyberwalki”.
- obrony i ochrony morskich szlaków żeglugowych;
- obrony wybrzeża i głębi terytorium kraju przed działaniami morskich zgrupowań bojowych
potencjalnego przeciwnika.
Pierwszy z celów jest ściśle związany z bezpieczeństwem ekonomicznym państwa, koniecznością samodzielnego zadbania przez Chiny o stabilność i ciągłość dostaw surowców, zwłaszcza z kierunku bliskowschodniego. W ramach realizacji tego strategicznego zadania Chiny planują wprowadzenie (ok. roku 2015) do służby dwóch lotniskowców, rozbudowują komponent morskich sił uderzeniowych oraz tworzą zręby infrastruktury w regionie Oceanu Indyjskiego, Morza Arabskiego i Zatoki Bengalskiej, co zmniejszy ograniczenia wynikające z geograficznego oddalenia tych akwenów od baz morskich w Chinach. W logice tych działań mieści się także niedawne wybudowanie przez Chiny dużej bazy morskiej dla atomowych okrętów podwodnych na wyspie Hainan. Drugi imperatyw jest wprost, choć nie oficjalnie, wymierzony w morską potęgę Stanów Zjednoczonych – tylko marynarka wojenna USA jest bowiem w stanie zagrozić dziś Chinom od strony morza. Każda z amerykańskich lotniskowcowych grup uderzeniowych (CSGs – Carrier Strike Groups), standardowo operujących w regionie Azji Wschodniej i zachodniego Pacyfiku , dysponuje potencjałem bojowym porównywalnym z siłami morskimi i powietrznymi małego państwa. Zadanie obrony terytorium Chin przed działaniami sił morskich USA polegać ma głównie na osiągnięciu przez chińską marynarkę wojenną takich zdolności bojowych, które pozwolą na trzymanie US Navy na dystans uniemożliwiający (lub znacznie utrudniający) wykorzystanie jej potencjału militarnego przeciwko ChRL. Realizacji tego zadania służy przede wszystkim intensywny rozwój flotylli okrętów podwodnych, zarówno o napędzie konwencjonalnym (spalinowo-elektrycznym), jak i nuklearnych. Obecnie (dane za 2007 rok) chińska marynarka wojenna dysponuje 63 okrętami podwodnymi; dwa lata temu było ich 55. Szybka modernizacja objęła też chińskie siły strategiczne, w tym zwłaszcza arsenał rakiet balistycznych. Chiny są obecnie w trakcie realizacji najbardziej rozbudowanego programu konstrukcji i pozyskiwania rakiet balistycznych, jaki realizowany jest na świecie po zakończeniu Zimnej Wojny. Według chińskiej koncepcji strategicznej, siły rakietowe wyposażone w rakiety balistyczne krótkiego i średniego zasięgu (w tym także te uzbrojone w głowice jądrowe) mają charakter defensywny, a ich zadaniem jest przede wszystkim niedopuszczenie przeciwnika do własnego terytorium (area denial capability). Z kolei rakiety międzykontynentalne (ICBM) z głowicami jądrowymi stanowią element tzw. Triady odstraszania (obok bombowców strategicznych i okrętów podwodnych uzbrojonych w rakiety nuklearne). Nowością w chińskiej doktrynie militarnej jest oryginalna koncepcja zastosowania rakiet balistycznych średniego zasięgu (do 3 tys. km) przeciwko morskim zgrupowaniom bojowym przeciwnika (w praktyce – amerykańskim CSGs), w celu niedopuszczenia ich w pobliże własnego terytorium. Dla pełni obrazu skali i zakresu procesu modernizacji i rozwoju chińskich sił zbrojnych należy wspomnieć również o intensywnej rozbudowie zdolności ChRL do prowadzenia działań zbrojnych w przestrzeni kosmicznej. Idea przeniesienia ewentualnej konfrontacji zbrojnej w kosmos nie powinna dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę wspomnianą wcześniej chińską percepcję zagrożeń dla Państwa Środka. W ocenie Pekinu, jednym z najskuteczniejszych sposobów na zniwelowanie (lub co najmniej zmniejszenie) przewagi militarnej USA podczas ewentualnego konfliktu zbrojnego jest pozbawienie lub ograniczenie amerykańskich sił zbrojnych zdolności komunikacyjnych i rozpoznawczych, zapewnianych głównie przez satelity okołoziemskie. Dysponowanie skutecznymi środkami niszczenia satelitów jest więc niejako strategiczną koniecznością dla Chin przy aktualnym układzie sił na świecie. Chińskie programy w zakresie broni antysatelitarnych (tzw. ASAT) są przy tym najpewniej rozwijane już od wielu lat. Dowodzi tego test, przeprowadzony w styczniu 2007 roku, kiedy siły rakietowe ChRL zniszczyły przy pomocy rakiety balistycznej starego chińskiego satelitę krążącego na orbicie. Stopień technologicznego i operacyjnego zaawansowania tej próby zaskoczył wielu obserwatorów na Zachodzie. Z tych samych strategicznych względów Chińczycy intensywnie rozwijają swoje zdolności w zakresie tzw. działań asymetrycznych, głównie „cyberwalki” i szpiegostwa elektronicznego. Zwłaszcza w tym ostatnim aspekcie odnieśli już szereg sukcesów. Kluczowa rola systemów elektronicznych, komputerów i łączności internetowej we współczesnych wysoko rozwiniętych państwach (tak w aspekcie militarnym, jak i cywilnym ich funkcjonowania) sprawia, że w przypadku konfliktu zbrojnego każde wyłączenie lub zakłócenie działania tych systemów wskutek „cyber ataków” może znacząco wpłynąć na przebieg wojny. Rok 2010 zaczął się serią cyberprzestępstw, których bezpośrednim źródłem są serwery w Chinach, w tym takich firm jak Google, Yahoo, Adobe i Symantec . Eksperci potwierdzają: mamy do czynienia ze szpiegostwem, nasileniem ataków na największe serwery, a w najgorszym razie - z przygotowywaniem zaplecza pod atak terrorystyczny lub wojnę. Po podróbkach odzieży, sprzętu RTV czy podzespołów komputerowych, przyszedł czas na chińskie wirusy. Około 18% złośliwego oprogramowania w sieci pochodzi obecnie z serwerów umiejscowionych w Chinach. Jest to drugi wynik na świecie, chińscy hakerzy ustępują miejsca jedynie cyberprzestępcom ze Stanów Zjednoczonym (36%). Jednocześnie w raporcie Departamentu Obrony USA z 2009 roku na temat Sił Wojskowych Chińskiej Republiki Ludowej czytamy, że spośród wszystkich krajów świata, to właśnie chińskie służby wywiadowcze prowadzą najbardziej agresywną działalność w stosunku do amerykańskich agencji rządowych. Z połączenia tych dwóch tendencji wyłania się napięta sytuacja, którą możemy obserwować od początku 2010 roku. Prawdziwa burza rozpoczęła się pod koniec roku 2009 od spięcia rządu chińskiego z Google w sprawie cenzury wyników wyszukiwań, a następnie w zakresie ataku przeprowadzonego na konta pocztowe Gmail, należące do osób związanych z chińskim ruchem obrony praw człowieka. Google ogłosiło, że ślady ataków prowadzą prosto do serwerów dwóch chińskich szkół. Chiński rząd zaprzeczył jednak, aby ktokolwiek ze szkoły był w to zdarzenie zamieszany. Wcześniej, podobny przypadek miał miejsce między styczniem, a listopadem 2009 roku, kiedy grupa cyberszpiegów uzyskała dostęp do dokumentów znajdujących się na dyskach Indyjskiego Ministerstwa Obrony. Przestępcy zdołali ukraść cenne informacje z poczty elektronicznej biura Dalajlamy. Ślad prowadził do chińskiego miasta Chengdu, jednak i tym razem rząd chiński zaprzeczył, aby miał jakikolwiek związek z zaistniałą sytuacją. Kanadyjscy autorzy raportu piszą, że przestępcza chińska sieć GhostNet obejmuje 1295 komputerów w 103 krajach świata, z czego prawie jedna trzecia to cele o dużej wartości – ministerstwa spraw zagranicznych, ambasady, międzynarodowe organizacje rządowe i pozarządowe czy media. Zdaniem ekspertów z polskiego oddziału G Data Software „mamy tu wyraźnie do czynienia z działalnością szpiegowską. Cele ataków są precyzyjnie wybierane. Celem zwykłych cyberprzestępców jest ukraść jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie, nieważne od kogo. Cyberterroryści są natomiast zainteresowani atakiem na konkretną grupę osób lub instytucję. Ponadto, ich zamiarem jest nie wzbogacenie się, lecz zdobycie strategicznych informacji. Przydatność rządowych informacji dla przeciętnego przestępcy jest nikła i niesie ze sobą zbyt duże ryzyko, natomiast dla rządów są one bezcenne.” Eli Jellenc, kierownik iDefense, międzynarodowej organizacji ds. wywiadu w Internecie, tak komentuje ataki na Google: „Adresy IP używane przy atakach są bezpośrednio związane z ludźmi będącymi agentami chińskiego rządu, albo amatorami, którzy mają bliskie z nim relacje i są znani z przeszłych ataków na amerykańskie firmy i instytucje”. Państwowa agencja informacyjna Xinhua stwierdziła, że oskarżenia, jakoby Chiny miały sponsorować cyberterroryzm, są całkowicie bezpodstawne. Wskazała przy tym na fakt, że to USA są krajem, z którego wywodzi się najwięcej cyberprzestępstw. Pomimo tych zapewnień kraje na całym świecie przygotowują się na nowe zagrożenie. W Stanach Zjednoczonych powstaje Cybersecurity Bill - ustawa określająca zasady współpracy pomiędzy agencjami rządowymi, a firmami, które są odpowiedzialne za infrastrukturę informatyczną kraju. Pierwotnie proponowano w niej zapis, że w przypadku cyberzagrożenia prezydent USA będzie miał prawo do odcięcia Internetu w całym kraju. Po konsultacjach społecznych zdecydowano się z tego punktu zrezygnować. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy stwierdził natomiast, że zagadnienia związane z cyberbezpieczeństwem stanowią dla jego państwa największe zagrożenie, większe nawet, niż groźba wojny konwencjonalnej. Właśnie to skłoniło go do przyznania bezpieczeństwu w sieci najwyższy priorytet w doktrynie obronnej Francji do roku 2020. W ostatnich kilku latach obserwujemy rozmywanie się granicy pomiędzy cyberprzestępstwami, a innymi, dużo bardziej celowymi formami ataków terrorystycznych i szpiegowskich o podtekście politycznym. Według Richarda Clarke, specjalisty rządu amerykańskiego ds. walki z terroryzmem, prędzej czy później będziemy mieli do czynienia z internetową wersją 11 września 2001 roku i trzeba być na to przygotowanym. Niemal pewne jest też, że następna większa wojna rozpocznie się od próby paraliżu infrastruktury komunikacyjnej Internetu. Zakładając, że agresorem nie będą Stany Zjednoczone - nic dziwnego, że oczy wszystkich kierują się na Pekin. Chińscy hakerzy ukradli z indyjskich komputerów rządowych informacje opatrzone klauzulami tajności i poufności. Takie wnioski przedstawili amerykańscy i kanadyjscy eksperci komputerowi zajmujący się bezpieczeństwem sieci komputerowych. Władze indyjskie nie komentują tych doniesień. Według raportu, chińscy hakerzy wdarli się do komputerów indyjskiego ministerstwa obrony, placówek dyplomatycznych, a także komputerów używanych przez tybetańskie władze na wychodźstwie oraz przebywającego w Indiach Dalajlamę.Ataki na te komputery przeprowadzono- zdaniem ekspertów- z terytorium Chin, choć nie ma dowodów na to, by były one zorganizowane przez chińskie agendy rządowe. Wykradzione dokumenty dotyczyły między innymi kwestii bezpieczeństwa w rejonach Indii leżących niedaleko granicy z Chinami oraz w rejonach gdzie działają rebelianci maoistyczni, a także niektórych programów zbrojeniowych realizowanych przez Indie. Raport pojawił się w kilka tygodni po doniesieniach indyjskich mediów, iż chińscy hakerzy zakłócili pracę kilku systemów komputerowych używanych przez agendy rządowe Indii. Obecnie uważa się, że ChRL dysponuje najbardziej zaawansowanymi na świecie zdolnościami do prowadzenia „cyberwalki”.
sobota, 11 grudnia 2010
Myślenie.
Przeciętny Czlowiek jest istotą stadną. W swoim dzialaniu zazwyczaj kieruje się wnioskami powstalymi z przemyleń. Nie wiemy, co było „wcześniej": myślenie czy rozmowa między ludźmi. Wiemy tylko, że mają podobną strukturę. „Inny" pojawia się w myśleniu i jest w nim nieodzowny. Im mocniejsze myślenie, tym głośniejsza jest wewnętrzna rozmowa, tym silniejszy głos „innego" we mnie samym. Myślenie wymaga skupienia i zagłębienia w sobie. Dąży do prawdy i nie przywiązuje znaczenia do praktycznych skutków. Jednak myśliciel nie jest samotnikiem - jego rozważania rozgrywają się w wewnętrznym dialogu.
Myślenie odróżnia nas od zwierząt i roślin. Zastosowane w praktyce, nauczyło nas budować domy, szpitale i bomby. Człowiek stał się koroną stworzenia dzięki współpracy i rywalizacji w praktycznym myśleniu. Wiemy o tym dobrze. Zdarza się jednak, że czasem odrywamy się od praktycznych celów, zapominamy o konkretnych problemach i zaczynamy rozmyślać nad światem i sobą. Takie czyste, niepraktyczne myślenie budzi podziw filozofów i rozbawienie zwykłych zjadaczy chleba. Jednak musimy być ostrożni - niewinne na pozór rozmyślanie może ściągnąć na nas oskarżenie o ucieczkę od realnego świata i lekceważenie potrzeb innych ludzi. A nawet może wywolać negatywne w stosunku do nas reakcje otoczenia. Zarzuty wydają się trafne. Myślenie wprowadza dystans wobec świata i zanurza nas w sterylnym środowisku pojęć. Człowieka pogrążonego w takiej zadumie przedstawił August Rodin w sławnej rzeźbie Myśliciel. Widzimy charakterystyczne skupienie, skierowanie do własnego wnętrza, nieobecność. Trud myślenia potrzebuje samotności i właśnie ta radykalna samotność rodzi krytykę. Myślenie jest przecież wewnętrznym monologiem, do którego inni ludzie nie są potrzebni. A nawet więcej – wręcz wytrącają ze skupienia. Czy zatem ceną za myślenie nie jest radykalne odcięcie od innych ludzi?
Jednak wniknięcie w rdzeń myślenia szykuje nam niespodziankę. Ma ono swoją dynamikę, przebiega w wewnętrznym ruchu. Spisane myśli pokazują, że ten dynamiczny proces obejmuje ścieranie się racji i rozwiązań. Ujął to Platon w celnej definicji myślenia jako „bezgłośnej rozmowy duszy samej z sobą". Charakterystyczna dla rozumowania jasność jest skutkiem iskrzenia i napięcia między biegunami naszego umysłu. Nie wiemy, co było „wcześniej": myślenie czy rozmowa między ludźmi. Wiemy tylko, że mają podobną strukturę. „Inny" pojawia się w myśleniu i jest w nim nieodzowny. Im mocniejsze myślenie, tym głośniejsza jest wewnętrzna rozmowa, tym silniejszy głos „innego" we mnie samym.
Myślenie wymaga skupienia i zagłębienia w sobie. Dąży do prawdy i nie przywiązuje znaczenia do praktycznych skutków. Jednak myśliciel nie jest samotnikiem - jego rozważania rozgrywają się w wewnętrznym dialogu. Myliciel w dialogu ze swoim otoczeniem powinien weryfikować swoje przemylslenia.
Jeśli nawet myśliciel nie odcina się od „innych", to jego myślenie jest skierowane przeciw nim. Można się zastanawiać, czy trud myślenia nie polega właśnie na walce i wiecznym sporze. Zauważmy, że jeśli rozważanie jest wewnętrzną dysputą, to przypomina wojnę domową. Szczycimy się nieraz, że ludzkość rozwinęła się, gdy w sporach noże i maczugi zastąpiono argumentami. A jednak, choć zmienił się oręż, dysputa na argumenty jest ciągle pojedynkiem, w którym krwawią co prawda nie ciała, ale dusze. I wiemy z doświadczenia, że rany w pojedynkach intelektualnych leczą się długo.
Myślenie więc, skoro ma strukturę dyskusji, jest wojną. Im jest mocniejsze i głębsze, tym więcej w nim zdecydowania i agresji. To budzi niepokój duszpasterzy. Często słyszę na kazaniach, że trzeba wymieniać doświadczenia zamiast dyskutować; rozumieć, a nie osądzać. Wewnętrzna dyskusja i osądzanie zjawisk należą do istoty myślenia. Atakując poglądy przeciwnika - uderzamy w samego przeciwnika. Mówiąc krótko: myślenie jest grzechem przeciw miłości bliźniego. Czy zatem „dobre" myślenie powinno stępić własną siłę, nie atakować i nie odrzucać twardo cudzych poglądów? A z drugiej strony – czy takie uładzone, „dobre" myślenie nie zatraci własnej istoty?
Cudze myślenie boli i rani, gdy trzymamy się kurczowo własnych poglądów. Jednak ewangeliczne ubóstwo wymaga, żeby nie przywiązywać się do swoich przekonań bardziej niż do prawdy. Zauważmy, że im bardziej dojrzałe jest myślenie, tym mniejszą zwraca uwagę na siebie, a tym większą na prawdę, której służy. Ostre spory myślenia nie ranią, bo nie dotyczą konkretnych osób, ale myślących umysłów.
Myślenie niesie ze sobą chorobę wojny i wrogości, ale dostarcza zarazem na nią lekarstwa – wojna nie jest krwawa, bo ciosy przyjmują i zadają myślące umysły, a nie żywi ludzie. Niestety, lekarstwo wydaje się gorsze od choroby. Unikamy realnej wojny żywych jednostek, ale za cenę odcięcia się od realnego życia i pogrążenia w krainie abstrakcji. Spierające się umysły tworzą wspólnotę myślenia, ale żywi ludzie przestają się sobą interesować. Co prawda myślenie nie jest przeciw komuś, ale wcale nie staje się myśleniem z kimś i dla kogoś.
Obraz abstrakcyjnych umysłów oderwanych od życia jest jednak zbyt katastroficzny. Myślący umysł nie jest mi obcy, bo przecież ja sam nim jestem. Właśnie dzięki niemu potrafię wznieść się ponad moją jednostkową egzystencję i opisać świat i siebie z obiektywnego punktu widzenia. Myślenie pokazuje, że we mnie są stale obecne dwie perspektywy: obiektywna i subiektywna. Ich współistnienie jest wielką zagadką, ale nieustannie go doświadczamy: (np. moje życie jest ważne subiektywnie, choć obiektywnie jest mało znaczącym faktem we wszechświecie). W każdej z tych perspektyw jestem sobą. Myślenie, co prawda, preferuje obiektywność – to pozwala mu dążyć do wspólnoty między ludźmi; łatwiej bowiem wypracować wspólne myśli niż uczucia i dążenia. Nigdy jednak nie osiągniemy pełnej wspólnoty myśli – jesteśmy ludźmi, a nie aniołami. W najbardziej abstrakcyjnych systemach myślowych znajdziemy ślady niepowtarzalnej subiektywności myśliciela.
Jeśli pamiętam, że patrzę na świat z własnej perspektywy, to logika zmusza mnie do powiedzenia, że ktoś inny może widzieć świat z innej strony. Myślenie umożliwia dialog różnych punktów widzenia i daje drugiemu człowiekowi prawo do odmiennego obrazu świata. Takie otwarcie na „innego" ma charakter formalny – wyznaczamy tylko miejsce, w którym „inny" może się pojawić. Mechanizm myślenia otwiera miejsce dla „formalnego" pojawienia się drugiego człowieka. Aczkolwiek od samego początku drugi jest obecny nie tylko formalnie, ale i konkretnie.
Zastanówmy się – każde myślenie rozpoczyna się od przyjęcia podstawowych założeń. Zwykle przejmujemy te założenia od innych ludzi, którzy są dla nas wiarygodnymi świadkami. Zatem myśląc, włączamy się do od dawna rozgrywającej się rozmowy – jakbyśmy wchodzili do rzeki, przypływającej z odległej przeszłości. Nawet jeśli mamy ambicję tworzenia własnych założeń, to przecież używamy pojęć, które są narzędziami wypracowanymi przez naszych poprzedników. Nasze myślenie opiera się więc na zaufaniu do świadków i jest myśleniem z nimi.
Siła wprawiająca w ruch mechanizm rozumowania jest wielką zagadką. Często porusza nas cierpienie, ból, który odsłania się w spotkaniu z drugim człowiekiem. Wszelkie powszechne doświadczenia egzystencjalne są – z racji swej powszechności – pokarmem dla myślenia. Możemy pytać z napięciem, w imieniu wszystkich ludzi – jaki jest sens cierpienia? Czy zło może zwyciężyć ostatecznie? Rozważając wspólne dla ludzi nieszczęścia, nie zapominamy o jednostkowej perspektywie – o doświadczeniu własnego bólu albo o cierpieniu spotkanego człowieka. W tym tkwi wielkość i smutek myślenia, rozważającego powszechny ból wszystkich ludzi, ale ciągle pamiętającego, że zrodziło się w doświadczeniu, które ma nieusuwalne znamię jednostkowości i nigdy nie może być w pełni przekazane w języku.
Czy jednak zaradzimy złu albo choć pocieszymy drugiego człowieka wskazując, że jego ból włącza się w powszechne cierpienie ludzkości? Podejrzewaliśmy wcześniej, iż myślenie jest nieczułe na ludzkie biedy. I choć teraz wiemy, że nie odcina się ono od świata i że żyje problemami innych ludzi – dalej wydaje się pięknoduchostwem; w obliczu zła i nieszczęścia lepiej jest działać i współodczuwać niż myśleć. Można nawet zapytać radykalnie - czy myślenie w obliczu możliwej tragedii nie jest zdradą człowieka?
Te oskarżenia są nietrafne. Myślenie jest bardziej praktyczne, niż nam się zdaje:
Potrafi rozwiać przypadkowe okoliczności jak wiatr suche liście – i odsłonić jądro problemu. Dzięki myśleniu wiemy, że choć każdy patrzy z innej strony, łączy nas wspólny los – los człowieka na ziemi.
Myślenie nie jest ślepe na wartości. Wręcz przeciwnie, właśnie ono sprawia, że zamiast koncentrować się na poszczególnych dobrach i wyborach, potrafimy dostrzegać konkretne problemy w ogólnym horyzoncie dobra i zła.
Przede wszystkim zaś myślenie, niespokojne i poszukujące, pozwala poszerzyć przestrzeń możliwości czyli zwiększyć naszą wolność, pokazać, że można inaczej działać i czuć – choć wola i uczucia domagają się jednoznaczności. Mimo że to wola działa i ratuje, właśnie myślenie otwiera możliwości działania i rodzi nadzieję, która jest motorem wszelkiej aktywności woli.
Myślenie nie byłoby możliwe bez światła, którego źródłem jest przyrodzony rozum albo Bóg. Różnie nazywano źródło światła. Dla Sokratesa był nim daimonion, który zakazywał czynienia zła, a dla św. Augustyna to Wewnętrzny Nauczyciel, który rozjaśniał ludzkie myśli i nimi kierował.
Zatem „inny" pojawia się w myśleniu nie tylko jako inspiracja i świadek. Może być również źródłem światła, które prowadzi myślenie i przyciąga do siebie (dla chrześcijan Chrystus jest Prawdą). Myślenie jest zatem skończone, jeśli jest zdane na „innego", tzn. jeśli jego źródła i cel leżą poza nim.
Niespokojne i dynamiczne myślenie pragnie spoczynku i ukojenia. Pragnie pojednać się ze źródłem dającym mu światło (Jak Sokrates pragnął pokoju z własnym daimonionem), by pogodzić własne przeciwstawne bieguny. Taki stan nazywany jest kontemplacją. Można nawet mówić o radykalnym pragnieniu zjednoczenia ze źródłem światła, które Plotyn nazwał tajemniczo „ucieczką samotnika do Samotnika".
Czyste myślenie jest na pozór dziwacznym zajęciem dla samotników, którzy szukają w abstrakcyjnych rozważaniach ucieczki od ludzkich spraw.
Tymczasem w samej strukturze myślenia pojawiają się „inni". Myśli się zawsze z kimś. Napotkany człowiek daje do myślenia. Już przyjęcie pierwszych przesłanek wymaga uwzględnienia świadectwa „świadków". Żywiołem myślenia jest rozmowa; rozwija się ono wedle logiki sporu między oponentami - oświecone światłem z Wysoka i pragnące ukojenia i pojednania w spotkaniu ze źródłem tego światła, które dla wielu jest osobowym Bogiem albo daimonionem.
Myślenie jest również myśleniem dla kogoś. Szukamy odpowiedzi na pytania, jakie nasuwają powszechne ludzkie doświadczenia. Myślenie czyste jest, paradoksalnie, najbardziej praktyczne – działa nie przez tworzenie wynalazków w sferze materii, ale przez rozumienie i nadawanie sensu wydarzeniom naszego życia.
Myślenie pozwala spojrzeć na świat z wysoka, niemal z boskiej perspektywy, ale jednocześnie jest skończone i zdane na skończony punkt widzenia jednostki i zewnętrzne światło. Nie czyni to myślenia nieczułym, ale pozwala postrzegać wszystko w horyzoncie dobra i zła - odsłonić istotę problemu i pokazać nowe możliwości jego rozwiązania. Czyste rozmyślanie o świecie pozwala wlać w serca nadzieję, która jest motorem dla wszelkich praktycznych ludzkich działań.
Myślenie odróżnia nas od zwierząt i roślin. Zastosowane w praktyce, nauczyło nas budować domy, szpitale i bomby. Człowiek stał się koroną stworzenia dzięki współpracy i rywalizacji w praktycznym myśleniu. Wiemy o tym dobrze. Zdarza się jednak, że czasem odrywamy się od praktycznych celów, zapominamy o konkretnych problemach i zaczynamy rozmyślać nad światem i sobą. Takie czyste, niepraktyczne myślenie budzi podziw filozofów i rozbawienie zwykłych zjadaczy chleba. Jednak musimy być ostrożni - niewinne na pozór rozmyślanie może ściągnąć na nas oskarżenie o ucieczkę od realnego świata i lekceważenie potrzeb innych ludzi. A nawet może wywolać negatywne w stosunku do nas reakcje otoczenia. Zarzuty wydają się trafne. Myślenie wprowadza dystans wobec świata i zanurza nas w sterylnym środowisku pojęć. Człowieka pogrążonego w takiej zadumie przedstawił August Rodin w sławnej rzeźbie Myśliciel. Widzimy charakterystyczne skupienie, skierowanie do własnego wnętrza, nieobecność. Trud myślenia potrzebuje samotności i właśnie ta radykalna samotność rodzi krytykę. Myślenie jest przecież wewnętrznym monologiem, do którego inni ludzie nie są potrzebni. A nawet więcej – wręcz wytrącają ze skupienia. Czy zatem ceną za myślenie nie jest radykalne odcięcie od innych ludzi?
Jednak wniknięcie w rdzeń myślenia szykuje nam niespodziankę. Ma ono swoją dynamikę, przebiega w wewnętrznym ruchu. Spisane myśli pokazują, że ten dynamiczny proces obejmuje ścieranie się racji i rozwiązań. Ujął to Platon w celnej definicji myślenia jako „bezgłośnej rozmowy duszy samej z sobą". Charakterystyczna dla rozumowania jasność jest skutkiem iskrzenia i napięcia między biegunami naszego umysłu. Nie wiemy, co było „wcześniej": myślenie czy rozmowa między ludźmi. Wiemy tylko, że mają podobną strukturę. „Inny" pojawia się w myśleniu i jest w nim nieodzowny. Im mocniejsze myślenie, tym głośniejsza jest wewnętrzna rozmowa, tym silniejszy głos „innego" we mnie samym.
Myślenie wymaga skupienia i zagłębienia w sobie. Dąży do prawdy i nie przywiązuje znaczenia do praktycznych skutków. Jednak myśliciel nie jest samotnikiem - jego rozważania rozgrywają się w wewnętrznym dialogu. Myliciel w dialogu ze swoim otoczeniem powinien weryfikować swoje przemylslenia.
Jeśli nawet myśliciel nie odcina się od „innych", to jego myślenie jest skierowane przeciw nim. Można się zastanawiać, czy trud myślenia nie polega właśnie na walce i wiecznym sporze. Zauważmy, że jeśli rozważanie jest wewnętrzną dysputą, to przypomina wojnę domową. Szczycimy się nieraz, że ludzkość rozwinęła się, gdy w sporach noże i maczugi zastąpiono argumentami. A jednak, choć zmienił się oręż, dysputa na argumenty jest ciągle pojedynkiem, w którym krwawią co prawda nie ciała, ale dusze. I wiemy z doświadczenia, że rany w pojedynkach intelektualnych leczą się długo.
Myślenie więc, skoro ma strukturę dyskusji, jest wojną. Im jest mocniejsze i głębsze, tym więcej w nim zdecydowania i agresji. To budzi niepokój duszpasterzy. Często słyszę na kazaniach, że trzeba wymieniać doświadczenia zamiast dyskutować; rozumieć, a nie osądzać. Wewnętrzna dyskusja i osądzanie zjawisk należą do istoty myślenia. Atakując poglądy przeciwnika - uderzamy w samego przeciwnika. Mówiąc krótko: myślenie jest grzechem przeciw miłości bliźniego. Czy zatem „dobre" myślenie powinno stępić własną siłę, nie atakować i nie odrzucać twardo cudzych poglądów? A z drugiej strony – czy takie uładzone, „dobre" myślenie nie zatraci własnej istoty?
Cudze myślenie boli i rani, gdy trzymamy się kurczowo własnych poglądów. Jednak ewangeliczne ubóstwo wymaga, żeby nie przywiązywać się do swoich przekonań bardziej niż do prawdy. Zauważmy, że im bardziej dojrzałe jest myślenie, tym mniejszą zwraca uwagę na siebie, a tym większą na prawdę, której służy. Ostre spory myślenia nie ranią, bo nie dotyczą konkretnych osób, ale myślących umysłów.
Myślenie niesie ze sobą chorobę wojny i wrogości, ale dostarcza zarazem na nią lekarstwa – wojna nie jest krwawa, bo ciosy przyjmują i zadają myślące umysły, a nie żywi ludzie. Niestety, lekarstwo wydaje się gorsze od choroby. Unikamy realnej wojny żywych jednostek, ale za cenę odcięcia się od realnego życia i pogrążenia w krainie abstrakcji. Spierające się umysły tworzą wspólnotę myślenia, ale żywi ludzie przestają się sobą interesować. Co prawda myślenie nie jest przeciw komuś, ale wcale nie staje się myśleniem z kimś i dla kogoś.
Obraz abstrakcyjnych umysłów oderwanych od życia jest jednak zbyt katastroficzny. Myślący umysł nie jest mi obcy, bo przecież ja sam nim jestem. Właśnie dzięki niemu potrafię wznieść się ponad moją jednostkową egzystencję i opisać świat i siebie z obiektywnego punktu widzenia. Myślenie pokazuje, że we mnie są stale obecne dwie perspektywy: obiektywna i subiektywna. Ich współistnienie jest wielką zagadką, ale nieustannie go doświadczamy: (np. moje życie jest ważne subiektywnie, choć obiektywnie jest mało znaczącym faktem we wszechświecie). W każdej z tych perspektyw jestem sobą. Myślenie, co prawda, preferuje obiektywność – to pozwala mu dążyć do wspólnoty między ludźmi; łatwiej bowiem wypracować wspólne myśli niż uczucia i dążenia. Nigdy jednak nie osiągniemy pełnej wspólnoty myśli – jesteśmy ludźmi, a nie aniołami. W najbardziej abstrakcyjnych systemach myślowych znajdziemy ślady niepowtarzalnej subiektywności myśliciela.
Jeśli pamiętam, że patrzę na świat z własnej perspektywy, to logika zmusza mnie do powiedzenia, że ktoś inny może widzieć świat z innej strony. Myślenie umożliwia dialog różnych punktów widzenia i daje drugiemu człowiekowi prawo do odmiennego obrazu świata. Takie otwarcie na „innego" ma charakter formalny – wyznaczamy tylko miejsce, w którym „inny" może się pojawić. Mechanizm myślenia otwiera miejsce dla „formalnego" pojawienia się drugiego człowieka. Aczkolwiek od samego początku drugi jest obecny nie tylko formalnie, ale i konkretnie.
Zastanówmy się – każde myślenie rozpoczyna się od przyjęcia podstawowych założeń. Zwykle przejmujemy te założenia od innych ludzi, którzy są dla nas wiarygodnymi świadkami. Zatem myśląc, włączamy się do od dawna rozgrywającej się rozmowy – jakbyśmy wchodzili do rzeki, przypływającej z odległej przeszłości. Nawet jeśli mamy ambicję tworzenia własnych założeń, to przecież używamy pojęć, które są narzędziami wypracowanymi przez naszych poprzedników. Nasze myślenie opiera się więc na zaufaniu do świadków i jest myśleniem z nimi.
Siła wprawiająca w ruch mechanizm rozumowania jest wielką zagadką. Często porusza nas cierpienie, ból, który odsłania się w spotkaniu z drugim człowiekiem. Wszelkie powszechne doświadczenia egzystencjalne są – z racji swej powszechności – pokarmem dla myślenia. Możemy pytać z napięciem, w imieniu wszystkich ludzi – jaki jest sens cierpienia? Czy zło może zwyciężyć ostatecznie? Rozważając wspólne dla ludzi nieszczęścia, nie zapominamy o jednostkowej perspektywie – o doświadczeniu własnego bólu albo o cierpieniu spotkanego człowieka. W tym tkwi wielkość i smutek myślenia, rozważającego powszechny ból wszystkich ludzi, ale ciągle pamiętającego, że zrodziło się w doświadczeniu, które ma nieusuwalne znamię jednostkowości i nigdy nie może być w pełni przekazane w języku.
Czy jednak zaradzimy złu albo choć pocieszymy drugiego człowieka wskazując, że jego ból włącza się w powszechne cierpienie ludzkości? Podejrzewaliśmy wcześniej, iż myślenie jest nieczułe na ludzkie biedy. I choć teraz wiemy, że nie odcina się ono od świata i że żyje problemami innych ludzi – dalej wydaje się pięknoduchostwem; w obliczu zła i nieszczęścia lepiej jest działać i współodczuwać niż myśleć. Można nawet zapytać radykalnie - czy myślenie w obliczu możliwej tragedii nie jest zdradą człowieka?
Te oskarżenia są nietrafne. Myślenie jest bardziej praktyczne, niż nam się zdaje:
Potrafi rozwiać przypadkowe okoliczności jak wiatr suche liście – i odsłonić jądro problemu. Dzięki myśleniu wiemy, że choć każdy patrzy z innej strony, łączy nas wspólny los – los człowieka na ziemi.
Myślenie nie jest ślepe na wartości. Wręcz przeciwnie, właśnie ono sprawia, że zamiast koncentrować się na poszczególnych dobrach i wyborach, potrafimy dostrzegać konkretne problemy w ogólnym horyzoncie dobra i zła.
Przede wszystkim zaś myślenie, niespokojne i poszukujące, pozwala poszerzyć przestrzeń możliwości czyli zwiększyć naszą wolność, pokazać, że można inaczej działać i czuć – choć wola i uczucia domagają się jednoznaczności. Mimo że to wola działa i ratuje, właśnie myślenie otwiera możliwości działania i rodzi nadzieję, która jest motorem wszelkiej aktywności woli.
Myślenie nie byłoby możliwe bez światła, którego źródłem jest przyrodzony rozum albo Bóg. Różnie nazywano źródło światła. Dla Sokratesa był nim daimonion, który zakazywał czynienia zła, a dla św. Augustyna to Wewnętrzny Nauczyciel, który rozjaśniał ludzkie myśli i nimi kierował.
Zatem „inny" pojawia się w myśleniu nie tylko jako inspiracja i świadek. Może być również źródłem światła, które prowadzi myślenie i przyciąga do siebie (dla chrześcijan Chrystus jest Prawdą). Myślenie jest zatem skończone, jeśli jest zdane na „innego", tzn. jeśli jego źródła i cel leżą poza nim.
Niespokojne i dynamiczne myślenie pragnie spoczynku i ukojenia. Pragnie pojednać się ze źródłem dającym mu światło (Jak Sokrates pragnął pokoju z własnym daimonionem), by pogodzić własne przeciwstawne bieguny. Taki stan nazywany jest kontemplacją. Można nawet mówić o radykalnym pragnieniu zjednoczenia ze źródłem światła, które Plotyn nazwał tajemniczo „ucieczką samotnika do Samotnika".
Czyste myślenie jest na pozór dziwacznym zajęciem dla samotników, którzy szukają w abstrakcyjnych rozważaniach ucieczki od ludzkich spraw.
Tymczasem w samej strukturze myślenia pojawiają się „inni". Myśli się zawsze z kimś. Napotkany człowiek daje do myślenia. Już przyjęcie pierwszych przesłanek wymaga uwzględnienia świadectwa „świadków". Żywiołem myślenia jest rozmowa; rozwija się ono wedle logiki sporu między oponentami - oświecone światłem z Wysoka i pragnące ukojenia i pojednania w spotkaniu ze źródłem tego światła, które dla wielu jest osobowym Bogiem albo daimonionem.
Myślenie jest również myśleniem dla kogoś. Szukamy odpowiedzi na pytania, jakie nasuwają powszechne ludzkie doświadczenia. Myślenie czyste jest, paradoksalnie, najbardziej praktyczne – działa nie przez tworzenie wynalazków w sferze materii, ale przez rozumienie i nadawanie sensu wydarzeniom naszego życia.
Myślenie pozwala spojrzeć na świat z wysoka, niemal z boskiej perspektywy, ale jednocześnie jest skończone i zdane na skończony punkt widzenia jednostki i zewnętrzne światło. Nie czyni to myślenia nieczułym, ale pozwala postrzegać wszystko w horyzoncie dobra i zła - odsłonić istotę problemu i pokazać nowe możliwości jego rozwiązania. Czyste rozmyślanie o świecie pozwala wlać w serca nadzieję, która jest motorem dla wszelkich praktycznych ludzkich działań.
Rozwarstwienie i konflikty społeczne.
Mimo wzrostu gospodarczego Chiny nie uniknęły rozwarstwienia społecznego. Choć tempo przyrostu naturalnego w Chinach poddane zostało restrykcyjnej kontroli państwa, to i tak Chinom nie uda się uniknąć w krótkim horyzoncie czasowym problemu przeludnienia. Do tego dochodzi szereg innych niekorzystnych trendów demograficznych: starzenie się społeczeństwa, wydłużenie średniego czasu życia populacji, zachwianie równowagi ilościowej między obiema płciami itd. Ze względu na zwiększanie się liczby ludności poważnym problemem będzie kurczenie się obszarów rolnych, co skutkować będzie ograniczeniem podaży wytwarzanej w kraju żywności. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym temu procesowi jest dramatycznie wysoki poziom dewastacji środowiska naturalnego w Chinach. Kwestie te mieć będą istotny wpływ na sytuację ekonomiczną państwa (konieczność zwiększenia importu żywności i związane z tym obciążenia dla budżetu, dalszy wzrost inflacji, wzrost wydatków na leczenie chorób wywołanych zatruciem środowiska itd.); wzrost gospodarczy według większości ekonomistów nie da się utrzymać na obecnym poziomie w długim okresie, a bogacące się, chińskie społeczeństwo napotka na naturalne bariery we wzroście konsumpcji. W 1989 roku w miastach rocznie zarabiano 1374 RMB , natomiast na wsi 602 RMB; stosunek zarobków wynosił 2,28:1. W 2004 roku przychody roczne w miastach wyniosły 9422 RMB, natomiast na wsiach 2936 RMB – stosunek wzajemny zarobków wynosił już 3,21:1. Uśrednione dane nie obrazują jednak skali zjawiska. Porównując przychody mieszkańców Szanghaju i prowincji Guizhou, odnotowuje się dużo większe dysproporcje: w 1990 roku przychody te cechowały się relacją 7,33:1, natomiast w 2003 roku już 12,97:1. Jak twierdzi profesor Hu Angang z pekińskiego Uniwersytetu Qinghua, w 2020 roku stosunek wzajemny przychodów w miastach i na wsi będzie prawdopodobnie wynosił 5:1. Ponadto należy zauważyć, że sytuację tzw. „ubogich chłopów” pogarsza inflacja, która nie jest równomierna w całych Chinach. Do zmiany sytuacji doszło już w latach 90-tych XX wieku. W 1996 roku przychody chłopów wzrosły w stosunku do roku poprzedniego o 9%, w rok później już tylko o 4,6%, w kolejnym 4,3%, natomiast w pierwszej połowie 2000 roku zaledwie o 1,8%. Według danych opublikowanych przez Chiński Urząd Statystyczny, koszty utrzymania wzrosły w 2004 roku o 12,4%, a oszczędności chińskie o 2185 RMB. Zatem teoretyczne oszczędności wynoszą 751 RMB. W ostatnich kilku latach (2003-2007) w dalszym ciągu dysproporcja między dochodami mieszkańców miast i wsi znajdowała się na poziomie jak 3,3:1 choć tempo przychodów na obszarach wiejskich wzrosło osiągając ponad 4000 RMB w 2007 roku. Oprócz trudnej sytuacji ekonomicznej chłopi, którzy tworzą największą grupę chińskiego społeczeństwa, nie mają własnej silnej reprezentacji politycznej w Pekinie. Rodzi to frustrację i chęć odwetu. Do głównych przyczyn wzrostu potencjału konfliktogennego zalicza się:
Malejące realne dochody, a przez to fakt zwiększających się dysproporcji między miastem, a wsią;
Wzrost kosztów w rolnictwie, co powoduje zmniejszanie opłacalności działalności rolniczej;
Wysoki poziom korupcji wśród lokalnych kadr partyjnych;
Przekwalifikowanie ziemi rolnej pod innego rodzaju działalność;
Zobowiązania chłopów do nieodpłatnej pracy w ramach robót publicznych bez wynagrodzenia (do 27 dni w roku);
Konflikty z państwem na tle własności ziemi;
Brak zabezpieczeń socjalnych;
Wysoki poziom analfabetyzmu.
Jednakże najczęstszym powodem niezadowolenia, a także rozruchów jest brak uregulowanego statusu ziemi. W Chinach chłopi mogą jedynie dzierżawić grunty, nie posiadając ich na własność. Prowadzi to do konfliktów m.in. z chińskimi inwestorami, którzy na tych terenach chcą budować fabryki. Mimo, że w marcu 2004 roku wprowadzono zmiany do Konstytucji ChRL umożliwiające wypłaty odszkodowań, to w dalszym ciągu protesty powodowane są głównie przez brak rekompensaty za odbierane ziemie oraz korupcję, zwłaszcza wiejskich elit. Dobitnym przykładem wzrastającego niezadowolenia społecznego stały się procesy sądowe działaczy partyjnych, którzy tłumili rozruchy. Wystarczy podać przykład zamieszek z czerwca 2005 roku w Dingzhou – Shengyou (prowincja Hebei), czy z grudnia 2005 roku w Dongzhonu – Shanwei (prowincja Guangdong). Liczba protestów z udziałem chłopów sukcesywnie rośnie. Jeśli w 1993 roku miało miejsce 2700 protestów, to w 1997 roku blisko 10 tys., a w 2004 roku już około 74 tys. Według danych Kongresu USA, w 2005 roku liczba protestów osiągnęła 87 tys., a zatem średnio 240 dziennie. W odpowiedzi na wzrastające niezadowolenie społeczne elity Komunistycznej Partii Chin zrezygnowały z lansowania „teorii trzech reprezentacji” na korzyść idei „społeczeństwa harmonijnego”, przedstawionej w październiku 2006 roku podczas 6 Plenum XVI Zjazdu KPCh. Przyjęty wówczas plan objął:
demokratyczne społeczeństwo pod rządami prawa;
społeczeństwo oparte na równości i sprawiedliwości;
społeczeństwo uczciwe i solidarne;
społeczeństwo funkcjonujące zgodnie z naturą.
Idealistyczna wizja społeczeństwa zaczerpnięta z tradycyjnej konfucjańskiej filozofii nie zapewnia jednak praktycznej reformy wymiaru instytucjonalnego, który jest konieczny do dalszego rozwoju państwa. Dziś można już uznać, że władze ChRL (zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym) stoją wobec poważnego kryzysu organizacyjno-politycznego związanego z zarządzaniem konsekwencjami gwałtownego tempa przemian w państwie – społecznymi, politycznymi i w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego. Tymczasem brak poprawy sytuacji społecznej może stać się hamulcem rozwoju gospodarczego, a także zagrozić przywódczej roli Komunistycznej Partii Chin i w konsekwencji stabilności państwa. Aktywność chińskich władz w dużej mierze obniża te społeczne napięcia.
Malejące realne dochody, a przez to fakt zwiększających się dysproporcji między miastem, a wsią;
Wzrost kosztów w rolnictwie, co powoduje zmniejszanie opłacalności działalności rolniczej;
Wysoki poziom korupcji wśród lokalnych kadr partyjnych;
Przekwalifikowanie ziemi rolnej pod innego rodzaju działalność;
Zobowiązania chłopów do nieodpłatnej pracy w ramach robót publicznych bez wynagrodzenia (do 27 dni w roku);
Konflikty z państwem na tle własności ziemi;
Brak zabezpieczeń socjalnych;
Wysoki poziom analfabetyzmu.
Jednakże najczęstszym powodem niezadowolenia, a także rozruchów jest brak uregulowanego statusu ziemi. W Chinach chłopi mogą jedynie dzierżawić grunty, nie posiadając ich na własność. Prowadzi to do konfliktów m.in. z chińskimi inwestorami, którzy na tych terenach chcą budować fabryki. Mimo, że w marcu 2004 roku wprowadzono zmiany do Konstytucji ChRL umożliwiające wypłaty odszkodowań, to w dalszym ciągu protesty powodowane są głównie przez brak rekompensaty za odbierane ziemie oraz korupcję, zwłaszcza wiejskich elit. Dobitnym przykładem wzrastającego niezadowolenia społecznego stały się procesy sądowe działaczy partyjnych, którzy tłumili rozruchy. Wystarczy podać przykład zamieszek z czerwca 2005 roku w Dingzhou – Shengyou (prowincja Hebei), czy z grudnia 2005 roku w Dongzhonu – Shanwei (prowincja Guangdong). Liczba protestów z udziałem chłopów sukcesywnie rośnie. Jeśli w 1993 roku miało miejsce 2700 protestów, to w 1997 roku blisko 10 tys., a w 2004 roku już około 74 tys. Według danych Kongresu USA, w 2005 roku liczba protestów osiągnęła 87 tys., a zatem średnio 240 dziennie. W odpowiedzi na wzrastające niezadowolenie społeczne elity Komunistycznej Partii Chin zrezygnowały z lansowania „teorii trzech reprezentacji” na korzyść idei „społeczeństwa harmonijnego”, przedstawionej w październiku 2006 roku podczas 6 Plenum XVI Zjazdu KPCh. Przyjęty wówczas plan objął:
demokratyczne społeczeństwo pod rządami prawa;
społeczeństwo oparte na równości i sprawiedliwości;
społeczeństwo uczciwe i solidarne;
społeczeństwo funkcjonujące zgodnie z naturą.
Idealistyczna wizja społeczeństwa zaczerpnięta z tradycyjnej konfucjańskiej filozofii nie zapewnia jednak praktycznej reformy wymiaru instytucjonalnego, który jest konieczny do dalszego rozwoju państwa. Dziś można już uznać, że władze ChRL (zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym) stoją wobec poważnego kryzysu organizacyjno-politycznego związanego z zarządzaniem konsekwencjami gwałtownego tempa przemian w państwie – społecznymi, politycznymi i w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego. Tymczasem brak poprawy sytuacji społecznej może stać się hamulcem rozwoju gospodarczego, a także zagrozić przywódczej roli Komunistycznej Partii Chin i w konsekwencji stabilności państwa. Aktywność chińskich władz w dużej mierze obniża te społeczne napięcia.
Polityczne uwarunkowania wewnętrzne polityki zagranicznej ChRL.
Chińska Republika Ludowa stoi przed wielkimi wyzwaniami wewnętrznymi, które w przyszłości mogą zmienić pozycję Chin na arenie międzynarodowej. Po zmianach, jakie nastąpiły w czasie III Plenum XI Zjazdu Komunistycznej Partii Chin w 1978 roku, Chiny wkroczyły na drogę reform, określanych mianem „czterech modernizacji” i „otwarcia na świat”. W konsekwencji podjętych działań, państwo chińskie stanęło przed rozlicznymi wyzwaniami natury politycznej oraz społecznej, jakie nie miały dotąd miejsca w historii. Obecnie najistotniejszym z politycznego punktu widzenia problemem jest ustanowienie zasad zmian na najwyższych stanowiskach władzy (tzw. tranzycja władzy), a zatem wprowadzenia jej instytucjonalizacji, bądź precedensu. W kwestiach społecznych do głównych problemów należy z kolei zaliczyć narastające rozwarstwienie społeczne, reformy społeczno-ekonomiczne oraz modernizacja państwa są wciąż prowadzone według strategii nakreślonej w 1991 roku przez Deng Xiaopinga, według której Chiny powinny: ukrywać swe zdolności i talenty, zyskać na czasie, zdobyć się na pewne dokonania oraz, jeśli trzeba, ukrywać swe prawdziwe zamiary (keeping low profile). Choć ogłoszona w zupełnie innych warunkach geopolitycznych na świecie, strategia ta sprawdza się do dziś i chcąc dobrze zrozumieć procesy zachodzące w Państwie Środka, należy mieć ją na uwadze.
Trzy dekady konsekwentnych przemian ekonomicznych i społecznych (a w pewnym sensie także politycznych) w Chinach sprawiły, że państwo to jest dziś bezdyskusyjnie ważnym podmiotem stosunków międzynarodowych, którego rola stopniowo, ale nieustannie wzrasta. Ten wzrost znaczenia i międzynarodowego oddziaływania Chin w skali regionu i globu sprawia, że są one postrzegane przez wiele państw jako zagrożenie. Niezależnie od zasadności tych obaw, percepcja taka jest ważniejsza od faktów, wpływa bowiem na strategię działania wielu aktorów stosunków międzynarodowych wobec Chin. Władze, chcąc utrzymać system monopartyjny, będą musiały wchodzić w coraz większą interakcję ze społeczeństwem, które coraz śmielej i głośniej domaga się własnych praw. Fakt, iż nigdy w Państwie Środka nie było kultury prawnej w jej zachodnim rozumieniu, będzie przyczyniał się do wydłużenia tego procesu. Dalszy rozwój wewnętrzny i umacnianie międzynarodowej pozycji Chin są zagrożone przez szereg czynników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. W dającej się przewidzieć przyszłości przed Chinami nie stoją żadne strategiczne problemy natury militarnej. Zasadnicze zagrożenia dla stabilności i rozwoju Państwa Środka tkwią natomiast w nim samym. Geopolityczna stabilność Chin wymaga, aby Pekin kontrolował terytoria peryferyjne wobec etnicznie chińskich obszarów kraju. Peryferia chińskie nigdy jednak nie były stabilne, co dobrze widać po ostatnich wydarzeniach w Tybecie, a także tlącej się wciąż rebelii w Xinjiangu. Wraz z otwieraniem się Chin na świat, napływem turystów i zagranicznym inwestorów, tendencje odśrodkowe – o których dotychczas świat nie miał szans w pełni się dowiedzieć – mogą przybierać na sile. Sprzyjać temu będzie też fakt, że peryferie Chin to obszary najbiedniejsze, najbardziej zacofane i jednocześnie najmniej korzystające z dobrodziejstw chińskiego „cudu gospodarczego”. Nie poddany ograniczeniom i nie zwalczany skutecznie, czynnik korupcji już w nieodległej przyszłości będzie mieć destrukcyjny wpływ na jakość funkcjonowania państwa, jego aparatu urzędniczego i politycznego oraz podstawowej infrastruktury;Z perspektywy 30 lat reform widać dziś wyraźnie, że największym wyzwaniem, przed którymi stoją Chiny, jest problem ubóstwa chłopów i mieszkańców chińskiej prowincji, którego nie da się rozwiązać administracyjnie. O ile walcząc z korupcją – tym „rakiem Chin” – można stosować metody administracyjne, o tyle na rozwiązanie problemów wsi potrzeba czasu i przemyślanych posunięć. W przeciwnym razie, brak poprawy sytuacji społecznej może stać się hamulcem rozwoju gospodarczego, a tym samym zagrozić przywódczej roli Komunistycznej Partii Chin i stabilności państwa. Jednym z trzech geopolitycznych imperatywów Chin pozostaje utrzymanie wewnętrznej jedności rdzennie chińskiej ludności Han, czyli spójności społeczeństwa i stabilności systemu społeczno-politycznego jako warunku przetrwania państwa. Tymczasem narastające rozwarstwienie społeczeństwa chińskiego oraz wynikające stąd napięcia i konflikty społeczne niosą ze sobą potencjał destrukcji dotychczasowego stabilnego ładu i „jedności Han”. To zaś z kolei mogłoby w prostej linii oznaczać osłabienie państwa, zahamowanie rozwoju gospodarki i modernizacji oraz zaprzepaszczenie chińskich aspiracji do osiągnięcia statusu globalnego mocarstwa. Pokojowa i płynna tranzycja władzy na najwyższych szczeblach partyjno-państwowych jest newralgicznym problemem natury politycznej. W historii Chińskiej Republiki Ludowej problemy sukcesji wiązały się zwykle z bardzo agresywną walką frakcji i chaosem wewnętrznym, mającym negatywny wpływ na kondycję wewnętrzną i zewnętrzną Chin. W okresie 1949-1976 niejednokrotnie dochodziło do walki o władzę, w wyniku której następowały kryzysy polityczne. Po przejęciu władzy przez Deng Xiaopinga wydawało się, iż podobnie jak kwestia reform gospodarczych i ten problem zostanie rozwiązany w sposób pokojowy. Deng, poszukując zaplecza politycznego, doprowadził do relatywnie pokojowego usunięcia swojego politycznego oponenta Hua Guofenga. Najbardziej dotkliwym w skutkach doświadczeniem były walki grup w Komunistycznej Partii Chin, które zakończyły się krwawym stłumieniem demonstracji studenckich w czerwcu 1989 roku. W wyniku zajść od władzy odsunięto sekretarza partii Zhao Ziyanga zaś na jego miejsce powołano Jiang Zemina, ówczesnego sekretarza miasta wydzielonego Szanghaj. Już dziś widać, że w Chinach narastają poważne systemowe sprzeczności wewnętrzne, wynikające z kolizji między systemem politycznym państwa, a jego tworzącym się właśnie systemem ekonomicznym i procesami modernizacji. Zasadniczym pytaniem pozostaje, jak długo obecny anachroniczny, autorytarny system polityczny i ustrojowy może współistnieć z gospodarką o w zasadzie rynkowym profilu, szeroko otwartą na świat. Spór miedzy partyjnymi „liberałami” a „konserwatystami” dotyczył głównie dalszych reform politycznych. Zhao Ziyang w czasie XIII Zjazdu Komunistycznej Partii Chin jesienią 1987 roku postulował reformę poprzez oddzielenie aparatu państwowego i partyjnego oraz dalsze zmiany w duchu demokratycznym. Jego postulaty zyskały szybko aplauz wśród studentów, którzy od połowy lat 80-tych w licznych protestach domagali się dialogu z partią, wolności słowa oraz wolności zrzeszeń studenckich. Niewątpliwie, po burzliwych zajściach z wiosny 1989 roku partia stanęła przed problemem kadrowym. Lokalne elity częściowo poparły reformatorów, zamykając sobie tym samym możliwość dalszej kariery politycznej. Efektem dojścia do władzy partyjnych konserwatystów było zachwianie reform i otwarcia na świat. Dopiero trzy lata później, w trakcie sławnej podroży Deng Xiaopinga na południe państwa z okazji chińskiego Nowego Roku, Chiny po raz wtóry zaanonsowały konieczność reform i modernizacji. W tym też roku Deng wyznaczył na kolejnego lidera ChRL Hu Jintao, który awansował do Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Z pewnością cel, jaki przyświecał odchodzącemu na polityczną emeryturę liderowi, był jeden – ustrzec państwo przed kolejną wyniszczającą walką frakcji. Hu Jintao objął władzę dopiero po dwóch kadencjach Jiang Zemina. Istotnym jest fakt, iż od 1993 roku lider ChRL łączy trzy funkcje: przewodniczącego państwa, sekretarza generalnego KPCh oraz przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Skupienie władzy państwowej, partyjnej i wojskowej prowadzi do wzmocnienia ośrodka władzy oraz uniemożliwia ewentualne zamachy stanu. Kluczowym dla przejęcia władzy przez Hu Jintao był XVI Zjazd Komunistycznej Partii Chin w 2002 roku, kiedy to Hu przejął władzę w państwie i partii pozostawiając nadzór nad armią w rękach Jiang Zemina. Zachowanie władzy nad strukturami armii przez kolejne trzy lata świadczyło o znaczącej roli struktur wojskowych w systemie politycznym ChRL. Mimo, że po 1998 roku w wyniku regulacji prawnych znacząco zredukowano udział armii w biznesie, to w dalszym ciągu odgrywa ona rolę stabilizatora sytuacji w Chinach. W czasie XVI Zjazdu wymieniono 13 z 21 członków Biura Politycznego i Stałego Komitetu Biura Politycznego. W innych centralnych instytucjach partyjnych również dokonano szerokich zmian personalnych z uwagi na nieformalną zasadę, iż każdy, kto kończy 70 lat, przechodzi na emeryturę. Jesienią 2007 roku odbył się XVII Zjazd KPCh, na którym dokonano istotnych zmian w kwestiach związanych z przyszłością aparatu partyjnego w Chinach. Ze stanowiska wiceprzewodniczącego ChRL zrezygnował Zeng Qinghong. Na jego miejsce awansowano Xi Jinpinga, syna zasłużonego działacza partyjnego Xi Zhongxinga. Po objęciu stanowiska wiceprzewodniczącego Xi Jinping aktywnie włączył się w działania aparatu partyjno-państwowego. W pierwszej kolejności nowy wiceprzewodniczący odpowiada za prace Sekretariatu i pełni funkcję „sekretarza wykonawczego”. Ponadto pełni funkcję członka Stałego Komitetu Biura Politycznego odpowiedzialnego za relacje z Hongkongiem i Makao, a także stoi na czele Centralnej Kierowniczej Grupy Roboczej ds. Struktur Partyjnych. Obecna kadencja Hu Jintao zakończy się w 2013 roku (sesja Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych), a kluczowym dla dalszego procesu przekazywania władzy będzie XVIII Zjazd KPCh, który odbędzie się jesienią 2012 roku. Obecny wiceprzewodniczący państwa Xi Jinping (zgodnie z logiką ostatniego przejęcia władzy) zostanie zapewne przewodniczącym. Kwestią sporną pozostaje, podobnie jak w przypadku Hu Jintao, objęcie funkcji przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Jest wielce prawdopodobne, ze Hu Jintao pozostawi w swoich rękach funkcję przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej, przynajmniej na okres kilkuletni. Na podstawie analizy układu personalnego w KPCh jest bardzo prawdopodobne, że przyszły przewodniczący (2013-2023) Xi Jinping został wskazany przez odchodzącego Jiang Zemina, a w przyszłości taka możliwość przypadnie Hu Jintao. Model taki, który nie będzie stanowił litery prawa, a będzie jedynie precedensem, może stać się „chińskim modelem tranzycji władzy”. Pokojowy tryb przekazywania najwyższej władzy w państwie o takim właśnie przebiegu wydaje się nader prawdopodobny, choć nie wyklucza to rzecz jasna budowania własnego zaplecza politycznego przez obecnego lidera Chin. Głównym motywem przewodnim sukcesji jest, jak się wydaje z perspektywy ostatnich lat, zachowanie równowagi miedzy frakcjami w partii, która umożliwia dalsze pokojowe reformowanie państwa, którego równie ważnym problemem jest narastanie nacjonalizmu. Jest to proces, który wyraźnie nabrał tempa w ostatnich kilkunastu latach, a jego przyczyną jest rosnąca potęga i znaczenie Chin na arenie międzynarodowej. Tradycyjne sinocentryczne postrzeganie świata i roli w nim Państwa Środka jest dziś dodatkowo stymulowane przez postawy o charakterze negatywnym, takie jak poczucie wyższości lub wręcz arogancji wobec innych cywilizacji i państw. Procesy te są szczególnie zauważalne wśród młodszych generacji Chińczyków, urodzonych lub dorastających już w czasach boomu ekonomicznego. Chiński nacjonalizm jest przy tym procesem całkowicie oddolnym i samorodnym, państwo i jego komunistyczne elity jedynie go „wchłonęły” do swej ideologiczno-politycznej działalności. Istnieje niebezpieczeństwo, że nacjonalizm może zastąpić zarówno ideologię komunistyczną (stając się głównym hasłem na sztandarach KPCh), jak i demokrację jako ustrojowy punkt odniesienia przemian w Chinach. Ta płynność pocesów przekazywania władzy wymaga od odchodzącej ekipy sukcesów, aby nie powstały wewnątrzpartyjne napięcia. Stąd wynika maksymalne wykorzystywanie chińskich środków finansowych, taniej robocizny, nadwyżki produkcyjnej. Aby to było możliwe są konieczne tanie surowce, które obok taniej robocizny są podstawowym elementem konkurencyjności chińskiej produkcji. Jedną z metod uzyskiwania tanich surowców jest pełna dywersyfikacja ich dostawców, a także wpływanie na światowych rynkach poprzez sterowanie ich podażą i popytem. W tym kontekście Afryka jest nie tylko miejscem pozykiwania surowców, ale również sposobem wpływania na międzynarodowe giełdy surowcowe.
Trzy dekady konsekwentnych przemian ekonomicznych i społecznych (a w pewnym sensie także politycznych) w Chinach sprawiły, że państwo to jest dziś bezdyskusyjnie ważnym podmiotem stosunków międzynarodowych, którego rola stopniowo, ale nieustannie wzrasta. Ten wzrost znaczenia i międzynarodowego oddziaływania Chin w skali regionu i globu sprawia, że są one postrzegane przez wiele państw jako zagrożenie. Niezależnie od zasadności tych obaw, percepcja taka jest ważniejsza od faktów, wpływa bowiem na strategię działania wielu aktorów stosunków międzynarodowych wobec Chin. Władze, chcąc utrzymać system monopartyjny, będą musiały wchodzić w coraz większą interakcję ze społeczeństwem, które coraz śmielej i głośniej domaga się własnych praw. Fakt, iż nigdy w Państwie Środka nie było kultury prawnej w jej zachodnim rozumieniu, będzie przyczyniał się do wydłużenia tego procesu. Dalszy rozwój wewnętrzny i umacnianie międzynarodowej pozycji Chin są zagrożone przez szereg czynników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. W dającej się przewidzieć przyszłości przed Chinami nie stoją żadne strategiczne problemy natury militarnej. Zasadnicze zagrożenia dla stabilności i rozwoju Państwa Środka tkwią natomiast w nim samym. Geopolityczna stabilność Chin wymaga, aby Pekin kontrolował terytoria peryferyjne wobec etnicznie chińskich obszarów kraju. Peryferia chińskie nigdy jednak nie były stabilne, co dobrze widać po ostatnich wydarzeniach w Tybecie, a także tlącej się wciąż rebelii w Xinjiangu. Wraz z otwieraniem się Chin na świat, napływem turystów i zagranicznym inwestorów, tendencje odśrodkowe – o których dotychczas świat nie miał szans w pełni się dowiedzieć – mogą przybierać na sile. Sprzyjać temu będzie też fakt, że peryferie Chin to obszary najbiedniejsze, najbardziej zacofane i jednocześnie najmniej korzystające z dobrodziejstw chińskiego „cudu gospodarczego”. Nie poddany ograniczeniom i nie zwalczany skutecznie, czynnik korupcji już w nieodległej przyszłości będzie mieć destrukcyjny wpływ na jakość funkcjonowania państwa, jego aparatu urzędniczego i politycznego oraz podstawowej infrastruktury;Z perspektywy 30 lat reform widać dziś wyraźnie, że największym wyzwaniem, przed którymi stoją Chiny, jest problem ubóstwa chłopów i mieszkańców chińskiej prowincji, którego nie da się rozwiązać administracyjnie. O ile walcząc z korupcją – tym „rakiem Chin” – można stosować metody administracyjne, o tyle na rozwiązanie problemów wsi potrzeba czasu i przemyślanych posunięć. W przeciwnym razie, brak poprawy sytuacji społecznej może stać się hamulcem rozwoju gospodarczego, a tym samym zagrozić przywódczej roli Komunistycznej Partii Chin i stabilności państwa. Jednym z trzech geopolitycznych imperatywów Chin pozostaje utrzymanie wewnętrznej jedności rdzennie chińskiej ludności Han, czyli spójności społeczeństwa i stabilności systemu społeczno-politycznego jako warunku przetrwania państwa. Tymczasem narastające rozwarstwienie społeczeństwa chińskiego oraz wynikające stąd napięcia i konflikty społeczne niosą ze sobą potencjał destrukcji dotychczasowego stabilnego ładu i „jedności Han”. To zaś z kolei mogłoby w prostej linii oznaczać osłabienie państwa, zahamowanie rozwoju gospodarki i modernizacji oraz zaprzepaszczenie chińskich aspiracji do osiągnięcia statusu globalnego mocarstwa. Pokojowa i płynna tranzycja władzy na najwyższych szczeblach partyjno-państwowych jest newralgicznym problemem natury politycznej. W historii Chińskiej Republiki Ludowej problemy sukcesji wiązały się zwykle z bardzo agresywną walką frakcji i chaosem wewnętrznym, mającym negatywny wpływ na kondycję wewnętrzną i zewnętrzną Chin. W okresie 1949-1976 niejednokrotnie dochodziło do walki o władzę, w wyniku której następowały kryzysy polityczne. Po przejęciu władzy przez Deng Xiaopinga wydawało się, iż podobnie jak kwestia reform gospodarczych i ten problem zostanie rozwiązany w sposób pokojowy. Deng, poszukując zaplecza politycznego, doprowadził do relatywnie pokojowego usunięcia swojego politycznego oponenta Hua Guofenga. Najbardziej dotkliwym w skutkach doświadczeniem były walki grup w Komunistycznej Partii Chin, które zakończyły się krwawym stłumieniem demonstracji studenckich w czerwcu 1989 roku. W wyniku zajść od władzy odsunięto sekretarza partii Zhao Ziyanga zaś na jego miejsce powołano Jiang Zemina, ówczesnego sekretarza miasta wydzielonego Szanghaj. Już dziś widać, że w Chinach narastają poważne systemowe sprzeczności wewnętrzne, wynikające z kolizji między systemem politycznym państwa, a jego tworzącym się właśnie systemem ekonomicznym i procesami modernizacji. Zasadniczym pytaniem pozostaje, jak długo obecny anachroniczny, autorytarny system polityczny i ustrojowy może współistnieć z gospodarką o w zasadzie rynkowym profilu, szeroko otwartą na świat. Spór miedzy partyjnymi „liberałami” a „konserwatystami” dotyczył głównie dalszych reform politycznych. Zhao Ziyang w czasie XIII Zjazdu Komunistycznej Partii Chin jesienią 1987 roku postulował reformę poprzez oddzielenie aparatu państwowego i partyjnego oraz dalsze zmiany w duchu demokratycznym. Jego postulaty zyskały szybko aplauz wśród studentów, którzy od połowy lat 80-tych w licznych protestach domagali się dialogu z partią, wolności słowa oraz wolności zrzeszeń studenckich. Niewątpliwie, po burzliwych zajściach z wiosny 1989 roku partia stanęła przed problemem kadrowym. Lokalne elity częściowo poparły reformatorów, zamykając sobie tym samym możliwość dalszej kariery politycznej. Efektem dojścia do władzy partyjnych konserwatystów było zachwianie reform i otwarcia na świat. Dopiero trzy lata później, w trakcie sławnej podroży Deng Xiaopinga na południe państwa z okazji chińskiego Nowego Roku, Chiny po raz wtóry zaanonsowały konieczność reform i modernizacji. W tym też roku Deng wyznaczył na kolejnego lidera ChRL Hu Jintao, który awansował do Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Z pewnością cel, jaki przyświecał odchodzącemu na polityczną emeryturę liderowi, był jeden – ustrzec państwo przed kolejną wyniszczającą walką frakcji. Hu Jintao objął władzę dopiero po dwóch kadencjach Jiang Zemina. Istotnym jest fakt, iż od 1993 roku lider ChRL łączy trzy funkcje: przewodniczącego państwa, sekretarza generalnego KPCh oraz przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Skupienie władzy państwowej, partyjnej i wojskowej prowadzi do wzmocnienia ośrodka władzy oraz uniemożliwia ewentualne zamachy stanu. Kluczowym dla przejęcia władzy przez Hu Jintao był XVI Zjazd Komunistycznej Partii Chin w 2002 roku, kiedy to Hu przejął władzę w państwie i partii pozostawiając nadzór nad armią w rękach Jiang Zemina. Zachowanie władzy nad strukturami armii przez kolejne trzy lata świadczyło o znaczącej roli struktur wojskowych w systemie politycznym ChRL. Mimo, że po 1998 roku w wyniku regulacji prawnych znacząco zredukowano udział armii w biznesie, to w dalszym ciągu odgrywa ona rolę stabilizatora sytuacji w Chinach. W czasie XVI Zjazdu wymieniono 13 z 21 członków Biura Politycznego i Stałego Komitetu Biura Politycznego. W innych centralnych instytucjach partyjnych również dokonano szerokich zmian personalnych z uwagi na nieformalną zasadę, iż każdy, kto kończy 70 lat, przechodzi na emeryturę. Jesienią 2007 roku odbył się XVII Zjazd KPCh, na którym dokonano istotnych zmian w kwestiach związanych z przyszłością aparatu partyjnego w Chinach. Ze stanowiska wiceprzewodniczącego ChRL zrezygnował Zeng Qinghong. Na jego miejsce awansowano Xi Jinpinga, syna zasłużonego działacza partyjnego Xi Zhongxinga. Po objęciu stanowiska wiceprzewodniczącego Xi Jinping aktywnie włączył się w działania aparatu partyjno-państwowego. W pierwszej kolejności nowy wiceprzewodniczący odpowiada za prace Sekretariatu i pełni funkcję „sekretarza wykonawczego”. Ponadto pełni funkcję członka Stałego Komitetu Biura Politycznego odpowiedzialnego za relacje z Hongkongiem i Makao, a także stoi na czele Centralnej Kierowniczej Grupy Roboczej ds. Struktur Partyjnych. Obecna kadencja Hu Jintao zakończy się w 2013 roku (sesja Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych), a kluczowym dla dalszego procesu przekazywania władzy będzie XVIII Zjazd KPCh, który odbędzie się jesienią 2012 roku. Obecny wiceprzewodniczący państwa Xi Jinping (zgodnie z logiką ostatniego przejęcia władzy) zostanie zapewne przewodniczącym. Kwestią sporną pozostaje, podobnie jak w przypadku Hu Jintao, objęcie funkcji przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Jest wielce prawdopodobne, ze Hu Jintao pozostawi w swoich rękach funkcję przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej, przynajmniej na okres kilkuletni. Na podstawie analizy układu personalnego w KPCh jest bardzo prawdopodobne, że przyszły przewodniczący (2013-2023) Xi Jinping został wskazany przez odchodzącego Jiang Zemina, a w przyszłości taka możliwość przypadnie Hu Jintao. Model taki, który nie będzie stanowił litery prawa, a będzie jedynie precedensem, może stać się „chińskim modelem tranzycji władzy”. Pokojowy tryb przekazywania najwyższej władzy w państwie o takim właśnie przebiegu wydaje się nader prawdopodobny, choć nie wyklucza to rzecz jasna budowania własnego zaplecza politycznego przez obecnego lidera Chin. Głównym motywem przewodnim sukcesji jest, jak się wydaje z perspektywy ostatnich lat, zachowanie równowagi miedzy frakcjami w partii, która umożliwia dalsze pokojowe reformowanie państwa, którego równie ważnym problemem jest narastanie nacjonalizmu. Jest to proces, który wyraźnie nabrał tempa w ostatnich kilkunastu latach, a jego przyczyną jest rosnąca potęga i znaczenie Chin na arenie międzynarodowej. Tradycyjne sinocentryczne postrzeganie świata i roli w nim Państwa Środka jest dziś dodatkowo stymulowane przez postawy o charakterze negatywnym, takie jak poczucie wyższości lub wręcz arogancji wobec innych cywilizacji i państw. Procesy te są szczególnie zauważalne wśród młodszych generacji Chińczyków, urodzonych lub dorastających już w czasach boomu ekonomicznego. Chiński nacjonalizm jest przy tym procesem całkowicie oddolnym i samorodnym, państwo i jego komunistyczne elity jedynie go „wchłonęły” do swej ideologiczno-politycznej działalności. Istnieje niebezpieczeństwo, że nacjonalizm może zastąpić zarówno ideologię komunistyczną (stając się głównym hasłem na sztandarach KPCh), jak i demokrację jako ustrojowy punkt odniesienia przemian w Chinach. Ta płynność pocesów przekazywania władzy wymaga od odchodzącej ekipy sukcesów, aby nie powstały wewnątrzpartyjne napięcia. Stąd wynika maksymalne wykorzystywanie chińskich środków finansowych, taniej robocizny, nadwyżki produkcyjnej. Aby to było możliwe są konieczne tanie surowce, które obok taniej robocizny są podstawowym elementem konkurencyjności chińskiej produkcji. Jedną z metod uzyskiwania tanich surowców jest pełna dywersyfikacja ich dostawców, a także wpływanie na światowych rynkach poprzez sterowanie ich podażą i popytem. W tym kontekście Afryka jest nie tylko miejscem pozykiwania surowców, ale również sposobem wpływania na międzynarodowe giełdy surowcowe.
Wzrost zapotrzebowania na nosniki energii w ChRL.
Gwałtowny wzrost gospodarczy, pociągający za sobą m.in. szybki rozwój produkcji przemysłowej sprawia, że dramatycznie rośnie także energochłonność chińskiej gospodarki. Dziś Chiny są już drugim na świecie konsumentem ropy naftowej (po USA) i trzecim największym jej importerem. Pod względem konsumpcji ropy naftowej Chiny prześcignęły w 2003 roku Japonię; obecnie (dane za 2007) jej poziom w Państwie Środka wynosi 6,5 mln baryłek dziennie (bpd) i jest wyższy o 7,7 % w stosunku do 2009 roku. Obecnie chiński import ropy naftowej kształtuje się na poziomie ok. 3 mln bpd, z czego ok. 55- 58 % pochodzi z regionu Bliskiego Wschodu (w 2015 odsetek ten zwiększy się do 70%). W roku 2010 Chiny będą importować ok 60 % swojego zapotrzebowania na ropę (w 2000 roku było to ok. 30 %). Jeszcze szybciej rośnie chińskie zapotrzebowanie na gaz ziemny (z 0 w roku 2000 do ok. 20-25 mln m3 w roku 2010). Dzisiaj zużycie pierwotne energii w Chinach opiera się głównie na wydobywanym w kraju węglu kamiennym; przy utrzymaniu się dynamiki wzrostu konsumpcji energii elektrycznej, w ciągu następnych kilkunastu lat Chiny będą zmuszone importować większość także i tego surowca. Rosnący głód energetyczny Chin już dziś staje się czynnikiem determinującym określone kierunki działania Pekinu, wpływając na konkretne decyzje polityczne władz ChRL. Można mieć pewność, że w przyszłości zależność ta będzie jeszcze wyraźniejsza, a dążenie do zapewnienia państwu stabilnych i zdywersyfikowanych źródeł surowców energetycznych stanowić będzie jeden ze strategicznych imperatywów chińskiej polityki zagranicznej. Rosnąca energochłonność chińskiej gospodarki obnaża też przy okazji problemy wynikające z wciąż dużej roli państwa w regulowaniu procesów ekonomicznych. Gdy w kwietniu 2008 roku w wielu regionach Chin zabrakło benzyny na stacjach państwowych koncernów, okazało się, że ich przyczyną nie jest brak tego surowca na rynku, ale istnienie systemowej nierównowagi w dystrybucji paliw płynnych na rynku, wywołanej błędnymi regulacjami państwa. Państwowe sieci stacji benzynowych muszą bowiem sprzedawać paliwo po sztywnych cenach urzędowych (a więc nierynkowych), podczas gdy szeroko rozpowszechnione w Chinach sieci dystrybucji paliw zagranicznych koncernów sprzedają benzynę po cenach dyktowanych przez rynek. Paliwo jest tam znacznie droższe, ale nie ma przerw w dostawach. Kwietniowe braki na stacjach państwowych były więc spowodowane celowym wstrzymaniem dostaw benzyny przez państwowe koncerny paliwowe, w celu zminimalizowania ich strat wobec gwałtownego wzrostu cen ropy na światowych rynkach. W tej sytuacji dynamicznego rozwoju poszukiwanie nowych rynków surowców i zbytu jest naturalnym odruchem i stąd nawet „zapomniana Afryka” stała się atrakcyjna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
