sobota, 19 lipca 2008

POLITYKA ZAGRANICZNA POLSKI PO 2007.

Wybory parlamentarne w Polsce w 2007 r. miały doprowadzić do jakościowej zmiany w polskiej polityce zagranicznej, również w stosunkach z USA. W tym kontekście warto przyjrzeć się z bliska obecnym relacjom polsko-amerykańSKIM.
Wprowadzenie
Problematyka bezpieczeństwa międzynarodowego pozostaje w znacznej mierze poza zasięgiem opinii publicznej. Refleksja w tym względzie wydaje się jednak niezbędna dla oceny stanu relacji polsko – amerykańskich po wyborach parlamentarnych w 2007 r. W istocie nowy rząd w Polsce potwierdził strategiczne partnerstwo pomiędzy USA a RP [1]. Przywódcy zwycięskiej w 2007 r. formacji zapowiedzieli jednak godne uwagi przewartościowanie w prezentowanej sferze działalności międzynarodowej. Warto dodać, iż obecne spory wokół swoistej amerykanizacji polskiej polityki bezpieczeństwa podkreślają echa trudnej kohabitacji w Polsce [2]. W obliczu narastających wątpliwości na temat opcji atlantyckiej niebagatelnego znaczenia nabiera zatem decyzja o instalacji elementów tarczy antyrakietowej w Europie. Istotną kwestią dla polskiej racji stanu po wyborach w 2007 r. pozostaje też zaangażowanie militarne Warszawy poza granicami kraju oraz problem przyszłości Sojuszu Północnoatlantyckiego. Procesy te wywierają bowiem zauważalny wpływ m.in. na szeroko pojęte relacje europejskie, a także na postawę Rosji w stosunkach międzynarodowych.Między Europą a Ameryką. Neokonserwatywny nurt polityki Stanów Zjednoczonych wydawał się nie służyć w minionym okresie pozycji politycznej Polski na Starym Kontynencie. Amerykańskie przeświadczenie o naczelnej roli czynnika militarnego w światowej polityce znacząco odbiegało od kanonu szeroko pojętej europejskiej kultury politycznej. Owy przedmiot kontestacji państw „starej Europy” dla Polski wiązał się jednak z postawą idealnego sojusznika, który nie stroni od siły wojskowej w polityce globalnej. Z uwagi na doświadczenia historyczne metafora Roberta Kagana, dotycząca charakteru amerykańskiej polityki zagranicznej [3], wydawała się doskonale odpowiadać preferencjom polskich sfer rządowych. Co więcej, Stany Zjednoczone występowały jako jedno z niewielu państw zachodnich, które nie obawiało się wejścia w konflikt polityczny m.in. z Federacją Rosyjską [4].Efekty operacji irackiej nie były jednak dla Warszawy adekwatne w stosunku do wstępnych założeń. Na tym tle deklaracje polityków Platformy Obywatelskiej (PO) na temat wycofania polskich żołnierzy z rejonu konfliktu stanowiły z pewnością element epatowania polskiej opinii publicznej w warunkach kampanii wyborczej. Wychodziły one bowiem naprzeciw poczuciu klientelizmu w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, u podłoża którego tkwiła istotna asymetria relacji polsko – amerykańskich [5]. Uczestnictwo Polski w misji irackiej pierwotnie oznaczać miało jednak zacieśnienie więzów transatlantyckich. Ostateczna realizacja omawianej operacji w warunkach silnej krytyki znaczących państw europejskich uniemożliwiła osiągnięcie powyższego celu [6]. Tymczasem w opinii koalicyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) bezpieczeństwo państwa polskiego budować należało na fundamencie stosunków wielostronnych w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz Unii Europejskiej. Co więcej, niezbędna wydawała się rezygnacja ze swoistego idealizmu w kontaktach z Waszyngtonem, zwłaszcza w obliczu wątpliwego uzasadnienia misji irackiej. Przy całej świadomości znaczenia amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Polski, proponowane odmitologizowanie relacji z USA przynieść miało korzyści także w kontekście starań o poprawienie atmosfery politycznej na Starym Kontynencie [7]. Istotnym zjawiskiem z punktu widzenia prezentowanej sfery działalności zagranicznej polskiego rządu po wyborach w 2007 r. stała się również obserwowana europeizacja wszelkich relacji bilateralnych Warszawy. Otóż w coraz większym stopniu stosunki polsko – amerykańskie miały znajdować odzwierciedlenie na forum Unii Europejskiej [8]. Wyzwaniem dla nowych władz w Polsce stało się zatem poszukiwanie argumentacji uzasadniającej prowadzenie polityki proamerykańskiej, która jednocześnie nie kolidowałaby z opcją europejską. Język kurtuazji i politycznej poprawności wobec Stanów Zjednoczonych nie mógł już oznaczać zupełnie dowolnej retoryki na froncie europejskim. Polska stawała się bowiem w pełni odpowiedzialna za podjęcie starań na rzecz zasypywania podziałów transatlantyckich.Warszawa po zmianie władzy w 2007 r. skonfrontowana została również z trwającą od dłuższego czasu tendencją do renacjonalizacji polityki zagranicznej partnerów unijnych. Osłabienie impulsu integracyjnego w Europie uzasadniało kontynuację polityki proamerykańskiej nad Wisłą. W istocie polityczna obecność Stanów Zjednoczonych na Starym Kontynencie wydawała się działać hamująco na egoizmy narodowych polityk bezpieczeństwa znaczących państw Europy. Polityka zagraniczna rządu polskiego po wyborach w 2007 r. nie miała zatem dążyć do osłabienia więzów z USA, lecz jedynie zdystansowania się od niepopularnej polityki prezydenta Busha. Prowadzić miało to z kolei do pożądanego minimalizowania rozdźwięku pomiędzy polityką atlantycką a europejską w ramach polskich relacji zagranicznych. Warto podkreślić, iż na Starym Kontynencie pojawiły się sprzyjające okoliczności dla łagodzenia sporów euroatlantyckich, zwłaszcza w kontekście swoistego przewartościowania polityki Niemiec oraz Francji.Meandry systemu obrony antyrakietowejW Waszyngtonie polskie wybory parlamentarne w 2007 r. wywołały z pewnością istotne obawy o opóźnienie zakończenia rokowań w sprawie rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w Europie. Co więcej, strona amerykańska wydawała się wywierać presję na polskich partnerach, związaną z końcem kadencji aktualnego gospodarza Białego Domu. Pragnienie szybkiej finalizacji negocjacji łączyło się zapewne z potrzebą odniesienia sukcesu, który pomógłby zatrzeć negatywny wizerunek prezydentury Busha, zwłaszcza na płaszczyźnie międzynarodowej. Ze względu na spore problemy wewnętrzne, intencje te bliskie były również do tej pory rządowi premiera Kaczyńskiego. Nowa koalicja PO – PSL zdawała się nie podzielać jednak tego typu dylematów, co stwarzało większe przyzwolenie na opóźnianie rokowań, by uzyskać znaczące koncesje ze strony USA [9].Nowe władze w Polsce twierdziły ponadto, iż system antyrakietowy nie wpisuje się jedynie w stosunki polsko – amerykańskie, lecz ma on szersze implikacje europejskie. Co więcej, Warszawa decydowała się łączyć finał negocjacji w sprawie tarczy z wycofaniem polskich wojsk z Iraku, co dodatkowo podwyższyło jej znaczenie w prowadzonych rozmowach [10]. Z punktu widzenia polskiego kierownictwa istotne wydawało się, aby za pomocą prezentowanego projektu nie dezawuować NATO poprzez tworzenie w ramach tejże struktury podwójnych standardów bezpieczeństwa. Co więcej, polska strona nawoływała, aby system współgrał z planami NATO, gdyż inaczej projekt ten miałby dezintegracyjne implikacje dla Sojuszu. W istocie minister spraw zagranicznych RP opowiedział się za stworzeniem wspólnej obrony antyrakietowej w ramach całej Wspólnoty Atlantyckiej [11]. Polska mogłaby partycypować w kosztach budowy i utrzymania instalacji, jeśli tarcza miałaby w przyszłości stać się w pełni projektem Sojuszu. Stanowiłoby to zauważalny udział Warszawy w obronie obszaru północnoatlantyckiego. Prezentowany system wzbudził jednak szereg kontrowersji na Starym Kontynencie, pomimo koncyliacyjnej retoryki jego inicjatorów. Zaistniały bowiem głębokie obawy o wzmocnienie tendencji ofensywnych w Stanach Zjednoczonych poprzez uzyskanie przez ów kraj określonej przewagi strategicznej. Skłaniało to europejskich partnerów do apeli, by decyzja o umieszczeniu tarczy miała charakter ogólnoeuropejski. Ze względu na brak kompetencji Unii Europejskiej w prezentowanej dziedzinie, ewentualne zainstalowanie elementów systemu zależeć miało jednak od woli poszczególnych krajów uczestniczących w przedsięwzięciu. Projekt w istocie zainicjować mógł jednak pierwszy etap nowej architektury bezpieczeństwa na świecie, a w tym kontekście tożsamość polityczna Europy nadal nie wyglądałaby imponująco. Głównym decydentem w istotnej dziedzinie bezpieczeństwa europejskiego pozostawałyby nadal Stany Zjednoczone. Faktem jest jednak, iż akceptacja instalacji systemu antyrakietowego w Europie przez państwa NATO na szczycie w Bukareszcie zlikwidowała część politycznego napięcia panującego między sojusznikami [12], co z pewnością poszerzyło pole manewru także polskiej dyplomacji.Sukcesem polskich władz stało się jednak bez wątpienia rozpoczęcie równoległych rokowań z USA w sprawie modernizacji polskich sił zbrojnych [13]. Warto podkreślić, iż połączenie tych dwóch obszarów negocjacyjnych nastąpiło pomimo istotnego sprzeciwu strony amerykańskiej. Sama tarcza bez dodatkowego pakietu nie byłaby jednak dla Polski korzystna. Faktem jest, że reakcje Pentagonu na polskie postulaty były niezwykle chłodne. Wśród elit amerykańskich zapanowało przekonanie, iż projekt tarczy nie uzasadnia nadmiernej szczodrości w stosunku do Warszawy, a zerwanie przez Polskę negocjacji nie niosłoby za sobą negatywnych konsekwencji [14]. Co więcej, gdyby USA spełniły wszelkie postulaty partnera, Polska stałaby się największym beneficjentem amerykańskiej pomocy wojskowej na świecie. Decydenci w Stanach Zjednoczonych mieli także świadomość, iż Warszawa pragnie znaczącej instytucjonalizacji amerykańskiej obecności na Starym Kontynencie, co dyskontowali w ramach negocjacji [15]. Z drugiej strony polskie władze podniosły, że projekt tarczy musi zostać zaakceptowany przez polską opinię publiczną, dotychczas zaniepokojoną niedostatecznymi propozycjami Stanów Zjednoczonych. Faktem jest jednak, iż w interesie Polski leżało zaangażowanie militarne USA w Europie. Wydaje się, iż już samo umieszczenie amerykańskiej bazy potencjalnie zwiększyłoby bezpieczeństwo Polski, ze względu na zauważalny wzrost amerykańskiej obecności nad Wisłą [16].
Przyszłość Sojuszu PółnocnoatlantyckiegoPolski rząd po wyborach w 2007 r. również wyraził wolę podwyższenia znaczenia Sojuszu Północnoatlantyckiego jako gwaranta bezpieczeństwa w Europie, m.in. ze względu na silną obecność USA w jego strukturach. Stany Zjednoczone w istocie nie posiadały żadnych innych zobowiązań wobec Polski aniżeli art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Podstawę polityki bezpieczeństwa Polski stanowić miało NATO jednak nie tylko ze względu na jego znaczącą wiarygodność militarną, ale również z uwagi na polityczną jedność Zachodu, której było nośnikiem.Zwarzywszy na kontekst relacji transatlantyckich, pozycja Polski w ramach wspólnoty wydawała się nie zyskiwać na znaczeniu poprzez silniejsze związki jedynie z USA, czego emanacją stało się preferowanie operacji stricte amerykańskich zamiast większego zaangażowania na rzecz NATO. W niewłaściwym świetle stawiały ponadto Sojusz rozważane w Warszawie dodatkowe zabezpieczenia polityczno – militarne w kontekście instalacji tarczy antyrakietowej. Dlatego też intencją nowych władz w Polsce stała się prezentacja planów dotyczących sfery bezpieczeństwa państwowego w istotnym stopniu na forum NATO jako gestu lojalności wobec wszystkich jego członków.Wyzwaniem dla kierownictwa polskiej nawy państwowej stał się również planowany przez Francję powrót do struktur wojskowych Sojuszu. Wydarzenie to istotnie wpływać miało na pozycję taktyczną Warszawy, stwarzając możliwość wzmocnienia korzystnej dla Polski jedności politycznej wewnątrz NATO. Oparta na szerokiej akceptacji wszystkich sojuszników wspólna europejska polityka obronna wreszcie mogłaby z pewnością przybrać konkretne kształty. Co więcej, także Francja zdecydowała się wzmocnić aktualny trend polityczny w ramach NATO, polegający na preferowaniu działań globalnych Sojuszu [17]. Doniosłość owej decyzji podkreślały dotychczasowe trudności państw europejskich w utrzymaniu poparcia politycznego dla ich zaangażowania w misjach pod egidą Waszyngton. Istniało jednak wciąż widmo podziałów w obrębie Wspólnoty Atlantyckiej na członków Sojuszu wysyłających swe wojska do akcji typu out of area oraz te państwa, które pozostają sceptyczne wobec powyższych operacji. Faktem jest, iż w świecie postzimnowojennym niezmiernie trudno przekonać członków NATO, by automatycznie uczestniczyli w misjach poza tradycyjną sferą działań organizacji. W tym kontekście uprawnione zatem pozostawały obawy o rozmywanie jedności państw sojuszniczych poprzez operacje poza terytorium traktatowym [18]. Ewentualne powodzenie misji Sojuszu w Afganistanie stanowiłoby jednak istotne potwierdzenie zasadności tezy, iż NATO powinno działać poza obszarem północnoatlantyckim. W tym względzie na szczycie w Bukareszcie wyłonił się konsensus na rzecz zaangażowania Paktu w działania globalne, podzielany również przez Polskę. Uznano, iż aktywność ta przyczynić się może się od odsunięcia wszelkich niebezpieczeństw od granic państw NATO. W istocie wspomniane działania stanowić mają nowy impuls, który zdefiniuje polityczny profil Wspólnoty Atlantyckiej w XXI wieku [19]. Przyszłość Sojuszu Północnoatlantyckiego w opinii polskiego rządu powinna była również wiązać się z kwestią bezpieczeństwa energetycznego. W istocie NATO zaczęło przejmować punkt widzenia Warszawy na sprawę dostaw nośników energii [20]. Co więcej, doniosłe znaczenie posiadać zaczęła też problematyka rozszerzenia Sojuszu, która od dłuższego czasu znajdowała się na wysokim miejscu w politycznej agendzie państw NATO. W dobie refleksji na temat reformy Paktu postawa Polski polegać miała właśnie na promowaniu geograficznego rozszerzenia tejże organizacji. Odpowiadało to zwłaszcza preferencjom prezydenta Busha, który pragnął przedstawić ów proces jako znaczące osiągnięcie prezydentury, tak krytykowanej w dziedzinie polityki międzynarodowej. Na tym tle wystąpiły jednak znaczące rozbieżności euroatlantyckie o skomplikowanym podłożu politycznym. Pierwotnie rozszerzenie NATO studzić miało chociażby emocje bałkańskie. Jednak sama dyskusja w tej dziedzinie wygenerowała znaczące podziały, wynikające m.in. z zablokowania kandydatury Macedonii przez Grecję. Co więcej, na szczycie NATO w Bukareszcie porażkę poniosła grupa zwolenników euroatlantyckich aspiracji Ukrainy oraz Gruzji. Przy bardzo zdecydowanym oporze ze strony Niemiec nie udało się bowiem uzyskać istotnego postępu w dziedzinie integracji Kijowa oraz Tibilisi z Sojuszem. Zabrakło woli do przyjęcia kandydatów, uwikłanych w poważne konflikty polityczne na arenie międzynarodowej. Faktem jest, iż akcesja Ukrainy oraz Gruzji do NATO stać się mogła również konsekwencją pozycji politycznej Polski w ramach Sojuszu. Zbudowaniu wymaganego poparcia nie służył jednak list prezydenta Kaczyńskiego, skierowany do przywódców państw NATO, który prezentował pozytywne aspekty kandydatur Gruzji oraz Ukrainy. Ze względu na irytujące Berlin porównanie starań tychże państw do przyjęcia Niemiec Zachodnich do Wspólnoty Atlantyckiej w latach pięćdziesiątych XX w., list ten objawił jedynie mankamenty polskiej polityki historycznej.Postawa Francji i Niemiec, sprzeciwiających się zaproszeniu Gruzji oraz Ukrainy do integracji z Sojuszem, stanowiła jednak poniekąd wyraz niebezpiecznej tendencji do ulegania sugestiom rosyjskim w polityce europejskiej [21].Czynnik rosyjski w polskiej polityce atlantyckiejFaktem jest, iż eksponowanie nurtu atlantyckiego w polskiej polityce zagranicznej przed wyborami w 2007 r. spowodowane było m.in. ochłodzeniem relacji Warszawy z Kremlem [22]. Wszelkie napięcia na tym tle stanowiły swoistą kompilację wielu rozmaitych czynników politycznych. Istotnym problemem była szczególnie kwestia rosyjskich reakcji wobec projektu instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce, co znalazło się również w orbicie zainteresowań koalicyjnego rządu PO – PSL. Dla Moskwy wyzwaniem nie stało się rozmieszczenie w Polsce elementów tarczy per se, lecz planowana instytucjonalizacja obecności USA w Europie Środkowej. Oznaczało to definitywne uchylenie się krajów prezentowanego obszaru od wszelkich nacisków politycznych Kremla, co utrwalałoby niekorzystny dlań układ sił na Starym Kontynencie. Rosja nie przyjmowała zapewnień, iż ów system nie stanowi zagrożenia dla jej interesów. Co więcej, odmawiała Polsce szczerych intencji w tej dziedzinie ze względu na sugestie Warszawy o rozmieszczeniu przez USA systemu Patriot dla osłony instalacji tarczy antyrakietowej. Jednocześnie Moskwa stosowała konfrontacyjną retorykę, po części na użytek wewnętrzny, co służyło jednak stronie polskiej do uzasadnienia własnego stanowiska w negocjacjach ze stroną amerykańską. Polskie władze twierdziły bowiem, iż to właśnie na Stanach Zjednoczonych ciążyć powinien obowiązek neutralizacji negatywnych emocji strony rosyjskiej [23].Rosjanie podjęli tymczasem próbę gry obliczonej na wyzyskiwanie kontrowersji europejskich, w szczególności wykorzystując widmo swoistego appeasementu na Starym Kontynencie. Kreml argumentował, iż amerykańska tarcza stanowić będzie w istocie prowokację dla relacji Rosja – UE. Sama Polska spełni natomiast rolę narzędzia w polityce globalnej Stanów Zjednoczonych. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Unii Europejskiej powodować miał w opinii Rosji negatywne konsekwencje dla stosunków Moskwa – Bruksela. Argumentacja ta nastawiona była na niezwykle niekorzystne dla Polski podziały wewnątrz Europy. Dodatkowo Kreml w ramach środków nacisku na Zachód ogłosił zamiar wprowadzenia moratorium na wykonywanie postanowień układu o ograniczeniu sił konwencjonalnych w Europie (CFE), co wywołać mogło kryzys w relacjach Waszyngtonu z europejskimi stolicami. Moskwa w dyskusji na temat tarczy wykorzystała ponadto kartę irańską [24], a zatem element wchodzący silnie w orbitę zainteresowań Stanów Zjednoczonych. Polskie władze wyrażały jednak nade wszystko wolę ocieplenia relacji z Rosją. Warszawa po wyborach w 2007 r. zapewniała, iż nie prowadzi polityki antyrosyjskiej. W jej interesie jest bowiem rozwijanie coraz lepszych stosunków z sąsiadem ze Wschodu. W tym sensie celem projektu systemu antyrakietowego nie była neutralizacja rosyjskiego potencjału rakietowego. W wyniku polsko – amerykańskiej ofensywy dyplomatycznej ostatecznie także przywódcy państw NATO w Bukareszcie wezwali Kreml, by wycofał swój sprzeciw wobec planu rozmieszczenia antyrakiet. Co więcej, Stany Zjednoczone podnosiły w dyskusji, iż Rosja zaproponowała umieszczenie komponentów tarczy w Azerbejdżanie, a zatem uznawała sama pośrednio istnienie zagrożenia irańskiego. Wydarzenia te świadczyły, iż Rosja stawała się świadoma geopolitycznej samotności, którą dodatkowo pogłębić miał proces rozszerzania NATO [25]. Faktem jest, iż przyjęcie Ukrainy oraz Gruzji do Sojuszu poważnie utrudniłoby geostrategiczne zamiary Federacji Rosyjskiej. Kreml zapowiedział daleko idące negatywne konsekwencje rozszerzenia Paktu dla bezpieczeństwa europejskiego. W rezultacie opinia ta stała się powodem braku akceptacji idei powiększenia Wspólnoty Atlantyckiej przez Niemcy oraz Francję, po części ze względu na niechęć wspomnianych państw do generowania zadrażnień z Rosją. Wszelkie ustępstwa w sprawie euroatlantyckich aspiracji Ukrainy i Gruzji kierowały jednak niewłaściwy sygnał do Moskwy, polegający na istnieniu tendencji do swoistego rodzaju finlandyzacji Sojuszu [26]. Owe zrozumienie Berlina oraz Paryża dla rosyjskich obaw z pewnością nie mogło zostać pozytywnie odebrane również przez stronę polską. Z tego punktu widzenia trudno byłoby bowiem uwierzyć Warszawie we wszelkie projekty polityczno – militarne państw „starej Europy”. Argumentacja Berlina zwracała jednak uwagę na niezwykłą złożoność prezentowanej problematyki [27]. Otóż Niemcy wcale nie wyrazili sprzeciwu wobec kandydatur Ukrainy oraz Gruzji a priori, pragnęli jednak uporać się w pierwszej kolejności z bardziej aktualnymi politycznie kwestiami, tzn. z projektem tarczy antyrakietowej oraz sprawą operacji afgańskiej. Szczególnie w drugim przypadku Rosja mogła okazać się Sojuszowi niezwykle pomocna. Kanclerz Merkel podczas wizyty w Moskwie otrzymała nawet zapewnienie o udzieleniu poparcia wojskom NATO w Afganistanie, w postaci zgody na tranzyt przez rosyjskie terytorium niezbędnego zaopatrzenia.Akceptacja wspomnianych układów politycznych budziła szereg kontrowersji na Zachodzie. Wielu amerykańskich polityków poddawało w wątpliwość przystawanie na dysfunkcjonalne relacje z Rosją, zwłaszcza w obliczu gróźb Kremla, wywołanych euroatlantyckimi aspiracjami Ukrainy [28]. Faktem jest, iż to właśnie Kijów był jedynym nienależącym do Sojuszu krajem, który brał aktywny udział we wszystkich jego operacjach.W tym sensie Stany Zjednoczone wydawały się w dużo większym stopniu podzielać polskie preferencje w polityce wschodniej. To Waszyngton przecież potępił represje wobec mediów na Białorusi, piętnując prawdziwe oblicze reżimu w Mińsku, co zostało pozytywnie odnotowane przez polska stronę.Przypisy:[1] Exposé premiera Donalda Tuska, 23 listopada 2007.[2]R. Kuźniar, Droga do wolności. Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej, Warszawa 2008, s. 293 – 304.[3] R. Kagan, Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata, Warszawa 2003.[4] R. H. Hass, Rozważny szeryf. Stany Zjednoczone po zimnej wojnie, Warszawa 2004, s. 103.[5]Rozmowa z prof. R. Ziębą, Tarcza Ameryki, „Przegląd”, nr 10/2008.[6]M. Wągrowska, Udział Polski w interwencji zbrojnej i misji stabilizacyjnej w Iraku, Centrum Stosunków Międzynarodowych, Raporty i Analizy, 12/04.[7]O. Osica, Powtórka z Iraku?, Analizy Natolińskie, 4/2007.[8]P. M. Kaczyński Polska polityka zagraniczna w latach 2005 – 2007. Co po konsensie?, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2008.[9]O. Osica, A Poland that Can Accept America's 'No', Center for European Policy Analysis, 14 December 2007.[10]Tusk pokazał w USA, że jest zawodnikiem pierwszoligowym, „Gazeta Wyborcza”, 11 marca 2008.[11]Wystąpienie Ministra Sikorskiego na 44. konferencji bezpieczeństwa międzynarodowego w Monachium, 9 lutego 2008.[12]Punkt 37. deklaracji ze szczytu państw NATO w Bukareszcie, 2 kwietnia 2008.[13]K. deYoung, U.S., Poland Closer to Deal on Missile Defense, „Washington Post”, 2 February 2008. [14]T. Valasek, In defence of missile defences?, Centre for European Reform, 14 March 2007.[15]A. McDowall, Poland 'agrees' to US missile defence deal, „Daily Telegraph”, 4 February 2008.[16]B. Węglarczyk, Mity i fakty o tarczy, „Gazeta Wyborcza”, 26 marca 2007.[17]W. Jagielski, Francuzi jadą do Afganistanu na odsiecz NATO, „Gazeta Wyborcza”, 25 marca 2008.[18]R. D. Kaplan, Słabości NATO mogą być jego siłą, „Gazeta Wyborcza”, 31 marca 2008. [19]Exposé Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, 14 marca 2002.[20]Punkt 48. deklaracji ze szczytu państw NATO w Bukareszcie, 2 kwietnia 2008.[21]Ch. A. Kupchan, Dla NATO zaczęła się nowa era, „Gazeta Wyborcza”, 15 kwietnia 2008.[22]A. Podolski, Między Samarą a Brukselą, Polska polityka europejska i wschodnia w 2007 roku, Centrum Stosunków Międzynarodowych, Monitoring Polskiej Polityki Zagranicznej 2007. [23]W. Lorenz, Tarcza w Polsce. Rozstrzygnięcie coraz bliższe, „Rzeczpospolita”, 5 maja 2008.[24]O. Osica, Iran a sprawa polska, „Tygodnik powszechny”, 20 listopada 2007.[25]D. Trenin, Ukraina i Gruzja będą problemem dla NATO, „Dziennik”, 19 kwietnia 2008.[26]J. Pawlicki, Finlandyzacja NATO, „Gazeta Wyborcza”, 27 marca 2008.[27]W. Lorenz, NATO się podzieli na starych i nowych, „Rzeczpospolita”, 21 marca 2008.[28]T. Serwatnyk, Ukraina odpowiada na pogróżki, „Rzeczpospolita”, 14 kwietnia 2008.

Brak komentarzy: