środa, 27 lutego 2008

Tarcza - rola polskich władż.

Tarcza przesądzona
W Polsce powstanie baza amerykańska z 10 antyrakietami
Sprawa tarczy antyrakietowej jest praktycznie przesądzona - powiedział prezydent Lech Kaczyński po poniedziałkowym spotkaniu w Białym Domu z prezydentem Bushem.
Tak więc decyzja została podjęta chyłkiem, za plecami parlamentu, a nawet rządu, a przede wszystkim wbrew opinii ponad 60 proc. Polaków. Znowu dowiadujemy się o niezwykle ważnej decyzji dla kraju nie z Warszawy, lecz z Waszyngtonu.Prezydent dodał, że wiele spraw pozostało jednak jeszcze do omówienia. Nie zmienia to istoty jego słów, które, jak się okazało, zaskoczyły nawet współpracowników prezydenta. Z tych kręgów bowiem, jak przekazał TVN, popłynęły wyjaśnienia, że po polskiej stronie w sprawie tarczy antyrakietowej - jak na razie - jest "wola polityczna'', a sama tarcza pozostaje przedmiotem negocjacji. Najprawdopodobniej niezaplanowane ujawnienie prawdy przez Lecha Kaczyńskiego nie wniosło nic nowego. Cała dotychczasowa kampania propagandowa premiera oraz ministrów spraw zagranicznych i obrony narodowej ukazała, że ekipa rządząca już zaakceptowała tarczę. Usiłuje się nas przekonać, że powstanie w Polsce bazy z kluczowym elementem tego systemu to umocnienie naszego bezpieczeństwa. Powtórzył to Lech Kaczyński w Waszyngtonie i to samo mówił George W. Bush: - Nie ma lepszego symbolu, który mógłby pokazać naszą chęć pracy nad kwestiami bezpieczeństwa, niż "nasza wspólna praca nad tarczą antyrakietową''. Bush dodał: "Chciałem panu prezydentowi podziękować za pana wizję, za widzenie świata w taki sam sposób, za prace nad bezpieczeństwem''. Obaj rozmówcy nie zająknęli się nawet nad wątpliwościami i zastrzeżeniami partnerów z NATO i Kongresu USA, którzy chcą ograniczyć fundusze na budowę bazy w Polsce. Przeszli też do porządku dziennego nad argumentacją rosyjskiego sprzeciwu i propozycjami Kremla. Bez względu na to, jak się ocenia stanowisko Moskwy, nie jest ono obojętne dla szeroko pojętego bezpieczeństwa Polski.Podczas konferencji prasowej innym kwestiom poświęcono śladową uwagę. Wspomniano tylko o polskich życzeniach zniesienia wiz przy wjeździe do USA. Bush po raz kolejny rzucił kilka ciepłych słów. To, że niewiele one znaczą, potwierdził Kaczyński, mówiąc: "Jestem optymistą, ale przestrzegam przed nadmiernym optymizmem''. Umocnił ten faktyczny pesymizm przekonywaniem w wywiadzie telewizyjnym, że ruch bezwizowy nie jest dla Polaków tak ważny, bowiem zatrudnienie łatwo znaleźć w Unii Europejskiej, a poza tym, po drastycznym spadku wartości dolara, zarobki w USA nie są już tak atrakcyjne.Dla gospodarza Białego Domu kontynuacja udziału polskich żołnierzy w wojnach w Afganistanie i w Iraku jest pewnikiem, bowiem złożył tylko podziękowania za ten wysiłek. Nic dziwnego, min. Aleksander Szczygło niedawno dał do zrozumienia, że Polacy będą walczyć nad Tygrysem i Eufratem także w przyszłym roku.Prezydent Kaczyński podniósł w rozmowie w Białym Domu kwestię bezpieczeństwa energetycznego. Nie wiadomo, co o tym myśli Bush, bowiem polski gość dziennikarzom powiedział krótko i niejasno: "Amerykanie nie będą za nas budować rurociągu Odessa-Brody. Natomiast niezwykle istotne jest to, na ile system w tamtej części świata (Azja Środkowa) będzie systemem politycznie stabilnym''.W poniedziałek wieczorem, podczas uroczystej kolacji wydanej przez prezydenta dla kongresmenów i przedstawicieli administracji USA, Lech Kaczyński odznaczył senatorów Carla Levina i Richarda Greena Lugara Krzyżami Komandorskimi z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Republikanin Lugar kierował komisją spraw zagranicznych. W zeszłym roku apelował o solidarność krajów NATO w razie odcięcia jednego z członków Sojuszu od dostaw źródeł energii. Levin - to demokrata, wieloletni przewodniczący senackiej komisji sił zbrojnych, przeciwnik amerykańskiej interwencji w Iraku.
O wizycie prezydenta w USA Tarcza w ciemno Jerzy Szmajdziński, szef klubu parlamentarnego SLD, b. minister obrony:Sprawa umieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w naszym kraju została przesądzona, nadal jednak nie wiadomo, na jakich warunkach Polska się na to zgodziła. Niewiele się dowiedzieliśmy oprócz tego, że pan prezydent przesądził sprawę umieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w Polsce. Stwierdził, że negocjacje o charakterze politycznym zostały zakończone, pozostały tylko kwestie techniczne, czyli o której godzinie, kiedy i jaki transport silosów wjedzie do Polski. Polska opinia publiczna zasługuje na to, żeby się dowiedzieć, które z postulatów mających poprawić stan bezpieczeństwa Polski zostały uwzględnione przez stronę amerykańską. "Bez tego komunikatu, bez tych informacji, można będzie powiedzieć, że mamy do czynienia z jednostronnym aktem wyrażenia zgody, bez żadnych warunków, na przyjęcie w Polsce instalacji, które są kontrowersyjne. Do tej pory rządzący unikali odpowiedzi na jakiekolwiek pytania dotyczące tego systemu, korzyści i zagrożeń. Widać było, że byli zdeterminowani. Dzisiejsza wypowiedź pokazuje, że ta determinacja została sfinalizowana, ale pytania pozostają''. Po poniedziałkowej deklaracji prezydenta złożonej w Waszyngtonie opinia publiczna będzie jeszcze bardziej przeciwna umieszczeniu elementów tarczy w Polsce, a stosunki polsko-rosyjskie, amerykańsko-rosyjskie i natowsko-rosyjskie się pogorszą.Bronisław Komorowski, wiceszef PO:Deklarowanie, że sprawa jest rozstrzygnięta, przed zakończeniem negocjacji, osłabia pozycję negocjacyjną. Polska powinna dążyć do uzyskania wymiernych korzyści w systemie obronnym w zamian za zgodę na realizację planów amerykańskich. Jeśli się mówi, że już się podjęło decyzję, o wiele trudniej będzie skutecznie negocjować. Źle się stało, że padły jednostronne, polskie deklaracje bez konkretów ze strony amerykańskiej.Prof. Stanisław Koziej, b. wiceminister obrony narodowej, emerytowany generał:W istocie było wiadomo od dłuższego czasu, że Polska jest zdecydowana na przyjęcie tej tarczy, ale wypowiedź prezydenta w Waszyngtonie jest swoistym Rubikonem - punktem, od którego można mówić, że zostały już tylko do przedyskutowania sprawy techniczne. Ale wciąż nie wiemy najważniejszego, a mianowicie czy strona amerykańska jest gotowa wzmocnić Polskę systemami przeciwrakietowymi do bezpośredniej obrony. Deklaracja prezydenta powinna oznaczać, że Amerykanie wyrazili zgodę. Gdyby było inaczej, to moim zdaniem byłby to błąd. Uzyskalibyśmy bowiem zbyt mało w stosunku do ryzyka, jakie ponosimy godząc się na instalację tego elementu tarczy na naszym terytoriumj. Chodzi tu zwłaszcza o ryzyko związane ze zwiększonymi - potencjalnymi co najmniej - zagrożeniami, o których jednoznacznie mówi chociażby Rosja: o skierowanie rakiet na nasze terytorium, o wycofanie się z traktatu o zbrojeniach konwencjonalnych.

Brak komentarzy: